Wróć do katalogu

Przerwana misja / 6

Antares jest już krok od katastrofy. Dla prowadzących akcję ratunkową Rosjan powoli staje się jasne, że zaginionej załogi nie w obszarze poszukiwań. Tymczasem na Ziemi trwają przygotowania do ekspedycji ratunkowej.

Ashton, opublikowano , 39 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wśród załogi Antaresa zapanowała konsternacja. Poczuli się jak marynarze statku, który tonie tuż przed wejściem na redę portu. Tylko, że oni nie mieli rozbić się o przybrzeżne skały, a o powierzchnię obcej, nieznanej planety. Statek był niesterowny i zdany na łaskę losu. Od szczęścia i przypadku zależał kąt, pod jakim wejdą w atmosferę. Nie mogli nic na to poradzić, ale byli świadomi, że od tego przypadku zależeć będzie ich życie. Wszyscy kilkakrotnie pytali Edit, czy nie pomyliła się w obliczeniach, a ona za każdym razem powtarzała, że nie. By się upewnić, parę razy je powtórzyła, zawsze otrzymując ten sam wynik. Nie było wątpliwości, że runą na planetę. Czy przeżyją? Tego nie wiedziała. Czasu pozostało bardzo niewiele i nie liczyli już, że pomoc zdąży do nich dotrzeć przed katastrofą. Nie panikowali jednak. Wiedzieli, że uratowanie ich jest tylko kwestią czasu, teraz pozostało im tylko czekać. Planeta, do której się zbliżali, świecąc bladą czerwienią powoli wypełniała panoramiczny ekran obrazujący przestrzeń przed statkiem. Nie mieli pojęcia, jakie gazy powodują taki kolor jej atmosfery. Edit twierdziła, że to niekoniecznie musi oznaczać, iż jest trująca. Przypuszczała tylko, bo nie miała możliwości zbadania jej składu. Toule obliczył, że skafandry próżniowe, przy zasilaniu zewnętrznym, zapewnią im przetrwanie przez jakieś dwanaście godzin. Nie dużo, ale dawało dodatkowy czas w oczekiwaniu na pomoc. Choć mogło to okazać się za mało, nie robiono z tego zagadnienia problemu. Mimo wszystko odczuwali lekką tremę przed nieznanym. Do ich świadomości powoli przebijał się instynktowny strach przed śmiercią i to w momencie, kiedy pomoc była już w drodze. Gdyby mieli choć kapsułę ratunkową, odstrzeliliby się i oczekiwali spokojnie na ratunek. Lecz za wrotami grodzi ewakuacyjnej ziała zimna, kosmiczna pustka. Czuli teraz, jak nigdy przedtem, w jakim nieprzyjaznym człowiekowi przebywają środowisku. Ujrzeli całą śmieszność ludzkości porywającej się na zdobywanie świata, do którego była tak bardzo ewolucyjnie nieprzystosowana. To nie był ich świat i nigdy nie będzie, na zawsze pozostaną w nim intruzami. Na takie konkluzje, było jednak za późno, bo byli tam, gdzie byli. Zakończyli już przygotowania do awaryjnego lądowania, zrobili wszystko, co przewidywała procedura. Problem tylko w tym, że podobna sytuacja nigdy nie była przewidywana, wobec tego, nie mieli także jakichkolwiek konkretnych instrukcji. Musieli się z tym pogodzić i improwizować, choć brakowało czasu i doświadczenia. Pozostawało tylko liczyć na szczęście oraz ewentualnie, zgodnie z sugestiami Edit, modlić się. Ani jedno, ani drugie nie gwarantowało jednak ratunku. - Może wezwiemy ponownie tych Rosjan i poprosimy ich, żeby się pospieszyli. – zaproponował Teddy – Przedstawimy im naszą nową sytuację, bo przecież nie zdają sobie z niej sprawy. - Można, - zgodził się Toule - ale podejrzewam, że i tak się spieszą. Ponaglanie ich uważam za bezsensowne. - No, może i tak. – nie ustępował Parker – Ale przynajmniej będą wiedzieli, żeby szukać nas na planecie, a nie w przestrzeni. Rubbermann spojrzał na nawigatora z politowaniem. - To jest wojskowy statek, - stwierdził - oni mają specjalistyczną aparaturę do poszukiwań. Nie martw się, jak tu dotrą, to na pewno nas znajdą. - Skąd tak dobrze wiesz, co Rosjanie mają na swoich statkach wojskowych? – zapytała Edit. - Bo wiem, jak wyposażone są nasze. - Toule patrzył na koleżankę z miną eksperta wojskowego - rosyjskie z pewnością im nie ustępują. Teddy jednak nie wyglądał na przekonanego. - No dobrze, - wtrącił – ustaliliśmy, że jak tu przybędą, to nas znajdą. Ja bym jednak wolał, żeby powiedzieli chociaż, kiedy tu zamierzają być. Uspokoiłoby mnie to nieco. - Albo bardziej zdenerwowało. – wzruszył ramionami Rubbermann - Ja wolałbym nie dowiedzieć się od nich, że będą tu jutro. Edit, ile czasu nam zostało do kontaktu z planetą? – dodał. White sprawdziła wyliczenia. - Niecała godzina. – westchnęła. - To jeszcze jakieś pół możemy być pewni działania łączności. – zauważył Teddy. Edit skinęła głową. - Mniej więcej. – zgodziła się. - A więc mamy jeszcze trochę czasu. – podsumował Toule z przekonaniem, choć opierał je na dość kruchych podstawach. - Na co? – zapytała zdziwiona Anit – Uważam, że im wcześniej powiadomimy Rosjan, tym lepiej. Toule uśmiechnął się pobłażliwie. Nie widział powodu, by ponawiać wezwanie pomocy, choć sam odczuwał lekki niepokój. Chciałby, aby pomoc przybyła jak najszybciej, lecz ponaglanie Rosjan uważał za zwykłą upierdliwość. Wierzył, że robią co mogą, by dotrzeć do nich jak najszybciej. - Ale oni z pewnością się spieszą. – przekonywał siląc się na beztroski ton. - Nie zawadzi się upewnić. – nie ustępowała Anit. - Zwłaszcza, że przyspieszamy i zmieniamy położenie. - zauważyła zaniepokojona Edit. Rubbermann w geście zniechęcenia złapał się za głowę. Nie chciał już dłużej wysłuchiwać narzekań załogi. Nie wierzył, aby groziło większe niebezpieczeństwo, niż poprzednio, wręcz przeciwnie, uważał ich położenie za w miarę pewne i bezpieczne, jednak gotów był ustąpić dla świętego spokoju. - Dobrze, przekonaliście mnie. – skapitulował po chwili wahania. Usiadł przed komunikatorem, przez kilka sekund zastanawiał się, co powiedzieć. Nie chciał, by jego komunikat wyglądał na wybuch paniki. - Tu kosmolot Antares. - wysłał wreszcie wiadomość - Do lotniskowca Rosyjskich Sił Kosmicznych zmierzającego nam z pomocą. Nasza sytuacja uległa pogorszeniu. Dostaliśmy się w pole grawitacyjne olbrzymiej planety, która ściąga nas na swoją powierzchnię. Nie wejdziemy na orbitę, powtarzam, nie wejdziemy na orbitę. Runiemy na powierzchnię za niecałą godzinę. Jeżeli możecie się pospieszyć, to na litość Boską, zróbcie to! Odbiór! Głośniki odpowiedziały jakimiś niezrozumiałymi trzaskami i szumami. - Co się dzieje!? – zapytał zdziwiony Toule. - Ta planeta musi nas zakłócać. – stwierdził Teddy – Może otacza ją pierścień elektrycznie naładowanych cząstek, czy co? Bliżej jej powierzchni powinniśmy odzyskać łączność. Rubbermann głośno westchnął. - Obyś się nie mylił. – powiedział bez przekonania, tknięty jakimś złym przeczuciem. Edit, która kontrolowała położenie statku, odwróciła się od panelu nawigacyjnego mocno pobladła. - Słuchajcie, mam złą wiadomość! – krzyknęła drżącym głosem – Spadniemy szybciej, niż się spodziewałam. Bardzo przyspieszamy i ustawia nas pod złym kątem. Grozi nam spalenie się w atmosferze! – jej głos wzrósł o oktawę - Spójrzcie na wyświetlacz, nasza prędkość wzrosła już pięciokrotnie! Kontakt z gęstymi warstwami atmosfery za trzy minuty! - Wszyscy na miejsca, awaryjne lądowanie!!! – ryknął Toule rzucając się do komunikatora. - Tu Antares! – krzyczał do mikrofonu - Przyspieszamy! Przebijamy się przez gęste warstwy atmosfery pod złym kątem! Destrukcja termiczna wysoce prawdopodobna! Giniemy! Żegnajcie! - Halo, Antares! - z głośników dobiegł męski głos drżący zdenerwowaniem - Tu lotniskowiec gen. Kuzniecow! Trzymajcie się! Idziemy z pomocą, jesteśmy już blisko! Antares, Antares, wytrzymajcie! Jego słowa przerwały trzaski dobiegające z głośników, które pojawiły się razem z pomarańczowym blaskiem zalewającym mostek i swądem topionego metalu...

