Wróć do katalogu

PRzebrzydły troll z krainy KSM [czyli opowiadanie

Oto opowiadanie które musiałem napisać na polski.

Kjz, opublikowano , 17 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Jak ja nie lubię wstawać rano. Niektórzy mogą zauważyć ,że południe to nie rano ,ale właśnie dlatego nie zadaje się z niektórymi.Dla mnie to jest rano.To zawsze było rano.To zawsze będzie rano.Jednak gdybym wstał wcześniej sprawy mogłyby potoczyć się inaczej.No ,ale nie wstałem.I dlatego sprawy potoczyły się tak jak zaraz to opiszę w swój wspaniały [i niezwykle skromny zarazem] sposób. Trzeba usiąść.Potem prawa noga.Następnie lewa.A potem....jak to szło ze wstawaniem?Może lewa ,a następnie prawa noga?Nie ,napewno wpierw prawa.....Trzeba było się jednak położyć spać kiedy jeszcze zegary wskazywały wczoraj ,a nie dzisiaj.....no ,ale pora wstać.Więc na początek lewa noga. -Aaaaaaaaa- wykrzyknąłem coś co nawet przy dużej dozie pozytywnego nastawienia do świata nie można nazwać ciągiem jednej litery.Była to prawdziwa obraza dla litery jeśli taki wrzask określało się jej mianem. Można by nawet stwierdzić - tak jak czasem się stwierdza - że mówiąc tak o literze takowa przewraca się w grobie. Oczywiście zakładając ,że coś co jest już w grobie może się przwracać [i oczywiście to ,że litera ma grób]. Jednak osoba czytająca napewno zastanawia się co wywołało mój nieartykułowany [długie słowa zawsze pasują do takich sytuacji] wrzask.Otóż w bardzo brutalny sposób dowiedziałem się o dwóch rzeczach: a) wstaje się prawą nogą b) można wstawać lewą nogą pod warunkiem ,że lewa noga po zachaczeniu o prawą wygnie się pod śmiesznym kątem i nie spowoduje upadku. Po skończeniu wyciągania wniosków oraz zauważeniu pod łóżkiem skarpetki która leżała tam już dość długo postanowiłem ,że ją wyciągnę. Sięgnąłem ręką i gdy ją już prawie chwyciłem ona nagle uciekła.To tylko potwierdziło fakt ,że ubrania nie powinny same za długo przebywać w ciemności. Stwierdziłem jednak ,że już za długo odpoczywam i najwyższy czas wyjść do innych ludzi. Wstałem i poszedłem w kierunku szafy. Po jakiś pięciu minutach marszu doszedłem do wniosku ,że do szafy zazwyczaj dochodzę sybciej ,a więc coś tu jest nie tak.Stanąłem więc i się rozejrzałem. I to w samą porę ,że tak powiem bo zobaczyłem ,że w moją stronę nadlatuje rozpędzony ziemniak. Szybko się zchyliłem i rozejrzałem za zemniakomiotem [czyli kimś kto miota ziemniakami]. Jedyną rzeczą którą ujrzałem był ziemniak który zdąrzył zarwócić i znów kierował się w moją stronę. Osobiście nie przywykłem do bycia atakowanym przez rozszalałe ziemniaki gdyż to ja je zazwyczaj atakowałem gdy niewinnie leżały na talerzu. A ten okaz najwyraźniej wiedział co robiłem z przedstawicielami jego gatunku i z faktu tego nie był specjalnie zadowolony. Odskoczyłem akrutat w lewo bo czas jaki przeznaczyłem na analizę ziemniaka [a raczej strzępki tego co pamiętam z lekcji biologii] był na tyle długi ,że ziemniak zdąrzył podlecieć do mnie.Po wstępnej weryfikacji danych z biologii byłem wstanie orzec : ZIEMNIAKI NIE LATAJĄ a co ważniejsze ZIEMNIAKI NIE ATAKUJĄ LUDZI. Jednak ten konkretny ziemniak niespecjalnie przejmował się moimi jakże błyskotliwymi konkluzjami oraz tym ,że według Darwina nie znajduje się wyżej w ewolucji niż ja. Jednak ja najwyraźniej trafiłem na ziemniaka z przerośniętym ego.A takie są najgorsze. Odskoczyłem szybko w bok i chwyciłem kamień leżący na ziemi. -Ty bulwiasty kartoflu! - wykrzyknąłem gdyż te dwa słowa były tymi których bym nie chciał usłyszeć gdybym był ziemniakiem. Nie myliłem się. Ziemniak obrucił się szybko i ruszył do szybszego ataku niż poprzednio. Jednak ja już rzuciłem kamieniem. Biorąc pod uwagę siłę tarcia,promień lotu,siłę przyciągania ziemskiego i inne rzeczy jakie tylko na poczekaniu mogłem sobie przypomnieć obliczyłem ,że rzuciłem kamień w powetrze i ,że zaraz spadnie na moją głowę. Na moją zgubę były to moje pierwsze w życiu poprawne obliczenia fizyczne.Jednak w momencie gdy to sobie uświadomiłem padałem właśnie na ziemię. W ciągu dwóch minut odbyłem podróż poprzez dwie fazy bólu.Pierwsza: ból który powoduje omdlenie ,czyli to o czym przed chwilą napisałem.Ta faza jest w miarę dobra bo padasz i już się niczym nie przejmujesz.Natomiast druga jest mniej miła. A mianowicie jest to OBUDZENIE się z powodu bólu.A to już przyjemne nie jest. To tak jakby śnić o wygraniu miliona po czym się obudzić i zorietnować ,że milion został wygrany ,ale przez znienawidzoną osobę. Mimo wszystko poza uczuciem ,że banda krasnali zorganizowała sobie heavy metalowy koncert w mojej głowie połączony z karaoke była też pozytywna rzecz w tym wszystkim.Otóż ziemniak zniknął. Począwszy od tego dnia stwierdziłem ,że będę dopatrywał się sadystycznych rozkoszy w każdym zjedzonym warzywie.I jedzenie ziemniaków będzie dla mnie specjalnym duchowym przeżyciem. Po tych jakże wspaniałych postanowieniach doszedłem do wniosku ,że dobrze by było wiedzieć gdzie jestem. Wstałem po czym upadłem. Jednak grawitacja znów wygrała.Chyba posiedzenie przez chwilę nie będzie takim głupim pomysłem.Jak pomyślałem tak zrobiłem.I odziwo mimo iż był to mój pomysł nie wyszedł mi na złe. Po chwili nawet krasnale zrezygnowały z metalu i przeszły na spokojny jazz co już było znacznie przyjemniejsze i pozwalało na ponowną konfrontację z grawitacją. Wciągu następnych piętnastu minut prowadziłem z nią nierówną walkę zakończoną w końcu moim sukcesem. Wstałem ,rozejrzałęm się i ujrzałem znak.O jakże okropny znak!Biada mi ,o biada! Otóz znak ten głosił: K.S.M [TEN K.S.M] Wkroczyłeś na własną odpowiedzialność I poniesiesz za to karę MUAHAHA [demoniczny śmiech]

