Przygoda w kanałach
Opowiadanie fantasy
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Od kilku dni padało i nie zapowiadało się, by deszcz miał ustać. Stolica Imperium pełna była ludzi, spacerujących z parasolami. Wszędzie dokoła panowała szara i ponura atmosfera. Właśnie w ten mokry i zimny czas, otrzymałem swe pierwsze zadanie. Miałem dowiedzieć się wszystkiego, co się da, o nowo powstałej strukturze przestępczej, działającej na terenie doków. Ot – prosta robótka – mogłoby się wydawać. Niewielki, osiedlowy gang. Przemierzałem ciasne uliczki doków, otulając się swym płaszczem. W końcu wyszedłem na główny plac tej części miasta. Po mojej lewej stronie stał budynek, będący sklepem spożywczo-monopolowym (o czym oznajmiała zardzewiała, blaszana tabliczka). Po mej prawej stronie znajdował się bar rybny, skąd dochodziły pijańskie śpiewy marynarzy. W samym centrum placu była fontanna, przy której leżał pijany krasnolud, który wyraźnie nie baczył na deszcz. Przy samym końcu placu, nieopodal plaży, którą stąd było wyraźnie już widać, stała gospoda Pod Gwarkiem. Speluna jakich mało, ale jak na tą część miasta – wykwintny lokal. Na plaży widziałem sporo łodzi, przy których krzątali się marynarze. Właściwie nie wiedząc od czego zacząć, postanowiłem wpakować się w jakieś tarapaty. Znany był nam dobrze Gang Czarnego Smoka, który rezydował Pod Gwarkiem. Domyślałem się że Czarnym Smokom nie było na rękę mieć rywala na dzielnicy. Ruszyłem więc w stronę gospody. Minąłem bar rybny, następnie fontannę i wtem spostrzegłem coś kątem oka. Coś zupełnie niepokojącego – jakiś kudłaty, ciemny kształt mignął mi przed oczami, gdzieś tam daleko, w północnej części doków, gdzie znajdowały się bloki mieszkalne. Bez chwili wahania, ruszyłem w tamtym kierunku. Na wszelki wypadek założyłem na swe oczy okulary astralne, aby wyraźnie widzieć wszystkie nadprzyrodzone zjawiska. Wkroczyłem w ciemną uliczkę i tam, pomiędzy śmietnikami dostrzegłem wielkiego, dwumetrowego wilkołaka. Na moje nieszczęście, także i on dostrzegł mnie. Chyba nie był zachwycony tym spotkaniem. - Ty mieć przesrane – oznajmił stwór Nie zastanawiałem się długo, nim obróciłem się na pięcie i począłem uciekać. Ponieważ było pewne, że wilkołak jest dużo szybszy – na wszelki wypadek rzuciłem na siebie zaklęcie szybkości. Nim stwór zorientował się co jest grane, obiegłem go dookoła i wepchnąłem silnym kopnięciem z rozpędu z powrotem do kanału. Następnie, używając zaklęcia siły, przywaliłem właz kanalizacyjny śmietnikiem. - To powinno załatwić sprawę…. Skąd u diabła wziął się tu wilkołak ? Pytałem sam siebie. Przecież imigracja jest nielegalna w Imperium. No tak…. Kto powiedział, że przybył tu legalnie ? Po co inaczej ukrywałby się w kanałach.
Opuściwszy ciemną uliczkę, dostałem się w końcu do gospody Pod Gwarkiem. Wewnątrz panowała nieprzyjemna atmosfera – było tu ciasno, gorąco i bardzo tłoczno. Mnóstwo marynarzy i innych szemranych, podejrzanych osobistości siedziało przy stolikach, a nawet przy ladzie. Dokoła słychać było głośny śmiech, rozmowy i muzykę. Nie śmierdziało tu co prawda rybami, ale dało się wyczuć wyraźny zapach gorzały. Na pierwszy rzut oka rozpoznałem bandytów z Czarnego Smoka. Było to trzech rosłych młodzieńców, ubranych od stóp do głów w czerń. Właściwie mógłbym ich przyskrzynić – na pewno coś by się na nich znalazło – postanowiłem jednak zadziałać inaczej. Wtem, tuż za moimi plecami usłyszałem koszmarny, skrzekliwy głos. - GRAAAA !!! Wypuśćcie mnie ! – wrzeszczał przepiękny, czarny ptak zamknięty w klatce, stojącej tuż za mną, na powierzchni lady. - Bogowie…. Przecież to najprawdziwszy w świecie magiczny gwarek ! – pomyślałem głośno. Niestety, w Imperium zupełnie legalne było trzymanie takich zwierząt w zupełnie niewłaściwych ku temu warunkach. Postanowiłem jednak w jakiś sposób uwolnić to biedne stworzenie. Tylko jak ? Zastanawiałem się. Przecież nie mogłem na siebie zwracać uwagi. Siadłem więc przy jednym ze stolików, zamówiłem gorzałę i począłem myśleć. No i – masz babo placek – przysiadł się do mnie rosły, łysy jegomość z wąsem. - Te, dupowaty – czego tu szukasz ? – rzekł tonem, który nie sugerował iż ów łysoń chce się zaprzyjaźnić. - Nie szukam kłopotów…. – oznajmiłem chłodno - No to właśnie je znalazłeś – odparł łysy Nim rozbił mi kufel na głowie, rzuciłem na niego zaklęcie ogłupienia. Bezmyślnie roztrzaskał butelkę gorzały na swoim własnym łbie i upadł na ziemię. To był poważny błąd, teraz cała sala gapiła się na mnie, z niedowierzaniem obserwując moją osobę. - Eeee…… chyba był mocno pijany ? – rzekłem pytającym tonem, jakbym chciał sam siebie zapytać czemu jestem tak głupio nieostrożny - Brudny Zyzik nigdy jeszcze nie był pijany – rzekł ktoś nieśmiało – on ma zbyt twardą głowę….. Tymczasem Brudny Zyzik począł zbierać się z podłogi, jęcząc i trzymając się za swój zakrwawiony łeb. - To może ja już pójdę – rzekłem nieśmiało , po czym skierowałem się do wyjścia. - Dokąd się wybierasz, glino ? – rzekł jeden z młodzików, ubranych na czarno, siedzących w końcu Sali Ktoś zaryglował drzwi i nim się spostrzegłem, rzuciło się na mnie pięciu osiłków. Nie miałem szans na ucieczkę.
Obity i obolały, przebudziłem się w ciemnym pomieszczeniu. Niestety – związany i zakneblowany. Wysilając się, rzuciłem zaklęcie widzenia w ciemności. Spostrzegłem obok siebie kilka szkieletów. - No to fajnie - pomyślałem Wtem dało się słyszeć jakieś głosy, z pomieszczenia obok, znajdującego się za drewnianymi drzwiami bez klamki. Rzuciwszy zaklęcie mocnego słuchu, począłem przysłuchiwać się, co też tam usłyszę. - Ty idioto ! mówiłam ci, że masz nie tykać gliniarzy – mówił żeński, suchy głos – teraz przyjdą go szukać i rozkurwią nas w trzy dupy - Co miałem zrobić ? Puścić go wolno ? - odparł jakiś mężczyzna - Dokładnie tak – rzekła kobieta – teraz nieźle się napocimy, żeby to
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Slavjan
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…