* * * Ostatni komunikat nadany z Antaresa, wzbudził w centrum dowodzenia na rosyjskim lotniskowcu nerwowe poruszenie. Dotychczas Rosjanie przekonani byli, że uda im się uratować amerykańską załogę, teraz to już nie było takie pewne. Nikomu jednak do głowy nie przyszło, pomimo jednoznacznie brzmiącego komunikatu amerykańskich astronautów, by przerwać akcję ratunkową. Wiedzieli, że często beznadziejne z pozoru katastrofy, kończyły się uratowaniem jej uczestników. Mieli nadzieję, że tym razem będzie podobnie. - Procedura hamowania rozpoczęta. – zameldował nawigator, choć i tak czuć było wzmożone ciążenie. - Dziękuję. – Anna skinęła nieznacznie głową – Przygotować zespoły ratunkowe i myśliwce do poszukiwań. - Tak jest! - Kapitanie Głupczyn, - zwróciła się do swojego zastępcy – obejmie pan dowództwo akcji ratunkowej. Kapitan strzelił obcasami. - Tak jest, komandir! - Nawigator! Załoga Antaresa wspominała coś o jakiejś planecie? Żołnierz nie odrywał wzroku od przyrządów. - Tak jest, komandir, choć nie przypominam sobie żadnej w tym rejonie. – zameldował. - Proszę wyświetlić mapy interesującego nas obszaru. – rozkazała Anna. Polecenie wykonano natychmiast. - Mapy włączone. – poinformował nawigacyjny oficer pomocniczy. Anna wstała ze swojego fotela i podeszła do animowanej holograficznie mapy rejonu zgłoszonego przez załogę Antaresa, jako miejsce katastrofy. Przyglądała jej się przez chwilę z uwagą. - Czy ona jest dokładna? – zapytała. - Bardzo dokładna. – zapewnił nawigator – W tamtym rejonie przebywało sześć naszych misji wojskowych, w tym dwie kartograficzne w celu sporządzenia dokładnych map. Kobieta z uwagą przyglądała się świetlistym punktom zawieszonym w holoobrazie. - To czemu nie widzę żądnych planet? – zapytała. Nawigator pokręcił głową. - Nie wiem, komandir. – przyznał - Zakładam, że skoro ich nie ma na mapie, to w rzeczywistości nie istnieją. Anna analizowała każdy szczegół mapy 3D. Nie rozumiała dlaczego nie zauważa żadnej planety. Zastanawiała się, czy załoga Antaresa rzeczywiście widziała to, o czym meldowała. Czy możliwe jest, by ulegli jakiejś halucynacji? Bo raczej mało prawdopodobne, aby pomylili z planetą gwiazdę, choćby czerwonego olbrzyma. Na to są z pewnością zbyt doświadczoną załogą. Nic z tego nie rozumiała. - To jak wytłumaczycie treść komunikatu z Antaresa? - postanowiła zapytać o zdanie nawigatora. Oficer nieznacznie wzruszył ramionami. - Nie mam pojęcia, - pokręcił głową - a wszelkie spekulacje, jakie nasuwają mi się na myśl, uważam za nielogiczne. Kobieta w milczeniu przypatrywała się mapie. Przemknęło jej już przez myśl, że Antares zboczył z kursu, a jego pasażerowie, nie wiedząc o tym, podali błędną pozycję. Szybko jednak uznała za niemożliwe, by doświadczona załoga popełniła taki błąd. Bardziej prawdopodobne wydawało się jej, że mapy nie są jednak takie dokładne, jak zapewniał nawigator. Odwróciła się od holografu i rozpoczęła swoją zwyczajową wędrówkę po centrum dowodzenia miarowym, powolnym krokiem. W ten sposób najlepiej potrafiła się skupić. - Czy nie wydaje się panu możliwe poruczniku, - zapytała nawigatora, zatrzymując się na chwilę – że nasi topografowie przeoczyli jakiś układ planetarny? Oficer w zamyśleniu drapał czubek nosa. - Możliwe, choć bardzo mało prawdopodobne, komandir. - Hm. – chrząknęła Anna wznawiając swój spacer. Kapitan Głupczyn podszedł do mapy. Obejrzał ją uważnie ze wszystkich stron. - Jeżeli tu są, znajdziemy ich, – powiedział z przekonaniem – nawet jeśli będziemy musieli przeszukać cały kwadrant. - Tak, kapitanie, - zgodziła się Anna – tak zrobimy. A jeśli ich tu nie będzie, przeszukamy wszystkie przyległe kwadranty i szukać będziemy, aż do skutku. Kapitan lekko skłonił głowę. - To miałem na myśli, komandir. – stwierdził patrząc jej w oczy. Anna pokiwała głową nic nie mówiąc. Zdawała sobie sprawę, że akcja ratunkowa się komplikuje. Nie rokowało to jej szybkiego zakończenia, a każda zwłoka mogła kosztować życie załogę Antaresa. Czas nie sprzyjał zamiarom Anny, doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Pośpiech był teraz najważniejszy. - Połączcie mnie z doktorem Ławoczkinem. – poprosiła Rozetkina siadając w swoim fotelu. Natychmiast wywołano pokład medyczny. - Lekarz dyżurny Owczarenko. – zgłosił się oficer dyżurujący przy interkomie. - Dowódca chce rozmawiać z doktorem Ławoczkinem. - Chwileczkę. - Ławoczkin, słucham. - usłyszeli po krótkiej chwili w głośnikach. - Tu Anna Rozetkina. - Słucham komandir, ktoś zachorował? – głos doktora zabrzmiał troską. - Nie, - stanowczo zaprzeczyła - proszę przygotować się na przyjęcie rozbitków. Odebraliśmy wezwanie pomocy. Mogą być poparzeni i ranni. - Zaraz wydam odpowiednie rozkazy. Ilu ich będzie? Annę olśniło, że w żadnym komunikacie wzywający pomocy nie podali liczebności swojej załogi. A ona nie kazała zapytać! Że też wcześniej o tym nie pomyślała! Ze złości, aż przymknęła oczy i zacisnęła usta. Takie przeoczenie! - Nie wiem. – w jej głosie zagrała nuta wstydu – Liczba rozbitków nieznana. - Rozumiem. Postawię na nogi wszystkie wolne zespoły. Kiedy mogę spodziewać się pacjentów? - Jak tylko ich odnajdziemy. - Zrozumiałem komandir. - Jeszcze jedno, doktorze. – powiedziała szybko. - Tak? – lekarz zawiesił głos w oczekiwaniu. - Jak pan ocenia szanse przeżycia załogi, której statek runął na powierzchnię planety, przy dużym prawdopodobieństwie destrukcji termicznej? Lekarz chwilę się zastanowił, zanim udzielił odpowiedzi. - Jako bardzo małe. – odrzekł wreszcie - Zależy jeszcze, jakiego typu był to statek. - Tego nie wiem. - W swojej karierze – kontynuował Ławoczkin - spotkałem się z przypadkiem ocalałego rozbitka uczestniczącego w podobnej katastrofie, o której pani mówi. Trzeba mu było jednak regenerować niektóre części ciała poprzez klonowanie, ale powrócił do zdrowia. Jednakże, jak wspominałem, zależy to od typu statku. On leciał niewielkim kutrem patrolowym. Im większe i lepiej opancerzone jednostki, tym szanse na przeżycie wzrastają. - Czy w naszych warunkach udałoby się wyleczyć nawet taki ciężki przypadek, o jakim pan wspominał, doktorze? Z głośników rozległ się wesoły śmiech. - Komandir! My mamy najnowocześniejszy szpital we Flocie! Oczywiście, że tak! Ten szpital, to moja duma i chluba! - Dziękuję, nich pan będzie gotowy, doktorze. – słowa lekarza uspokoiły ją nieco. - Tak jest! – odmeldował się doktor. Rozmowa z Ławoczkinem dodała Annie otuchy. Upewniła się, że jest szansa na uratowanie załogi Antaresa nawet z powierzchni planety. - Komandir! – przerwał jej rozmyślania nawigator – Jesteśmy na miejscu! Rozetkina podniosła na niego wzrok. - Radar na pełen zasięg, szerokie pasmo! – rozkazała. - Wykonano! - Zlokalizowaliście coś? - Nic, ekran czysty. - Sygnały z boi pozycyjnej? - Cisza. - Termonamierniki? - Zimne. - Promieniowanie anihilacyjne? - Słabe echa tła. Zdumiona i nieco zbita z tropu kobieta, potarła czubkami palców czoło. - Nic, zupełnie nic. – powiedziała w zamyśleniu – Jakby żadnego statku tu nie było. - No właśnie. – zgodził się jej zastępca. Anna spojrzała na niego. Nic z tego nie rozumiała. Najpierw nie mogli na holomapie znaleźć żadnej planety, a teraz na miejscu katastrofy podanej przez załogę Antaresa nie ma samego statku. - Jak pan to wytłumaczy? – zapytała po chwili. Oficer lekko wzruszył ramionami. - Nie mam wytłumaczenia. – przyznał - Chyba, że załoga Antaresa nie wiedziała gdzie jest i podała błędne położenie. Kobieta uśmiechnęła się nieznacznie. - Też o tym myślałam. – westchnęła - Ale jakie jest prawdopodobieństwo, że doświadczona załoga popełni taki błąd? - Bardzo małe, przyznaję. – zgodził się nawigator - Jednakże to jedyne logiczne wytłumaczenie. Rozetkinie trudno było uwierzyć w taką pomyłkę, chociaż rzeczywiście, nie przychodziło jej do głowy żadne inne wytłumaczenie. - Namierzyliście jakąś planetę? – zapytała, domyślając się odpowiedzi. Oficer nawigacyjny odwrócił się w jej kierunku. - Przeszukaliśmy najbliższe otoczenie i nic nie znaleźliśmy. Wykryliśmy jedynie burzę magnetyczną, jakieś dwadzieścia lat świetlnych za nami i ławicę asteroidów na skraju sąsiedniego kwadrantu. „No, czyli nie ma niczego o czym meldowała załoga Antaresa”, pomyślała Anna. Co to mogło oznaczać? Rozetkina uważała Kosmos za dziwny i pełen niewyjaśnionych zjawisk, jednak nie do tego stopnia, aby znikały bez śladu całe planety i statki. Jakiś szczegół musiał umknąć ich uwagi i powinni to jak najszybciej wyjaśnić. - Coś poza tym? – zapytała po chwili milczenia. Oficer zaprzeczył ruchem głowy. - Absolutnie nic. - To niewiele. – w głosie kobiety zabrzmiał niepokój. Nawigator spojrzał na Annę. - Co pani rozkaże, komandir? – zapytał. - Kapitanie! – zwróciła się do Głupczyna – Przygotuje pan cztery grupy poszukiwawcze i przeszuka najbliższy rejon. - Rozkaz! - Meldować mi na bieżąco o wszystkim. - Tak jest! - Głupczyn stuknął obcasami salutując. Ogłoszono alarm dla ekip poszukiwawczych i kapitan Głupczyn poszedł wypełnić rozkazy Anny. Wkrótce przestrzeń wokół lotniskowca zaroiła się myśliwcami, które grupami odlatywały w rejony poszukiwań. Piloci uczestniczący w akcji zdawali sobie sprawę, że gra toczy się o wielką stawkę. Od nich, ich zdeterminowania i skrupulatności, zależało życie amerykańskich astronautów.