Cóz....gdyby poprostu pisało KSM może miałbym szansę...ale skoro to był TEN KSM to już po mnie. Muszę się stąd jak najszybciej wydostać ,bo każda sekunda przebywania tu może dla mnie być zgubna.Jednak którędy?Każda strona wydawała się taka sam...Jednak wtem dojrzałem coś przez krzaki.Niebyłem pewien ,ale gdy podszedłem bliżej potwierdziły się moje przypuszczenia. -Droga z żółtych kamieni?!-krzyknąłem zdziwiony. Miałem dziwne wrażenie ,że gdzieś to już było i ,że powinienem iść tą właśnie drogą.W takich sytuacjach nie powinno się za długo myśleć więc wkroczyłem na tą drogę. Czas jest pojęciem względnym.I o tym wiedziałem.Jednak nie miałem pojęcia ,że odległość jest również pojęciem względnym.Drogą szedłem już na tyle długo ,że zdążyło zrobić się ciemno ,a czułem się jakbym nie odsunął się daleko od miejsca w którym zacząłem wędrować. Po chwili jednak ujrzałem jakiegoś staruszka jadącego na rowerze który co chwila jakoś dziwnie podskakiwał. Przyjrzałem się mu dokładniej by orzec co jest powodem tych jego dziwnych podskoków i doszedłem do wniosku ,że to pewnie przez dwie kwadratowe rzeczy które powinno być okrągłe. W normalnych okolicznościach nazwałbym te rzeczy kołami jednak fakt ich niesamowitej kwadratowości uniemożliwiał mi to. W między czasie dziadek zdążył do mnie podjechać i zatrzymać się obok. -Meine eine schmuleine weine? - zapytał. Właściwie nie byłem zdzwiony. W końcu to normalne ,że na KSMie żyje jakiś podstarzały hitlerowiec który jest szalonym naukowcem którego nikt nie uświadomił ,że zostało wynalezione tak wspaniałe urządzenie jak koło. -Ja,ja?- odpowiedziałem jedynym mi znanym słowem po niemiecku. -Och...wreszcie jakiś normalny człowiek nie mówiący w tym okropnym języku.... Musisz mi pomóc! Całemu KSMowi grozi zagłada! -Eeee ,znaczy się mam uratować KSM? Z przyjemnością no ,ale właśnie....właśnie sobie przypomniałem ,że muszę pozamiatać!Tak ,pozamiatać! - spuściłem szybko oczy bo wiedziałem ,że oczy zdradzą to iż nie mam nic do pozamiatania przez najbliższe kilkadziesiąt lat. -Nic nie rozumiesz! KSM zrobił się dziwny! -Jakby nigdy nie był....-mruknąłem pod nosem. -Jest dziwniejszy niż zwykle! Władzę przejął przebrzydły troll i jak tak dalej pójdzie KSM zrobi się normalny! Na domiar złego już prawie wynaleźliśmy koło! Nagle zamarłem w bezruchu. Jeżeli to prawda to narpawdę jest źle! KSM nie może być normalny! To zawsze było najnienormalniejsze miejsce na ziemi i jeśli ono zrobi się normalne to ten...no.....coś złego się stanie. -Ty chyba nic nie rozumiesz - naukowiec podrapał się po nosie - znormalnienie KSMu spowoduje temporalne zakłócenie w kontinuum KSMu co z koleji spowoduje zmianę paradygmatu bez wysprzęglenia w punkcie alfa c54.... - yyyy......ta jasne.Napewno masz racje. -Hmm.... najprościej ujmując cały świat zmieni się w KSM! W takich momentach w filmach da się usłyszeć przejmującą melodię. A ponieważ filmem to nie jest zapanowała niezręczna cisza. A najgorsze było to, że ten staruszek czekał na coś w stylu "To ja uratuje świat!". Nie chcę w…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych