Wróć do katalogu

Pragnienie a pożądanie

Pisanie tego opowiadania wzruszyło mnie do głębi. Pewna dziewczyna doświadczyła, czegoś niezwykłego, czegoś czym chciałabym się podzielić

Wielka Ja!, opublikowano , 15 min czytania, 2,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Dzisiaj był dzień. Jutro będzie dzień. Następnego dnia też nadejdzie czas następnego dnia. Wczoraj był dzień, przedwczoraj też. Nieważne Jest godzina 21.12 ja siedzę tutaj, przed zeszytem. Obgryzłam chyba już cały ołówek, zastanawiając się jak wszystko to, co mnie spotkało opisać tak, by było jasne i piękne z przekazem. Nie wiem, być może po krótkiej modlitwie, wylaniu następnej fali miłości, coś jakby mnie natchnęło. Wiem, że teraz piszę i nie przestanę, wiem że te słowa nie płyną tylko ze mnie, wiem że serce me miesza się bardzo w to wszystko. Godzinę temu obudziłam się, z snu tak cudownego i tak idealnego i realnego, że ma dusza nie może się uspokoić, szaleje z miłości. Tak bardzo chciałabym opisać to, co czułam i czuje, z szczegółami, lecz z góry założę że mi się to nie uda, niektórych uczuć nie da się opisać, a próba opisania może zrobić z nich coś prostego, prymitywnego, zwykłego i zupełnie nie istotnego, magicznego, mało spostrzegalnego. Kiedy zacznę pisać od rzeczy, nie będę patrzyła na błędy, być może będzie ich mnóstwo, w tym momencie mało mnie to obchodzi, ważne jest dla mnie by utrzymać miłość w sobie. Zacznę, muszę zacząć, podejmę się tej próby, chwała Bogu! *** Nie wiem, kiedy zasnęłam. Po prostu leżałam, a kiedy zamknęłam oczy i poczułam tę rękę, co mnie pochwyciła i ściągnęła w dół, do świata snu, oraz czystość serca, wiedziałam, że już nie jestem u góry, w świecie tak dalekim od idealności, prawdy, świecie tak trudnym. Stanęłam na ziemi i w tym momencie spostrzegłam, że to wszystko, co mnie otacza jest realne. Stałam na ziemi, nieopodal rosły kępki trawy, nade mną rozciągało się niebo z puszystymi, tak przyjemnymi chmurkami, a u góry świeciło słońce, wyglądało na nieco młodsze niż u mnie, u góry. Tyle z przyrody, która mnie otaczała. Przeszłam się kawałeczek, byłam szczęśliwa, naprawdę dawno nie byłam tak szczęśliwa jak tu. Czym się objawiała owa radość, pulsującym spełnieniem miłości. Przebiegłam się i zauważyłam górę, chciałam na nią wejść, wspiąć się, ale coś mnie zatrzymało. Poczułam na swoim barku, obcą dłoń, a z tym dotykiem moje serce jakby dostało skrzydeł. Odwróciłam się i zamarłam. -Jesteś tu- ten znany z dziecinnych wspomnień uśmiech. -Jezu!- do oczu napłynęły mi łzy. Wpadłam w ramiona mego przyjaciela. -Chodź, zaprowadzę Cię- mój Pan pozwolił abym nacieszyła się Jego widokiem, a było On w białej szacie, włosy miał zadbane blond-brązowe, oczy błękitne, uśmiechnięte w miłości, w których kryła się nieprawdopodobne wielkość, cera doskonała, skóra jakby przezroczysta, tak jasna i nowa, a uśmiech był tak swobodny i piękny, że najchętniej patrzyłabym w zachwycie i patrzała na ten uśmiech, rodzący w sercu spokój i bezpieczeństwo. Złapał mnie za rękę. -Dlaczego? Dlaczego tyle lat musiało minąć?- Zapłakałam. -Kochane dziecko, jesteś dorosła, znasz moją naukę- odpowiedział cicho. -Jestem, ale ciągle mi czegoś brakuje…- wytarłam następną porcję łez w koniuszek swojej szaty, która nie wiele różniła się od szaty Pana. Nie odpowiedział, spojrzał się tylko głęboko w moje oczy, jakby czegoś tam szukając. Starałam się wytrzymać ten niesamowicie przeszywający wzrok. Patrząc w Jego oczy, nasunęła mi się myśl, że żyjąc u góry, czyli poza snem, zaglądając podobnie w człowieka, jak Jezus teraz zaglądał we mnie, nigdy nie widziałam tak czystych oczu, nawet u siebie, u nikogo. -Nie chcesz znać odpowiedzi, choć pokaże Ci światło ciemności- trzymał moją rękę i sunęliśmy. Właściwie, gdy tak szliśmy, nie zastanawiałam się już nad niczym, czułam spełnienie i to się liczyło, to chciałam osiągnąć. Zatrzymaliśmy się, znaczy ja się zatrzymałam. Staliśmy przed ścianą ciemności, a potem już nie staliśmy przed nią, lecz w niej, tak twierdzę gdyż moje oczy jakby przestały widzieć. Przestałam też czuć Jezusa rękę w swojej, no i też moje spełnienie przeminęło. -Gdzie jesteś?- Krzyknęłam przerażona. Przeszły mnie ciarki. -Gdzie jestem?- Postanowiłam się poruszyć, natychmiast wyjść z tej ciemności, gdyż do mego serca wprowadzał się lęk i przerażenie. Zawiodłam się, nie mogłam się ruszyć. Przerażenie zajęło całą objętość mojego serca. Im bardziej myślałam o tym, że stoję w ciemności, zgubiona, nie mogąc ruszyć choćby palcem, coś jakby rytmicznie mnie ściskało i wpychało w coraz to głębszą głębię, tej przerażającej ciemności. Zapomniałam o Bogu, o Jezusie- przyjacielu mym- towarzyszu. Spanikowałam i zaczęłam krzyczeć, a wraz z krzykiem, zobaczyłam, że me serce zostało pochłonięte przez ciemność. Nie wiem ile czasu tak stałam i krzyczałam, ale w końcu musiałam przestać, gdyż mój głos zachrypiał. Ciemność mnie pochłonęła, tego byłam pewna. Zaczęłam się poddawać i pozwoliłam, aby ciemność, która już przykryła moje serce, rozprzestrzeniła się po całym moim ciele. Z góry byłam przegrana. Byłam przegrana, niby, dlaczego miałabym się buntować? Czym miałabym się obronić, byłam tylko marną zapomnianą przez świat istotą. Czarna ręka chwyciła mnie i wepchnęła do swej czarnej paszczy. I wtedy zobaczyłam coś nowego. Światło i smutek i łzy, spływające z tych pięknym Bożych oczu. -Zostaw to dziecko!- Zagrzmiał potężny rozkaz. Poczułam ulgę, ciemna ręka mnie puściła, paszcza wypluła, ciemność i przerażenie zaczęło usuwać się z mojego serca. -Czemu nie powołałaś się na mnie?- Z powrotem byłam w jasności, było już dobrze. Lęk znikł, ale ślad po tych negatywnych doznaniach nadal we mnie trwał, więc skurczona nie ważyłam się ruszyć. Zobaczyłam następną Bożą łzę i to pytanie, które jakby odbijało się o każdą wewnętrzną część mojego ciała, które nie dawało mi spokoju. Nie ważyłam się unieść oczu, coś jeszcze się po mnie rozpłynęło, to był pulsujący wstyd. Zawiodłam. Zrozumiałam, że to była próba. Zawiodłam. Ja też zaczęłam płakać. Zawiodłam. -Przepraszam, teraz udowodniłam, że nie jestem Ciebie godna- wychrypiałam i skuliłam się na trawie. Jak mogłam, tak szybko wszystko zapomnieć? -Gdyby tak było, pozwoliłbym, aby pochłonęła Cię ciemność- odpowiedział Jezus, dotknął mojego ramienia, a wraz z tym dotykiem miłość zaczęła powracać. -Odejdź Panie, bo ja jestem człowiek grzeszny- dodałam ciężko, po woli z wstydem. I chciałam zrzucić dłoń Chrystusa, ale coś jakby mi nie wyszło, a On uśmiechnął się do mnie. Czułam się podle. -Nie zostawię Cię, chodź- uniósł mnie tak abym stanęła na dwóch nogach i złapał za rękę. W głowie miałam tylko hasło: zawiodłam. Teraz w ogóle nie ważyłam unieść swych oczu i spojrzeć na Jezusa, więc wbiłam wzrok w ziemię. Szliśmy dalej. Gdy w końcu oderwałam wzrok od ziemi, zobaczyłam w dali budynki, starożytne. Zaraz potem, gdy przeszliśmy kawałek spostrzegłam, że te budynki, to jest Jerozolima. Szliśmy w jej stronę. Stanęliśmy przed bramą Jerozolimy. I tu mój przyjaciel, który miał cały czas uśmiech na twarzy jakby posmutniał. Nie mogłam się powstrzymać i spojrzałam Mu w oczy i zauważyłam, że jakaś iskierka, która była tym nieznanym błyskiem życia, jakby znikła. Posmutniałam i ja. Może byłam sobie głupim grzesznikiem, ale wiem, że tak strasznie kochałam tą osobę, obok mnie, że zniesienie Jego smutku było dla mnie trzy razy gorsze niż zniesienie ciężaru swego grzechu i winy. W ogóle bardzo trudno…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych