Wróć do katalogu

Przechowywać w suchym, chłodnym miejscu

Podczas lotu powrotnego COŚ wdziera się do statku kosmicznego. Tylko co TO jest..?

karostek, opublikowano , 16 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Jak długo jeszcze będziemy lecieć? - pytam. Gabriel spogląda na mnie i uśmiecha się. Odwzajemniam się też uśmiechem. - Jakieś dwa tygodnie. Jutro przelecimy obok Wenus. A potem, już tylko Ziemia. Gabriel wstaje. Leniwie się przeciąga. Patrzę na jego piękne ciało. - Co chcesz na śniadanie? - pyta. - Coś bez mięsa. - Do picia chcesz herbatę, czy kawę? - Kawę z mlekiem, pół na pół. - Nie wiem czy mamy jeszcze kawę. - Gabriel narzuca na swoje ciało koszulę. - Pójdę sprawdzić. - Jakbyś coś chciał ode mnie, będę pod prysznicem. Gabriel wychodzi z sypialni. Zamykając drzwi, spogląda na mnie. Na jego twarzy pojawia się promienny uśmiech. Ach, jak miło patrzeć na jego radosną twarz... Zerkam na zegarek - już prawie 10.00 czasu ziemskiego, środkowo-europejskiego. Powinienem wstać. Mam parę spraw do zrobienia zanim wylądujemy. Przede wszystkim, muszę przygotować raport z naszego pobytu na Tytanie. Miała to być wyprawa badawcza, ale to, co polecono nam zrobić, było zrobione w ciągu trzech dni. Tak więc resztę czasu, prawie dwa tygodnie, spędziliśmy w tamtejszym kurorcie. To były nasze przedwakacje. Wreszcie mogliśmy odpocząć od pracy, złapać drugi oddech, a przede wszystkim - mogliśmy się cieszyć tym, że byliśmy ze sobą. Zwlekam się z łóżka. Rozglądam się po sypialni - dawno tu nie sprzątaliśmy. Jutro trzeba będzie zrobić generalne porządki. Chwilę siedzę na brzegu łóżka, jeszcze w pełni się nie obudziłem, potem wstaję i idę do łazienki. Odkręcam wodę, ściągam szorty i wchodzę pod prysznic. Strumienie ciepłej wody spływają po moim ciele. Zaczynam się budzić. Po 10 minutach, zakręcam wodę. Wycieram się i wychodzę z łazienki. Z krzesła biorę swoje ubranie, zakładam je i wychodzę z sypialni. Tradycyjnie, najpierw idę zbadać stan próbek gruntu, które transportujemy na Ziemię. Ładownia jest na drugim końcu statku. Przechodząc koło kuchni, zwracam się do Gabriela: - I co, jest kawa? - Tak, ale tylko rozpuszczalna. Może być? - Oczywiście. To nawet lepiej. Idę do ładowni, ale za 10 minut będę z powrotem. - Okej, śniadanie jest już gotowe. - Gabriel stawia na stole grzanki. - Kawa będzie niedługo. Idę do ładowni. Tradycyjnie, nie pamiętam jaki jest szyfr dostępu do zamku. - Gabriel, jaki jest szyfr? - Znów zapomniałeś? Gabriel pojawia się w korytarzu. Staje obok mnie. Wystukuje na klawiaturze szyfr. - To proste: JOWISZ-IO. Jak oni cię zwerbowali do tej pracy? - Gabriel uśmiecha się i daje mi buziaka. - Bo ja się znam na tych skałach. Reszta należy do ciebie. Gabriel wraca do kuchni, a ja wchodzę do ładowni. Zapalam światło. Na pierwszy rzut oka, wszystko jest w najlepszym porządku. Podchodzę do komputera, włączam go. Odczekuję chwilę, aż uaktywnią się jego funkcje. Wprowadzam swoje imię i numer identyfikacyjny. On potwierdza moją tożsamość. (Po co te wszystkie środki ostrożności? Przecież na tym statku nie ma nikogo poza mną i Gabrielem.) Potem wystukuję polecenie: „Sprawdź stan zabezpieczenia próbek gruntu z Tytana.” Po kilkunastu sekundach na ekranie pojawiają się liczby wykresy, hasła. Jasno z nich wynika, iż próbki są nienaruszone. Tak więc mogę spokojnie wracać do codziennych zajęć. Wyłączam komputer, gaszę światło i opuszczam ładownię. Jeden obowiązek mam już z głowy. Po śniadaniu będę musiał wreszcie zacząć pisać ten cholerny raport dla naszej firmy.

Już od prawie godziny siedzę przy komputerze i próbuję coś napisać, ale jakoś nic mi nie wychodzi. Każde zdanie, które ewentualnie znajdzie się w raporcie, to dla mnie straszna udręka. Sytuację pogarsza Gabriel, kręcący się po kabinie. Mówi, że musi sprawdzić wszystkie systemy statku. A ja przecież nie mogę go wyrzucić z kabiny. On jest taki wspaniały… Na ekranie komputera pojawia się wiadomość: „Odebrałem sygnał wywoławczy kontroli celnej.” - Gabriel, celnicy. Podchodzi do mnie. - Daj ich na główny monitor. Naciskam odpowiedni klawisz i na wielkim monitorze, zawieszonym tuż nad naszymi głowami, pojawia się twarz kobiety: blondynka, wiek - około 30 lat, ubrana w mundur. - Proszę podać swoje dane, numery identyfikacyjne, numery paszportów i cel podróży - beznamiętnym głosem odzywa się kobieta. Nawet się nie przedstawiła. Jak wierszyk recytujemy to, o co jesteśmy proszeni. Po chwili kobieta z wymuszonym uśmiechem spogląda na nas z ekranu i mówi: - Potwierdzam otrzymane dane. Dziękuję i życzę miłej podróży. - Dziękujemy. Kobieta się wyłącza. - Ciekawe, jak długo ta baba utrzyma się na swoim stanowisku - odzywa się Gabriel. - Nie dość, że się nie przedstawiła, to nawet nie powiedziała, jaki to posterunek. - To powinien być posterunek ziemskiej kontroli celnej. - A skąd to wiesz, Ben? - Gabriel siada obok mnie. - Z obliczeń. Z twoich obliczeń. - A gdybym ich nie zrobił, to skąd byś wiedział, że to był ziemski posterunek? - Gabriel mówi poirytowanym głosem. - A czy to ma jakiekolwiek znaczenie? Słońce, wracamy do domu. Za dwa tygodnie wylądujemy na Ziemi. Gabriel nie odpowiada. - Za bardzo się tym wszystkim przejmujesz - mówię. - Bo ludzie pracujący na takich stanowiskach powinni być uprzejmi, uśmiechnięci… - Okej, zapomnijmy o tym. - Próbuję zmienić temat. - Co chcesz na obiad? Gabriel otrząsa się. Trwa to chwilę, zanim dociera do niego moje pytanie. - Nie wiem. Cokolwiek. - Gabriel, może masz ochotę na coś szczególnego? - Nie wiem, Ben. - Dobrze, zrobię naleśniki. Może być? - Tak, oczywiście. Dawno nie jadłem naleśników. Robisz je w wyjątkowy sposób. Gabriel uśmiecha się i wychodzi. Spoglądam na ekran komputera, na którym widnieje kilka zdań raportu. Ach, później go skończę. Wprowadzam te zdania do pamięci i wyłączam komputer. Opuszczam kabinę i idę tam, gdzie teraz jest Gabriel.

Tak się dziwnie składa, że kuchnia jest jednym z naszych ulubionych pomieszczeń na statku. Zarówno Gabriel, jak i ja lubimy gotować, dlatego też większość naszego wolnego czasu spędzamy w kuchni. Równie często przebywamy w sypialni, ale z innego powodu… - Wiesz, Ben, tak się zastanawiam, czy nie powinniśmy zmienić pracy. Gabriel siedzi przy stole, powoli sączy kawę. Ja stoję przy zlewie i zmywam naczynia po obiedzie. Spoglądam na niego. - Dlaczego? - Nie wydaje ci się, że dostajemy zbyt mało pieniędzy? W końcu wykonujemy dla Instytutu kawał ciężkiej roboty. - Słońce, - siadam na przeciw niego - dla mnie to nie ma najmniejszego znaczenia. Robię to, co lubię robić. I to się liczy. A możliwość pracy z tobą to dodatkowa satysfakcja. - Nie zrozum mnie źle, Ben. - Gabriel podpiera głowę rękoma i patrzy mi prosto w oczy. - Ja też uwielbiam pracować z tobą. Ale… Gabriel spogląda na zegarek. Uśmiecha się do mnie niewinnie. Chcę spytać, o co mu chodzi, ale rezygnuję. - Słuchaj, Ben, jestem trochę zmęczony. - Gabriel podnosi się. - Idę wezmę prysznic i położę się. - Dobra. Skończę zmywać i zaraz przyjdę. - Umyjesz mi plecy? - Tak. Zawołaj, jak będziesz mnie potrzebować. Gabriel znika. Biorę następny talerz, wkładam go do zlewu i myję. Jeszcze tylko patelnia i koniec sprzątania. Wkładam talerz do suszarki i biorę patelnię. Z nią jest trochę więcej roboty - cała jest tłusta. Ale szybko sobie z nią radzę. Patelnię wkładam do suszarki. Rozglądam się po kuchni, sprawdzam, czy wszystko jest umyte. Wycieram ręce i wychodzę z kuchni, gasząc światło. Idąc korytarzem zastanawiam się nad tym, co Gabriel powiedział. Może on ma rację. Może powinniśmy pomyśleć o zmianie pracy. Tak w ogóle to tą pracę wzięliśmy zaraz po ukończeniu studiów. Nawet nie przeglądaliśmy innych ofert, wzięliśmy „pierwszą z brzegu”. Może w innej firmie płaciliby nam więcej..? Wchodzę do sypialni. Z łazienki słyszę szum wody. Zdejmuję koszulkę i spodnie, w samych szortach idę do łazienki. - Gabriel, słyszysz mnie? - Tak. - Zastanawiałem się nad tym, co mi powiedziałeś. - O zmianie pracy? - Tak. Masz rację. Zbyt szybko podjęliśmy decyzję. Powinniśmy się zastanowić. - Tak, ale z drugiej strony, potrzebowaliśmy wtedy pieniędzy. - Gabriel wychyla głowę z kabiny prysznica. - Skoro już jesteś, to…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych