POZWÓL MI UWIERZYĆ W MARZENIA
O próbie realizacji własnych pragnień
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
1
Miała dwanaście lat, długie kręcone włosy, koloru powszechnie znanego jako blond, starannie upięte i przewiązane różową wstążką. Jej duże niebieskie oczy, pod warstwą grubego szkła okularów zdawały się być jeszcze większe, a na pierwszy rzut oka, bez wyraźnego wpatrzenia się w nie osiągały rozmiary monumentalnie wielkich; złudzenie to jednak szybko mijało, tak więc obserwator do końca potem nie wiedział czy to sprawa owych okularów, czy też żartobliwy wybryk jego wyobraźni. Na jej podłużnej twarzy, wokoło nieznacznie wystającego nosa, malowała się plejada, przypominających gwiazdozbiór, rudawych piegów tak uroczo wyglądających jedynie na policzkach dziewczyn w jej wieku. Miała na sobie kremowy podkoszulek z napisem: I Love You, umieszczonym tuż nad przebitym strzałą czerwonym sercem, które zdawało się królować na przedniej powierzchni podkoszulka, stanowiąc jego główny, niepodzielny element kompozycyjny. Jej nogi pokrywały grube białe rajstopy, częściowo tylko zakryte niebieską spódniczką sięgającą jej do kolan. Powoli podeszła do srebrnego boomboxa, którego otrzymała od matki chrzestnej z okazji pierwszej komunii. Otworzyła kieszeń z kasetą. Delikatnie ją wyjęła i spojrzała na nią badawczym, ale i po części mechanicznym wzrokiem. Była przewinięta prawie do połowy. Włożyła ją z powrotem, po czym wcisnęła jeden z przycisków, tak aby przewinąć ją do samego początku. Czekała chwilę, patrząc przez zasłonięte firanką okno. Powoli nadchodził wieczór. Coraz wcześniej. Już o osiemnastej zaczynała się robić szarówka. Mimo to wciąż doskonale było widać złociste liście pokrywające kilka starych drzew, rosnących wzdłuż ulicy, rozciągającej się kilkanaście metrów od okna jej pokoju. Rzadko tędy jeździły samochody i tylko w dni świąteczne i niedziele można było zauważyć bardziej wzmożony ruch, kiedy to wszyscy okoliczni mieszkańcy porzucali możliwość pieszych wędrówek i wsiadali do swych wyglansowanych na tę okazję samochodów, którymi tłumnie mknęli na mszę, a potem z powrotem do swych domów. Kaseta się zatrzymała. Weronika oderwała spojrzenie od widoku zza okna. Palcem wskazującym wcisnęła przycisk: play i powędrowała na łóżko, siadając na nim po turecku. Trwało kilkanaście sekund ciszy, po czym z głośników popłynął dźwięk męskiego głosu: A teraz zapowiedziana przed reklamami Ewelina Flinta Męski głos umilkł, dając pole do popisu wokalistce śpiewającej o przeznaczeniu. Weronika ją uwielbiała. Tuż obok łóżka, na drzwiach szafki wisiał jej plakat a właściwie kawałek strony wyciętej z jakiejś kolorowej gazety, do której jej idolka udzielała wywiadu. Idolka? Było to zbyt słabe określenie dla jej fascynacji. Ewelina była dla niej boginią, nieskalaną i doskonałą pod każdym względem; boginią, która opuściła na jakiś czas są niebiańską egzystencję, by uraczyć nas śmiertelnych swym mocnym głosem. Każdej nocy nim zasnęła wpatrywała się całymi godzinami w jej zdjęcie, marząc o tym, że kiedyś ją spodka nie tylko we własnych pragnieniach, lub w okazjonalnie pojawiającym się śnie ale w rzeczywistości, tej trochę mniej radosnej, bardziej szarej i nieprzyjaznej. Kiedyś się to może spełni. W marzenia trzeba wierzyć, bo bez tego przecież nic nie znaczą. A ona wierzyła. Układała już sobie nawet w myślach plan; obmyślała wszystko to, o co chciałaby ją zapytać, to co ona chciałaby jej powiedzieć, a także to czego nigdy by jej nie powiedziała; takie dziewczynki, jak ona też mają swoje tajemnice o których nie chcą nikomu mówić. Nie o wszystkim powinno się mówić, a już na pewno nie o tym co bolesne. Swój ból należy zachować dla samego siebie, a nie obciążać nim jeszcze innych. Jednak najbardziej pragnęła stanąć obok niej na scenie, przed tysiącem ludzi i zaśpiewać z nią w duecie jakąś piosenkę, choćby jedną, krótką. Tylko raz, żeby mogła przeżyć tę chwilę, poczuć się jak zanurzona w oceanie magicznej krainy szczęścia. Sięgnęła pod łóżko. Wyjęła stamtąd małą, niebieską puszkę, plastikową pozostałość po dawno już zużytej paście do czyszczenia naczyń. W jego okrągłym wieku nożem wycięła otwór, tak aby pasował nawet dla największych monet, by mogły bez nawet najmniejszego problemu wpadać do jej prywatnej skarbnicy. Otworzyła ją. Ostrożnie wysypała na tapczan całą zawartość, stanowiły ją: dziesięciozłotowy banknot, mała kartka papieru dokładnie złożona na niewielki prostokąt oraz cała masa drobnych monet, w większości ciemno-żółtego koloru, a pośród nich błyszczały sporadycznie pojawiające się monety jedno i dwuzłotowe. Przeliczyła wszystkie oszczędności, przekładając kolejne monety z jednej strony na drugą, gdzie powoli ale w zauważalny sposób, rosła kupka przeliczonych już pieniędzy. Po dokonaniu tej czynności, do której przyłożyła się z pełną drobiazgowością nie pomijając bilonu o nawet najmniejszym nominale, wzięła w dłonie złożoną kartkę. Rozwinęła ją w momencie, w którym z magnetofonu przestał