PROROK ŚMIERCI
Znany autor horrorów po tragicznym wypadku na autostradzie zaczyna miewać przywidzenia, kończące się śmiercią osób, których dotyczyły. Pewnego dnia fatum śmierci dotyka jego ukochanej.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
PROROK ŚMIERCI
Jakub Bielicki od kilku dni miał złe przeczucia związane ze swoją podróżą do Dortmundu. Śniły mu się koszmary. W każdym z nich pojawiał się motyw gigantycznego karambolu na autostradzie, w którym zginęło kilkadziesiąt osób. Krew, wyprute wnętrzności, urwane kończyny i kawałki mózgu były dosłownie wszędzie w promieniu kilkudziesięciu metrów. Z reguły nie przejmował się takimi rzeczami, jednak senne majaki były realistyczne jak nigdy dotąd, co sprawiało, że po przebudzeniu był bardzo drażliwy i nerwowy. Jakub nie należał do ludzi przesadnych, ale tym razem byłby nawet skłonny odwołać lub przełożyć swój wyjazd, gdyby chodziło o coś innego niż spotkanie z Yanem Walkbergiem, szefem legendarnego wydawnictwa HorrorZone, światowego potentata na rynku literatury grozy. Nie, oczywiście nie przestraszył się swoich koszmarów. On, jeden z najbardziej poczytnych autorów, parających się pisaniem przerażających horrorów i krwawych thrillerów, wymyślał historie, przy których wypadek na autostradzie był niemal błahostką nie wartą wzmianki. Jednak w powietrzu wisiało coś niepokojącego, czego nie potrafił wytłumaczyć w racjonalny sposób, a jakiś wewnętrzny głos mówił mu: „Nie jedź, stary, bo pożałujesz! Lepiej zostań w domu i zajmij się swoją Elizą.” W dniu wyjazdu Bielicki obudził się już o szóstej i nie mógł zasnąć, co bardzo go zdenerwowało, bo zamierzał porządnie się wyspać przed męczącą podróżą. Jego dziewczyna, pracująca w agencji reklamowej, wyjechała na kilkudniowe szkolenie do Warszawy, a on do drugiej w nocy oglądał horrory na DVD, planując pobudkę dopiero na dziesiątą. Tymczasem dziwne myśli, kłębiące się w jego głowie, skutecznie odpędzały sen. Leżąc z zamkniętymi oczami zaczął rozmyślać o swoim życiu. Jakub był dumny z tego, iż w w wieku trzydziestu dwóch lat miał już w swoim dorobku siedem powieści, wydanych jak dotąd w łącznym nakładzie trzystu tysięcy egzemplarzy. O każdej z nich mówiono, że potrafi zabić strachem. Jego zdaniem trudno byłoby o większy komplement. Miał duży, piękny dom, sportowy samochód i świetną dziewczynę, z którą pomimo kilkuletniej znajomości wciąż kochał się jak napalony siedemnastolatek. Zdobył sławę i osiągnął sukces finansowy, ale nie do końca był pewien, czy pisanie to jest wszystko, co chciałby robić? Zastanawiał się, czy życie postawi mu jeszcze jakieś wyzwania, zaskoczy czymś nowym? Targały nim dylematy. Czy pisanie książek było jedynym celem jego egzystencji? Przecież jak długo można żyć ze straszenia innych? W tak młodym wieku jest już praktycznie na szczycie na szczycie kariery, teraz może się jedynie zacząć jazda w dół. Wstał i poczłapał do łazienki, żeby się ogolić. Puścił oko do swojego odbicia w lustrze i podniósł kciuk w geście „powodzenia”. Tak, ten szczupły, wysoki i bystrooki brunet o zębach żółtych od nikotyny, wystających kościach policzkowych i rzymskim nosie to jest właśnie on, Jakub Bielicki. Człowiek, który najprawdopodniej dzisiaj podpisze bardzo lukratywny kontrakt z HorrorZone na napisanie pięciu powieści grozy w ciągu następnych trzech lat.
*****
Silnik jego audi TT Quattro pracował bez zarzutu, napędzając wszystkie cztery koła całą mocą swoich dwustu dwudziestu pięciu koni mechanicznych, a wskazówka prędkościomierza rzadko spadała poniżej dwustu. Jakub spojrzał na wnętrze samochodu, w którym królowała skóra o kontrastowych barwach i aluminium. Znów pomyślał, że perfekcyjne wykończenie wnętrza auta, a zwłaszcza niesamowite jak na pojemność jeden osiem litra osiągi TT-tki były warte swojej niemałej ceny. Niezwykła, oryginalna i drapieżna stylistyka tego samochodu zawsze mu się podobała. No i przede wszystkim te przyspieszenie! Sześć i sześć dziesiątych sekundy do setki! Jego nowy wóz naprawdę potrafił wgnieść w fotel. Oczywiście pędził najszybszym, trzecim pasem. Pogoda była idealna do jazdy. Lipcowe słońce mocno świeciło na bezchmurnym niebie, powietrze było idealnie przejrzyste, a sucha nawierzchnia zapewniała dobrą przyczepność. Wyprzedzał wszystkich, mając z tego niesamowitą frajdę. Czuł się jak Jeremy z Top Gear, testujący Buggatti Verona w swoim słynnym wyścigu z samolotem Cesna. Dobrze zrobił, wybierając się w tę podróż samochodem, a nie samolotem, jak sugerował mu Walkberg. Nie po to wydał ponad pięćdziesiąt tysięcy euro na tę brykę, żeby stała w garażu. Dopłacił do wersji S line, ale w zamian za to otrzymał sportowe, obniżone o dwadzieścia milimetrów sportowe zawieszenie i aluminiowe, osiemnastocalowe felgi z oponami o szerokości dwustu dwudziestu pięciu milimetrów. Było warto! Przyspieszył do dwustu trzydziestu pięciu kilometrów na godzinę i włączył odtwarzacz CD. Z głośników popłynęły dźwięki piosenki Slade’a, a Jakub śpiewał wraz z wokalistą: And I'm far, far away... Spojrzał w lusterko wsteczne i daleko za sobą dostrzegł mały, czerwony punkt, który zbliżał się do niego. - Czyżby ktoś jechał szybciej ode mnie? – zastanowił się głośno. – To chyba niemożliwe! Przyspieszył do dwustu czterdziestu, a silnik wył na niemal maksymalnych obrotach. Mimo tego ktoś go doganiał. Gdy zbliżył się do niego na odległość kilkudziesięciu metrów, Jakub rozpoznał markę wozu. To był porsche carrera 911. Trzy i sześć dziesiątych litra, trzysta dwadzieścia pięć koni i pięć koma dwa sekundy do setki. A przede wszystkim maksymalna prędkość dwieście osiemdziesiąt pięć kilometrów na godzinę! Z takim potworem nie miał się co równać na prostej, mało zatłoczonej autostradzie. Może w przyszłości kupi sobie taki samochód, jeśli podpisze dzisiaj korzystny kontrakt z HorrorZone i dostanie zaliczkę? A może poczeka trochę i uskłada na ferrari enzo? Jakub przycisnął gaz do dachy. Zjeżdżał z małej górki i jego wóz rozpędził się do dwustu pięćdziesięciu kilometrów, przekraczając maksymalną prędkość podaną przez producenta. Mimo tego porsche było już kilka metrów za nim i kierowca dawał znaki długimi światłami, by zjechał na bok i ułatwił wyprzedzanie. Widział w lusterku, że w carrerze siedziały dwie ładne blondynki i śmiały się. Niedoczekanie! W życiu nie ustąpi im drogi! Porsche zjechało na środkowy pas i zrównało się z samochodem Jakuba. Cycata blondynka w skąpym, czerwonym staniku opuściła szybę, wsadziła do ust środkowy palec, by po chwili wystawić go na zewnątrz i wulgarnie zasugerować Jakubowi, co może teraz zrobić. Potem przyspieszyła, wyprzedziła audi TT i zjechała na lewy pas. Porsche zamrugało światłami awaryjnymi, a potem zaczęło się oddalać. Przewaga stu koni mocy robiła swoje. Na tylnej szybie czerwonego samochodu zdążył przeczytać napis: „I kto cię wydymał, chłopczyku?” - Głupia cipa! – zdenerwował się Jakub. – Zaraz się przekona, że ten dyma, kto dyma ostatni! Niech tylko zrobi się większy ruch na drodze! Trzymał gaz wciśnięty do oporu, nie bacząc na to, że na dłuższą metę może to być niebezpieczne dla silnika. Akurat system audio odtwarzał jedną z jego ulubionych piosenek, więc zdzierał gardło razem z AC/DC: “I'm on the highway to hell Highway to hell I'm on the highway to hell Highway to hell Don't stop me” Blondynki zwolniły i Jakub zaczął zbliżać się do porsche. Zjechał na środkowy pas i rozpoczął manewr wyprzedzania. Carrera również przyspieszyła i zrównała się z TT-tką. Jakub rzucił okiem na licznik. Dwieście czterdzieści pięć. Spojrzał w bok. Blondynka siedząca na miejscu pasażera opuściła szybę. Odwróciła się w jego stronę i odpięła pas. Potem uniosła się z siedzenia. Szybkim ruchem zadarła do góry skąpą, białą koszulkę. Jego oczom na moment ukazały się duże, sterczące piersi. Po kilku sekundach roześmiana dziewczyna zakryła swój nagi, kuszący biust i uniosła do góry środkowy palce w wymownym, obraźliwym geście. Wściekły Jakub odwrócił głowę i spojrzał na drogę przed sobą. W samą porę. Tuż przed nim jak spod ziemi wyrósł niebieski ford eskort. - Cholera jasna! – w panice wcisnął środkowy pedał. Na szczęście ceramiczne hamulce zadziałały bez zarzutu. Poczuł na plecach zimny pot. Cudem udało się nie wjechać w tył eskorta, chociaż od kraksy dzieliły go milimetry. Porsche znów zaczęło się oddalać, a jego pasażerka długo trzymała w górze środkowy palec, wystawiony na zewnątrz. Po chwili opanował się i wyprzedził forda. Wdusił gaz do dechy i kontynuował pościg, nie bardzo wierząc w jego powodzenie. Po kilkunastu kilometrach zaczął doganiać wredne blondynki, chociaż bynajmniej nie była to jego zasługa. Dojeżdżali do Dortmundu i ruch na autostradzie zgęstniał. Pierwszy i drugi pas były zatłoczone, a trzecim, z szybkością około sto sześćdziesiąt kilometrów, jechał jakiś „maruder” w volkswagenie passsacie, powoli wyprzedzając sznur samochodów. - Raz kozie śmierć! – powiedział do siebie Jakub. Karygodnie łamiąc fundamentalne zasady ruchu na autostradzie zjechał na pobocze i przyspieszył. Błyskawicznie wyprzedził kilka tirów, zjechał na pierwszy pas, a zaraz potem przemknął na trzeci. W lusterku wstecznym ukazał się passatt, a zanim czerwone porsche. - I kto kogo wydymał, panienki?! – krzyknął groźnie do siebie i wcisnął gaz do dechy. Na widok znikającej w tyle carrery humor od razu mu się poprawił. Pogłośnił odtwarzacz CD i ryczał na cały głos słowa nieśmiertelnego hitu grupy Europe: “I guess there is no one to blame We're leaving ground Will things ever be the same again? It's the final countdown...” Po kilku minutach mina mu zrzedła. Czerwone porsche znów doganiało go w szybkim tempie. Gdy dziewczyny wyprzedzały go środkowym pasem, celowo odwrócił się w drugą stronę, by nie patrzeć na nie. Spodziewał się kolejnego gestu „fuck you”. Potem Porsche oddaliło się od niego na kilkaset metrów, więc zwolnił do dwustu, bo i tak nie miał szans z carrerą. Autostrada pięła się delikatnie pod górę. Na trzecim pasie nie było nikogo, więc Jakub trochę przyspieszył. Gdy audi wspięło się na szczyt wzniesienia, Wcisnął hamulec do oporu. Sto metrów przed nim nagle wyrosło kłębowisko zmiażdżonych samochodów. Gdyby jechał trochę szybciej, a hamulce nie zaliczały się do jednych z najlepszych na świecie, dołączyłby do karambolu. Zatrzymał się trzy metry za zmiażdżoną czerwoną carrerą. Włączył światła awaryjne, szybko wysiadł i odbiegł kilkanaście metrów wstecz, obawiając się, że któreś z rozbitych aut może wybuchnąć, ale nic takiego nie nastąpiło. W międzyczasie utworzył się gigantyczny korek, więc wrócił do swojego samochodu, czekając, aż służby porządkowe usuną wraki z drogi. Śmierć bardzo wyraźnie odcisnęła tutaj swoje piętno. Na przestrzeni kilkudziesięciu metrów jezdnia była skąpana we krwi. Na drodze leżały trupy, poskręcane w makabrycznych pozach, urwane kończyny i wnętrzności. Na tylnej szybie stojącego przed nim porsche widział coś szaro-różowego i obrzydliwego. Domyślił się, że jest to mózg jednej z seksownych blondynek, jeszcze chwilę temu ścigających się z nim na autostradzie. Jakub nerwowym ruchem sięgnął po papierosa. To, co widział przed sobą, bardzo mocno przypominało jego ostatni koszmar. Czuł się tak, jakby miał makabryczne deja vu, chociaż nigdy przedtem tutaj nie był i pierwszy raz wybrał się samochodem poza granicę Polski. Nie chciał patrzeć na ofiary wypadku i rozbite doszczętnie auta, bo wzbudzało to w nim uczucie niepojętego strachu, obrzydzenia i mdłości, ale coś zmuszało go, by ciągle spoglądał na autostradę. Od zawsze odczuwał irracjonalny lęk przed trupami i nawet na pogrzebach nie dotykał umarłych ze swojej rodziny. Teraz – sam się sobie dziwiąc – wyszedł z samochodu i podszedł do porsche carrera, by przekonać się, czy blondynki żyją, chociaż doszczętnie zmiażdżone auto nie pozwalało mieć takich nadziei. Tak jak się spodziewał – obie dziewczyny były martwe. Kierując blondynka siedziała z głową mocno odchyloną do tyłu, szeroko otwartymi ustami i wyrazem niesamowitej grozy, zastygłej w matowych, przykrytych bielmem śmierci oczach. Duża, okropna rana, głęboka na kilka centymetrów, widniała na środku czoła. Kusy stanik dziewczyny przesunął się w ten sposób, że spod skąpego materiału wystawała duża brodawka lewej piersi. Przeszedł na drogą stronę samochodu wzdłuż poskręcanej maski, która była tak mocno zmiażdżona, iż zderzak niemal dotykał przedniej szyby. Drzwi po stronie pasażera były mocno wgniecione do środka, tak że przesunęły pasażerkę na środek samochodu. Blondynka, która jeszcze niedawno bezwstydnie pokazywała mu gołe piersi, była ubrana tylko w majtki od bikini i białą, podartą koszulkę, przez którą przezierało gołe ciało. Jej zmasakrowana głowa, niemal oderwana od tułowia, leżała na ramieniu koleżanki, jakby tuliła się do niej niczym kochanka do swojego mężczyzny. Prawą rękę miała złamaną i wygiętą pod nieprawdopodobnym kątem, a jej lewa dłoń, ze środkowym palcem uniesionym do góry, opierała się wierzchem o kierownicę. Spojrzał na wydatny biust dziewczyny i pomyślał, że ma naprawdę fajne zderzaki. - Co ty, stary – strofował w myślach sam siebie. – Przecież ona nie żyje, skąd u ciebie takie myśli?! W tym momencie z głośnym zgrzytem otworzyły się drzwi porsche. Odskoczyły z taką siłą, jakby ktoś je kopnął od środka. Jakub rzucił się do tyłu. Przez moment poczuł serce w gardle. Spojrzał w stronę samochodu i zwątpił w swoje zmysły. Wydawało mu się, że ze środka carrery wyskakuje jakaś zamglona, niemal niewidoczna postać. Cofnął się kilka kroków. Poczuł zimny pot spływający mu po plecach. Postać poruszała się w jego kierunku. Zamknął na moment oczy. Gdy je otworzył, nie dostrzegł nikogo. - Cholera, mam dziwne przewidzenia… - mruknął do siebie. – Za wiele przeżyć! Taki straszny karambol! Gdybym wyjechał z domu minutę szybciej, to leżałbym teraz martwy w samochodzie – tak jak te dziewczyny!
*****
Jakub wrócił do domu bardzo zadowolony. Przywiózł z podróży kontrakt na napisanie trzech książek w ciągu dwóch lat. Miał za każdą z nich otrzymać pięćdziesiąt tysięcy euro plus dziesięć procent prowizji od ceny każdego sprzedanego egzemplarza. Dodatkowo przelano na jego konto trzydzieści tysięcy euro zaliczki. Wprawdzie liczył na trochę więcej, ale i tak był bardzo szczęśliwy. La dolce vita! Postanowił uczcić z przyjaciółmi sukces i urządzić imprezę w swoim domu. Kiedy w sobotę o dziewiętnastej wieczorem zaczęli przychodzić pierwsi goście, witał ich ubrany w jasnozielony garnitur i białą, rozpiętą pod szyją koszulę. Eliza, jego wieloletnia narzeczona, świetnie czuła się w roli gospodyni domu. Ubrana była w eleganckie, ciemne spodnie i czekoladowy, obcisły, mocno wcięty żakiet od Christiana Diora, założony na gołe ciało. Uwielbiał te jej prowokującą ekstrawagancje. W ogóle miał obsesje na punkcie Elizy. Kochał do szaleństwa tę wysoką, zgrabną brunetkę o dużych piwnych oczach i bardzo delikatnym, prawie niewidocznym czarnym meszku pod nosem. Byli równolatkami i stanowili parę już od klasy maturalnej. Potem Jakub poszedł na polonistykę tylko dlatego, że taki kierunek wybrała jego ukochana - mógłby studiować cokolwiek, byleby z nią. Nigdy nie żałował tego wyboru, zwłaszcza iż na trzecim roku studiów odkrył w sobie talent pisarski, a dwa lata później wydał swoją pierwszą książkę, dzięki której szybko zdobył uznanie i popularność. Zjawili się wszyscy zaproszeni – kilkanaście kobiet i mężczyzn. Atmosfera była bardzo wesoła. Światło licznych świec i zapach płynący z kilku kadzidełek podkreślały wyjątkowy nastrój. Alkoholu i zimnych przekąsek było w bród, a nikt nie wylewał za kołnierz, zwłaszcza iż Jakub kupił dwadzieścia butelek wybornej wódki Finlandia. Adam, dobry przyjaciel gospodarza domu, zabawiał się w didżeja, stawiając głównie na muzykę taneczną, więc impreza szybko się rozkręciła, a na przedpokoju ciągle wirowało kilka roztańczonych par. O północy wszyscy byli już nieźle pijani. Jakub próbował trzymać fason i opuszczał niektóre kolejki, ale i tak wlał w siebie ponad pół litra wódki. Upił się na wesoło i czuł się znakomicie, chociaż jego nieco bełkotliwa mowa wskazywała, iż trochę przesadził z alkoholem. Przysiadł się do Ani, najlepszej przyjaciółki Elizy, krótkowłosej szatynki, która swój mały biust najwyraźniej postanowiła zrekompensować przesadnie wydekoltowaną suknią i brakiem stanika. - No to siup! – Ania chwyciła kieliszek z wódką. – Za najlepszego autora horrorów, naszego kochanego Jakuba. - Nie przesadzajmy z tym najlepszym! – zaśmiał się Jakub, podnosząc swój kieliszek. – Co oczywiście nie znaczy, że z tobą nie wypiję! Równocześnie przechylili szklane naczynia, a Ania sięgnęła po sok, żeby popić alkohol. - Czy mogę porwać piękną panią do tańca? – zaproponował, pochylając się nad dziewczyną tak, że niemal zetknęli się czołami. - Ależ oczywiście – roześmiała się wesoło, pokazując olśniewająco białe zęby. – Przecież nie mogę odmówić przyszłemu nobliście! - Wolne żarty! – Jakub chwycił kobietę za rękę, delikatnie ciągnąc ją na przedpokój. – Za krwawe historyjki o duchach nie dają Nobla. Chwycił Anię za biodra i przytulił ją mocno do siebie. Dziewczyna położyła głowę na ramieniu Jakuba. Poruszali się powoli w rytm ballady Dire Straits „Brothers in arms”. Obok Eliza tańczyła z Mariuszem, pozwalając, by mężczyzna trzymał ją za pośladki, schylając mocno głowę i bezczelnie zaglądając jej za dekolt. Jakub doskonale znał swoją dziewczynę i wiedział, że Eliza uwielbia kusić i prowokować mężczyzn, ale pozwalał jej na to. Był przekonany o absolutnej wierności narzeczonej, więc tolerował te gierki z facetami. - Uważaj na swoją kobietę – Ania szepnęła Jakubowi do ucha. – Mariusz wyraźnie ma na nią ochotę, a masz tu kilka wolnych pokoi, gdzie mógłby ją zaciągnąć. - Bez obawy, będzie musiał obejść się smakiem. Już ja o to zadbam. A tak w ogóle, to podobno głodnemu chleb na myśli – Jakub z uśmiechem na ustach spojrzał dziewczynie w oczy. - Przejrzałeś mnie – Ania odwzajemniła uśmiech. – Po tej Finlandii jestem jakaś dziwnie podniecona. A z ciebie jest całkiem przystojny facet! - Podpuszczasz mnie – mężczyzna spojrzał na nią badawczym wzrokiem. - Nie, wcale nie – uśmiechnęła się uwodzicielsko i zalotnym gestem poprawiła włosy. – Powiem ci nawet w tajemnicy – ściszyła głos do szeptu – że przed chwilą byłam w ubikacji i zdjęłam majtki. - Żartujesz sobie ze mnie? – Jakub czuł rosnące podniecenie. - Gdzieżbym śmiała – odpowiedziała z błyskiem w oczach. – Chodźmy gdzieś, gdzie będziemy sami. Jakub spojrzał na uśmiechniętą dziewczynę. Śmiertelnie przestraszony puścił ją i odskoczył do tyłu. Twarz Ani wyglądała jak zdjęcie rentgenowskie! Pozbawiona skóry, ciała i włosów czaszka wyglądała przerażająco. Puste oczodoły spoglądały na niego, przeszywając go grozą. W szeroko rozchylonych, pozbawionych warg ustach brakowało języka. - Co się stało, Jakub?! – twarz Ani wróciła już do swojej normalnego postaci. – Wyglądasz tak, jakbyś zobaczył ducha! - Przepraszam cię – jeszcze nie doszedł do siebie. Był blady na twarzy, a serce biło mu oszalałe. – Coś mi się przewidziało. Chyba przesadziłem z alkoholem. Muszę wyjść na świeże powietrze i trochę się przejść. Nie gniewaj się na mnie. Jakub odwrócił się na pięcie i wyszedł z domu. Wrócił dopiero po dwudziestu minutach. Impreza trwała do trzeciej w nocy i do jej końca Jakub nie był sobą. Nic nie pił i niemal się nie odzywał, wszelkimi sposobami unikając bliższego kontaktu z Anią.
*****
Nazajutrz Jakub obudził się o jedenastej. Eliza jeszcze spała, ubrana w wyjątkowo seksowną, przezroczystą koszulę nocną w turkusowym kolorze. Leżała na plecach z szeroko rozłożonymi rękoma, a jej duże, ładne piersi niemal wylewały się przez dekolt koszuli. Przez chwilę myślał, że dobrze byłoby ją obudzić i pokochać się na dobry początek dnia, ale przypomniał mu się widok twarzy Ani niczym z rentgenowskiego zdjęcia. Stracił ochotę na łóżkowe figle, więc poszedł do drugiego pokoju i włączył komputer. Uruchomił Worda i zaczął pisać powieść, której fabułę obmyślił już sobie przedtem. Zatytułował ją „Dziewczyna z autostrady”. Opowiadała o młodej kobiecie, która zginęła w katastrofie drogowej podczas szaleńczej jazdy samochodem, a potem powróciła pod postacią ducha, by mścić się na ludziach, którzy skrzywdzili ją za życia, a przede wszystkim na chłopaku, który zostawił ją dla innej kobiety. Pomimo wypitej kawy i wypalonych kilku papierosów, nie mógł się skoncentrować i pisanie szło mu wyjątkowo opornie. Do południa zdołał napisać tylko trzy krótkie akapity. Wtedy rozległ się głos dzwonka w telefonie Elizy. Chwilę potem dziewczyna wpadła zapłakana do gabinetu Jakuba. - Co się stało? – spytał zaskoczony. - Ania… - dziewczyna otarła łzy. - Co Ania? - Nie żyje! Dzwoniła jej matka! - Jak to?! – Jakub był zszokowany. - Dziś rano w parku… - Eliza podeszłą i przytuliła się do niego. – Zaatakował ją jakiś wściekły pies i…. I zagryzł ją! - To niemożliwe! – krzyknął Jakub, chwytając narzeczoną za barki. – To nie mogło się stać!
*****
Eliza bardzo przeżyła śmierć najlepszej przyjaciółki. Jakub szczerze jej współczuł i pocieszał na wszelkie sposoby. Wiedział jak bardzo dziewczyny były ze sobą zużyte – razem uczyły się w szkole średniej, a potem na studiach, spotykały się kilka razy w tygodniu, a przez telefon przegadały tysiące godzin. Sam też bardzo polubił tę wesołą, szczerą i bezpośrednią dziewczynę. Tydzień po pogrzebie Jakub pojechał do supermarketu, by zrobić zakupy na weekend. Z głośników dobiegały dźwięki piosenki Rolling Stones „Anybody seen my baby”, gdy podchodził do kasy, pchając wózek wyładowany zgrzewkami Heinekena, magazynami motoryzacyjnymi, owocami i słodyczami. Nagle stanął jak wryty. Zobaczył idącą w jego stronę długowłosą blondynkę. Była tak olśniewająco piękna, że nie mógł od niej oderwać wzroku ani zrobić kroku naprzód. Nigdy przedtem nie zdarzyło mu się nic podobnego, ale nigdy też nie spotkał takiej kobiety. Miała fascynujące, niesamowicie zielone kocie oczy i uśmiech wart milion dolarów. Długie, lekko kręcone włosy opadały kaskadami na ramiona dziewczyny. Pod przezroczystą białą koszulą, niedbale rozpiętą pod szyją, falowały spore, krągłe piersi. Wyraźnie widział ciemny zarys dużych, prześwitujących sutków. Świetnie dopasowane jasnoniebieskie wranglery podkreślały długość jej szczupłych, zgrabnych nóg. Szła wolnym krokiem, trochę przesadnie, zalotnie kołysząc biodrami. Jej postać i sposób poruszania stanowiły kwintesencję seksu. Była świadoma wrażenia, jakie zrobiła na mężczyźnie. Bez cienia skrępowania patrzyła mu prosto w oczy. Jakub nigdy jeszcze nie widział tak atrakcyjnej i kuszącej kobiety. Jak dotąd był całkowicie wierny Elizie, którą nie bez powodu uważał za bardzo seksowną dziewczynę, ale czuł, że z tą ślicznotką byłby gotów zgrzeszyć. Wzrok pięknej nieznajomej przesunął się po jego ciele w dół. Wtedy nagle zdał sobie sprawę z tego, że ma potężną erekcję, a ona to zauważyła! Spojrzała na niego z uśmiechem, będącym połączeniem lekkiej kpiny, rozbawienia i zadowolenia z siebie. Nagle jej włosy, skóra, oczy, nos i uszy zniknęły! Jakub bezwiednie krzyknął coś niezrozumiałego. Na pięknym ciele kobiety z krwi i kości tkwiła pozbawiona grama ciała czaszka. Usta pozbawione warg uśmiechały się do niego w upiorny sposób, pokazując cały garnitur białych zębów. W miejscu, gdzie powinien być nos, ział duży otwór. Głowa dziewczyny wyglądała jakby należała do trupa, który wiele lat przeleżał w grobie. - Co się panu stało?! – ślicznotka podeszła do Jakuba i położyła dłoń na jego barku. Poczuł delikatny zapach róży, drzewa sandałowego i ambry. Rozpoznał perfum Victoria’s Secret Dream Angel Divine. Jej twarz wyglądała już normalnie. – Dobrze się pan czuje? Nic panu nie jest? – spytała z troską w głosie. - Nie, nie, wszystko w porządku – skłamał, choć jeszcze był w szoku po tym , co zobaczył. Serce biło mu jak oszalałe. Wpatrywał się w twarz kobiety, spodziewając się, że za chwilę znów będzie miał przerażającą wizję. - Może zawołać kogoś z obsługi – spojrzała mu głęboko w oczy. – Naprawdę nie wygląda pan najlepiej. - Nie, już czuję się dobrze. Ale dziękuję za dobre chęci. Kiedy na drugi dzień włączył telewizor, żeby obejrzeć poranne wiadomości, zobaczył na ekranie twarz pięknej nieznajomej z supermarketu. Spiker mówił beznamiętnym tonem: - Wczoraj wieczorem w Poznaniu w Parku Marcinkowskiego nieznani sprawcy zgwałcili, a potem zamordowali znaną fotomodelkę, Beatę Walczak. Policja próbuje zidentyfikować morderców. Jakub wyłączył telewizor i rzucił pilota na podłogę. „Kilka godzin przed zabójstwem rozmawiałem z nią w supermarkecie!” – pomyślał. – „I widziałem jej twarz jak na zdjęciu rentgenowskim! Tak samo jak tydzień przedtem było z Anią – najpierw te koszmarne przewidzenie, a kilka godzin później kobieta już nie żyła.” - Co się dzieje?! – krzyknął głośno. – No kurwa, co się dzieje?! Czy ktoś może mi to wytłumaczyć? Ja chyba zwariuję! Wstał i kopnął pilota, roztrzaskując go o ścianę. Potem nalał sobie pół szklanki wódki, wypił duszkiem i rozbił szklankę o podłogę.
*****
Jakub chciał o wszystkim opowiedzieć Dorocie, ale po przemyśleniu sprawy zrezygnował z tego. Obawiał się, że może go uznać za chorego psychicznie i nalegać na rozpoczęcie leczenia. Uznał więc, że musi sam poradzić sobie z przewidzeniami i ich strasznymi skutkami. Próbował dowiedzieć się, czy ktoś już przedtem doświadczył sytuacji, że jego oczy przez moment zachowywały się jak promienie rentgena. Szukał wiadomości na ten temat zarówno w miejskiej bibliotece, jak i w internecie. Bezskutecznie. Nie mógł pojąć, skąd wzięła się u niego ta przerażająca, tajemnicza umiejętność. Jednak jeden fakt był bezsporny. Dzięki temu mógł przewidzieć czyjąś śmierć. „A skoro mogę przewidzieć, to czy mogę również zapobiec?” – zadawał sobie pytanie. Postanowił, że jeśli jeszcze raz zobaczy u kogoś czaszkę zamiast głowy, zrobi wszystko, by zapobiec jego śmierci. - Mogę wyjść na durnia, narazić się na śmieszność, prosić, błagać i grozić, ale nie mogę dopuścić do tego, żeby umarł człowiek, na którym zobaczę tę „piętno śmierci”! – solennie sobie obiecywał. Kilka dni później miał okazję, by dotrzymać danego słowa. Eliza postanowiła spędzić wieczór u swojej samotnej matki, której z powodu natłoku służbowych obowiązków nie odwiedziła od kilka miesięcy, więc Jakub również miał zamiar spędzić czas poza domem. Wyprowadził z garażu swoje audi TT i skierował się w stronę trasy wylotowej z Poznania na Świecko. Chciał odwiedzić swojego przyjaciela w Szamotułach. W Baranowie skręcił w prawo i kilka minut później był już w Napachaniu. Mknął przez wieś ponad sto na godzinę, gdy nagle na zakręcie, za którym kończyła się miejscowość, po prawej stronie ujrzał dziewczynę, machającą ręką, by zabrać się na stopa. Przez ułamek sekundy zamiast twarzy ujrzał czaszkę. Taką samą jak w dwóch poprzednich przypadkach, zakończonych śmiercią kobiet. Natychmiast podjął decyzję. Wcisnął hamulec w podłogę i zatrzymał się czterdzieści metrów dalej. Dziewczyna dobiegła do samochodu. Jakub obserwował ją w lusterku. Była wysoką, mocno opaloną brunetką, ubraną w bardzo krótkie, dżinsowe szorty i żółty, sportowy stanik z półokrągłym dekoltem. Opuścił szybę od strony pasażera. - Dzień dobry – dziewczyna uśmiechnęła się do niego. – Podwiezie mnie pan do Mrowina? - Jasne. Wskakuj. Zlustrował brunetkę badawczym spojrzeniem. Niewątpliwie była atrakcyjna. Gładka skóra długich, opalonych ud wywoływała u niego jednoznaczne skojarzenia, podobnie jak średniej wielkości, pełny biust, ściśnięty stanikiem w ten sposób, że między piersiami utworzył się seksowny rowek. Tkwił w nim uwięziony mały, złoty krzyżyk, wiszący na długim łańcuszku i drżący przy każdym oddechu dziewczyny. Na staniku widniał czarny napis: „Save the virgin. Do it with me.” Płaski, delikatnie umięśniony brzuch i srebrny kolczyk w pępku. Pomyślał, że dobrze zrobił, zatrzymując się. Wiedział, że dziewczynie grozi śmierć w ciągu najbliższych godzin i chciał ją od tego uchronić. „Taką ładną dziewczynę może wziąć na stopa jakiś zboczony kierowca, zgwałcić, zabić i wyrzucić gdzieś w lesie! Jeszcze ubrała się tak prowokująco. Pewnie tak by się stało, gdybym się nie zatrzymał.” – przekonywał się w myślach. - Dlaczego pan mi się tak przygląda? – spytała trochę zaniepokojona. - Podoba mi się napis na twojej koszulce – odpowiedział wesoło, spoglądając na sportowy stanik, który choć zaczynał się już kilkanaście centymetrów poniżej biustu, niewiele zakrywał z powodu odważnego dekoltu. - Aha – uspokoiła się. – Nawet nie wiem, co to znaczy! – ze śmiechem wypięła piersi, by lepiej go zaprezentować. - Nie znam angielskiego. - I nie mów do mnie „pan”. Nie jestem taki stary. Na imię mam Jakub. - Celina – uścisnęła jego dłoń. „Taka młoda dziewczyna, a takie staroświeckie imię” – pomyślał Jakub, ale nie skomentował tego ani słowem. Ruszyli z piskiem opon. Jakub jak zwykle jechał bardzo szybko, jednak nie był zbyt skoncentrowany na drodze, bo co chwilę zerkał na dziewczynę. Podobała mu się i czuł rosnące podniecenie. „Co się z tobą dzieje, Jakub! Zachowujesz się jak piętnastolatek! Napalasz się na jakąś nieznajomą panienkę, jakbyś nigdy nie widział ładnej kobiety! Przecież nigdy taki nie byłeś!” – beszczał się w myślach. - Gdzie mieszkasz? – zagaił rozmowę. - Tutaj, w Napachaniu. Jadę do chłopaka. - A on do ciebie nie mógł przyjechać? - Nie ma samochodu, a dziewczyna zawsze szybciej złapie stopa niż facet. - W sumie masz rację. Pracujesz gdzieś czy uczysz się? - Skończyłam ogólniak i teraz sprzedaję w spożywczym. A ty co robisz? - Jestem pisarzem. Piszę horrory – odpowiedział spoglądając na jej ledwo zakryty biust. Czuł, że dostaje erekcji i modlił się, żeby dziewczyna tego nie zauważyła. - Zalewasz? Naprawdę? – wpatrywała się w niego ze zdumieniem i podziwem. – Nie wierzę… - roześmiała się. - Naprawdę. Zobacz – otworzył schowek i wyjął z niego swoją ostatnią powieść grozy. – To moja książka, „W szponach szaleństwa”. Z tyłu jest moje zdjęcie i krótka biografia. - Faktycznie… - rzuciła okiem na okładkę ze zdjęciem cmentarza, a potem przeczytała notkę o autorze. - Ja pierniczę, poznałam prawdziwego pisarza! Mój chłopak mi nie uwierzy! Dojeżdżali już do Mrowina. Dziewczyna spojrzała w lusterko w osłonie przeciwsłoneczne i poprawiła włosy. - Gdzie mam się zatrzymać? – spytał Jakub. - Tutaj, przy przystanku autobusowym. Mój chłopak już czeka, - W porządku – mężczyzna zatrzymał samochód. - Mam prośbę – odezwała się nieśmiało. – Mogę dostać tę książkę? - Jasne. Chcesz autograf? – spytał, nie mogąc się powstrzymać, by nie zerknąć jej za dekolt i kładąc lewą rękę na prawym udzie w ten sposób, żeby ukryć erekcję. - Pewnie! Jakub wpisał na pierwszej stronie dedykację „Dla mojej przyjaciółki Celiny” i złożył zamaszysty podpis. Dziewczyna wzięła książkę, w podziękowaniu pocałowała go w policzek i uradowana wyskoczyła z samochodu. Po drugiej stronie jezdni stał jej chłopak i kiwnął jej dłonią. Uśmiechnęła się do niego szeroko. Celina przebiegła przed maską audi. Nie rozglądając się na boki, wtargnęła na jezdnię. Prosto pod nadjeżdżającą z przeciwka ciężarówkę. Krew chlusnęła na szybę TT-tki. Przeraźliwy pisk hamulców nie zdał się na nic. Gdy Jakub wypadł z samochodu i dobiegł do niej, było już po wszystkim. Połamane, zmasakrowane ciało dziewczyny, po którym właśnie przejechało kilkanaście ton, leżało skulone na poboczu. Celina zginęła na miejscu. Jej chłopakowi łzy stanęły w oczach. Jakub i kierowca ciężarówki również mieli mokre oczy.
