Prolog i rozdział I
Jak na razie pozostaje bez tytułu. Dziennik Isabel, którą poznajemy, gdy jej życie wywraca się do góry nogami.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
PROLOG
{i}- Ukryj się, tu będziesz bezpieczna- powiedział Luke. W przeciwieństwie do mnie nie był zdenerwowany. Podczas gdy ja ze strachu cała się trzęsłam, on wydawał się opanowany. Nie wiedziałam, co o tym myśleć. -Jesteś pewien, że mnie tu nie znajdą? Luke spojrzał na mnie. W jego oczach zobaczyłam pożądanie. Już dawno nie patrzył na mnie w ten sposób. - Nie bój się - szepnął mi do ucha i musnął wargami mój policzek. - Dobrze, że jesteś ze mną - powiedziałam i pocałowałam go. Sparaliżowana strachem rozluźniałam się pod wpływem jego dotyku. Tak bardzo go kochałam. - Zostań tu, ja się rozejrzę - Luke oderwał się ode mnie i ruszył w stronę drzwi. Obrócił się jeszcze i spojrzał na mnie przenikliwie, jakby z nadzieją, po czym wyszedł. - Uważaj na siebie - szepnęłam, choć wiedziałam, że i tak już mnie nie usłyszy. Zakluczyłam drzwi i schowałam się w najciemniejszym kącie. Nie wiem, jak to się stało, ale wszyscy poznali mój sekret. Nie byłam już tu bezpieczna, musieliśmy się przenieść. Całą nadzieję pokładałam w Luke'u, wiedziałam, że zrobi wszystko, by zapewnić mi bezpieczeństwo. Czas mijał, a ja wciąż siedziałam sama, nie wiedząc, co dzieje się na zewnątrz. Bałam się o siebie, o Luke'a, o naszą przyszłość. Co będzie, jeśli on nie wróci? Jeśli został schwytany? Skarciłam się w duchu za takie myślenie. Nic mu nie będzie, przyjdzie do mnie, a potem razem uciekniemy i będziemy szczęśliwi. Jeszcze zanim mój sekret się wydał, rozmawialiśmy o ślubie. Tak, bardzo chciałam za niego wyjść, sprawić, że będzie mój na zawsze. Był taki przystojny, każda dziewczyna o nim marzyła, ale on wybrał mnie. Mnie, choć wcale na to nie zasługiwałam. Rozluźniona trochę, zaczęłam przygotowywać kolację z zebranego przez nas prowiantu. Nie było tego dużo, uciekaliśmy w pośpiechu, ale chciałam choć w taki sposób podziękować Luke'owi za to, co dla mnie robił. Nagle drzwi otworzyły się z hukiem. Zanim się zorientowałam, leżałam na ziemi, a ktoś z tyłu wiązał mi ręce. Wyrywałam się, ale trzymający mnie mężczyzna był zbyt silny. Nie wiedziałam, co robić. Czy złapali też Luke'a? Ktoś szarpnął mnie tak mocno, że wylądowałam na kolanach. Stał przede mną wysoki i gruby mężczyzna. Jego twarz była młoda, ale długie włosy pobłyskiwały siwizną. Był tak podekscytowany, że prawie podskakiwał. Jego mina wyrażała ogromne zadowolenie. - No, no, no – powiedział pogardliwie - Kogo my tu mamy? Panienka Hayley jak sądzę. - Zostawcie mnie, nie zrobiłam nic złego - wrzasnęłam, ale wiedziałam, że już po mnie. Oni wiedzieli. Mężczyzna zaśmiał się, prawie histerycznie, a potem skinął na swoich towarzyszy, każąc im mnie wyprowadzić. Nie było już dla mnie żadnego ratunku. Oni znali prawdę i zdawałam sobie sprawę, że to nie wróży nic dobrego. Mają swoje własne teorie na temat takich jak ja, i nic nie jest w stanie ich przekonać, że nie mają racji. Ale skąd wiedzieli, gdzie mnie szukać ? Czy byliśmy śledzeni? Nic nie rozumiałam, bałam się też, że wróci Luke i jego też zabiorą. Tymczasem mężczyźni wywlekli mnie na dwór i wrzucili do jakiegoś samochodu. Nie miałam szans uciec. Ruszyliśmy, a ja pogrążałam się w rozpaczy.{/i}
