Prawo krwi - Rozdział I, część 1
"Sophie stała ukryta w gęstych zaroślach. Sparaliżował ją strach, jakiego nigdy dotąd nie doznała..."
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Sophie stała ukryta w gęstych zaroślach. Sparaliżował ją strach, jakiego nigdy dotąd nie doznała. To, co widziała, gorsze niż wszystkie zasłyszane historie i wszystkie senne koszmary, odebrało jej zdolność wydania jakiegokolwiek dźwięku. W miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą klęczał nad strumieniem jej narzeczony, stał niewysoki kurhan, gęsto porośnięty przylaszczką. W przeciwnym kierunku oddalała się smukła i ulotna jak zjawa postać. Sophie wciąż nie mogła uwierzyć, że ta ognistowłosa piękność okazała się nie kochanką, a morderczynią. Gdy usłyszała, że Robert wybiera się nocą do lasu, nie wahała się ani chwili. Postanowiła go śledzić. Nie miała najmniejszych wątpliwości, że osłona nocy i cienie drzew mają skryć jego schadzkę z kochanką. Nawet specjalnie jej to nie dziwiło. Choć za złotym warkoczem Sophie uganiali się wszyscy chłopcy we wsi i choć uważali ją za najpiękniejszą z dziewcząt, żaden ani myślał marzyć o jej wdziękach. Nawet Robertowi, choć zgodziła się oddać mu swą rękę, nie wolno było jej tknąć. Sophie z uniesioną głową znosiła śmiechy i pogardliwe spojrzenia innych dziewcząt, lecz słowo „cnotka” ciągnęło się za nią jak cień. Robert nie jeden raz próbował namówić narzeczoną na figle w stogu siana, ona jednak zawsze wymawiała się, iż przyjdzie na to czas po ślubie. Dobrze wiedziała, że bardzo niewielu zakochanych czekało do tego momentu. Prawie wszystkie znane jej pary folgowały sobie aż miło. Dziewczęta z radością oddawały się swoim – i nie tylko swoim – kawalerom, by następnie z dumą opowiadać, który to pokusił się na ich wdzięki. Choć obyczajność nakazywała czystość aż do małżeńskiej alkowy, dziewictwo było piętnem, które sugerowało, że ta oto dziewczyna jest od innych gorsza i żadnemu młodzieńcowi nie zawróciła w głowie. W przypadku Sophie nie było to prawdą. Sophie po prostu nie chciała i – przynajmniej do czasu ślubu – uważała to za swoje święte prawo. Ale Robert był mężczyzną, a mężczyźni mają swoje potrzeby, przypuszczała więc, że mógłby szukać pocieszenia gdzie indziej. Nie chodziło tu nawet o to, że była zazdrosna. Wręcz przeciwnie, byłaby całkiem zadowolona, gdyby jakaś inna kobieta zwolniła ją z tej, jak sądziła, przykrej powinności wobec przyszłego męża. Problem w tym, że Robert był zbyt dobrą partią. Chłopak z szanowanej rodziny, przystojny, bogaty. Jako najstarszy syn Abelarda Gratssona miał niebawem odziedziczyć młyn i spory kawał uprawnej ziemi. Niejedna panna marzyła, aby zostać panią Robertową Gratsson i wieść życie w dostatku. A wszystkie bystre dziewczęta wiedziały, że najprostsza droga do serca mężczyzny wiedzie przez jego spodnie. Sophie nie mogła pozwolić, aby którakolwiek z nich zaczęła rozpowiadać we wsi, że spędziła noc z jej narzeczonym, a już tym bardziej, aby powiła mu dziecko. Honorowy Robert poślubiłby wówczas tę dziewczynę, a Sophie nigdy nie osiągnęłaby wymarzonej pozycji żony. Kiedy więc powzięła podejrzenia o zdradzie, postanowiła osobiście dopilnować wierności narzeczonego. Początkowo wszystko zdawało
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Angela
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…