płynąć głos Flinty; zastąpiła ją po krótkiej pauzie wokalistka Evanesence. Na kartce widniało kilkanaście liczb, z których jedna wyróżniała się w sposób szczególny od pozostałych. Napisana wielkimi, znacznie większymi znakami cyfrowymi od pozostałych i grubo, kilkakrotnie poprawiona czerwonym długopisem. Była oznaczeniem ceny płyty takiej prawdziwej płyty CD to nie to co miała do tej pory: zaledwie kilka kawałków, w marnej jakości, nagranych ze stacji radiowych, które w niechcianym bonusie posiadały kilka niepotrzebnych nikomu szumów i trzasków. Pod tą cyfrą natomiast, następował rząd kilkunastu następnych, poprzekreślanych, ale wciąż wyraźnych do odczytania. Przy istnieniu pozostała jeszcze tylko jedna liczba zapisana na samym końcu listy. Ich wartości kolejno zmniejszały się, malały stopniowo, tak jakby były swoistym odliczaniem, nieustannym dążeniem do wartości zerowej. Muszę mu to powiedzieć pomyślała wciąż przyglądając się kartce. Muszę to zrobić jeszcze dzisiaj. Brakowało jej jeszcze tylko jedenastu złotych i siedemdziesięciu trzech gorszy. Była już tak blisko. Od przeszło dwóch miesięcy nieustannie, konsekwentnie gromadziła każdy grosz. Rezygnowała z lodów, z batonów, a kiedy musiała odebrać z oszczędności kwotę prawie trzech złotych, rezygnowała potem przez dwa dni z kupowania w szkole drugiego śniadania, tak aby jak najszybciej zwrócić pożyczone od samej siebie pieniądze przeznaczone już przez nią samą na jedyny ściśle określony cel, z którego za nic w świecie nie zrezygnuje. Usłyszała trzask zamykających się drzwi. Wrócił pomyślała, ale ta myśl nie długo królowała w jej umyśle. Szybko nawet nie zastanawiając się nad własnymi ruchami, zgarnęła wszystkie pieniądze, umieszczając je ponownie w skarbonce. Nie może ich zobaczyć! pomyślała w panice. Wrzuciła tam też kartkę, nawet nie poskładawszy jej tak dokładnie jak to uczyniła, kiedy ostatnio do niej zaglądała; po prostu zmięła ją na tyle, by mogła się pomieścić we wnętrzu pudełka. Założyła wieko i całą zawartość schowała pod łóżko. Z dołu do jej uszu dobiegł przeraźliwy dźwięk jakiegoś mebla, może krzesła, przewróconego na podłogę. Sięgnęła dłonią do boomboxa, wyłączając muzykę. Za oknem było już ciemno, nadeszła długa późno jesienna noc. Położyła się na łóżku. Zamknęła oczy. Za ciemną zasłoną powiek widziała ojca, zataczającego się, śmierdzącego wódką, potykającego się o każdy przedmiot znajdujący się w pobliżu niego. Słyszała jego pijackie pomrukiwania, jakieś przekleństwa. Ręce jej drżały, serce łomotało jak szalone i mimo jej najszczerszych wysiłków, nie potrafiła powstrzymać jego szaleńczego rytmu. Poczeka jeszcze chwilę, zanim się uspokoi. Wtedy do niego zejdzie i powie mu o wszystkim. Myśl o uczynieniu tego napawała ją przerażeniem. Dzisiaj jednak musiała to zrobić. Jutro już będzie za późno, a jej na tym bardzo, bardzo zależało
2
Powoli zeszła ze schodów, nieustannie przy tym dotykając dłonią drewnianej poręczy. Każdy krok stawiała z trudem, jakby bojąc się postawić stopę na kolejnym stopniu; na stopniu, który w każdej chwili mógł zniknąć pod jej nogami przeistaczając się w bezdenną, przestrzeń pochłaniającą w swym bezdusznym wnętrzu wszelkie istnienia. Może nie powinna mu mówić tego dzisiaj? Może to nie jest najlepszy moment? Serce rozdzwoniło się w jej piersi, niczym w Wielką Niedzielę kościelne dzwony. Płuca zdawały się jej pokryć jakąś szczelną, będącą nie do przebycia izolacją dla powietrza intensywnie i nierówno przez nią wdychanego. Jeśli mu powie o tym jutro rano, albo jeszcze zaraz przed południem to jeszcze nie będzie za późno. Nie musi tego robić teraz. Jednak wtedy by mogła stracić przewagę czasu. Z góry znała jego odpowiedź, wiedziała doskonale, że się nie zgodzi. Do jutra jednak mógłby zmienić zdanie, a ona miałaby czas na to, by go do tego przekonać. U podnóża schodów usłyszała dźwięk telewizora dobiegający z pokoju naprzeciwko, pokoju otoczonego teraz, a właściwie wypełnionego niebieską poświatą, jakby pokój ten należał do innego wszechświata, był magiczną, pełną niesamowitości krainą, innym wymiarem, w którym nie obowiązują żadne zewnętrzne, istniejące wyłącznie poza jego własną przestrzenią, prawa. Musi to zrobić dzisiaj, teraz, w tej chwili. Tak już postanowiła. Nie może czegoś planować w jednej chwili, a następnie napotykając na pierwszą przeszkodę rezygnować z raz powziętego planu. Powie mu to bez względu na to czy się zgodzi, czy nie i bez względu na to jakie by to miało za sobą pociągnąć konsekwencje. Nieświadomie wykonała kilka kroków; zbliżyła się do magicznego pokoju. Jestem odważna pomyślała. Ale on jest pijany, słyszała jego niewyraźne pomrukiwania pozbawione jakiegokolwiek sensu. Poza niebieską łuną z pokoju dochodził także wstrętny odór przetrawianego alkoholu. Jeszcze masz szanse się wycofać, jeszcze możesz to zrobić jutro, kiedy nie będzie pijany i zły. Odrzuciła jednak te myśli. Chwilę potem niebieska łuna pochłonęła ją, okryła swym zimnym ramieniem, połykając swą małą, bezbronną ofiarę.