*****
Jakub by totalnie załamany. W krótkim czasie zginęły trzy kobiety, które zostały dotknięte jego przerażającą wizją. W dodatku pierwsza próba pomocy osobie naznaczonej tym straszliwym piętnem, jakim był pojawiający się na ułamek sekundy widok gołej czaszki człowieka, zakończyła się totalną klęską. Teraz Jakub wiedział już na pewno, że jest prorokiem śmierci. Najpierw próbował nie myśleć o tragedii w Mrowinie i dlatego zmusił się do bardzo intensywnej pracy. Niemal całe trzy kolejne dni przesiedział przy komputerze i przez ten czas napisał ponad czterdzieści stron powieści. Jednak potem coś się w nim zacięło. Nie mógł się na niczym skoncentrować. Pisanie absolutnie mu nie szło, więc po kilku godzinach bezowocnie spędzonych przed monitorem nawet już nie próbował. Prawie nie wychodził z domu i ciągle myślał tylko o kobietach, których śmierć przewidział. I o tym, że nie potrafił im pomóc. Winił się za śmierć Celiny, bo mógł ją przecież ostrzec, żeby uważała na siebie, a nie zrobił tego. Dlatego szukał w bibliotece miejskiej i w internecie informacji o ludziach, mających dziwne przewidzenia, próbując znaleźć jakąś analogię ze swoją sytuacją i mając nadzieję, iż może ktoś przeżył już coś podobnego i potrafił sobie z tym poradzić. Niestety – albo nikt inny nie miał przewidzeń, w czasie których widział głowę innego człowieka jak na zdjęciu rentgenowskim, a wkrótce potem osoba ta ginęła, albo on nie trafił na wzmiankę o takim człowieku. Pocieszał się myśląc, że z pewnością każdy człowiek mieszkający w dużym mieście często mija osoby, które wkrótce potem umierają i nie ma w tym nic dziwnego. „Dajmy na to, że w ciągu roku przejdzie chodnikiem obok mnie w sumie milion osób, to z rachunku prawdopodobieństwa wynika, że część z nich umrze niedługo potem i nie ma w tym nic dziwnego. Śmierć jest naturalną koleją rzeczy.” - No dobrze! – zadawał sobie pytanie. - Ale dlaczego, do jasnej cholery, przedtem wiem, że ten ktoś umrze!? Skąd u mnie tak dziwna właściwość? I jak się jej pozbyć?! Eliza po powrocie z pracy z reguły zastawała go leżącego na tapczanie, palącego papierosa i wpatrującego się w sufit. Na pytanie, co mu jest, odpowiadał, że ma depresję związaną z brakiem weny twórczej. Nie chciał wtajemniczać narzeczonej w swoje tajemnicze proroctwa kończące śmiercią. „Albo wyślę mnie do psychiatry” – myślał sobie – „albo bardzo się przestraszy. Nigdy nie lubiła takich historii. Czy to nie dziwne, że kobieta pisarza literatury grozy boi się horrorów? ”. W końcu wpadł na pomysł, by przeanalizować sytuacje, w jakich zdarzały się jego przerażające wizje i poszukać jakiś wspólnych, łączących je punktów. Wziął się za to w sposób podobnego do tego, w jaki czasami tworzył bohaterów swoich powieści. Podzielił kartkę na trzy kolumny. Na górze każdej z nich wpisał imię osoby, których śmierć przewidział. Następnie z boku kartki wypisał wszelkie pytania dotyczące jego wizji, jakie tylko mu wpadły go głowy, nie pomijając nawet tych najbardziej nielogicznych. „Skojarzenia to dobra metoda” – pomyślał. Potem wypełniał rubryki pod imionami, odpowiadając na pytania. - Płeć osoby – głośno przeczytał pytanie – kobieta – kobieta - kobieta. - Imię osoby. Ania – Beata - Celina – wpisał w rubrykę. - Wygląd osoby. Hmm. Ładna - śliczna - atrakcyjna. - Kolor włosów. Szatynka - blondynka – brunetka. - Co by tu jeszcze dodać w związku z wyglądem? Może wielkość biustu? Mały - duży – średni. A wiec nie tędy droga. - Ubiór. Sukienka – dżinsy i koszula – spodenki i sportowy stanik. - Coś związanego z ubraniem. Może dekolt? Duży – rozpięta koszula – duży. - Ogólne określenie ubioru. Wyzywający – wyzywający – wyzywający. Czy miały stanik? Nie – nie – nie. - Zachowanie osoby. Prowokujące – podniecające - nieświadomie prowokujące. - Co by tu jeszcze dodać… - Jakub zastanawiał się w głos. – Moja reakcja. Podniecenie – podniecenie – podniecenie! - Cecha charakterystyczna mojego zachowania. Wstyd się przyznać. No dobra, wpisuję. Erekcja – erekcja – erekcja. - Kiedy miałem proroczą wizję? Zaraz po wsytąpieniu erekcji – zaraz po – zaraz po! - A więc wszystkie trzy przypadki - spojrzał na tabelkę - mają pewne cechy wspólne – często gdy był sam, myślał na głos. To pomagało mu się skupić. – Każda z…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Robson
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…