Przypadkowe spotkanie.
Martę i Piotra wiąże choroba ich matek.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Dzień dobry - powiedział mężczyzna, którego Marta mijała parę minut wcześniej. - Dzień dobry. - Pani też tutaj aby coś załatwić? - zapytał. - Tak, chcę opłacić chodzik dla mamy ale widzę, że znowu jest zamknięte. - A w zeszłą sobotę też pani była? - Tak, ale wtedy chociaż wisiała kartka, że jest nieczynne. - Nie wiem jaki tu mają porządek. Czynne jest tylko przez godzinę raz w tygodniu a i to nie można opłacić bo zamykają bez żadnej informacji. - odparł mężczyzna. - Widać nie zależy im na pieniądzach. - Którą ma pani godzinę. Nie wziąłem nawet zegarka. - Jest 11.10 - Nie wiem czy iść czy zaczekać. - Wie pan co, ja przejdę się tu niedaleko do sklepu i wracając jeszcze raz zajdę. - Nie przeszkadzałoby pani gdybym przeszedł się razem? - Nie, zrobię w takim razie duże zakupy bo będę miała pomocnika do niesienia torby - zażartowała Marta. - Z przyjemnością pani pomogę. Szli kawałek w milczeniu co trochę stresowało Martę aż w końcu zapytała: - Pan jest z Biskupca? - Nie, ale mieszkam tu niedaleko na koloni. A pani? - Ja przyjechałam z Łodzi. Mama zachorowała więc tymczasowo jestem tutaj. Namawiam ją aby wyjechała do mnie ale nawet słyszeć nie chce o jakiejkolwiek przeprowadzce.
Będąc już w sklepie Marta skierowała się do działu drogeryjnego. - Wezmę szampon i mydło w płynie - powiedziała. - Przepraszam ale pani kolor włosów jest naturalny czy farbuje pani włosy? - zapytał niezręcznie mężczyzna. - Naturalny proszę pana, naturalny blond. Zapadła cisza, która nie trwała jednak zbyt długo. - Witam serdecznie pani Martynko - jak z pod ziemi wyrósł przed nimi Henryk. - Dzień dobry - odpowiedziała niechętnie Marta. Henryk zbliżył się do niej omijając stojącego z boku mężczyznę i już chciał ją chwycić w pół i pocałować kiedy odsunęła się mówiąc: - Panie Henryku, przedstawiam panu Marka, mojego dobrego znajomego. Rzekomy Marek spojrzał zdezorientowany po czym wyciągnął rękę i przywitał się z panem Heńkiem. Henryk nie był jednak zbyt przejęty nowym znajomym gdyż znowu zbliżył się do Marty mówiąc: - A nasz szampan pani Martynko? Mam nadzieję, że wreszcie się dogadamy. Czeka nas basen, dancing, wyprawa na ryby no i wiele wspólnych przeżyć. - Panie Henryku, pomylił się pan co do mnie. Nie jestem zainteresowana pańskimi propozycjami - odparła zdecydowanie Marta. - Poza tym pan przychodził do mojej mamy. Ja tu nie mieszkam. A o ile pana to interesuje to mam już z kim spędzać swój wolny czas, prawda Mareczku? - zwróciła się w stronę osłupiałego mężczyzny. - I nie lubię jak ktoś kaleczy moje imię. Nie nazywam się Martyna tylko Marta - dała w ten sposób znać rzekomemu Markowi jak ma się do niej zwrócić. - Tak panie Henryku, ja z Martą mamy pewne plany. I myślę, że nie będzie miała zbyt wiele wolnego czasu aby dzielić go z panem - uśmiechnął się obejmując Martę. Poczuła jak mężczyzna obejmuje ją lekko w połowie nieco drżącą ręką a po całym ciele przeszył ją ciepły dreszcz. Tak, nie zimny ale ciepły dreszcz emocji i być może podniecenia. - Poza tym spieszmy się Marta bo nam zamkną kasę - dodał. - Trudno. Jednak miło było mi panią poznać pani Martynko. Przed wyjazdem może jednak da pani znać i wypijemy chociaż po lampce szampana za naszą znajomość. - Niestety, szampana niech pan wypije z mamą. Do widzenia.
- Ufff - odetchnęła z ulgą kiedy Henryk się oddalił. - Nazywam się Piotr - oznajmił mężczyzna. - Przepraszam. Ja to wszystko panu wyjaśnię. - Bynajmniej mówmy już sobie po imieniu. A teraz daj tą reklamówkę, miałem ci pomóc i lećmy bo pewnie dochodzi 12.00 Drzwi kasy były zamknięte. Zdyszani spojrzeli po sobie i buchnęli śmiechem. - Muszę cię zaprosić na kawę. W końcu wybawiłeś mnie z opresji - powiedziała Marta. - O ile to ma być z musu to nie idę - odparł śmiejąc się Piotr. - No dobra. Jako dobry znajomy chyba mi nie odmówisz? - Tylko nie mów do mnie Mareczku. - Ok. Siedząc prawie dwie godziny w restauracji przy kawie opowiedzieli o swoich życiach. Piotr o tym, że jest kawalerem, mieszka z matką inwalidką w niewielkiej leśniczówce i jest właścicielem tartaku. Marta wyjaśniła, że ma niewielkie mieszkanie w okolicach Łodzi, jest teraz na zasiłku aby zająć się mamą i ma dorosłego syna w Anglii. Umówili się w następną
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil kondor
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…