3
Siedział w fotelu. Jego głowa bezwładnie zwisała, kołysząc się niczym liść na wietrze, to w jedną to w drugą stronę. W ogóle nawet nie kierował wzroku w stronę włączonego telewizora i dziennikarza prowadzącego główne wydanie wiadomości. Jego miejsce na ekranie telewizora zastąpił po chwili materiał nagrany w terenie. Danielowi w tym czasie powieki samowolnie się zapadały, otworzyły się dopiero po kilku sekundach, dokładnie w tym samym momencie, w którym ugiął nadgarstek, z rezygnacją machając dłonią, pstryknął wargami; wszystkie te trzy czynności wykonał w sposób ściśle zsynchronizowany. Weronika podeszła do niego. Starała się jednak zachować bezpieczną odległość. Ręce przełożyła za plecy. Nie zauważył jej, pomimo faktu, iż stała zaledwie o dwa metry od niego. Przez kilka sekund w milczeniu przyglądała się jego sylwetce. Na flanelową koszulę niedbale wypchaną ze spodni, na pobłocone na kolanach niebieskie dżinsy. Włosy wciąż miał czarne, ale stara zniszczona zmarszczkami twarz szybko rozwiewała wszelkie złudzenia jego domniemanej młodości. Tato powiedziała nieśmiało. Podniósł na nią spojrzenie. Jego głowa, która jeszcze kilka sekund temu zdawała się nie podlegać żadnym obowiązującym prawom, teraz sztywno trzymała się przytwierdzona do karku. Teraz nie był aż tak bardzo pijany jaki wydawał się do tej pory. To przeraziło Weronikę jeszcze bardziej i gdyby nie fakt, iż zdawała się mocno przyrosnąć do podłogi, zapewne cofnęłaby się o kilka kroków. Drgnęła jednak nieznacznie, nie chciała tego okazywać. Musi się postawić. To jedyna możliwość osiągnięcia czegokolwiek w życiu. Tato muszę ci coś powiedzieć. Myślała, że głos zamrze jej w gardle, udało jej się jednak wyksztusić te słowa, mając jednak na uwadze tę okrutną świadomość, że najgorsze wciąż miała przed sobą. Patrzyła na jego nieporuszone, odarte z resztek człowieczeństwa źrenice; czując przy tym, a nawet wiedząc to na pewno: źle robię. Tato, w przyszłym tygodniu, wyjeżdżamy na Festiwal Piosenki Dziecięcej z każdym kolejnym słowem, które opornie wychodziło z jej ust, w jej oczach gromadziły się coraz obfitsze strumienie łez, jeszcze nie wyciekły, ale czekały w pełnym pogotowiu na sygnał startowy. No i co z tego? jego głos zadudnił w jej duszy tak przeraźliwym grzmotem, jakby cała orkiestra symfoniczna znalazła się na dnie studni i na raz jeden wydała z siebie ogłuszający huk. Ja też należę do zespołu i chciałabym Nigdzie nie pojedziesz! wtrącił się jej w połowie zdania swym silnym, nie znoszącym sprzeciwu głosem. Odwrócił głowę w stronę telewizora, tak jakby ta krótka rozmowa nigdy nie miała miejsca. Dziennikarz pożegnał telewidzów, życząc im dobrej nocy, zapraszając jednocześnie na wiadomości sportowe i prognozę pogody, która w niejednym domu stawała się centralnym punktem zainteresowania. Ale ja muszę do jutra dać odpowiedź czy pojadę. Ten wyjazd jest za darmo, więc nie musisz mi i na dwa dni na cały przyszły weekend. Powiedziałem ci, że nigdzie nie pojedziesz! Nawet nie raczył jej spojrzeć w oczy wymawiając te słowa. Ale ja tak bardzo o tym marzę. Tak jak krokodyl wynurza się ze spokojnej wody atakując ofiarę, tak też Daniel wyskoczył z fotela. Chwycił Weronikę w silnym uścisku swych dłoni i powlókł ją ku komodzie. Drugą ręką odsunął szufladę i wyciągnął z niej kolorowe pismo z rozebraną kobietą na okładce. Wiesz co to jest?! To boli odpowiedziała, wciąż potrafiąc, myśleć jedynie o ręce mocno ściskanej przez ojca. To są kurwy! Proszę cię, tato, przestań! Z jej oczu zaczęły lecieć łzy. Przyjrzyj im się. Otworzył gazetę przed jej oczyma. Dłonią, którą trzymał jej ramię, teraz zacisnął na jej policzku. Zmusił ją by patrzyła na rozkładające się kobiety, na mężczyzn z wielkimi członkami, którymi je gwałcili; zmusił ją, by patrzyła jak jedna z nich bierze go do ust. To są kurwy! Powtórzył. Chcesz być taka sama jak one? Chcesz robić do samo? Dawać się gwałcić za pieniądze? Tato, ja tylko chcę Gówno chcesz! Ścisnął jej policzek jeszcze mocniej. Myślisz, że one są inne? Że one chciały to robić? Te ścierwa też marzyły o śpiewaniu, o aktorstwie i Bóg jeden wie o czym jeszcze. Myślisz teraz, że ty jesteś inna? Ciebie czeka to samo Ja przyrzekam, że nie będę taka. Chcę tylko pojechać na ten festiwal. Pojechać, a potem co? Oni już zrobią z ciebie kurwę. Tylko czekają na takie jak ty. Przytknął jej gazetę do twarzy. Tak mocno, że dziewczynka ledwo łapała oddech i dopiero, kiedy zaczęła się krztusić, Daniel odrzucił gazetę na podłogę. Na kolana grzesznico! Wykrzyknął. Tato, proszę nie. Na kolana, powiedziałem! Złapał ją za włosy i mocno szarpnął. Weronika krzyknęła żałośnie, nogi się pod nią ugięły i kolana z trzaskiem upadły na podłogę. Już nie miała łez, czuła tylko jak oczy jej cierpną, rzeczywistość wydawała się rozmazana; ściany wirowały, jakby chciały ją omotać. Daniel ponownie szarpnął ją za włosy. Jej bezwolna wobec siły ojca głowa uniosła się, kierując jej spojrzenie na półmetrowej wielkości krzyż z wizerunkiem przybitego do niego Chrystusa. Jego poważna, cierpiąca twarz spoglądała na nią martwym wzrokiem budząc w dziewczynie lęk i niepokój. Bała się Jego spojrzenia, tak samo jak bała się opętanego krzyku ojca, który to ojciec wciąż trzymając ją za włosy, pochylił się ku jej twarzy: Proś Go o przebaczenie! Módl się do Niego! Tato, proszę. Wyrzekła zduszonym głosem. Módl się! To boli. Puścił jej włosy. Nadal stał nad nią niczym starożytny dowódca, pastwiący się nad swym pokonanym wrogiem. Powtarzaj za mną. Będę czciła ojca swego, aby długo żyć i aby dobrze mi się powodziło na ziemi. Weronika uchyliła usta. Wargi jej drżały i mimo swych najszczerszych wysiłków nie potrafiła wypowiedzieć ani jednego słowa. Sekundę później skórzany pasek wylądował na jej ramieniu. Powiedziałem, że masz powtarzać! Ponownie uniósł dłoń jak okrutny kat, gotowy do wykonania wyroku. Powtarzaj grzesznico! Groźba ponownego uderzenia jaka nad nią zawisła pokonała wszelkie jej opory. Będę czciła ojca swego ojca swego, aby długo żyć i aby mi się dobrze powodziło na ziemi. Mów dalej. Tak jak nas Pan nauczył. Błagam cię, już nie mogę. Pasek trzasnął na jej plecach. Weronika ugięła się. Ból przeszył ją na wskroś. Ojcze nasz powiedział i znów uderzył ją ze zdwojoną siłą. Mów dalej! Ojcze nasz, który jesteś w Niebie, święć się Imię Twoje głos jej zadrżał. Tak bardzo bolały ją plecy. Nie potrafiła myśleć o niczym innym. Nie był już ważny festiwal, nie istniała muzyka, marzenia, przestały mieć znaczenie wszystkie niespełnione sny, istniał jedynie ten ból okrutny, zły, siejący spustoszenie ból. Spojrzała na twarz Chrystusa, nawet on nie mógł jej pomóc. Gdzie teraz jest? Dlaczego bezczynnie przygląda się jej cierpieniu? Czemu broni spełnić jej marzenia? Czemu skazuje ją na ból? święć się święć się Imię Twoje Pasek zostawił na jej ramieniu kolejny odcisk. Zająknij się suko jeszcze raz, a przysięgam na Boga, że cię zabiję! Przyjdź królestwo Twoje z oczu znów popłynęły jej łzy, słonym strumieniem spływały po jej policzkach, kończąc swą wędrówkę na jej ustach. bądź wola Twoja jako w Niebie tak i na ziemi
4
Nie chciała gasić światła. Zawsze w takich chwilach bała się ciemności. Ból już minął, pozostało tylko rozczarowanie i poczucie bezsilności w stosunku do własnych oczekiwań, pragnień, marzeń. Powoli zaczęła rodzić się w niej rezygnacja ze szczęścia, radości, składała ofiarę ze wszystkiego tego, co miało stanowić cel jej życia. Jej pasja malała. Czuła się nic nie znaczącym elementem tak błahym w konstrukcji całego świata. Nie warto pragnąc czegoś co jest nieosiągalne; marzenia są rozpustą rzeczywistości. Odwróciła się na drugi bok. Uśmiechnięta twarz Eweliny ukradkiem spoglądała na nią. Czy ona też musiała tak walczyć? Czy ona też musiała pokonywać okrucieństwa świata? Nic już nie miało znaczenia. Przestała myśleć o śpiewaniu. Pozostanie zwykłą dziewczyną, nie będzie patrzeć na świat jedynie oczyma wyobraźni; nie będzie myślała o przyszłości, o planach, o budowie nierealnego szczęścia. Już nigdy więcej. Nigdy! Nigdy! Świat to to co ją otacza. Przyszłość jest ponownym zanurzeniem się w więzieniu, w dusznej przestrzeni dnia dzisiejszego. Marzenie to tylko samoobrona własnego ja, które pragnie czegoś innego, to nigdy niespełniona namiętność, to płomień, który daje jasność i ciepło, ale to przede wszystkim płomień, który niszczy, i spala i pozostawia człowieka w szarej, nieprzyjaznej, popiołowej rzeczywistości. Nigdy więcej! Nigdy więcej! Nigdy więcej! Uśmiech z plakatu. Błyszczące, wesołe oczy. Zamknęła powieki. Nie potrzebowała pocieszenia. Nie potrzebowała kolejnych złudzeń. Pod osłoną powiek kryła się martwa twarz Jezusa; twarz, która paraliżowała ją całym swoim cierpieniem, całym swym przeżywanym bólem. A ona, choć nie chciała, wpatrywała się w Jego oblicze, jakby nie miała w sobie aż tylu sił, by przeciwstawić się temu widokowi. Nic już nie istniało poza tą twarzą, wszechogarniającą twarzą, której rysy i wyraz zaczęły się zmieniać; początkowo nieznacznie, ledwo dostrzegalnie, ale z czasem różnica była widoczna. Jezus już nie cierpiał, On był wyraźnie zły. Był zły na nią. Za to, że sprzeciwiła się ojcu i chciała zrobić coś, z czym on się nie zgadzał. Będziesz czciła ojca swego chciała się od Niego oddalić. Uciec jak najdalej od Jego twarzy, która krzyczała, głośno i wyraźnie, przeraźliwym echem odbijając się w jej głowie, stale powtarzającymi się słowami: To przez ciebie grzesznico tak cierpię! To przez ciebie mnie ukrzyżowali! Przez ciebie! Przez ciebie! Jezus uniósł głowę. Nagłym gestem otworzył oczy. Jego źrenice przypominały źrenice lalki, martwe i szklane, niemal zupełnie przeźroczyste, a przez to jeszcze bardziej przerażające. Otworzyła powieki. Nadal drżała. W oczach zbierały się łzy i strach powrócił do niej z całą swoją intensywnością. Ale już nie bała się ojca i jego paska. Bała się tego ukrzyżowanego człowieka. To przeze mnie Go zabili. Z tą świadomością wzrastało w niej poczucie winy, czuła się podle i czuła wstyd za wszystko czego się dopuściła. Skazała Go na śmierć. Jestem morderczynią! Okrutną złą morderczynią! Dlatego, że chciałam zrobić coś co się nie podoba jej ojcu i nie podoba się temu ukrzyżowanemu Człowiekowi. Bała się zasnąć i nie spała przez kilkanaście długich godzin. Bała się, że jak tylko zamknie oczy, ten Człowiek z wysokości krzyża ponownie zacznie ją obarczać winą za swoją śmierć; że znowu będzie na nią krzyczał. A ona już nie wytrzymałaby kolejnych zarzutów. To było zbyt wiele jak na nią samą. Miała przecież dwanaście lat, tylko dwanaście lat i już była morderczynią. Miała dwanaście lat i zabiła Człowieka, który teraz ją nachodzi w snach i nie zostawi jej w spokoju dopóty, dopóki nie zapłaci za swe winy, za wszystkie swoje winy.
5
To niesamowite jak w blasku promieni słonecznych zmienia się sposób patrzenia na pewne sprawy. Dzień sprzyja nowym przemyśleniom, pozawala na trzeźwo przeanalizować wszystko to, co przy zimnych nocnych mrokach wypowiedziało się pod wpływem emocji. Nocne koszmary znikają, pomimo że jeszcze parę godzin temu wydawało się tak przerażająco realne i bestialsko okrutne samym swoim faktem istnienia, teraz jednak w promieniach jasno świecącego słońca zupełnie znikają, albo stają się po prostu niebywale, błahe; zbyt błahe i nie warte tego, żeby z ich powodu się denerwować. To co wczoraj ją przerażało, dzisiaj stopniowo stawało się śmieszne, tak jak koszmar, z którego się budzimy i już nie możemy zasnąć i myślimy, że już nigdy więcej nie pójdziemy spać, ale w końcu i tak zasypiamy sami nawet, nie wiedząc kiedy i śpimy do samego rana, kiedy to budzi nas słońce zaglądając, ukradkiem do pokoju i oświetlające, naszą bladą, po nocnych przeżyciach, twarz. A wtedy widzimy wyraźnie, że te wszystkie koszmary tak realne w nocy, były tylko wytworem naszej wyobraźni, która w obcych, pełnych ciemności warunkach stwarza pełne niedorzeczności obrazy, w które przecież przez jakiś czas wierzymy. Co prawda jej ramiona oplątywały sine pasy, ale przecież tata by jej nie uderzył, gdyby nie była tak uparta. Wina leżała także po jej stronie, nie może za wszystko obwiniać ojca i nie może również skarżyć Boga. Fakt faktem Bóg jest od niej odrobinę starszy, a co za tym idzie mądrzejszy. I z całą pewnością wie lepiej, co jest dobre, a co złe. A skoro Bóg i jej ojciec, uważają, że w jej wyjeździe na festiwal jest coś złego, to z pewnością tak jest. Ale przecież nic nie jest tak do końca dobre ani złe. Dlatego musiała im wytłumaczyć również te dobre strony, musi więc ich o tym przekonać. Chwila ku temu jest jak najbardziej dogodna; wraz z narodzinami nowego dnia, budzą się nowe oblicza starych złudzeń i wracają nawet te najbardziej absurdalne nadzieje. I rano mija gniew i nienawiść, ma się świeży oraz wyspany umysł nie wiedziała w jaki sposób Bóg spędził noc i czy wyspał się wystarczająco, aby zmieniać poglądy na pewne sprawy, ale za to jej ojciec, zdaje się, że spał doskonale; nawet tutaj na górze, leżąc w swym łóżku, słyszała jego chrapanie dochodzące z dołu. A skoro sen skutecznie unicestwił jej gniew, to przecież w ten sam sposób musiał zadziałać na jej ojca. Odkryła kołdrę. Spała w niebieskiej piżamie ozdobionej postaciami z Kubusia Puchatka. Postawiła bose stopy na podłodze i na oślep nimi po niej przesuwając natrafiła na kapcie. Włożyła je, następnie upięła włosy różową frotką. Nałożyła na oczy okulary i uklękła podpierając łokcie na tapczanie. Przeżegnała się z rozmachem; szybko zmówiła kilka znanych jej modlitw. Jakże bardzo one różniły się od tych, do których była zmuszana wieczorem. Zamknęła oczy, mocno zaciskając, powieki. Przywarła głowę do złożonych dłoni. Nie szeptała już żadnych słów, żadnej modlitwy. Milczała w najczystszym tego słowa znaczeniu, trwając tak przez minutę, dwie. A potem radośnie otworzyła oczy, uśmiechnęła się w najbardziej promienny ze wszystkich sposobów. Spojrzała na plakat swej idolki. Zostanę piosenkarką, tak jak ty. Pan Bóg już się zgodził. Teraz pora na tatę. Ale nie martw się, mam na niego swoje sposoby.
6
Jedna rzecz się Bogu z całą pewnością nie udała i każdy, kto jej choć raz doświadczył, szczerze przyzna to samo. Tylko kac Bogu się nie udał i Daniel mimo swoich najszczerszych wysiłków i najgłębszych nawet przemyśleń, nie potrafił sobie odpowiedzieć nawet na pierwsze podstawowe pytanie po co w ogóle on został stworzony? Nie miał nawet zamiaru podnosić głowy. Leżał wbity w poduszkę i przyłożywszy ramię do czoła wpatrywał się w sufit. Jestem Nikim pomyślał to była pierwsza i najważniejsza prawda w jego życiu; od niej wszystko się wywodziło i bez niej wszystko przestawiało mieć jakiekolwiek znaczenie. Bycie Nikim wplątało go w małżeństwo i bycie Nikim to małżeństwo zniszczyło. On był Nikim, a ona była kimś; była rozpieszczoną panienką z dobrego domu i miała w życiu wszystko czego mogła pragnąć. I miała też jego, kolejną własność, element buntu przeciwko znienawidzonym rodzicom. Ja wam teraz pokażę! Wyjdę za największego sukinsyna, a wy będziecie się wstydzić przed swoimi ważnymi przyjaciółmi. Ale wam zrobiłam numer? Prawda? Nawet nie przyszli na ich ślub i nigdy więcej się do niej nie odezwali. No ale o to jej przecież chodziło. Kaprys głupiej dziewczyny. Poza tym, podobała jej się rola męczennicy; przecież marzyła o tym, by społeczeństwo jej współczuło, by mogli na nią patrzeć jak na ofiarę losu, jak na tę, która marnuje swoje życie, choć zasługuje na coś lepszego. To po to był jej potrzebny ten Nikt. Człowiek z góry skazany na klęskę, człowiek który niczego w życiu nie osiągnie. Nie przypuszczała, tylko że ten Nikt, będzie w niej bez pamięci zakochany. Tylko że on był głupcem i był głupszy niż mu się to wydawało, i myślał, że miłość może rozwiązać problemy, i zatrze wszelkie różnice jakie między nimi były. Łudził się, że wystarczy kochać i to wystarczy, żeby zbudować szczęście. Zapomniał jednak przy tym o jednym, o tym, że kobietę można kochać i można ją kochać bezgranicznie, w zupełnym zapomnieniu, w namiętnym porywie zmysłów; miłość nie zna usprawiedliwień i wiele jej można wybaczyć. Można kochać kobietę ponad wszelki rozsądek, ale nigdy nie można jej ufać i nie można dla niej poświęcać wszystkiego, bo wtedy stajesz się głupcem, niczym nieusprawiedliwionym zerem, skazanym na klęskę i cierpienie; niczym nie ukojone cierpienie. Ale przede wszystkim samotność, bo gdy wszystko się wali i całe twoje życie stacza się na dno, to kobieta staje się pierwszą, która się od ciebie odwróci i pozostawi cię na pastwę twojej samotności. I on o tym zapomniał. Wypruwał się każdego dnia, a kiedy przychodził do domu i chciał ją objąć, bo przez cały dzień myślał o tym by mieć ją w ramionach i chciał ją pocałować, i kochać się z nią. Tylko że ona go odepchnęła i powiedziała mu, że śmierdzi potem. Śmierdzi potem! Oczywiście, że śmierdzi; dlaczego miałoby być inaczej? Przez dwanaście godzin na dobę tyrał, żeby zarobić na perfumy, którymi się oblewała, by jej ciało pachniało. Ale jej ciało miało pachnąć nie dla niego. Ten zapach nie był przeznaczony dla kogoś tak kto śmierdzi! Tego dnia poszedł się upić, a kiedy wrócił to wziął ją siłą. Dziewięć miesięcy później pojawiła się Weronika. Minęło kolejnych pięć lat i został z tym bachorem sam. Tej suce w końcu przestała odpowiadać rola cierpiącej matki i żony. I tak nie potrafiła być ani jedną, ani drugą. Potrafiła tylko odejść i zostawić po sobie jedynie kartkę z krótką informacją: Nie szukaj mnie. Najpierw ona, a teraz ta gówniara. Dla niej też jesteś Nikim! nawet nie potrafisz z nią rozmawiać; umiesz to zrobić tylko wtedy, kiedy jesteś pijany, a ona wcale cię nie chce wtedy słuchać. Oto przykład ojca idealnego! Panowie fotoreporterzy, prosimy już nie robić zdjęć. Pan Daniel Celka jest dzisiaj bardzo skacowany i wygląda fatalnie. Popatrzcie sobie jednak na ojca wspaniałego. On zaraz odpowie na wasze wszystkie pytania, wystarczy, że pozwolicie mu się doprowadzić do porządku. Opowie wam o tym jak parę lat temu wszedł pijany do jej pokoju. Weronika już spała nic dziwnego, była pierwsza w nocy jednak wcale mu to nie przeszkadzało, nie widział niczego złego w tym by opowiedzieć jej kilka nędznych historii o przegranym życiu jej ojca. Wtedy nawet płakała i zatykała uszy przed nim, ten jednak uderzył ją w twarz, i kazał jej słuchać wszystkiego, bo ona była jedyną osobą, którą jeszcze potrafił do tego zmusić. Nie dziwcie się więc, panowie reporterzy, że córka go nienawidzi. Nawet nie czuje do niego żadnego szacunku. I przyznaj to sobie wreszcie, po ci jest potrzebny Bóg. Już za późno na kolejne kłamstwa, powiedziałeś już sobie tak wiele. Uczyniłeś z Boga narzędzie do terroryzowania córki. Z twoim zdaniem już dawno się nie liczy, będzie się za to liczyć ze zdaniem Boga. Sam natomiast już nawet nie pamiętałeś kiedy się do niego modliłeś. I tak by cię zresztą nie wysłuchał, zapewne ma na głowie wiele ważniejszych spraw, niż wysłuchiwanie żalów pijaka. Ale dzięki niemu wciąż miałeś córkę. A teraz i ona chce cię zostawić. Chce cię zostawić dla jakiegoś gównianego festiwalu. Ale to nie o festiwal jej chodzi. Chodzi o to by mu ją odebrać; chodzi o to by poznała świat wyboru, a stamtąd już tylko jeden krok do buntu buntu przeciwko tobie. A przed tym musisz ją uchronić. Nie cofniesz się więc przed niczym, by ją utrzymać przy sobie. Nie pozwolisz by poznała świat bez ciebie, nie dopuścisz do tego by do czegokolwiek doszła sama, bo kiedy to się stanie ona cię zostawi, tak jak zostawiła cię jej matka w stosunku do niej popełniłeś kilka błędów, dałeś jej za dużo swobody, z której w końcu skorzystała i poszła w cholerę, byle dalej od ciebie. Drugi raz już tego błędu nie popełnisz. Już nigdy więcej nie pozwolisz byś miał zostać sam. Ona mnie ani nie kocha, ani nie szanuje pomyślał. Ale czy to wygórowana cena? Prawdę mówiąc to bez znaczenia. Ona nie wie czym jest miłość i szacunek, póki jednak nie zna tych uczuć a zrobisz wszystko by nie poznała póty będzie trwać przy tobie. Boisz się samotności? Ale to ci przecież nie grozi, bo nie zostaniesz sam, nie po raz drugi.
7
Istnieje na świecie kilka rzeczy, które może kobieta zrobić dla mężczyzny, aby go wprowadzić w dobry nastrój, jedną z nich z całą pewnością jest śniadanie podane do łóżka. Jeszcze nie potrafiła przyrządzać żadnych wykwintnych potraf, prawdę mówiąc ta jajecznica, była szczytowym osiągnięciem jej kulinarnych możliwość; była jednak przekonana, że to nie smak potrawy liczy się teraz najbardziej, ale sam sposób jej podania. Oparła tacę na ugiętym kolanie i powoli otworzyła drzwi do pokoju ojca. Zapach wydostającego się z niego przetrawionego alkoholu, wywołał w niej poczucie obrzydzenia. Na chwilę wstrzymała oddech i zaczekała zanim pokona wewnętrzny opór, przed wejściem dalej. Przyniosłam ci śniadanie powiedziała widząc, że ojciec już nie śpi. Podniósł się odrobinę. Dziewczyna położyła mu tacę na kolanach. I już powoli kierowała się do wyjścia, kiedy Daniel ją zatrzymał, mówiąc: Zaczekaj chwilę. Chciałbym z tobą pomówić. Zatrzymała się. Odwróciła twarz w jego stronę. Usiądź tutaj powiedział. Przesunął się, robiąc jej miejsce na skraju łóżka. Nie bój się, siadaj. Usiadła we wskazanym miejscu. Weroniko powiedział przecierając suche niczym pustynny piach usta. Nie masz do mnie żalu, za wczoraj? Dziewczynka spuściła wzrok. To była jedyna rzecz, do której, za nic w świecie, nie chciała wracać. Pochyliła głowę kręcąc nią nieznacznie. Wiem, że postąpiłem nierozsądnie kontynuował. Byłem zmęczony i rzeczywiście trochę mnie poniosło. Nie gniewam się powiedziała pół szeptem. Bo widzisz kochanie podniósł się. Wziął w dłonie tacę, z przygotowanym śniadaniem, którego nawet nie tknął, i odłożył ją na stół, obok pustej paczki po papierosach i pełnej śmierdzących petów popielniczce. Obiecuję ci, że ci to wynagrodzę. Weronika uśmiechnęła się nieznacznie. Wszystko zaczęło się układać po jej myśli. Teraz ojciec będzie musiał się zgodzić, bo jeśli nawet mu się to nie podoba, to jednak rządzi nim teraz bardzo zobowiązujące uczucie poczucie winy, względem niej, poczucie wynagrodzenia krzywdy. Chcąc nie chcąc czuje się zobligowany wynagrodzić jej swój gniew, będzie musiał jej wynagrodzić wczorajszą krzywdę. Sprawiedliwość jednak jest na świecie! Cierpienie ma swój sens! Jeśli tylko jest jedyną drogą do spełnienia marzeń, to warto cierpieć, dla ostatecznego efektu. Tato, bo ja rzekła nieśmiało, ale ojciec przerwał jej. Wyciągnął dłoń w jej stronę. Dziewczynka, niczym spłoszona, cofnęła się odrobinę. Jej ojciec zawahał się, zawiesił dłoń w powietrzu, po czym powoli zbliżył ją do jej głowy. Pogłaskał ją delikatnie, swoją dużą, szorstką dłonią. Weroniko powiedział ty wiesz, że teraz pracuję? Przytaknęła głową. Pieniądze dostane dopiero w przyszłym tygodniu. Właściwie to chciałem cię prosić o małą pożyczkę. Wiem, że oszczędzasz, obiecuję, że ci je oddam. Potrzebuje jednak tych pieniędzy dzisiaj. Bo mi zaraz łeb rozsadzi dodał w myśli. Pomóż tatusiowi wyleczyć kaca. Po dwóch, trzech piwach od razu poczuję się lepiej. Nie mam odpowiedziała. Czuła się jak przyłapana na czymś bardzo złym. Nie wolno kłamać, ale mimo to złamała ten zakaz. Złamała gdyż zbyt długo oszczędzała i brakowało jej już tak niewiele. A ojciec już nie raz zabierał od niej pieniądze, a potem znikał na cały dzień i wracał późno w nocy, bardzo, ale to bardzo pijany. I nigdy nie oddał jej ani złotówki! Nie mam powtórzyła raz jeszcze. Nie okłamuj ojca. Nie okłamuję. Naprawdę nie mam, bo skończyły mi się zeszyty i Zaczęła drżeć. Bała się, że może nie pójść tak łatwo, jak się tego uprzednio spodziewała. Zawiodła ojca. Zawiodła jego oczekiwania; on liczył na nią, liczył, że mu pożyczy pieniędzy, a teraz z pewnością czuje się rozczarowany tak samo jak ona wczoraj. Żeby tylko nie chciał jej się odpłacić tym samym. Nie, nie zrobi tego. Obiecał przecież jej wynagrodzić swój wczorajszy gniew. Trzeba mu tylko o tym teraz powiedzieć. Otworzyła usta. Spojrzała mu w oczy: Tato. Pani prosiła, żebyś to podpisał. Wyjęła z kieszeni złożoną na pół kartkę. Podała ją ojcu. Zrobisz to? Zapytała nieśmiało, choć z głębi duszy docierał do niej nasycony optymizmem głos, szeptając, że wszystko pójdzie po jej myśli. Co to jest? zapytał od niechcenia. Prawdę mówiąc nic go to nie interesowało. To pozwolenie na mój wyjazd. Jaki znowu wyjazd?! Na ten festiwal, o którym ci mówiłam wczoraj Umilkła nagle. Daniel szerokim ruchem ramienia zrzucił tacę ze stołu. Talerz i szklanka roztrzaskały się w drobne kawałki. To po to, to wszystko było, co?! Odchylił kołdrę i wstał z łóżka. Weronika szybko odskoczyła od niego. Zerknęła w stronę drzwi. Były lekko uchylone. To dobrze. To bardzo dobrze. Była gotowa do natychmiastowej ucieczki. Jeśli tylko podniesie rękę; jeśli tylko wykona jakikolwiek ruch ręką w jej stronę, ucieknie jak najdalej stąd. To tego cię zdziro uczą w szkole? Pomiatać ojcem i jego zdaniem, tak?! Potargał kartkę na kilkanaście części, które następnie rzucił Weronice w twarz. Wypierdalaj stąd! wrzasnął, wskazując jaj palcem drzwi. Weronika tkwiła w miejscu ze łzami w oczach. Wynocha do pokoju! powtórzył. I nie waż się stamtąd wchodzić!
