Wróć do katalogu

Proste zdziwienie

Żona i mąż pełen prostego zdziwienia ;)

sopocianka, opublikowano , 12 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Była niedziela. Żona zrobiła wspaniały obiad, ja pozmywałem. Zająłem swój ulubiony fotel i z lubością sięgnąłem po gazetę. Żona ze swoimi krzyżówkami usiadła nieopodal na kanapce. Cisza, przerywana szelestem gazety i skrobaniem długopisu po papierze. Wszystko szło zwykłym niedzielnym trybem. - Seria niepowodzeń na pe – zagadnęła połowica, jak to miała w zwyczaju. - Passa – odparłem machinalnie, nie odrywając wzroku od wielce interesującego artykułu. - Pojemność statku, pięć liter, ostatnia żet – usłyszałem po kilku minutach. - Tonaż – rzuciłem, zaczytany. Po trzydziestu latach takich popołudni wiele haseł znałem na pamięć. Do dziś zastanawia mnie, dlaczego ona zdawała się nie pamiętać odpowiedzi. Być może pytała dla podtrzymania naszego osobliwego niedzielnego rytuału. Nie wiem. - Zgadza się – mruknęła. Po chwili znów odezwała się – Powiedz... Co byś zrobił, gdybym... gdybym od ciebie odeszła? - Powtórz jeszcze raz – poprosiłem nieuważnie. - Odeszła – tym razem jej głos zabrzmiał wyraźnie i stanowczo. - Odeszła... – powtórzyłem z powątpiewaniem. – Dziwne hasło. Na ile liter? Może źle przeczytałaś, może chodzi o podeszwę? - Nie, kochanie – zaprzeczyła. Odłożyła krzyżówki, wstała i usiadła na poręczy mojego fotela. – To ty źle usłyszałeś. - A co powiedziałaś? – spojrzałem na nią wreszcie. - Zapytałam, co byś zrobił, gdybym odeszła. Odeszła, rozumiesz, o-de-szła. - Odeszła? – zdziwiłem się. – Dokąd? - Nieistotne, dokąd, ważne: od kogo – spojrzała na mnie wymownie. Zrozumiałem. Odłożyłem gazetę na bok i badawczo przyjrzałem się twarzy swojej ślubnej. Nie dostrzegłszy tam niczego szczególnego, opuściłem wzrok na własne kolana i popadłem w zamyślenie. Nie wątpię, że wielu facetów na moim miejscu czułoby żal, wściekłość, zażądałoby wyjaśnień itp. Ja jednak nie czułem nic, oprócz prostego zdziwienia. Owo zdziwienie pojawiało się już wcześniej i nadal pojawia, tyle że w bardziej prozaicznych sytuacjach, dajmy na to w sklepie spożywczym, gdy ekspedientka mówi mi, że wykupiono mój ulubiony emertaler. Tworzyliśmy bardzo udane małżeństwo. Byliśmy niejako stworzeni dla siebie. Przez trzydzieści lat pożycia nie kłóciliśmy się ani razu, najmniejszy cień podejrzenia nie zmącił naszego spokoju. Małżonka moja zawsze była łagodna, rozważna, rozsądna... i przywiązana do mnie, przynajmniej na tyle, aby wytrwać ze mną do końca, tak jak przysięgaliśmy. Nawet nie przypuszczałem, że pewnego niedzielnego popołudnia usłyszę to, co usłyszałem. „Odchodzi? Czyżby miała kochanka?” Odrzuciłem tę myśl natychmiast jako niemożliwą, całkowicie pozbawioną podstaw. Znałem ją tak długo. Nigdy nie przejawiała skłonności do szalonych, namiętnych ekscesów, nie flirtowała nawet ze mną. Zawsze twierdziła, że bardziej ceni czułą przyjaźń od palącej namiętności, dzielenie stołu od dzielenia łoża i tak dalej w tym guście. Oczywiście kiedy byliśmy młodzi... hormony, feromony, czy jak to tam się zwie... Zawsze jednak wszystko odbywało się spokojnie i.... statecznie. Sam się sobie dziwię, ale to chyba byłoby najwłaściwsze słowo. Na ogół nie przeszkadzał mi ten brak porywów, szczęśliwie natura obdarzyła nas podobnym temperamentem. Temperamentem monogamistycznym. Stanowczo wykluczyłem możliwość posiadania rogów, jednak mimo to musiałem zyskać całkowitą pewność, że nadal jestem jedynym facetem w życiu swojej żony. - Zaskoczony? - Poniekąd – odparłem swobodnie, po czym zapytałem prawie kpiąco – Czy jest ktoś inny? - Tak – odpowiedziała, a ja zamarłem zszokowany na dwie sekundy. – Ja. - Ty? Ale ja pytałem... - Wiem, o co pytałeś. Nie ma innego mężczyzny. Tylko ja – oświadczyła wstając z miejsca. - Nie rozumiem – rzekłem zniecierpliwiony. Powoli zaczynało mnie to denerwować. Nikt nie lubi raptownych, w dodatku niezrozumiałych zmian w dotychczas spokojnym biegu swego życia. Tyle błogich niedziel spędziliśmy razem w saloniku, czytając i rozwiązując krzyżówki. A tu nagle, po trzydziestu latach... - To proste. Zrozumiałam, że kryją się we mnie liczne talenty, których wcześniej sobie nie uświadamiałam – oczy jej rozbłysły jak dwa reflektory, ręce zaczęły się poruszać w osobliwej, niespokojnej gestykulacji. – Mogę wiele osiągnąć, jeśli tylko je rozwinę, naprawdę wiele... Drzemie we mnie potencjał, olbrzymi potencjał. Czuję to! - Czy ty się dobrze czujesz?! – zawołałem na poły rozdrażniony, na poły zaniepokojony. Podszedłem do niej i wyciągnąłem rękę. – Może powinnaś się położyć? - Nie, nie... Jedyne, co powinnam, to pracować nad sobą, nad osobistym rozwojem. A przy tobie jest to niepodobieństwem! – zakończyła dobitnie, odpychając mnie. Chciałem coś powiedzieć, lecz nie dała mi dojść do głosu. - Myślisz, że te nasze niedzielne popołudnia... to twoje czytanie gazety, to rozwiązywanie krzyżówek... Marnujemy czas! Mam większe ambicje niż ramolić się z tobą do końca życia! To nic nam nie daje, ani mnie, ani tobie! Umilkła. Opuściła wzniesione w podnieceniu ręce, ale się nie uspokoiła. Jej oczy miotały pioruny, zdawało mi się, że słyszę wściekłe zgrzytanie jej zębów. Patrzyłem oniemiały na jej zaróżowione policzki i zaciśnięte usta. To, co czułem, nie było już prostym zdziwieniem. Byłem wstrząśnięty. Upłynęło kilka chwil zanim zdołałem się odezwać. - Nigdy nie sądziłem... nie uważałem, że marnujemy czas. Myślałem, że tobie również to odpowiada. Poza tym to ty... tak, właśnie ty... ukształtowałaś charakter naszych niedzielnych... Twoje krzyżówki... Pytałaś mnie zawsze o trudniejsze hasła. Wydawało mi się, że to lubisz... Co ci się nagle stało?! – wybuchnąłem, nareszcie odzyskawszy pełnię władzy nad językiem. – Nie kochasz mnie już? Dlaczego odchodzisz? Słuchała mnie uważnie, wyraźnie się uspokajając, co więcej: z wolna na jej twarz zaczął wypływać filuterny uśmiech. Uśmiechała się, podczas gdy ja miałem ochotę rwać sobie włosy z głowy! - Zadałam tylko pytanie i to w trybie przypuszczającym: „Co byś zrobił, gdybym...” - Dlaczego mnie dręczysz? – przerwałem jej z rozpaczą. – Powiedz mi, co ci się nagle…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych