Wróć do katalogu

Prawdy natura przebiegła

Rdzeniem opowiadania są marzenia i dążenie do nich. W tle okrutności, uczucie, prawdopodobnie zachwiany emocjonalnie bohater, sukcesy i porażki oraz dziwy nad dziwy.

dude, opublikowano , 27 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Od czego zacząć? Zacznijmy najprościej. Nastał dzień. Pamiątka poprzedniego wieczoru cały czas dawała się we znaki Bohaterowi. Cała piramida potrzeb Maslowa najprawdopodobiej zwaliła mu się na głowę. W tej chwili potrafił myśleć tylko o jednym. Na litość! Co za suchość w ustach czuć muszę! Wyzbycie się jej tylko teoretycznie było banalne. Po drodze do dzbana z wodą roztaczała się mozaika porozrzucanych butelek, poprzewracanych krzeseł i resztek jedzenia. Bohater nie był laikiem. Wiedział, że zaspokojenie pragnienia wymaga trochę pomyślunku i odrobiny planowania. Cały wysiłek włożył w przejście z pozycji leżącej (takiej jaką mają te wszystkie niedźwiedzie przed kanadyjskimi kominkami) do pozycji siedzącej. Poczuł ulgę. Wstał i chwiejnym krokiem skierował się w stronę dzbana. W tym momencie do jego domu wbiegło trzech mężczyzn, którzy porwali Bohatera i wywlekli go na jego ogródek. - Co to jest? – wrzasnął jeden z nich i pokazał palcem w stronę kupki popiołu. - Nie mam pojęcia chłopaki. – wymamrotał - Wczoraj pijany spaliłeś karczmę! - Nic takiego sobie nie przypominam. - Rada zebrała się i po szybkim procesie skazaliśmy cię na wygnanie. - Procesu też nie pamiętam… - Wynoś się z tej wioski. Nie ma tu już dla ciebie miejsca. I tak bohater zmuszony został rozpocząć nowe życie. Początkowy był tym faktem nawet podniecony, lecz już pierwszego wieczora zaczął tęsknić za domem leżąc bezwładnie z głodu i wycieńczenia na ziemi.

***

Niebo przykryły czarne chmury. Na horyzoncie ledwo dało się dostrzec poświatę zachodzącego słońca. Na samym środku pustej przestrzeni stał Bohater. Z przerażeniem obserwował ogromny monolit, który wyrósł mu przed oczami. Wśród pustki, na szarej ubitej ziemi wielka skała uderzała swoją potęga. Podszedł bliżej tylko po to by natychmiast się cofnąć. Wzdłuż skały przebiegła wstążka iskier, a z jej wydobył się głęboki pomruk. Wstęga przerodziła się w napis. Bohater zmrużył swoje oczy by móc odczytać słowa złożone z blasku. „Szukaj prawdy. Skąpana w ułudzie w końcu się ukaże. Baw się kłamstwem. By pokonać prawdę nie rezygnuj z marzeń.” Monolit zniknął, by ustąpić miejsca jaskini i tajemniczemu głosowi zapraszający go do jej środka.

***

Bohater powoli podniósł powieki po czym zerwał się na równe nogi. Przed jego oczyma na wysokości jego głowy wisiało coś co przypominało puchatą, różową piłkę. Nie miało oczu jednak Bohater nie mógł pozbyć się wrażenia, że owe coś patrzy się na niego. - Dzień dobry! – zapiszczało w głowie Bohatera - Dzień dobry – odparł. Choć sytuacja sugerowała natychmiastowe pytania w stylu „czym bądź kim jesteś (alternatywnie nie jesteś)” albo „czego chcesz ode mnie”. Ostatecznie nawet „jakim cudem mówisz skoro nie masz ust” albo „dlaczego róż?” były by dobrymi pytaniami na początek. Należy jednak pamiętać, że jeśli ktoś zdobywa się wobec ciebie na kulturę warto ja odwzajemnić. - Nie jesteś ciekaw kim jestem Bohaterze? – rzekło lewitujące dziwadło. - Szczerze powiedziawszy jestem niesamowicie ciekawy! Dlaczego róż!? Hej! Skąd on zna moje imię? - Jestem strachem! – dziwadło przybrało dumną pozę. Dumną na tyle, na ile pozwala kształt piłki, puchatej piłki… no i różowej. - Jeśli jesteś strachem to dlaczego się ciebie nie boję? - Bo jestem twoim strachem! Jak możesz bać się własnego strachu? Sam w sobie straszny nie jestem. Ja tylko sprawiam by twoje otoczenie było dla ciebie przerażające. - Dlaczego to robisz? – dociekał Bohater – bez ciebie wszystko było by proste. - Ktoś musi to robić. Zapewniam cię, że beze mnie pokomplikowało by się wszystko okropnie. Akceptuję odwagę, jednak czasami nie jest ona niczym innym jak głupotą. - Nie powinieneś być… no wiesz… w środku mnie? - Mnie samego to ciekawi. Nie jestem w stanie tego sam odkryć bo jestem zależny pod tym względem od ciebie. Mogę tylko mieć nadzieję, że ty znajdziesz odpowiedź i stanie się ona wtedy moją odpowiedzią. - Logiczne… - dumał Bohater – Jesteś częścią mnie samego, ale ja sam posiadam władzę wykonawczą. Tak jak ja zależę od ciebie, tak ty zależysz ode mnie. - Brawo. A tak swoją droga nazywam się Puchacz. - Miło mi. Po co ci jednak potrzebne imię? - No, a dlaczego nie? A teraz pozwól, że zniknę. – jak powiedział tak zrobił. Bohater w tym czasie stał i wpatrywał się w pustkę z bardzo głupią miną.

***

Jest dumna, nie będzie krzyczeć. Ledwie pożegnaliśmy Bohatera i jego emocjonalne problemy, a już będziemy światkami wręcz epickiej bitwy! Postać w czerwieni wyraźnie nie mogła zdecydować się na czym skupić uwagę. Naprzeciwko przygotowywała się do ataku dzika zwierzyna, a z boku przypałętał się jakiś człowiek. Postanowiła go zlekceważyć wychodząc z założenia, że łatwiejsze sobie zostawi na koniec. Żałowała, że nie uważała na lekcjach z mroczenia zwierząt. Żałowała, że nie zakończyła lekcji… Nie była magiem. Przedstawiała się wszystkim jako czarodziejka jednak by móc się cieszyć takim tytułem trzeba uzyskać dyplom. Irytowało ją to. To jednak w tej chwili nie ważne bo oto dzika bestia wypięła wszystkie swoje mięśnie by zamienić zmagazynowaną w niej energię w dziką szarżę mówiącą „Ja cię nie straszę! Ja cię naprawdę zabiję!”. Dziewczyna jedyne co mogła uczynić to przybrać postać (według jej mniemania bojową) i czekać na nagłe objawienie ukrytego talentu (Najlepiej bojowego. W tej chwili odkrycie mistrzostwa w malowaniu ceramiki było by najwyżej nagrodą pocieszenia. W dodatku marną...). Zacisnęła mocno swoje dłonie na kosturze. Równie mocno zacisnęła oczy i czekała. Zwierz wydał z siebie okropny ryk i… no właśnie nic się nie stało… Niepewnie otworzyła jedno oko w celu rekonesansu i zauważyła cielsko zwierza leżące przed nią. Ha! Nie wiem jak to zrobiłam, ale nie ukrywam, że zdolna jestem. Został jeszcze ten dziwny typ za drzewem. Pewnie już uciekł. - Dobrze że nic się pani się stało. - usłyszała całkiem niedaleko (dokładniej to zza siebie). Z dziką furią odwróciła się zamachując się kosturem i rąbnęła tajemniczego typa w głowę. Bohater przez moment zobaczył bardzo wiele małych, różowych piłeczek latających dookoła jego głowy. Zatoczył się i przewrócił. Leżąc plecami na ziemi starał się pozbyć dzwonienia w uszach. Udało mu się je zagłuszyć… - Ałaaaa! – Ryknął. Mętnymi oczami spojrzał na kostur, a następnie podążając po nim skoczył wzrokiem na ręce, ramiona, szyję kończąc swoją bolesną podróż na głowie, a konkretniej na oczach sprawczyni całego bólu. - Ałaaaa… - jęknął. – Za co? - Chciałeś mnie niecnie podejść! – Rzekła dziewczyna wymachując mu przed nosem drewnianym orężem. – Ale ci się nie udało. Mogłeś się domyślić, że masz do czynienia z nie byle - Nie bije się po głowie osoby, która ratuje ci życie! Spodziewałem się „dziękuję”, a nie pacnięcia kijem! - Chcesz powiedzieć, że ty go zabiłeś? – ton dziewczyny osłabł nieco. Wprawne oko zauważyło by cień zakłopotania. - Ja, a kto? Nie ma tu nikogo innego. Nie myślisz chyba, że ty to zrobiłaś. - A właśnie, że tak myślę. - To pozwól zauważyć grot strzały wbity w serce. O ile wiem kostur nie miota strzałami. Nie mam wobec Ciebie złych zamiarów nieznajoma pani. - Chyba należą ci się przeprosiny… - Chyba tak. Skoro już znaleźliśmy się tu razem to może potrafiłabyś zrobić coś użytecznego z tym dzikiem? Umieram z głodu…

***

- Po co w ogóle zmierzasz do wioski? - Każdy chce coś osiągnąć. Moim marzeniem jest zostać czarodziejką. Nie jestem w stanie podjąć znowu nauki w szkole, ale mogę zostać samoukiem. Wystarczy tylko, że zdobędę księgę, którą w posiadaniu mają miejscowe wieśniaki. - Nie wydaje mi się, by ci ją tak po prostu oddali. - W tym cały problem. Czy marzenia są warte tego by dążyć do ich spełnienia niezależnie od środków? - Dopuścić się czegoś złego? - By moc stać się szczęśliwym… - Chciałbym… Mogę zaoferować ci moją pomoc? - Możesz. - Jak ci na imię? - Błysk. Rodzice byli naprawdę ambitni... - Zatem Błysk. Ruszajmy do wioski by spełnić twoje marzenia. Jednak po drodze musimy wpierw odwiedzić pewne miejsce. Miejsce z mojego snu.

***

Jaskinia wykazywała niebywałą skłonność do utrzymywania się w całkowitej ciemności. Wielce musiała być niezadowolona z faktu, iż prowizoryczna pochodnia utrudniała jej to. Nasi bohaterowie powoli przesuwali się w stronę celu. Wyszli z założenia, że skoro droga prowadzi tylko do przodu jej koniec musi być celem. (Chyba, że celem była miejsce, z którego rozpoczęli podróż. Ech... Nie kombinujmy) - Zastanawiałeś się już co zrobimy gdy dotrzemy na miejsce? – dociekała prawie czarodziejka - Myślę, że lepiej będzie najpierw dowiedzieć się co czeka nas na końcu jaskini, a dopiero potem obmyślać co można z tym uczynić. Po prostu odpadnie nam sporo opcji. - Wolała bym uniknąć zaskoczenia. - Jeśli będziesz nastawiona no to, że to, co tam zobaczymy nas zaskoczy tym samym unikniesz zaskoczenia. Gdy spodziewamy się niespodzianki nie jest ona już niespodzianką. Ich oczom ukazały się ogromne drzwi. Przynajmniej ich zarys bo nie zapominajmy, że jest tam okropnie ciemno. Tam gdzie ogromne drzwi musi być ogromna klamka, którą ochoczo otworzyli. Stanęli w skromnym pokoiku. Oświetlony był ogniem z kominka i licznymi świecami, które znajdowały się za oknami. Trochę dziwi fakt okien w jaskini jednak jedyne co znajdowało się za nimi (oprócz świec oczywiście) było trochę przestrzeni i kamienia. Przed kominkiem na fotelu siedziała postać czytająca książkę i paląca cygaro. Zauważywszy gości powoli założyła stronę wstążką i zwróciła się w ich kierunku. Postać siedząca w fotelu okazała się starcem. Ubrany był we sweter w romby i spodnie od pidżamy. Zmrużonymi oczami lustrował bohaterów. Odpowiedni moment by przerwać krępującą ciszę. - Dzień dobry – ukłonił się bohater. - Źle! Nie tak! – krzyknął staruszek. – Proszę wyjść, zapukać, przedstawić się i wchodzić tylko pojedynczo! Zmieszani bohaterowie szybko zawrócili. - No pięknie. Nie ma jak dobre pierwsze wrażenie. – Zaśmiała się błysk. – Mówiłam by się przygotować, a ty pchasz się wszędzie i nie myślisz o konsekwencjach. - Pewnie! Już myślałem by się przygotować na rozmowę z niedołężnym staruszkiem. I nie bądź taka mądra bo sama szybko wbiegłaś za mną do tego pokoju! - Halo! Ja czekam. – dobiegł głos zza drzwi. - No pewnie! Weszłam tam za tobą byś czego głupiego nie narobił! – parsknęła Błysk. - Weszłaś?! – roześmiał się Bohater. – Tak ci się tak śpieszyło, że mnie tam praktycznie wepchnęłaś! - Potrafisz tylko zwalać winę na mnie? Miałbyś trochę kultury i przyznał byś się do błędu! - Błędem jest to, że próbuję jeszcze ci wytłumaczyć jakie twoje racje są spaczone! - Niecierpliwię się! –warknął tajemniczy staruszek. - Sam jesteś spaczony! Nie wiem po co w ogóle z tobą tu przyszłam. Mam setki innych lepszych zajęć niż błąkanie się z idiota. - Żadnych zajęć nie masz. To co byś teraz robiła to błąkanie się po lesie i twoim towarzystwem była byś ty sama więc nic mądrzejszego ode mnie! W jaskini rozbrzmiało echo. Bohater siedział pod drzwiami i rozmasowywał piekący policzek. - A więc skończyły się argumenty i została tylko agresja. - Żal mi na ciebie argumentów. Do twojego głupiego łba nic nie dotrze. Szkoda, że ci go nie strąciłam. - Potężne drzwi powoli się otworzyły. Wylazł przez nie zniecierpliwiony staruszek. Próbując przybrać zaskoczona minę powiedział udając, że widzi ich po raz pierwszy. - O! Goście! Zapraszam do mojego skromnego domku. Pojedynczo!

***

- W końcu się ciebie doczekałem – rozpoczął staruszek siedząc w swoim fotelu. - Jak mogłeś wiedzieć, że przybędę? - Miałem ten sam sen. Tak. Wiem o twoim śnie. Teraz i ty wiesz o moim Osiągnęliśmy równowagę. Przynajmniej na tym poziomie. - Mógłbym dowiedzieć się czegoś więcej? - Mógłbyś. Nastąpiła niezręczna cisza, która trwała dopóki Bohater nie zorientował się, że padła już odpowiedź na jego pytanie, a staruszek nie ma zamiaru dodać ani słowa. - Czy pan pomoże mi zinterpretować sen? - Bawisz mnie… - No to proszę się mną nie bawić. – zbulwersował się Bohater - Chcesz znaleźć odpowiedź? Proszę bardzo. Starzec chrupocząc starymi kościami wstał powoli z fotela. – ja jestem prawdą, której szukasz. Popełniasz błędy. Ponosisz konsekwencje, a ja jestem prawdą. Która objawia ci się po konsekwencjach. - Nie rozumiem. - Pewnie, że nie rozumiesz i to jest twoim błędem. Konsekwencje ponosisz już w tej chwili. Nazwij to lekcją. - Starcze. Czy ty mnie straszysz? - Tak on cię straszy. – odezwała się włochata kulka zza jego pleców. Znowu tu jesteś? Bohater zwrócił się w stronę różowej kulki. Delikatnie dotknął jej krawędzi. - Mięciutki jesteś. - A dziękuję. – strach jakby lekko się zaczerwienił, choć może to był tylko refleks światła dobywającego się z kominka. - Ten niedołężny mi grozi! - Nie zaliczył bym go do grupy elementów przerażających cię więc nie będziesz się go bał. Śmiało! Pacnij go czymś! - Nie będę bił niedołężnego! - Hej! Nie skończyłem! – Wrzasnął starzec. – Nie ładnie mnie lekceważyć. Drugi błąd. Prawda będzie naprawdę bolesna. Starzec powoli zaczął zbliżać się w do bohatera łypiąc przekrwionymi oczami. Wyszczerzył się. Oczom Bohatera ukazała się chyba setka kłów. Było ich tak wiele, ze większość służyła zapewne wyłącznie do ozdoby. Wątpliwej, ale starzec mieszkał w jaskini, gdzie społeczeństwo składało się tylko z jego samego, więc mógł stanowić o modzie. - Nie podchodź! – Bohater napiął łuki i wycelował grotem między

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych