Praca na religię
Świat bez przykazań...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Dekalog, Koran, Tora, 4 Szlachetne Prawdy Buddyzmu, prawo cywilne… podstawowe kanony zasad i świętości, których zadaniem było utrzymać iluzoryczne mniemanie pokoju oraz harmonii, straciły swe znaczenie. Prawdy w nich zawarte przeszły w tym momencie do historii, człowiek sobie znanym sposobem usadowił siebie na pozycji wyższej aniżeli prawy pierwsze. Z ludźmi jak z kostkami domino, wystarczy jeden by zanim poszli kolejni. Kościół Rzymsko-Katolicki, mówi dużo o stosowaniu się do swoich doktryn, jednakże teoria to jedno a praktyka to drugie. Zwykli wierzący, uczęszczający co niedziele do kościoła bo tak ich nauczono, którzy każdego dnia byli bombardowani ze strony mediów przez doniesienia o nowych aferach komercyjnych na tle kościoła, o pedofilii skrytej pod sutanną, czy też zniesmaczeni „świętą” telewizją i wyniosłym radiem, mieszającym się coraz bardziej w sprawy świeckie, które od kościoła powinny być gromko odizolowane. Zaczęli ochoczo powątpiewać w zasady, których przestrzegania się od nich wymaga. Każdy kolejny bodziec opiewający drugą stronę Kościoła, był jak kolejna kropla przelewająca czarę goryczy. Niczym bomba czekająca na zapalnik, którym okazał się Arnold Stritker. Arnold przez całe swoje życie był osobą głęboko wierzącą i respektującą dekalog, który w jego mniemaniu był dany mu od Boga. W dużej mierze jego silna wiara była zasługą jego rodziców, matka była polką wywodzącą się z bardzo religijnej rodziny, ojciec pochodzenia angielskiego również upodobany był w naukach katolicyzmu. Tym samy więc, chcąc nie chcąc Arnold od najmłodszych lat podlegał usilnej indoktrynacji ze strony rodziców. Ten pozorny dziennikarz parafialnej gazetki, miał okazać się prekursorem nowej idei uświadamiającej innym, że dekalog jest niczym innym jak stertą słów złożonych w jedno, których przestrzeganie jest rzeczą infantylną. Był piątek, pierwsze promienie słońca przedzierały się przez żaluzje wpadając do pokoju Arnolda, kując swym blaskiem po jego oczach. Podniósł lekko głowę i z przyćmionym wzrokiem, spojrzał przed siebie. Znużony poprzednim dniem, utulił głowę w poduszce i oddał się rozmyślaniu, nad sensem przestrzegania zasad o których wykrzykują ludzie, je łamiący. W swych przemyśleniach posuwał się coraz to dalej i dalej, zahaczając niekiedy o antyklerykalizm. W końcu był już pewien swojego, doszedł do myśli tak kontrowersyjnej i tak zaskakującej, że nie odniósł by się do niej nawet najtwardszy przeciwnik wiary, którego niewątpliwie powstrzymywały przed tym własne idee. Arnold wstał z łóżka, przysiadł do maszyny i rozpoczął pisanie artykułu. Słowo za słowem, wyraz za wyrazem, zdanie za zdaniem, akapit za akapitem i strona za stroną. Wreszcie skończył, spojrzał w okno na jaskrawe słońce i jeszcze raz spuścił wzrok na swą pracę, przepełniała go duma i fascynacja własnymi przemyśleniami, można pokusić się o stwierdzenie iż w tym momencie Arnold był uosobieniem narcyzmu. Pełen zadowolenia z siebie, czym prędzej wstał ubrał się i pobiegł do miejsca swojej pracy. Był redaktorem naczelnym, więc nie miał problemu z możliwością zamieszczenia swej kontrowersyjnej pracy w gazetce, godzinę później drukarnie już rozpoczęły pierwszy nakład lektury Arnolda.
Przednio artykuł spotykał się z oburzeniem ze strony opinii publicznej i ostrą krytyką ze strony Kościoła, zapewne i nie jednego ateistę przyprawił o uśmiech na twarzy. Jednakże w miarę jak przemijały kolejne minuty naszej egzystencji na Ziemi, artykuł Arnolda był coraz to lżej traktowany, aż w końcu zaczął być przyjmowany przez wąskie grupy ludzi. W tym wypadku doskonale pasowałaby moja anegdota odnośnie kostek domino i ludzi. Tym samym po okresie 3 miesięcy, idea Arnolda stała się ogólnie akceptowanym poglądem. Nie trzeba było długo czekać by przychyliły się do tego poglądu także władze kościelne, które tracąc swe oparcie po raz kolejny chwytały się brzytwy by przetrwać.
Nie trudno się domyśleć iż z tego nic dobrego nie mogło wypłynąć, ludzie którzy wcześniej byli utrzymywani przez spójne prawa i zasady, teraz mieli wolną rękę. Przestały istnieć pojęcia takie jak własność osobista, godność, honor, etyka, moralność, miłość. Na ulicach przelewała się krew, każdy łypał tylko na dobro swoich czterech liter przy czym nie mógł być pewny, że dożyje jutra. Gwałty, morderstwa, kradzieże i bałwochwalstwo było na porządku dziennym. Wkrótce akty, których dopuszczali się byli katolicy, zaczęły uderzać w religię islamską. Co było jak wrzucenie zapalniczki do kotła pełnego benzyny. Muzułmanie nigdy nie przejawiali swej miłości do bliźnich w sposób zbyt humanitarny, podlegając ciągłym atakom ze strony katolicyzmu, który stracił swoje jako tako dobre imię, rozpoczęli falę własnych protestów, w skutek czego zaraz po dekalogu do historii przeszły prawa Koranu. Chaos, w którym pogłębiały się coraz to większe rzesze ludzi wymusił porzucenie prawd zawartych w Torze, przez ortodoksyjnych żydów jak i wyciągnął buddystów ze ścieżki pokoju. Świat z każdym dniem stawał się istnym…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Arcadio
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…