Wróć do katalogu

Przepraszam

Ponowne narodzenie.

Alone, opublikowano , 15 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

‘’PRZEPRASZAM’’

Przepraszam za siebie, za swoje słowa. Przepraszam, że jestem, że się wciąż chowam. Przepraszam, że mówię ciągle tak samo. Przepraszam, że się martwię, o Ciebie, co rano. Przepraszam, że żyję, tuż obok Ciebie. Wciąż Przepraszam i mówię to szczerze. Kocham Cię i za to Przepraszam. Ostatnie to słowa, strzał w głowę. Wracam.

23 Października

Dzień, jak co dzień. Z wyjątkiem może paru rocznic, które wydarzyły się już tak dawno, że albo nikt nie chce ich pamiętać, albo w ogóle nie są warte do zapamiętania. Nawiasem mówiąc, od tego dnia, licząc do końca roku pozostaje jeszcze 69 dni. Ale nie o tym teraz chciałem. Z tych weselszych wydarzeń, które akurat wydarzyły się tego właśnie dnia, należy wymienić, że w 1943 roku, Gwardia Ludowa dokonała zamachu na bar Podlaski w Warszawie zabijając 18 hitlerowców. W 2001r. nastąpiła premiera iPoda, a także w 2003r. ukazał się pierwszy numer dziennika Fakt. Z tych smutniejszych wydarzeń, w roku 1943 hitlerowcy dokonali rzezi mieszkańców wsi Śniadówka. W 1983 w Bejrucie eksplodowały dwie ciężarówki wypełnione trotylem, zabijając 269 żołnierzy amerykańskich i francuskich. A także Lech Kaczyński zwyciężył Donalda Tuska w wyborach prezydenckich w 2005 roku.

Tego też właśnie dnia, czyli 23 października 2009 roku o godzinie 06:00…

Umarłem…

Gwoli ścisłości

Niektórzy z Was zdziwią się pewnie, że jak to możliwe, że 4 dni mogą przeprowadzić człowieka poprzez monotonię, zainteresowanie, euforię, złość, obojętność, smutek, samotność, a wreszcie doprowadzić do samobójstwa. Tak więc, nie przedłużając.

‘’Zacznijmy od początku’’

Cześć. Nazywam się Marek. Główny przypadek systemu, w którym życie potrafi nawet w najmniej oczekiwanym momencie spierdolić się doszczętnie, a przyjaciele za nic mają sobie obietnice, zapewnienia i ogólnie, słowa. Jestem zwyczajnym uczniem, który nie martwi się niczym, dopóki to coś nie zapuka do jego drzwi. Mogę także wydać się żałosny w oczach tych, którzy dziewczyn mieli na pęczki a w portfelu noszą kartę zniżkową do każdego burdelu w kraju. Ale co byście o mnie nie sądzili to możecie być pewni, że ja i tak to oleję, ponieważ wiem, kim byłem, a wasze zapewnienia, lub słowa nie zrobią już na mnie większego wrażenia. Moim przekleństwem było to, że zbyt często i łatwo się zakochiwałem. A że nigdy nie pisałem pamiętnika i już raczej nie będę miał, co do tego okazji, to postanowiłem spisać moje ostatnie 3 dni.

20 października 2009r. godzina 07:00 Poniedziałek – ‘’Monotonia, Zainteresowanie, Euforia’’

Kabina otwarta, drzwi rozsunięte. W domu samotnie, cicho, głucho wszędzie. Ciemność mnie woła, wokoło mnie wnika. Wchodzę do kabiny i dla świata znikam.

Poniedziałkowy poranek zawsze jest tak samo wkurwiający. Trzeba się obudzić o dantejskiej godzinie, jaką to jest 7 rano, a następnie wstać, niekiedy na kacu, bo przecież nie odmówi się na raz zadane pytanie:

- Ze mną się nie napijesz??

Tak więc wstałem i tym razem z zielonymi plamami przed twarzą i leciutko się chwiejąc, lecz gdy wsadziłem łeb pod zimny prysznic, naraz nabrałem chęci do dalszej egzystencji. Potem i tak znów ją straciłem przypominając sobie, że dziś spędzę 9 godzin w szkole. Po jakże odżywczym prysznicu, ubranie się i wypicie herbaty nie sprawiło mi już większego kłopotu. Nawet zdążyłem wymienić parę uwag z matką, co będę dziś robił, ile tego będzie i jak długo. Chcąc nie chcąc, musiałem zaniżyć odpowiedzi, ale to tylko w dobrej wierze. Trzasnęły zamykane za mną drzwi i już w drodze do autobusu mogłem oddać się przyjemności wsłuchania się, w jakże wspaniałe pierwsze solo gitarowe z utworu ‘’Master of Puppets’’. Opisywać czasu spędzonego w drodze do szkoły nie będę, ponieważ nic ciekawego ani wnoszącego do życia, się nie wydarzyło. Monotonne dotarcie do wrót piekła, by następnie takoż przywitać się z kolegami i koleżankami też nie zasługuje, aby choć przez chwilę coś o tym napisać, więc bez zwłoki przejdę do meritum.

