Wróć do katalogu

Promyk słońca latem czterdzistego trzeciego

Jak na razie moje największe osiągnięcie pisarskie. Jesli miałabym być pisarką poruszałabym właśnie takie problemy.

powietrze, opublikowano , 15 min czytania, 4,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

"I wasze gwiazdy, o zdobywcy młodzi, w ciemnościach pogasną znów!..." (Adam Asnyk "Do młodych")

„Nic się panu nie stało?” – pomogła mu podnieść się z ziemi - „Niech mnie pani nie dotyka!” – pobiegł w bramę, zakrywając twarz. Kala wsiadła na rower i pojechała dalej. Tylko jej mina była już trochę markotna. Kala każdego dnia przemierzała w te i z powrotem 35 kilometrów, by dostać się do szkoły. Nie chciała jeździć pociągiem, bo na stacjach kolejowych często były łapanki. Jednak dziś to nie była taka zwykła droga do szkoły. Na bagażniku roweru tej ładnej siedemnastoletniej dziewczyny, w koszu pod tornistrem z książkami i popielatą szmizjerką znajdowała się radiostacja Batalionów Chłopskich. Kala miała ją przewieźć do siedziby BCh w Radomiu. „Kala”, zdrobnienie od „Kaliny” 1), była pseudonimem młodziutkiej Kazimiery Lenarczykówny, która do Batalianów Chłopskich trafiła zupełnie przypadkiem. Ojciec jej, Stanisław ps. „Kasztan” 2), był jednym z czołowych działaczy BCh na ziemi kozienickiej. Nie chciał on nigdy narażać swej żony ani małoletnich jeszcze dzieci, więc nie włączał ich w sprawy BCh. Lecz kiedy został inspektorem rejonu z miastem Kozienice oraz okolicznymi wsiami, w domu zaczęli pojawiać się różni goście i zaczęły być w nim omawiane bardzo ważne sprawy. Kala zaśmiała się na samą myśl. Jedno z takich spotkań schowana pod łóżkiem Kala podsłuchała, a że na spotkaniu poruszane były tematy najwyższej wagi, postanowiono włączyć dziewczynę do organizacji. Kala jak na swoje niecałe 17 lat wykonywała przydzielone jej zadania w sposób nad wiek dorosły i odpowiedzialny,. Wiosna 1943 roku była nadzwyczaj piękna i słoneczna. Kala, jadąc polnymi drogami, uśmiechnęła się do słońca. Przez chwilę zupełnie zapomniała, jak ważną rzecz wiezie i co jej grozi, jeśli za chwilę jakiś żandarm zastąpi jej drogę, rzuci popielatą szmizjerkę na ziemię, pobawi się trochę przy zamku i krzyknie do niej głośno i wyraźnie: „Hände hoch!”

„Dom Lenarczyków stał się od początku okupacji przystanią dla wszystkich ludzi podejmujących walkę z okupantem. Mieszkanie „Kasztana” i jego sympatycznej małżonki było zawsze miejscem odpoczynku i trafnych uwag na temat walki z okupantem, a także możliwości przetrwania okropnych dni niewoli. (...) „Kasztan” nigdy nie wypuścił człowieka z domu z pustym żołądkiem. Zawsze siałem ogromne spustoszenie na stole. Znikały jak w czeluściach całe talerze smacznej jajecznicy lub dzieże kwaśnego mleka.” (fragment pochodzi z książki Bronisława Nowacia ps. „Jesion” – „Wspomnienia z lat wojny i okupacji” wyd.Radom1998)

Ta sama kuchnia. Rok 2002. Siedzę przy stole i jem kanapki z serem i keczupem. Dziadziu obok w milczeniu kroi cebulę. „Stasiu – płacze z sąsiedniego pokoju babcia – „Staszku, chodź, chodź do mnie, chodź do mnie na chwilę”. Dziadziu spokojnie wstaje z miejsca i idzie do pokoju. „Co się dzieje, Kaziu?”. Babcia ma złamane obie nogi i nie może ruszyć się z łóżka. Już tak od wakacji. Czasami, jak przyjedzie wujek, to wsadzimy ją razem na wózek, podwieziemy ją do okna, żeby mogła popatrzeć na dziadziowy ogródek, czasami pojedzie nawet do kuchni, wtedy – jak mówi – to już prawdziwa podróż. Ale na ogół całymi dniami leży. Babcia ma ostoperozę i trudno o to, żeby jej się te kości dobrze zrosły. „Staszku... Wy tylko teraz kłopot macie ze mną... Staszku, ja nie mam siły dalej żyć!...”. Dziadziu zamyka drzwi do kuchni, żebym nie słyszała. Spuszczam głowę. Ten ostatni kęs jakoś nie przechodzi mi przez gardło.

Babcia często opowiadała nam, swoim wnuczkom, historie z czasów wojny. Czasem były one zabawne i głośno się śmialiśmy. Czasem, szczególnie te opowiadane późnym wieczorem, gdy czekało się w kolejce na łazienkę, były bardzo smutne i tragiczne i wtedy babcia bardzo często płakała. Pierwszą historią, a raczej „historyjką”, którą pamiętam, była opowieść o „gosposi”. Podczas wojny pradziadkowie zatrudniali do pomocy w gospodarstwie młodego chłopaka. Jednak pewnego dnia okupanci wydali rozkaz, iż wszyscy mężczyźni muszą opuścić swe gospodarstwa. Pradziadek musiał opuścić dom, jednak wiedział, że same kobiety ze wszystkim sobie nie poradzą, więc postanowiono, że chłopaka tego zostawią. Za każdym razem, gdy Niemcy odwiedzali dom babci, parobka przebierano za kobietę. Tak się więc stało, że gosposia ta niezwykle Niemcom się spodobała i postanowili, że zabiorą ją do siebie, na koniec wsi, gdzie mieściła się ich kwatera. Okupanci podobno dziwili się, bo po jakimś czasie na twarzy „gosposi” pojawił się męski zarost... Chłopak ten długo po wojnie, gdy mama była małą dziewczynką, przyjechał do babci. Dziękował i wyznał, że przez ten cały czas na zabój się w babci kochał. Mama mówi, że pamięta, jak babcia po tej wizycie płakała. Wtedy to się wszyscy w babci kochali! Babcia mówi, że to była nawet taka moda na kochanie się w niej. Nawet mały Franuś Gorzkowski na wizytę u Lenarczyków ubierał najlepszy krawat. Bracia postawili babci koło domu siatkę i huśtawkę. W niedzielę zbierała się tam cała okoliczna młodzież. Grali w siatkę, czasami urządzali na polu ogniska lub przygotowywali i wystawiali patriotyczne przedstawienia. Podchodzę do okna. Teraz na miejscu huśtawki jest zraszacz do trawy. Oglądam stare fotografie Babcia była najładniejsza ze wszystkich dziewcząt i na wszystkich zdjęciach starała się wejść jak najwyżej: czy to na trzepak, czy na drzewo. Teraz nie może nawet wstać z łóżka. Na zdjęciach widzę mnóstwo twarzy. Pięknych, młodych, dzielnych, walecznych. Twarzy ludzi, którzy już przeminęli. Ich czyny, ich uczucia, ich emocje. Promyk słońca latem czterdziestego trzeciego, zapach ogniska na polu i dźwięk śpiewanych przy nim piosenek. Głosy tych ludzi i lekkie muśnięcia ręki. Dotykam całą dłonią czarnych stron albumu. Na tym zdjęciu jest Władek Kołdej. Był on lotnikiem, marzył o tym od dziecka. Kochał się w kuzynce babci, która podczas wojny mieszkała u niej. Latał nad polem i zrzucał kuzynce babci drobne podarunki. Babcia mówi, że latał tak nisko tym samolotem, że wszystkie krowy się rozbiegały...! Zestrzelili tego chłopaka zaraz na początku wojny.

Zaraz tu obok jest przyjaciel babci – Kazik Boryczka. Wydawało mu się, że tam, za Wisłą, to już wolna Polska. Przepłynął więc tam. Nie znał on się zupełnie na tej całej polityce, nie obchodziły go te wszystkie AK-a i AL.-e. Poznał on tam za Wisłą dziewczynę i bez pamięci się w niej zakochał. Mówił babci, że skoro los obdarował go taką miłością, na pewno będzie dla niego litościwy. Wrócił tu jeszcze, na naszą stronę, a AK od razu go zaczęło ściągać na rozmowy i namawiać, by przystąpił do nich. A Kazik zupełnie się na tym nie znał! Liczyła się dla niego tylko jego ukochana. Ślub z nią brał za Wisłą. Tajni, posądzając go o szpiegostwo, wywlekli go zaraz po ceremonii, brutalnie pobili, maltretowali i zabili.

A przecież to wszystko Polacy! I tu i tam za Wisłą. I ci chcą walczyć o niepodległości Polski, i ci. Babcię wzywali do Krakowa, wypytywać, co robi jej ojciec, w jakiej jest organizacji. „I co, babciu, im mówiłaś?” – „Jak to co? Prawdę. Mówiłam, że przecież ojciec przed wojną był patriotą, więc i podczas wojny walczy o ojczyznę, którą kocha. Dziwili się wtedy, że z AK, a ojczyznę kocha.” Pradziadka często podczas wojny na

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych