Przytulandia
Opowiadanie o baśniowej przygodzie zwyczajnego chłopca. O tym jak fantazyjne obrazy życia łączą się z szarą rzeczywistością i jak pięknie ze sobą współgrają.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
W wielkim mieście pomiędzy drapaczami chmur, błyszczącymi wysokimi biurowcami przy bardzo ruchliwej ulicy stał mały niebieski budynek. Malutkie okienka i bardzo duże, zawsze otwarte czerwone drzwi wyróżniały budowle spośród innych w okolicy. To była Przytulandia. Jedyny w swoim rodzaju sklepik z zabawkami. Najbardziej wyjątkowe było to, że w tym miejscu to zabawki wybierały dziecko, nie odwrotnie jak w każdym innym sklepie, a sklepik mogły zobaczyć tylko dziewczynki i chłopcy, którzy naprawdę wierzą w magiczną moc zabawek i bardzo potrzebują ich wsparcia. Wnętrze jest ogromne, wypełnione zabawkami różnego rodzaju. Na półkach jest mnóstwo lalek, pod sufitem latają samoloty, z których wyskakują spadochroniarze, latają balony, po podłodze jeżdżą ciuchcie i skaczą piłki, roboty migają światełkami, klocki same układają się w domki, a zawsze uśmiechnięte pluszowe misie przytulają się do każdego kto choć troszeczkę jest smutny. Pewnego deszczowego dnia, koło sklepu przechodził mały Piotruś. Jak każdego popołudnia Piotruś wracał ze szkoły, ale dziś był bardzo smutny, mimo iż to dziś obchodził urodziny i w domu czekała na niego ukochana niania i przyjęcie z wieloma przyjaciółmi i prezentami. Piotruś wiedział, że w domu nie będzie jego rodziców, którzy bardzo zapracowani musieli wyjechać. Idąc tą samą drogą ze szkoły do domu już po raz setny Piotruś nie spodziewał się, że tym razem ujrzy na swojej drodze dziwny niebieski budynek, którego nigdy wcześniej tu nie widział. Ogromne czerwone drzwi przemówiły do Piotrusia, zapraszały go do środka. Chłopiec bardzo zdziwiony lecz jednocześnie ogromnie zaciekawiony i podekscytowany taką sytuacją przeszedł przez drzwi. A tam niewyobrażalny widok. Piotruś nigdy nie widział tylu zabawek naraz, a wszystkie jakby żyły, poruszały się i rozmawiały. Czy to jest prawdziwe? – pomyślał chłopiec. Wtem ukazał się przed nim niewysoki krępy pan ze śmiesznym okularem na jednym oku i kraciastej kamizelce, na której był przypięty cudaczny identyfikator w kształcie głowy misia a na nim napis Sklepikarz Lucjusz Lubczyński. Witaj Piotrusiu, oczywiście, że to jest prawdziwe. – powiedział dziwny jegomość. Czy pan umie czytać w myślach? – nieśmiało zapytał chłopiec. – W tym miejscu niema rzeczy niemożliwych
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil akswona
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…