ROZDZIAŁ I
- Isabel. Isabel, obudź się. Jesteśmy na miejscu. Powoli otworzyłam oczy. Ten sen był taki realny. Czułam, jakbym naprawdę była w ciele tej kobiety i przeżywała to wszystko. Rozejrzałam się więc niepewnie dookoła i ucieszyłam się, że siedzę bezpieczna w samochodzie. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że znów tu jestem. Mimowolnie uśmiechnęłam się, gdy zobaczyłam stary dom mojej babci, podczas gdy moja mama krzywiła się z odrazą na ten widok. Smuciło mnie, że dwie tak bliskie mi osoby nie darzyły się sympatią. Ale cóż, nie można mieć wszystkiego, prawda? Szybko wysiadłam z samochodu i zaczęłam wyciągać swoje rzeczy z bagażnika. Miałam tu spędzić najbliższe dwa miesiące, dlatego miałam ich dość sporo. Zanim skończyłam, babcia już biegła w moją stronę. - Oh, mój Aniołku, tak się cieszę, że już jesteś. Tak za tobą tęskniłam - babcia tuliła mnie tak mocno, że nie mogłam złapać oddechu. Zawsze dziwiło mnie, skąd ta kobieta bierze tyle siły. - Ja też tęskniłam, babciu - wydusiłam z trudem. Babcia w końcu wypuściła mnie z objęć i zaczęła roztkliwiać się nad tym, jak to urosłam w ciągu tego roku. Tymczasem ja skończyłam wypakowywać swoje walizki i spojrzałam w stronę mamy. Nie wyglądała na zadowoloną. - To ja już pojadę - powiedziała i ucałowała mnie w policzek - Bądź ostrożna. Będę za tobą tęsknić. - Dobrze, mamo. Ja też będę tęsknić - odpowiedziałam, patrząc, jak wsiada do samochodu i odjeżdża. - Świetnie, chodźmy więc do środka - powiedziała babcia. Zanim jednak zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć, moje oczy zasnuły się czernią i bezwładnie upadłam na ziemię.
{i}Wciąż byłam w tym powozie. Związana i zakneblowana, nie mogłam się ruszyć ani mówić. Szarpałam się, ale więzy były zbyt silne. Powinnam z nimi walczyć, inaczej czekała mnie śmierć, ale jak miałam to zrobić? Oni obmyślili wszystko, wiedzieli, do czego jestem zdolna, więc nie dawali mi szans na wykorzystanie moich umiejętności. Czy był jeszcze dla mnie jakiś ratunek? - Powinnaś ostrożniej dobierać sobie przyjaciół - powiedział mężczyzna, który chyba był przywódcą całej reszty, bo inni zaśmiali się, przymuszeni jego wrogim spojrzeniem. Nie wiedziałam, o co mu chodzi. Owszem, miałam przyjaciół, ale jak oni mogliby mnie wydać, skoro nie znali prawdy? Jedyną osobą, której wyjawiłam swój sekret był Luke, ale on by mnie nie zdradził. A może jednak? Odrzuciłam od siebie te myśli. Przecież on nie mógłby tego zrobić. Bałam się powiedzieć mu, kim jestem, ale gdy w końcu to zrobiłam, nie skrzywił się z odrazą ani nie uciekł. Był przy mnie cały ten czas, a gdy wszystko się wydało, pomógł mi się ukryć. To nie mógł być on. Uczepiłam się myśli, że gdy Luke wróci do naszej kryjówki i zobaczy, że mnie nie ma, zacznie mnie szukać. Na pewno zrobi wszystko, by mnie odnaleźć i uratować. Nagle powóz się zatrzymał. Kilku mężczyzn wyciągnęło mnie, szarpiącą się, na zewnątrz. Upadłam, ale oni nie zwrócili na to uwagi. Wpatrywali się z uwielbieniem w mężczyznę stojącego w progu ogromnego… No właśnie, ogromnego czego? Nie miałam pojęcia co to za budynek. Była to ogromna rezydencja - jakby dom i więzienie jednocześnie. A więc chcieli mnie tu przetrzymywać. Ale po co? Nie łatwiej było po prostu mnie zabić, zamiast męczyć się ze mną? Czułam jednak, że chodzi im o coś więcej, nie wiedziałam jeszcze tylko o co. {/i}
Otworzyłam oczy. Leżałam na kanapie w salonie babci. Odetchnęłam z ulgą. Te sny były naprawdę dziwne i zaczynały mnie trochę przerażać. - Dobrze się czujesz? - usłyszałam zatroskany głos babci. Odwróciłam głowę w tę stronę i wrzasnęłam z przerażenia. Obok babci stał nie kto inny, jak chłopak ze snu – Luke. Wpatrywałam się w niego z zaskoczeniem. Jak to możliwe? Przecież to, co widziałam, nie mogło być prawdą. Po prostu nie mogło. Nigdy nie wierzyłam w żadne wróżki czy horoskopy, a teraz sama stałam się takim dziwadłem? Po chwili jednak wrócił mi rozsądek. Na pewno byłam zestresowana całą tą sytuacją i dlatego wydawało mi się, że ten chłopak wygląda dokładnie tak samo jak tamten ze snu. Powoli moje serce zaczęło odzyskiwać dawny rytm. Uspokojona, usiadłam na kanapie. Babcia natychmiast do mnie podbiegła. - Dobrze się czujesz, Aniołku? – zapytała z troską. - Tak, już dobrze – odpowiedziałam – Kto to jest ? – spytałam szeptem wskazując na chłopaka. - Ah – Babcia rozpromieniła się – To wnuczek mojej sąsiadki Marthy – Luke. Przypadek – pomyślałam , ale znów zaczęła ogarniać mnie panika. Nie rozumiałam, co się dzieje. Czy to los płatał mi figle, czy ja naprawdę przewidziałam te wszystkie rzeczy? „Bzdura! Przecież takie rzeczy nie istnieją” odezwał się głos rozsądku w mojej głowie. Bardzo chciałam mu wierzyć, lubiłam swój uporządkowany świat, w którym nie było miejsca na tego typu dziwactwa. Musiałam jednak przyznać, że cała ta sytuacja nie była normalna. Tymczasem Luke ruszył w moją stronę. Było w nim coś złowrogiego, oczy miał groźne, ciemne jak bezgwiezdna noc, a cała twarz wydawała się dziwnie tajemnicza. Podał mi rękę, a gdy tylko nasze dłonie się spotkały, poczułam nieprzyjemne mrowienie. Nawet się nie uśmiechnął, jedynie przeszył mnie wzorkiem pełnym jakiejś wrogości. - Isabel – przedstawiłam się niechętnie. Nie ufałam mu. Już sam fakt, że widziałam go w śnie wystarczył, a jego wrogość jeszcze dopełniła czarę. - Miło cię poznać – powiedział, choć ton jego głosu zupełnie na to nie wskazywał. Babcia siedziała obok mnie cała rozpromieniona. Nie wiem, co widziała, ale wydawało mi się, że właśnie zaczęła planować przyszłość moją i wnuczka jej ukochanej przyjaciółki. - Zostaniesz na obiedzie? – zapytała Luke'a, ale ten tylko pokręcił głową. - Nie mogę, ale chętnie wpadnę później – odpowiedział. Zdenerwowała mnie jego bezpośredniość i to, że tak po prostu wpraszał się do nas – Teraz muszę już lecieć. Luke pożegnał…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil raspberry
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…