*** Rozetkina, która znała już efekty poszukiwań, nerwowym krokiem przemierzała centrum dowodzenia oczekując z niecierpliwością powrotu swojego zastępcy. - Proszę o raport. – zwróciła się do kapitana, gdy tylko wszedł do centrum dowodzenia. - Cztery grupy myśliwców, - mówił bez pośpiechu – przeczesały dokładnie cały rejon wskazany przez wzywającą pomocy załogę. Gdy nie natrafiono na żaden ślad Antaresa, rozkazałem przeszukać także przyległe rejony. Również bez rezultatu. Anna lekko uniosła w zdziwieniu brwi. - Nawet żadnego promieniowania anihilacyjnego? – zapytała. Oficer machnął ręką. - Śladowe echa tła. Jednak nie tyle, ile pozostawiają silniki nawet dawno przelatującego statku. - A planeta? Zaprzeczył ruchem głowy. - Również nic. Anna w zamyśleniu potarła czoło. Akcja ratunkowa szła jak po grudzie, nie tego się spodziewała. Miała nadzieję, na jej szybkie zakończenie i powrót do swojej przerwanej misji. Niestety, widziała teraz, że to już nie będzie raczej możliwe. Nie chciała jednak przerwać poszukiwań; skoro już się ich podjęła, musiała szukać załogę Antaresa do skutku. - Kapitanie, - zwróciła się do swojego zastępcy – co pan sugeruje? Kapitan chwilę się zastanowił. Zawsze dbał o to, by jego odpowiedzi były przemyślane. - Proponuję rozważyć dwie kwestie. – powiedział gładząc podbródek. - Mianowicie? – zapytała. - Pierwsza – przeszukać dokładnie cały kwadrant. Choć zajmie to trochę czasu, będziemy mieć pewność, że niczego tu na miejscu nie zaniedbaliśmy. - A druga? - Annę wyraźnie zaciekawiły słowa oficera. - Uznać, że załoga Antaresa nie znała swojej prawdziwej pozycji i niechcący wprowadziła nas w błąd. Wówczas należałoby się zastanowić, gdzie mogą być naprawdę. Rozetkina pokiwała głową zadowolona. To było logiczne wytłumaczenie. Osobiście skłaniała się do drugiej koncepcji, jednak mogła się mylić. Należało podjąć rozważną decyzję, czas ich naglił i nie powinni go marnować na bezowocne poszukiwania. Głupczyn jak zwykle naświetlił tylko sytuację, choć z pewnością miał wyrobione własne zdanie. Anna chciała się go poradzić, lecz nie wypadało tego robić. Musiała decydować sama. - Rozumiem. – powiedziała bez wahania - Proponuję, by zajął się pan pierwszą sugestią. Wydzieli pan sto zespołów i przeszuka kwadrant. Ja przemyślę drugą. - Rozkaz komandir! – kapitan zasalutował służbiście i wyszedł, by wypełnić powierzone mu rozkazy. Anna chętnie również poleciałaby na poszukiwania, lecz niewskazane było w takiej chwili pozostawienie lotniskowca bez dwóch najwyższych dowódców. Penetracja tak rozległej przestrzeni kosmicznej zawsze niosła ze sobą ryzyko wypadku. Poza tym zasadą było pozostawanie dowódcy na pokładzie w czasie prowadzenia jakichkolwiek akcji. Jednak źle znosiła przedłużającą się bezczynność; nie mogła już nic zrobić, jak tylko biernie czekać na wynik…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych