Wróć do katalogu

Prawnik

Opowiadanie o detektywie.. gorąca zachęcam do czytania ;)

R.Sz, opublikowano , 14 min czytania, 3,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

W Warszawie na ulicy Targowej w kancelarii prawniczej „A. Treldowski” za dębowym biurkiem siedział sam jej właściciel. Właśnie omawiał z klientem testament. Treldowski był postury raczej szczupłej i wyprostowanej. Jego twarz nie należała do rodzaju przystojnych, ale wszystko nadrabiał miłym usposobieniem i poczuciem humoru. -Niech pan tylko tutaj podpisze- wskazał na puste miejsce w posianej drukiem kartce. - To już wszystko? – zapytał się klient, którego nazwisko brzmiało Wronkowski. Był on młody, nie dawno po trzydziestce. Nieco masywny z opalona cerą zachwycał kobiece serca, które wprowadzał w błąd mówiąc, że jest budowlańcem. Fakt, że nigdy nie był na miejscu budowy powinien dziwić wiele osób jednak maskował się doskonale. Wronkowski zawahał się przed podpisaniem, ale ostatecznie zakreślił dwa zawijasy w odpowiednim miejscu. - Tak to już wszystko. Mam jednak nadzieje, ze ten testament będzie musiał jeszcze długo poczekać do jego zrealizowania- odparł Treldowski z miłym uśmiechem, który pojawił się pod krzaczastym wąsem. Prawnik odsunął krzesło, a następnie wstał z wyciągniętą dłonią. Mężczyźni podali sobie na pożegnanie ręce, a potem Wronkowski założył płaszcz i już biegnąc na dół po schodach zakładał kapelusz. W wielkich drzwiach prowadzących na klatkę schodową kamienicy nr 9 klient znajdującej się tam kancelarii prawniczej minął starca. Wronkowski zmierzał do swojego miejsca zamieszkania. Musiał wejść do autobusu nr 23 i wysiąść na trzecim przystanku. Życiorys tego młodego człowieka jest wzbogacony w przygody. Prawda jest taka, że te wszystkie rozwiązane sprawy stały się za sprawą zatrudnienia go, jako ochraniarza dawno temu w biurze detektywistycznym, jego osiągnięcia sprawiły, że oto teraz takie biuro sam posiada. Znajduje się ono na parterze wieżowca, w którym także mieszka Wronkowski. Dwa pokoje zostały przerobione na miejsce do pracy, jeden pozostał pod pierwotną postacią- sypialni. Był to pokój ubogo wyposażony tak jak reszta mieszkania. Biuro detektywistyczne „Bystry orzeł” pamiętało lepsze dni. Aktualnie pracownicy zadawalają się sprawami rozwodowymi. Nikt nie spodziewałby się, jakie to dokumenty leżą w segregatorach ustawionych na półkach nad biurkiem szefa. Udokumentowana słynna sprawa „Trzech czarnych orłów”, która to wbrew pozorom nie dotyczyła rozbiorów Polski, ale trzech największy spryciarzy XXI wieku, „ Oszukany kot” też należał do problemów nie do rozwiązania, ale nikt się przecież nie spodziewał, jaka łatwa to była zagadka. Wronkowski w końcu przestał rozmyślać stojąc na środku swojego biura nadal ubrany w płaszcz i z kapeluszem na głowie, wpatrując się w segregatory. Zdjął ubranie wierzchnie i zapukał do drugich drzwi, gdzie wywieszka z napisem „ sekretarz Jędrzej Ząbek” się trzymała na ostatnim gwoździu. Nikt nie odpowiadał, więc jak każdy szef martwiący się o własnego pracownika Wronkowski otworzył drzwi. Wspomniany wcześniej Jerzy Ząbek zasnął nad kolejnym udokumentowaniem sprawy rozwodowej za pewnie Doroty Grewlik, gdyż ta należała do najbardziej nudzących. Sekretarz niegdyś był wysportowany i przystojny, aktualnie można u niego zauważyć siwe smugi na przerzedzonych włosach oraz fałdy tłuszczu gromadzące się dosłownie wszędzie. Okulary trzymały się dokładnie na samym czubku nosa i miało się wrażenie, że zaraz spadną. Spał w pozycji niemalże komicznej to też Wronkowski zaczął się cicho śmiać i poszedł do szafy, aby sięgnąć aparat. Nacisnął odpowiedni guzik. Flesz obudził Ząbka gwałtownie ze skutkiem wylania już zimnej kawy na wszystkie porozrzucane na biurku dokumenty. - Mógłbyś mnie zabić! – wykrzyknął do swojego szefa ulubioną frazę. Relacje między Ząbkiem, a Wronkowskim układały się nie tylko na tle zawodowym, ale i koleżeńskim. Jędrek poznał swojego pracodawcę już w Liceum, a potem na trwałe zaprzyjaźnili się w czasach Akademickich. Oczywiście, ze później, jako jedyni z wydziału Ekonomii strasznie znudzeni naukami o potażu i prawie popytu poszli na dwuletni kurs „ochrony mienia i osób”, w czego rezultacie maja papierki na ochroniarzy. -Spokojnie.. musiałem tylko go przetestować – skłamał Wronkowski, któremu humor się nieco poprawił – Przy czym zasnąłeś? Okulary Ząbka wróciły na odpowiednie miejsc i ten zaczął sprzątać rozlaną kawę, a jednocześnie odpowiedział: - Akta Winianeckiego… ten od pudelka i żony. Wronkowski od razu przypomniał sobie starszego mężczyznę z wręcz wojskową postawą, którą na pewno ktoś ująłby, jako „ stworzona do munduru”. Detektyw szczerze współczuł temu Winianckiemu, który miał koszmar w domu z powodu nadopiekuńczości jego żony wobec białego pudelka. - Pechowy facet. Nie ma, co o tym dyskutować. Masz coś tam dla mnie? – spytał się z nadzieją w głosie. Jego przyjaciel pokiwał przecząco głową wręczając mu do ręki pliczek rachunków do zapłacenia. Dwaj mężczyźni tęsknili za przygodą, i dlatego właśnie założyli owe biuro detektywistyczne. „Bystry orzeł” funkcjonuje od roku i spotkały ich jedynie dwie ciekawe sprawy, ale tez pamiętali i te, które rozwiązali jeszcze wcześniej. Wronkowski trzymając niedbale w prawej ręce listy powędrował do swojego pokoju, gdzie rzucił rachunki na nocną szafkę i zmęczony dniem położył się na łóżku. Zasnął zapominając o przebraniu się. Z samego rana obudziły go promienie słoneczne. Włócząc nogami poszedł do łazienki gdzie prysznic go do końca przebudził. Kiedy dotarł do kuchni po ogoleniu się i codziennej walce z krawatem jego towarzysz już przygotował kawę i przy okazji przyniósł gazetę, którą podał szefowi, kiedy ten usiadł naprzeciwko niego. - Czytaj – zakomenderował Ząbek. Wronkowski wypełnił polecenie. Czytał wolno jak to uwielbiał robić, pochłaniał słowa nawet, jeśli to był nekrolog. Następnie niemalże oparzył się kawą w język. Jeszcze raz przeczytał tym razem o wiele szybciej tekst. Postawił kubek z kawa i w nie dowierzeniu kolejny raz zapoznał się z treścią Kondolencji. Ząbek nieco się zdziwił reakcją swego przyjaciela. Wronkowski należał do ludzi raczej wesołego usposobienia, ale potrafił trzymać nerwy na wodzy. -co ciebie tak wzburzyło? –zapytał się sekretarz po długiej pauzie. - Wczoraj spisywałem u niego mój testament.. niech to szlag trafi. – odpowiedział podenerwowany Wronkowski. -Ale, po co? Jesteś młody i chyba wybrać się na tamten świat nie zamierzasz? - Żeś zgłupiał? – powiedział stukając się w czoło szef. – musiałem go zbadać w związku z jedna sprawą… - dokończył już tęsknym głosem. - Mam przeczucie, że zwrot „zmarł tragicznie” cos może oznaczać. Ząbik patrzył się zza okularów na szefa i zarazem przyjaciela wbijając zęby w bułkę z serem czekając na odpowiedź. Przerwa wydawała się długa i…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych