Prawica Pana
W Królestwie nie dzieje się zbyt dobrze. Rada znów obcięła fundusze na armię, a Metatron opuścił niebo i formuje własne wojsko. Czy Królestwo upadnie?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- 1 -
Samotna postać stała na skale i wpatrywała się w dal. Zachodzące słońce oświetlało piękną twarz mężczyzny, na której widniał nieobecny wyraz. Niebieskie oczy patrzyły w przeszłość. - Tu jesteś, Michale. - Rozległ się cichy głos. Postać drgnęła. Michał odwrócił się powoli. Za sobą ujrzał sylwetkę jednego z przyjaciół - Gabriela. - Pospiesz się. Chyba nie chcesz się spóźnić na zebranie? - Zawołał anioł rozbawionym głosem. Michał był znany ze swej niechęci do wszelkich zgromadzeń, zebrań i raportów. - Już idę... - Westchnął cicho Wódz Zastępów Niebieskich. Niedbałym gestem odgonił mewę, która chciała usiąść na jego ramieniu, i ruszył za Gabrielem.
***
- Nienawidzę tego! Wszyscy liczą, że będę na każde ich zawołanie, ale na żołd dla żołnierzy to już im szkoda pieniędzy! - Michał walnął pięścią w dębowy stół. Piwo, będące jeszcze niedawno w cynowych kuflach, popłynęło teraz falą po deskach. - Misiu, uspokój się. - Rafael niepewnie poklepał przyjaciela po plecach, lecz szybko przestał, spiorunowany wściekłym spojrzeniem Archanioła. - Jak ja mam być spokojny?! Ludzie mi dezerterują! Jak ja mam chronić bram, gdy nie mam żołnierzy?! Nikt mu nie odpowiedział. Bo i po co? Sytuacja przedstawiała się bardzo nieciekawie: Rada znów obcięła fundusz na wojsko. To samo stało się z pieniędzmi na badania Razjela oraz na składniki lekarstw dla Rafaela. I jak oni mieli służyć Niebu? - Panowie, już kilka razy byliśmy w takiej sytuacji i jakoś udawało nam się z niej wybrnąć. - Powiedział uspokajającym głosem Uriel. - Ale wtedy był z nami Metatron. - Zauważył gorzko Gabriel. Jego towarzysze pokiwali smętnie głowami. Metatron, używając słów Michała, przeszedł do obozu wroga, czyli słowami prostego cywila: ze strony aniołów przeniósł się na stronę Lucyfera. Ta nagła zmiana poglądów zaskoczyła wszystkich, z Panem Podziemia włącznie. Wielu próbowało dociekać powodu tej... dezercji. Krążyło wiele plotek. Że Metatron miał dość władzy archaniołów. Że nie podobały mu się prawa rządzące w Niebie. Była też taka, że chciał obalić Lucyfera z tronu i zawładnąć Piekłem. Nie wiadomo, czy którakolwiek była bliska prawdy. Lecz fakt pozostawał faktem: Metatron porzucił Królestwo. - Nie wiem, jak my sobie poradzimy z Radą. - Westchnął cicho Ariel. Odpowiedziało mu przytakujące mruknięcie. Aniołowie pociągnęli zdrowo z kufli, wypijając resztki piwa. Michał otarł pianę z ust, odsunął krzesło i wstał. - Idę się przejść. - Powiedział, nie zwracając uwagi na pytające spojrzenia. Chwiejnie ruszył między stolikami i zniknął w ciemności rozlegającej się za drzwiami "Głowy Meduzy". - Nie wiem, co z nim jest. Siedzi ciągle nad morzem i wpatruje się w wodę. To do niego nie podobne. Gdzie się podział nasz zapalczywy Michałek, co to najpierw bił, a dopiero potem zadawał pytania? - Zapytał Gabriel. - Myślę - zaczął Rafael. - Myślę, że to ma związek z Metatronem. - To znaczy? - Zapytali chórem pozostali. - No wiecie... Metatron zawsze był dla Michała wzorem. A teraz odszedł. Archaniołowie pokiwali zgodnie głowami. - O takich rzeczach nie można rozmawiać na trzeźwo! - Krzyknął nagle Ariel. - Masz rację. - Poparł przyjaciela Uriel. - Jeszcze jedną kolejkę!
- 2 -
- Amelio... Szept, cichszy od powiewu wiatru, wyrwał się z ust mężczyzny siedzącego na plaży. Przed jego oczami zaczęły pojawiać się obrazy z przeszłości. Królowała wśród nich jedna twarz. Jej twarz. Krótkie, rude włosy, blada cera z mnóstwem piegów. I zielone oczy. Zwykł porównywać je do szmaragdów. Przyjaciele naśmiewali się z tego zamiłowania do zwykłej śmiertelniczki, ale on się nimi nie przejmował. Tak dobrze im razem było. Ale to, co dobre nigdy nie trwa wiecznie. Amelia pracowała w banku. Pewnego dnia grupa złodziei wtargnęła do środka. Zabłąkany pocisk, wystrzelony w kierunku strażnika, odebrał Michałowi sens życia. Znów ujrzał jej roześmianą twarz. Prawie słyszał jej głos. - Ale ona już nie wróci! - Krzyknął w ciemność. Odpowiedział mu odległy krzyk mew. Pojedyncza łza spłynęła po policzku anioła. Szybko ją otarł, widząc cień na piasku. - Witaj, Michale. - Dobiegł jego uszu melodyjny głos, należący do jednej z anielic. - Witaj, Arinno. - Rada znowu dała wam popalić? Archanioł pokiwał potakująco głową. Anielica usiadła obok niego i utkwiła wzrok w ciemnej toni morza. Michał przyjrzał się uważnie swojej towarzyszce. Miała kruczoczarne włosy, związane w luźny węzeł, pełne usta i ciemnoniebieskie oczy wyglądające jak trzęsawisko nocą. Na jej plecach znajdowały się trzy pary skrzydeł - atrybut każdego Serafina. - Możesz tak na mnie nie patrzeć? Peszę się. Michał otrząsnął się i mocno zaczerwienił. - Przepraszam... - Mruknął zawstydzony. - Nie przepraszaj. - Arinna wybuchnęła perlistym śmiechem. - Nie widzisz, że się z tobą droczę? - Ostatnio nie mam nastroju na żarty... - Chodzi tylko o Radę? - Zapytała anielica. - A może coś innego? Usta Michała zacisnęły się w prostą kreskę, a oczy mu pociemniały. Po jego twarzy przemknął cień bólu. - No tak... To dziś mija siedem lat, prawda? - Tak. - Uciął krótko mężczyzna. - Właściwie, nigdy nie wiedziałam, co ty w niej widziałeś. - Powiedziała niedbale Arinna wzruszając ramionami. - Nie była ładna. Figura właściwie żadna... Owszem, charakter miała całkiem... - Możesz przestać?! Mewy, siedzące kilka metrów od nich, zerwały się z głośnym łopotem skrzydeł. - O co ci chodzi? - Zapytała anielica niewinnie. Michał nie odpowiedział. Wstał z piasku i ruszył wzdłuż brzegu. - Mężczyźni... - Mruknęła pod nosem kobieta i położyła się na wilgotnym ziemi. Taka piękna noc aż się prosi, by spać pod gołym niebem, pomyślała jeszcze i zamknęła oczy.
***
- Moja głowa... Gabriel niepewnie zwlókł się z łóżka. Jakimś cudem doszedł do łazienki i wszedł pod prysznic. Wyszedł spod niego dopiero po jakiejś godzinie - dopiero wtedy uznał, że zmył z siebie brud wczorajszego dnia. W samym tylko ręczniku na biodrach usiadł w wiklinowym fotelu, stojącym na balkonie. Powieki same mu opadły, a przed oczami pojawiły się obrazy z wczorajszego wieczoru. Uśmiechnął się do siebie na wspomnienie tyrad Razjela. Gdyby tylko Rada usłyszała jego złorzeczenia!
***
"Głowa Meduzy" świeciła o tej porze pustkami. Nie licząc podrzędnego demona, leżącego pod stołem i chrapiącego niemiłosiernie, obsługi baru oraz dwóch zakapturzonych postaci siedzących przy zacienionym stoliku. Pochylili się nad blatem, by rozmowy nie usłyszała barmanka, ścierająca stoliki ścierką łamiącą wszelkie przepisy czystości. - Jak Metatron? - Odezwał się głęboki głos spod kaptura pierwszej z postaci. - Zaszył się wśród Mrocznych. - Odpowiedział drugi. Jego głos był jak diament: piękny, lecz można nim przecinać szkło. - Podejrzane... Nie próbuje niczego?. - Słowa okryte były nutką podejrzliwości. - Ari, przecież bym ci powiedział. Nasz wywiad niczego nie wykrył. Pierwsza postać podniosła się ciężko, jakby zakręciło jej się w głowie. Przytrzymała się stołu. Pod szatą widać było wyraźnie zaznaczone skrzydła. - Miejcie go na oku. - Powiedziała jeszcze i ruszyła ku drzwiom. Mężczyzna, siedzący wciąż przy stoliku, zdjął kaptur. Czarne kosmyki opadły na jego twarz. - Nie tylko jego... - Powiedział cicho pod nosem. - Nie tylko...
***
Ulice Londynu, pełne już ludzi spieszących do pracy, idealnie pasowały do jego nastroju. Deszcz padał tu niemal bez przerwy. Słynna londyńska mgła sprawiała, że ludzie nie widzieli nic przed sobą. Z tego powodu Michał został już kilka razy potrącony przez przechodniów i omal nie przejechany przez taksówkarza. Nie zwracając uwagi na klaksony, przeszedł przez ulicę. W końcu anioła nie można zabić tak, jak śmiertelnika. - Patrz jak leziesz! Kierowcy w Londynie nie należeli do najuprzejmiejszych. Michał z zainteresowaniem spoglądał na mijających go ludzi. Nawet nie zauważali jego skrzydeł, chociaż nawet nie przykrył ich płaszczem. Wzrok przechodniów zatrzymywał się na nich przez chwilę, lecz później prześlizgiwał się dalej, jakby nic nie napotkał. To takie typowe dla ludzi, pomyślał z pogardą. Wmawiają sobie, że czegoś nie ma, nawet jeśli to tkwi przed ich oczami. Wciąż kręcąc głową na ludzkie zachowanie wszedł do małej kawiarenki. Od razu poprawił mu się humor. Kawiarnia nie była zatłoczona, jak większość takich miejsc na Soho, lecz panowała w niej przyjemna atmosfera. Anioł podszedł do kasy. - Frappe z syropem miętowym poproszę. - Powiedział do szczupłej brunetki, uśmiechając się przy tym tak, jak to tylko anioły potrafią. - Na miejscu czy na wynos? - Ekspedientka, nieczuła na ów uśmiech, ze znudzona miną wstukała kod napoju do kasy. - Na miejscu. - Dwa i pół funta. Z cichym westchnieniem zapłacił. Po raz kolejny przypomniał sobie, że jest na Ziemi. Tu jego uśmiechy nic nie znaczą.
- 3 -
Gabriel skinął na anielicę trzymającą czarę z winem. Drżąca dziewczyna podbiegła szybko do stolika i napełniła puchary siedzących przy nim Archaniołów, po czym szybko się oddaliła. - Wspaniałe wino, Gabrielu - powiedział z aprobatą Ariel, znany ze swych skłonności do dobrych trunków. Siedzieli na obszernym tarasie, z którego widać było odległe kresy Księżyca. To właśnie tam znajdowała się siedziba Pana Objawień. W pobliskim ogrodzie właśnie kwitły jabłonie. Słodki zapach kwiatów docierał do siedzących. Wraz z winem i ciepłym popołudniem sprawiał, że siedzący przy stole skrzydlaci byli wyraźnie senni. - Nie wiem, jak ty możesz jeszcze cokolwiek pić - mruknął Rafael. - Po dzisiejszym ranku zostanę chyba abstynentem. - Zgadzam się z Rafałem - wtrącił Razjel. - Myślałem, że w nocy ktoś otworzył moją głowę, nasikał tam, a potem zamknął ją z powrotem. - Nie przesadzajcie. Ja się czułem doskonale. - Bo ty, Kamciu, jesteś żołnierzem. A żołnierze mają twarde czerepy - wytłumaczył ze śmiechem Uriel. - Tylko nie "Kamciu" - warknął Kamael. Był przeczulony na punkcie swojego przezwiska, które nadała mu jedna z pięknych anielic - Karina. Tylko ona mogła bez żadnych nieprzyjemnych konsekwencji zwracać się tak do dowódcy dwunastu tysięcy Aniołów Zniszczenia. - Przestańcie. Przecież mamy być drużyną. Jak chcecie obronić Królestwo, skoro się ciągle żrecie? - Spokojny na co dzień głos Gabriela drżał teraz od gniewu. Jego oczy rzucały błyskawice. - Masz rację... - wymamrotał…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil wampisia
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…