Rozległ się dzwonek na lekcje, więc wszyscy jak staliśmy, tak powlekliśmy się do klasy. Od razu coś mi się nie zgadzało, gdy wszedłem i usiadłem na swoim miejscu. W oczy rzuciły mi się plecy, których dotąd w tej klasie nie było, powiem więcej, nie było dotąd ładniejszych pleców w tej klasie. Wiem, idiotycznie to brzmi, ale wtedy tak właśnie sobie pomyślałem. Nie pozostało mi, więc nic innego jak zapoznać się z właścicielką tejże doskonałości. Moim obowiązkiem było, przywitać Ją w nowej klasie i przedstawić wszystkim obecnym. Lecz o wiele łatwiej tak sobie pomyśleć, niż wprowadzić to w czyn.

- Cześć. Jestem Marek – powiedziałem podchodząc i były to ostatnie moje słowa, gdyż dalej po prostu zaschło mi w gardle.

Dopowiadając swoje imię, patrzyłem jak w zwolnionym tempie, odwraca się do mnie przodem i z przepięknym uśmiechem odpowiada.

- No hej. Ja jestem Martyna, jak tam?

Stałem przed Nią sztywno jak kołek i uśmiechając się głupkowato, odparłem tylko:

- Eee, yyy, a dobrze, witaj w klasie.

Po czym odwróciłem się szybko na pięcie i udając, że mam pilną sprawę do Pawła, udałem, że nie widzę jej cudnych oczu, wpatrujących się pytająco w moją stronę. Przez cały dzień nie zwracałem już na nic uwagi. Wszystkie moje myśli zaprzątała tylko jedna scena puszczana na okrągło od początku. Moment odwracania się i tego przepięknego uśmiechu towarzyszył mi przez cały dzień, a także wieczorem, w ciemności …

Po głowie, plecach, rozluźnienie. Ciepło, szum wody i w głowie uwięzienie. Schylona postawa, wieczne niezrozumienie. Jedno cięcie, krew, i spokoju westchnienie.

21 października 2009r. godzina 05:00 Wtorek – ‘’Złość, Obojętność, Smutek’’

Ze snu się budzi, czerwony księżyc. Już krwawy widzę świat. Przepowiedziane, samotnie mi żyć. Jak mi mówić? Śmierci, jam brat.

Jedyne, co teraz pamiętam z wtorkowego poranka to to, że nie mogłem spać przez całą noc, ale w ogóle mi to nie przeszkadzało. Byłem niewiarygodnie szczęśliwy, podniecony i cały drżałem. Już parę razy taki stan doprowadzał mnie do szału, lecz albo nie mogłem, albo raczej nie chciałem się uspokoić. Wtedy, we wtorek rano, czułem, że naprawdę żyłem i byłem pewny, że mogę wszystko. Moje myśli krążyły wokół jednej osoby, słowa w głowie same układały się w wiersze, lecz tak nie doskonałe, bo za słabe, by oddać całe piękno. Jedne z najszczęśliwszych godzin w moim życiu. Do czasu…

Nie pamiętam jak dostałem się do szkoły, i szczerze, nie obchodzi mnie to w ogóle. Ważne było tylko to, by jak najszybciej, znów ujrzeć ten przepiękny cud. Jak na skrzydłach, wbiegłem na ostatnie piętro gdzie za 5 minut miałem rozpocząć lekcje i dalej zatracać się w głupocie nauczycieli. Ale to było nieważne, nic było nieważne, tylko ta jedyna chęć spojrzenia w te piękne oczy i uśmiech, który niszczył i tworzył mój świat, wciąż na nowo i na nowo…

Stanąłem jak wryty, prawda, uśmiechała się, ale nie do mnie. Uśmiechała się do Pawła i Piotrka, moich przyjaciół.

‘’Marek tylko spokojnie. To przecież nic takiego – uspakajałem się w duchu -- Po prostu sobie rozmawiają jak dobrzy znajomi.Ona jest nowa i musi się zapoznać z klasą’’.

Uspokoiłem się na tyle szybko by nie było widać, co mi się stało, ot tylko zwykłe potknięcie. Nic wielkiego. Lecz w duszy zagościł lęk.

Może byłem często zbyt porąbany, zazdrosny i ogólnie walnięty, ale cóż. Tak bywa.

Po przywitaniu się ze wszystkimi, oparłem się o parapet i dyskretnie wbijałem wzrok w te piękne plecy i

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych