Wróć do katalogu

Przestrzeń

Czy kiedykolwiek widziałeś miejsce, w którym mieszkasz?

Aruel, opublikowano , 10 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Ciepła noc, zasłonięte okna, przyciemnione światło i muzyka ze słuchawek. "Though this world's essentially an absurd place to be living in It doesn't call for total withdrawal" Zdał sobie sprawę, że za parę chwil wzejdzie słońce. - Znowu, znowu minął dzień, minęła noc, a ja nie zrobiłem nic sensownego. Mruknął do siebie cicho, niemal pieszczotliwie i westchnął. Iść spać, czy też czuwać do następnej nocy? To pytanie nieznośnie kołatało mu w głowie, czuł, że może usnąć w środku dnia, a to przecież byłaby katastrofa, z drugiej strony, dni są teraz tak upalne... - Wschód słońca, kiedy ja widziałem go ostatnio? Spytał siebie w myślach. To było już jakiś czas temu. Kiedyś częściej zdarzały mu się bezsenne noce, wtedy lubił wychodzić z samego rana z psem i myśleć o niej. Dzwonił do niej, by się dowiedzieć jak się ma, co przeżyła, co czuje.

Jest coś magicznego w przełomie nocy i dnia, kiedy wchodzi się w niego jeszcze nosząc na sobie poprzedni dzień, wtedy ma się wrażenie, że robi się coś nieodpowiedniego, a jednocześnie wspaniałego. Pewna część świadomości jest pogrążona we śnie, a inna spogląda bardzo jasno i wyraźnie na świat, który wtedy jawi się zupełnie inaczej. Trochę tak, jakby ktoś ustawił zbyt duży kontrast kolorów w aparacie fotograficznym, w kamerze, czy w telewizorze.

Nie namyślając się zbyt długo postanowił przywitać słońce na niewielkim wzniesieniu, które znajdowało się przy spokojnej wodzie i przy małym kawałku lasu, wiecznie pełnym wycinek, blizn nowych działek budowlanych. Był to kawałek drogi. Wziął swój nowy rower, który był tylko o jedną wiosnę młodszy od niego.

Pies wygramolił się ze swojego posłania, patrzył na swojego pana ze zdziwieniem, podczas gdy on się po cichu przygotowywał, jakby pytając, co on zamierza zrobić tak wcześnie rano? Może wyjdzie ze mną na spacer...?

W okamgnieniu już go tam nie było.

Było już dość jasno.

Pedałował zaciekle przez budzące się do życia miasto, ścigając się ze słońcem, które powzięło decyzję o swoim wzejściu nad tym kawałkiem Ziemi. Na każdym skrzyżowaniu witał go pomarańczowy kolor, przypominając, że to jeszcze nie jest dzień, że jeszcze ma czas, zanim słońce się pokaże, jednocześnie dając mu przewagę.

Tak szybko chyba jeszcze nigdy nie jechał, pędził w gorączce na ważne spotkanie, pędził tak, jak to się robi, gdy mamy się spotkać z kimś dawno nie widzianym, a tak drogim naszemu sercu, kiedy z całego siebie pragniemy go przywitać czekając na niego, uśmiechnąć się na jego widok, jakby mówiąc, że jest dla nas bardzo ważny i wyjątkowy.

Nie zważał na nierówny teren, szereg budynków i drzew jakie przewijały się obok niego w pędzie, wszystko przez to pragnienie, które całkowicie nim zawładnęło, które przyspieszyło niesamowicie bicie jego serca i zachęciło do skupienia na jak najszybszym dotarciu na tą niewielką górkę. Zdążył tylko pomyśleć, że pewnie będzie tam sam, będzie pierwszy, tylko on i wschód rozdzierający niebo i promieniujący na wodę.

Ochłonął trochę dopiero, gdy zobaczył leniwą wodę, którą przecinały fale wzbudzone przez kaczki, które to w jednym miejscu gromadnie sunęły po tafli, a w innym polatywały kawałek, bądź nurzały się w wodzie. Jednak nie tylko one tam były. Wędkarze, stoiccy strażnicy przełomu nocy i dnia już czuwali, gdzieś, z tyłu serca poczuł zawód, nie będzie pierwszy, jedyny, oni go wyprzedzili, na swoich małych krzesełkach, uzbrojeni w wędki i spokój. Czekali.

Wjechał z wysiłkiem na wzniesienie, wędkarze rozpościerali się po bokach zbiornika, wtapiali się w niego i trzciny na jego brzegach, zapełniając niewielkie miejsca, gdzie woda i piasek spotykały się bez przeszkód, tak jakby byli tam od zawsze. To było ich miejsce. To właściwe.

Był przed czasem, serce się powoli uspokajało, napięcie wywołane pośpiechem i pędem spływało po jego twarzy, po jego ciele. Kiedy omiatał okolicę wzrokiem, uderzył go widok pojedynczych drzew, które tworzyły las, jakby wystawały z niego, jakby były osobnymi istotami, zupełnie niezależnymi, a jednocześnie stojąc w tak dużej ilości i tak blisko, stawały się lasem. - Czy kiedykolwiek wcześniej widziałem drzewa i las jednocześnie? Zapytał się w duchu, kiedy odpalał papierosa.

Dym był gorzki, lekko tłusty i głęboki w smaku. Nikotyna przyspieszyła jego oddech, który również stał się płytszy, przeciągnęła znane odczucie po całym ciele.

Nie pamiętał. Dym przeciągnął się przez las, wodę, niebo i miasto pod nim. - Tak, tam jest miasto. Pomyślał zdziwiony.

Zaczął się rozglądać na wszystkie strony, po raz pierwszy świadomie zauważył malowniczy pejzaż, jaki się rozpościerał z tego miejsca, w którym przecież był tyle razy.

Chyba tak jest, że kiedy poznajemy pewne miejsce, to traci ono dla nas swoją ogólność, abstrakcyjność, przestajemy widzieć całość w jej zarysie, krajobraz w jego…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych