"Poza życiem"
Opowiadanie stawiające Życie i Śmierć w nowym świetle. Mam nadzieję ;)Rozdział I. Drugi rozdział w profilu. Proszę o komentarze.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rozdział I
Siedziałem przed telewizorem, patrząc na logo mojej ulubionej stacji - księżyc w pełni na niebieskim tle. Przyszedłem trochę za wcześnie, gdyż mój najukochańszy film „Śmierć nadejdzie jutro” rozpoczynał się dopiero za dwie godziny, ale byłem zbyt podekscytowany i nie mogłem się doczekać. Saltop rozpoczął akurat nadawać „Samą śmierć” - serial, który kiedyś bardzo lubiłem. Niestety, twórcy - chcąc podążać za aktualnymi trendami - tchnęli w bohaterów życie, robiąc z nich dziwne, nienaturalne twory. Skąd oni wzięli pomysł na oddychanie? Zmienili serial o zwykłej conocności w jakieś durne science-fiction... Ech, szkoda gadać. Za oknem dostrzegłem pierwsze promyki słońca, więc podbiegłem opuścić żaluzję, cobym nie był rozpraszany podczas oglądania. Nienawidzę tej żółtej, gorącej kuli. Wróciłem na fotel, by przez te dwie godziny poszydzić sobie z głównych bohaterów serialu - niestety chwilę później usnąłem. Obudziło mnie pukanie do drzwi. Wstając, rzuciłem okiem na zegarek - szósta rano. Pół godziny do mojego filmu - odnotowałem w pamięci. „Kto to może być tak późno?” - pomyślałem, przechodząc przez przedpokój. Spoglądając przez judasz doznałem takiego szoku, że prawie poczułem bicie serca! Nawet nie wyobrażacie sobie, jak straszliwe obrazy galopem przetoczyły się przez moją głowę. Byłem przecież taki młody! Ledwo wszedłem w dorosłość! Nie, nie, nie to nie może się tak skończyć. Nie otworzyłem. Zamiast tego pobiegłem po telefon, by zawiadomić jedyną osobę, która była w stanie mnie ocalić. Przypomniałem sobie, jak rodzice zostawili mi ten numer, ot tak, na wszelki wypadek, żebym po prostu miał. Jaki wtedy byłem cwany. „Przestań mamo, mnie to nie spotka” - mówiłem. A teraz? Teraz mało nie narobiłem w gacie.
- Proszę? - ponury głos odezwał się w słuchawce.
- Dobra noc, znaczy dzień... Dzień dobry. Tutaj Lakim - odpowiedziałem, siląc się na spokój, lecz i tak słyszałem drżenie własnego głosu.
- Dzień dobry. Proszę się uspokoić i powiedzieć w czym mogę pomóc.
- Niedawno wróciłem z pracy, z życiarza, gdzie jestem dozorcą. Włączyłem telewizor, czekając na „Śmierć nadejdzie jutro”, a w międzyczasie narzekałem na twórców „Samej śmierci”, którzy ożywili bohaterów. Według mnie zepsuli tym cały serial. - Nagle dziwnie się rozluźniłem, gadając o takich pierdołach, podczas gdy na wycieraczce ziszczały się najgorsze koszmary.
- Do rzeczy - ponaglił mnie rozmówca.
- Już, już... Nie zdążyłem nawet dobrze przysnąć, gdy usłyszałem pukanie do drzwi. „Trochę późną porę ktoś sobie wybrał na odwiedziny” - pomyślałem, ale poszedłem otworzyć. Przez judasza zobaczyłem coś potwornego... - Głos załamał mi się na moment. - Zobaczyłem Życie.
- Rozumiem. Proszę powiedzieć tylko, ile zauważył pan proporczyków na Guan Dao.
- Jeden - odpowiedziałem, nie wiedząc po co komu ta informacja.
- Hmmm... Najsłabszy z Żyć, więc... - Usłyszałem tylko tyle, nim połączenie zostało zerwane, ale wiedziałem, że pomoc jest w drodze - to byli profesjonaliści.
Pukanie do drzwi stawało się coraz bardziej natarczywe. W myślach dziękowałem nowym systemom antywłamaniowym, które zamontowałem tydzień wcześniej. Wiem, że to trochę chore, zważając na okoliczności, ale poszedłem do pokoju, gdyż właśnie rozpoczynał się mój film. Życie nie zając...
***
Minęło raptem piętnaście minut, gdy poczułem przenikliwy chłód. „Przybył” - pomyślałem, aczkolwiek nie byłem pewny, gdyż tylko z opowieści rodziców znałem te tajemnicze istoty. Do drzwi wystartowałem, jak sprinter, słyszący wystrzał pistoletu. Uchyliłem je tylko odrobinkę, tak by mieć podgląd sytuacji, ale też tak bym zdążył się schować, gdyby stan rzeczy przybrał niekorzystny obrót.
- Witaj Życie. - Łagodnym głosem odezwał się przybysz ubrany w czarną, zwiewną pelerynę. Gdy odrzucił kaptur, wybałuszając oczy dostrzegłem, iż osoba oddelegowana do ocalenia mnie to kobieta... Piękna kobieta. - Jestem Maiti, śmierciar drugiego stopnia. Niezmiernie mi miło.
- Witaj. Przyznam szczerze, iż jestem rozczarowany. Śmierć wysłała zwykłego podwładnego...
- Zważ na słowa - odcięła się kobieta. - Jesteś wszakże najsłabszym z Trójcy. Jak mogłeś myśleć, że mój Pan pofatyguje się osobiście?
- Najsłabszym mówisz... - tajemniczo odrzekł Życie, uśmiechając się delikatnie.
- Tak. A teraz wybacz, ale mam rozkaz Cię zgładzić. Śmierć nie toleruje
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Haniel
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…