8
Tu już nie chodziło o rozczarowanie, to było coś dużo gorszego najbardziej beznadziejne uczucie, jakiego kiedykolwiek doświadczyła. Siedziała na łóżku z wyciągniętymi przed siebie, skrzyżowanymi w kostkach nogami. Plecy oparła o podłożoną pod nie poduszkę, owiniętą w zieloną poszwę, pełną wzorów prehistorycznych gadów z szeroko rozdziawionymi pyskami. Głowę miała pochyloną i trochę za duże okulary zsunęły się z nosa, zatrzymując się na jego samym czubku. W dłoniach trzymała pomięty kawałek papieru, który bez ustanku, nerwowymi ruchami, składała i rozkładała, a następnie składała ponownie. Ze wszystkich sił próbowała się skupić jedynie na tej bezsensownej czynności, nadając jej ponad wartościowy wymiar. Za nic jednak nie potrafiła skupić na tym myśli ani wzroku, bo on jak na złość jej samej, co jakiś czas kierował się w stronę zegara, zawieszonego na ścianie pomiędzy szafą z jej ubraniami a półką z książkami. Okrągły zegar o średnicy trzydziestu centymetrów, na którego tarczy widniała uśmiechnięta twarz Myszki Miki, którego wskazówkami były dwa, niesymetryczne względem siebie, ramiona i dłonie ubrane w białe rękawiczki, których wyciągnięty palec wskazujący, wyznaczał odmierzający się czas. Jej ulubiony zegar, który służył jej wiernie przez tyle lat i na który tak bardzo lubiła patrzeć, zwłaszcza podczas nocnych godzin, kiedy w pokoju panowała zupełna ciemność, w której to ciemności tylko jego wskazówki (ramiona) błyszczały niebieskim światłem. Ten sam zegar, był dzisiaj dla niej najbardziej znienawidzonym przedmiotem w całym tym pokoju. Był sadystyczny i nieubłagany, i udowadniał swą mściwość za każdym razem, kiedy na niego spoglądała. Za piętnaście jedenasta. Za godzinę i piętnaście minut rozpocznie się próba, ale jej tam nie będzie (bo ojciec jej nie pozwolił). Oczywiście będą czekać. Poczekają pięć, dziesięć, piętnaście minut. Nauczycielki będą siedzieć przy jednym stoliku, pić kawę z łaciatych kubków i rozmawiać o sposobach sprania uciążliwej plamy z kolorowej bluzki, i będą co jakiś czas uspokajać rozkrzyczane dziewczyny. Powróciła do składania i rozkładania kartki. Przypomniał jej się pewien zimny, mżysty dzień, to było dwa tygodnie temu. Miała mieć wtedy sześć lekcji, ale jak się okazało, a przynajmniej wynikało to z uczniowskich plotek, pani Helena nauczycielka przyrody, która przez ostatnie miesiące według uczniów z młodszych klas: od zawsze chodziła z wielkim, daleko wystającym przed siebie brzuchem, pojechała zeszłego wieczora do wielkiego białego domu w którym ponoś produkuje się dzieci. Ile w tym było prawdy? Tego Weronika się nigdy nie dowiedziała i nie było to dla niej nawet ważne. Ten dzień kojarzył jej się z czymś zupełnie innym. Za dwie minuty jedenasta. Dlaczego ten czas dzisiaj leci tak szybko? Zapięła już wszystkie guziki u kurtki, zawiązała buty, a czerwone tenisówki włożyła do plecaka, uprzednio wsadziwszy je, do szmacianego worka, z którym zawsze chodziła do szkoły począwszy od pierwszej klasy. Zarzuciła plecak na ramiona i już miała wyjść z szatni. Jedenasta. Jeszcze tylko godzina; jedna krótka godzina. Nie wiedziała nawet, że prócz niej w szatni jest ktoś jeszcze. Sara była jej wychowawczynią. Wysoką blondynką wiecznie ubraną w przetarte dżinsy, czarny golf i buty, rodem z Dzikiego Zachodu, z tą tylko różnicą, że nie miały ostróg, którymi popędzałaby konie do szybszego galopu. Uśmiechnęła się do Weroniki i powiedziała, że ma dla niej wspaniałą wiadomość, a potem poszły obydwie na korytarz. Właśnie zabrzmiał dzwonek, zwołując, na lekcję i zebrani dookoła uczniowie, opornie zaczęli się rozchodzić do swoich klas. Trwało to jeszcze kilkadziesiąt sekund, nim korytarz opustoszał pozostawiając tylko Sarę i tę małą dziewczynkę, którą przez cały czas trzymała za rękę. Poprowadziła ją w stronę ławki ustawionej pod ścianą. Weronika zdjęła plecak i usiadła; usiadła także nauczycielka, zakrywając tyłkiem, wydrapany w drewnie napis: KAŚKA + MICHAŁ = WIELKA MIŁOŚĆ. I wyglądała śmiesznie, kiedy tak siedziała na tej małej ławce, a jej kolana zdawały się jej wyrastać ponad głowę. Czuła się z tym niezręcznie i przede wszystkim niewygodnie, wyciągnęła więc nogi przed siebie. Składała i rozkładała kartkę, w końcu stała się tak cienka, że przedarła się wzdłuż linii składania. Rzuciła ją na ziemię koło łóżka. Odchyliła głowę do tyłu. Poprawiła okulary i zamknęła oczy. Widziała Sarę, która uśmiechając się, powiedziała jej o tym, że szkoła weźmie udział w Festiwalu Piosenki…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil racjo
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…