Prześladowca
Napisane w nagłym przypływie weny twórczej ;)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Zapadał już zmierzch. Śnieg sypał tak, iż nic nie było widać dalej niż na dwa metry. Magda po wyjątkowo ciężkim szkolnym dniu (zawalona klasówka z historii, kolejna dwója z algebry) czekała na przystanku na upragniony autobus 150. Spóźniał się już dziesięć minut. Szału można było dostać tak stojąc, trzęsąc się z zimna. Niech już przyjedzie ten cholerny autobus… Brrr… zaraz zrobiłby się z niej mały sopelek, gdyby pojazd wreszcie się nie zjawił. Jaką ulgą było wejść do „ciepełka”! Cóż, w porównaniu z mrozem panującym na dworze było tam niezmiernie gorąco. Temperatura tej zimy sięgnęła zenitu, -25 stopni w Warszawie… Magda błędnym wzrokiem obeszła autobus w nadziei na jakieś wolne miejsce. Na szczęście takowe się znalazło, więc dziewczyna nie zwlekając skorzystała z okazji. Ledwo przytomna padła na fotel. Tylko na chwilę chciała zamknąć oczy… Tak, tak, wszystko pod kontrolą, tylko na chwileczkę… ach, taki ciężki dzień… i ten mróz… bardzo, bardzo to wszystko jest męczące… Kiedy Magda ocknęła się z pół-snu, zorientowała się, że jest już spory kawałek za przystankiem, na którym powinna wysiąść. Super. Nie ma co. Teraz trzeba się wracać w tę zawieruchę. Takie są skutki tego, gdy zbytnio się ufa przytomności własnego umysłu. W autobusie zrobiło się prawie pusto. Dziewczyna wysiadła na pierwszym lepszym przystanku. Ostatecznie do domu nie było jeszcze tak daleko. Lecz nawet najmniejszy kawałek w taką pogodę wydawał się jak podróż na biegun północny. Niestety, nie było rady. Wiatr wiał w twarz, mróz szczypał we wszystkie możliwe części ciała, sprawiając, że Magda przestawała czuć członki. Dodatkowo zmęczenie sprawiło, że zrobiło jej się słabo i na chwilę zakręciło w głowie. Przystanęła i podparła się o mur. Kilka razy zdarzyło jej się zemdleć, więc wolała nie ryzykować. Wdech i wydech, wdech, wydech… dobrze, już w porządku. Atmosfera wokół była zgoła przerażająca. Po lewej stronie wznosiły się niewyraźne rysy drzew z parku, po prawej pusta ulica, samochody przejeżdżały tylko od czasu do czasu. Przed Magdą było pusto, za nią… stał jakiś młody człowiek w czarnym płaszczu do ziemi i palił papierosa. Dziewczyna obróciła oczy na nieznajomego i ku swojemu zdumieniu zobaczyła, że on również na nią patrzy. Coś w niej drgnęło. To uczucie nie należało do najprzyjemniejszych. Odejść stąd, byle szybko… Szybkim krokiem ruszyła w kierunku domu. Nie miała odwagi obrócić się. Szła coraz szybciej. W końcu jednak nie wytrzymała napięcia i odwróciła się. O zgrozo! Mężczyzna również szedł, mniej więcej jakieś dziesięć kroków za nią. Serce skoczyło jej do gardła. „To zbieg okoliczności”- próbowała sobie wmówić – „każdy, w każdą pogodę, o każdej porze może sobie iść ulicą…”. Najgorsze jednak było to, że ich spojrzenia znów się spotkały. Tym razem Magda spróbowała innej taktyki. Zwolnić… szła prawie spacerkiem… niech on ją wyprzedzi… niestety nic takiego się nie zdarzyło. „Zbieg okoliczności, zbieg okoliczności, zbieg okoliczności…” – powtarzała sobie w duchu. Jednakże znów nie wytrzymała i spojrzała za siebie. Nieznajomy szedł za nią, wciąż utrzymując stałą odległość. Dziewczyna wpadła w panikę. Straciła panowanie nad sobą. Może nie było to najlepsze wyjście, lecz rzuciła się do ucieczki. Była dość dobra z biegów, a do najbliższego sklepu nie było daleko, więc liczyła na to, że nie zostanie dogoniona. Tym razem nie oglądała się za siebie. Wolała nie wiedzieć, czy mężczyzna ją goni, czy też wszystko było jednym, wielkim złudzeniem. Gdy przebiegała przez ulicę samochód musiał zrobić ostry zakręt, by ją wyminąć. Przy okazji dźwięk klaksonu rozniósł się po całej okolicy. Lecz to nieważne, ważne, że zdążyła. Zdyszana wbiegła do sklepu. Schowała się pomiędzy półkami i natychmiast zadzwoniła do taty, by po nią przyszedł. Ojciec wkrótce się zjawił. Nie bardzo chciał jej wierzyć, mówił, że pewnie jej się zdawało, lecz cierpliwie wszystkiego wysłuchał. Przy nim się czuła taka bezpieczna! Wyszedłszy ze sklepu, rozglądała się na boki, lecz nikogo nie mogła dojrzeć we mgle, poprzez wielkie płaty śniegu spadające z nieba.
W domu już się troszkę uspokoiła, chociaż była nie na żarty roztrzęsiona. Magda miała to do siebie, że zawsze wszystkim opowiadała o swoich przygodach. Mama się poważnie przejęła i zaczęła ją zamęczać wykładami, żeby o tej porze nie wałęsała się sama po dworze… - Mamo, nie moja wina, że w środy kończę lekcje po osiemnastej! - To mogłabyś się chociaż umawiać na wracanie z Pawłem, mieszka przecież niedaleko… - Acha… i co jeszcze? Paweł był ostatnim człowiekiem, z jakim mogłaby się umówić z jakiegokolwiek powodu. Był on najbardziej złośliwą osobą w klasie. Nikomu nie szczędził swoich głupich komentarzy, które nieraz były raniące. Magda pomyślała, że woli być śledzona przez nieznajomych mężczyzn niż wracać do domu z tym kretynem. Jej starsza siostra, z którą ostatnio stosunki się zaostrzyły nie mogła pohamować się od jakiegoś złośliwego docinka: - Darujcie ją sobie. Jak zwykle, robi z siebie wielką bohaterkę. Pewnie wszystko wymyśliła, żeby tylko zwrócić na siebie uwagę. - Wcale nie, Kaśka! Nie chcę zwrócić na siebie uwagi! Naprawdę to się stało i wiesz co, nie wiem co ty byś w takiej sytuacji zrobiła. Wyobraź sobie, że to było przerażające, jak ktoś tak za mną szedł! - Może mu się spodobałaś, co?? - Ale ty jesteś!!! – powiedziała Magda i ze łzami w oczach pobiegła do swojego pokoju. - Już dobrze, wcale nie chciałam cię urazić! – Kaśka krzyknęła za nią, ale ta wcale tego nie usłyszała.
Dziewczyna nie mogła zasnąć. Po jej głowie kłębiły się setki myśli. Nie tylko te, związane z dzisiejszą przygodą, lecz również dręczyło ją to, że znów pokłóciła się z siostrą i trudno będzie to odkręcić. Przez te wszystkie emocje zapomniała powiedzieć rodzicom o dwói z algebry, a dowiedzą się tak, czy siak, bo w jej szkole wymagane jest podpisywanie ocen w indeksie. Pewnie dadzą jej szlaban na weekend. Powiedzą, że musi poćwiczyć wyrażenia algebraiczne. Magda nie była taka zła z przedmiotów ścisłych, jednakże algebra była jej piętą achillesową. Ze swoim całym roztrzepaniem nigdy bezbłędnie nie mogła dojść do końca przykładu. Wiedziała, że ćwiczenie nic jej nie da, bo błędy będzie robiła i tak i tak, lecz niestety jej rodzice mieli odmienne zdanie. „Zrobisz 100 przykładów, to się nauczysz” – mówili. W życiu to ona już zrobiła tysiące przykładów (klasa matematyczna jakby nie było), ale nic nie pomagało… Bolała ją głowa, próbowała różnych sposobów, by zasnąć, chociażby popularne liczenie baranów, lecz nic nie pomagało. Wstała i podeszła do okna. Śnieg tak pięknie sypał w świetle latarni! Lecz to co zobaczyła za chwilę przerastało jej najśmielsze oczekiwania. Na dole, dwa piętra niżej spacerował mężczyzna w czarnym płaszczu.
Następnego dnia był jeden z tych nieprzyjemnych poranków, kiedy człowiek budzi się po miłym śnie i powraca do strasznej rzeczywistości. O nie! Na samą myśl o wyjściu z domu, Magdę przechodziły ciarki po plecach. Była jeszcze mała nadzieja, że wszystko było jednym, wielkim zbiegiem okoliczności. Chociaż nadzieja ta była dość wątpliwa. Dziewczyna próbowała wmówić sobie wersję, że to szkoła wykańcza ją psychicznie i ma przez to jakieś urojenia. Niemniej jednak wersja ta nie napawała ją zbytnim optymizmem. Najprawdopodobniej, z czego nie do końca chciała sobie zdać sprawę, gdyż myśl tę natychmiast od siebie odrzucała, ktoś czegoś od niej chce. Może to jedynie psychopata, który wczoraj wieczorem nie miał nic do roboty, a dziś już o niczym nie pamięta? A może… może… ktoś ma jakieś konkretne zamiary? I nie skończy się to na niewinnym, jednorazowym śledzeniu, czy cokolwiek by to nie było…? Na samą myśl o tym serce zaczęło bić nastolatce, jak młotem, o mało nie rozsadzając klatki piersiowej. O mało nie zakrztusiła się płatkami śniadaniowymi. - Coś się stało kochanie? – spytała mama Magdy. - Nie, nic. – odpowiedziała sucho dziewczyna. Nie miała już ochoty o niczym opowiadać i wdawać się w zbędne dyskusje. „Jeszcze stwierdzą, że jestem nienormalna” –pomyślała.
Drżącymi rękami Magda otworzyła drzwi prowadzące na ulicę. Profilaktycznie rozejrzała się wokoło, lecz nie zauważyła nic, ani nikogo dziwnego. Trochę uspokoiła się w duchu i już pewniej ruszyła przed siebie, na przystanek autobusowy. Tym razem nie czekała długo. W środku, jak to zwykle rano bywa, był straszny tłok i Magda nie mogła się powstrzymać od gorączkowego rozglądania na wszystkie strony. „Przesadzam.”- skarciła się po pewnym czasie. Dalej nie wydarzyło się nic niepokojącego, natomiast w szkole zupełnie zapomniała o dręczących ją zmartwieniach.
Lekcja historii. Czyli to, czego Magda najbardziej nienawidzi. - Kogo my tu dzisiaj zapytamy….- nauczycielka uwielbiała trzymać uczniów w napięciu i sycić się widokiem ich zdenerwowania. Robiła to przy każdej wolnej okazji. Przejeżdżała palcem po liście, następnie patrzyła na co poniektórych uczniów spod swych wielkich okularów takim wzrokiem, że ofiara mogła poczuć się przynajmniej tak, jakby popełniła poważne przestępstwo. - Ciebie, Goździkowski? Nie… widzę po twoich oczach, że się przygotowałeś. Hmmm… A może… Dugała? Nie chowaj się dziewczyno za Brzozowskim, bo i tak mi nie umkniesz! Myślisz, że cię nie zapytam? To powiem ci, że grubo się mylisz. Karolina Dugała była Magdy koleżanką z ławki. Obie bardzo się przyjaźniły i w razie potrzeby mogły na siebie liczyć. - Dobrze, więc powiedz mi, co wiesz o Ludwiku XIV? - A… mogłabym o Ludwiku XIII? - Czy ty sobie ze mnie robisz żarty Dugała?! Mów to, o co cię zapytałam!!! - Ale proszę pani… - Mam rozumieć, że nic o nim nie wiesz?? Czyli w takim razie jedynka. - Nie, trochę wiem… - Czekam na odpowiedź. - Tak więc Ludwik XIV był monarchą absolutnym we… we… Karolina z historii była jeszcze gorszą niedołęgą od Magdy, tak więc ta szepnęła przyjaciółce „Francji”. - Francji! – powiedziała na głos odpowiadająca. - Dziękuję, jedynka, za korzystanie z informacji koleżanki. Możesz usiąść. Myślicie, że nie mam oczu i uszu?? Karolina usiadła zrezygnowana. Kolejna pała z historii nie była błahą sprawą. W zeszłym semestrze była zagrożona z tego przedmiotu i zdała go tylko dzięki egzaminowi komisyjnemu. Natomiast obiecała rodzicom i sobie, że w przyszłym semestrze weźmie się ostro za naukę, a takie są tego rezultaty. Nic więc dziwnego, że po jej policzkach zaczęły płynąć drobne łzy. - Szybko poszło, to może jeszcze kogoś zapytamy? Może tę, co tyle umie, że aż podpowiada koleżankom? Doprawdy, zadziwiasz mnie Wróbelska, zdaję mi się, że sprawdzian nie poszedł ci najlepiej, a tu nagle tyle wiedzy u ciebie, że aż musisz się nią dzielić. To może podzielisz się nią z wszystkimi? Szkoda by było dla ciebie zmarnować taką okazję. No to słucham, co wiesz o Ludwiku XIV? - Niech mi pani wstawi jedynkę. – głos Magdy był pełen jadu dla tej znienawidzonej nauczycielki. - Co, proszę??!! - Powiedziałam, żeby mi pani wstawiła jedynkę. – tym razem dziewczyna wypowiedziała to z jeszcze większym naciskiem. - Niegrzecznie się odnosisz do nauczycieli. Jedynkę oczywiście ci wstawię, lecz najpierw daj mi indeks, wpiszę ci uwagę na temat twojego zachowania. Magda bez słowa położyła indeks na biurku nauczycielki. Ta wyskrobała coś w dziale „uwagi” i rzekła: - Na jutro z podpisem rodziców. Magda nie odezwała się, tylko energicznym ruchem wyrwała indeks ze szponiastej dłoni nauczycielki, po czym wróciła na miejsce. Była tak wściekła, że postanowiła sobie w duchu, iż nigdy nie będzie już uważała na lekcji historii. Niemniej jednak bezczynne siedzenie w ławce byłby marnotrawieniem czasu, więc wyjęła z plecaka zbiór zadań do fizyki i zaczęła rozwiązywać „zadania z gwiazdką” ze swojego ulubionego przedmiotu. Nie docierało do niej, co mówiła nauczycielka, chyba coś o monarchii absolutnej, lecz Magda od czasu do czasu szeptała tylko Karolinie „doprawdy, wzruszające to wszystko…”
- Co teraz mamy? – spytała Magda Zosi. Była to jedna z jej koleżanek, która zawsze wszystko wiedziała, a plan lekcji wyryła na pamięć już na początku roku. - Chemię. Serdeczne wyrazy współczucia z powodu pały… Trochę się baba wrednie zachowała… - Myślisz, że się tym przejmuję? Ja mam historię głęboko gdzieś, jak również opinię na mój temat tej głupiej kobiety. Nawet to było całkiem śmieszne. -Jak dla kogo – odezwała się Karolina. – Rodzice się wkurzą, już po mnie… - Nie przejmuj się, moi też. Dziewczyny udały się pod salę chemiczną. Zosia od razu zabrała się za zadanie domowe („o kurcze, jak mogłam zapomnieć tego zrobić), na co dwie pozostałe rzekły „olać”. Była przerwa dwudziestominutowa, więc mogły oddać się rozmowie na wiele, jakże niezwykle ważnych tematów. Magda i Karolina uwielbiały razem plotkować o różnych błahostkach, począwszy od ich spraw sercowych, a skończywszy na ocenach i innych drobiazgach. Chociaż zdarzało się, że toczyły rozmowy na bardzo poważne tematy, takie jak sens życia, filozofia, a nawet polityka. Tym razem Magda podjęła rozmowę, na ten sam temat, co zwykle. Karolina wyjątkowo cierpliwie to znosiła, choć wierzcie mi, nie każdy by to wytrzymał. - Wiesz co mi ostatnio Tomek napisał na gg? - Co znowu? Że cię kocha? - Oj nie! Ty to tylko o jednym. - No to dawaj, co ci napisał? - No bo ja go zapytałam, co o mnie myśli i napisał takie
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil lemoor
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…