Wróć do katalogu

Psychiczne Fantasy

opowieść o niesamowicie mężnym rycerzu

Leonard, opublikowano , 31 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Epizod I sagi o rycerzu zwanym Bękartem

Jako wieść niesie w zamierzchłych czasach żył prześwietny wojownik o sercu wielkim a i ręce chędogiej, zwano owego Bękartem gdyż z nieprawego łoża pochodził, co prawda po mieczu księciem byłby uczciwie, azaliż traf i zrządzenie losu mściwego postąpiło że niewiasta hamką była i karczmarką pospolitą więc dyshonor książe pan uczynił i na łono swe syna nie przyjął.

O swej historyi mąż prześwietny Bękartem zwany dowiedział się w wieku kiej mężczyzną był i dziewki chędożył toteż poprzysiągł hańbę zmyć i być może dzięki temu w łaski książęce wkupiwszy się na dwory powróciłby i obyczajność swoją podszkolił.

Toteż gdy wiosen doczekał 20 na koń wsiadł miecz przypasał i w świat ruszył aby dobro i swe imię sławić a z czasem i może przydomek godny pozyskać.

1.

Grzmienie okrutne po boru się rozniosło, zwierz wszelaki do nor i dziupli się po chował wystraszony co też tak świtaniem za zwierz okrutny grasuje. Rycerz Bękartem zwany z ulgą nanożnice podciągnął i posunął się ku przodu, gdyż jego poranne guano okrutnie wielkim się stało a i trawa w okolicach odchodów kolory zatraciła od smrodu tęgiego. Liść wszelaki pożółkły na strzał z kuszy uniesion był gdyż pierdnięcie tegoż ranka wyjątkową moc posiadało. Faktem jest że gdyby ów mąż był nie tak potężny jako niedźwiedź lub jakowyś tur taka ilość gazów które z tyłu się wydostały pierwszego lepszego chudziaka na owe drzewo by rzuciło i czaszkę strzaskało.

Rękę umazaną w odchodach z obrzydzeniem wytarł w grzywę swego wiernego konia, usiadł przy ognisku przed podrożą na jeden pacierz i beknął przepastnie bo wieczerza była tęga dnia poprzedniego. Wstawszy pomyślał co by jeszcze z pęcherza oddać przed podróżą dalszą bo i lepiej się myśli tedy a i ręka co miecz dzierży lepiej pracuje, walka z nieprzyjacielem nieuniknioną była wróg ścigał go już 3 noce i podchodził coraz bliżej. Jako pomyślał tak uczynił a kora odpadła ze zmoczonego przezeń drzewa bo obficie potrawę wczorajszą podłym trunkiem zaprawił.

o Kurwa nie piję więcej tych szczyn bo mnie już nery napierdalają – pomyślał mąż

Szybkim ruchem przerzucił nogę przez konia, poprawił miecz co by gładko się wysuwał i popędził na trakt w kierunku z którego przybył.

# Czas na bój – przemknęła mu szybka myśl pod hełmem

Koń jego wierny rytmicznie galopował, czuł zbliżających się napastników, mięśnie napinały się pod skórą.

Rycerz poczuł niepokój zwierzęcia i pierdolnął go pancerną rękawicą w łeb.

o Uspokój się kurwa bo po flaku ukope – rzekł wojownik

Zwierzę uspokojone pewnym zachowaniem Bękarta pogalopowało spokojnie na spotkanie losu.

W oddali swym sokolim wzrokiem dojrzał rycerz oddział zbrojnych galopujących mu na spotkanie wśród kłębów kurzu unoszących się z piaszczystego traktu.

o Pięciu skurwysynów – pomyślał – bracia wypasieni – teraz już wszystko rozumiał szepnął do siebie w międzyczasie ścierając z twarzy gówno sokoła. o To na szczęście – myślał intensywnie wydłubując szczypiące odchody nieporęczną metalową rękawicą z oka. o O kurwa jak szczypie, nie będę chujów widział – przemknęło mu przez głowę

Jako bowiem wszem wiadomo łajno owe okrutnego bólu zadaje i czasami nawet rycerza do walki niezdatnym czyni, tedy i tem razem takoż się stało. Mąż stracił panowanie nad koniem i pierdolnął z siodła. Nie to byłoby najgorsze bo takowe historyje nie raz się zdarzały i miał to przećwiczone, azaliż noga w strzemionie mu utknęła i nierozumne bydle wlokło go po trakcie jako wór gówna.

o To po mnie- pomyślał waleczny – muszę coś kurwa zrobić bo usieką jak psa – kurwa zaraz mi pierdolnie czaszka – zaczął panikować, bowiem pancerny hełm pękł jak skorupa zepsutego jaja po zderzeniu z kamieniem narzutowym znaczącym rozjazd dróg.

I wtedy nadwyrężone już strzemię pękło uwalniając dzielnego męża. Pierdolnął jak rażony gromem w kępę jałowców przy okazji gniotąc pancerną dupą chytrego liska który takoż tam żerował.

Dech mu z wnętrza odszedł i przytomność na czas jakiś opuściła go. Otrzeźwił go jednak ciepły strumień cieczy na twarzy, to lis przyduszony w ostatniej chwili swego żywota mocz swój oddał na twarz wojownika. Zerwał się jak kot na równe nogi widząc nieprzyjaciół na strzał z łuku. Nie był jednak nigdzie jego miecza. Zaczął nerwowo przeszukiwać kępę jałowców, czas nieubłaganie działał na jego niekorzyść

o Jest! - wykrzyczał czując twardą klingę miecza, ścisnął ją mocno i przeciął rękawicę po czym mocarną dłoń. W głowie mu się zakręciło bowiem wyjątkowo źle znosił widok swojej krwi. o Weź się w garść kutasie ! - pomyślał, bo usieką jako miły światowid

Bardzo wyraźnie słyszał tętent opancerzonego oddziału wyćwiczonych zabójców, stanął mocno na nogach w dłoni ściskając miecz odgarnął osraną grzywkę z czoła i już spokojnie ocenił nadjeżdżający oddział.

o Żywym mnie nie wezmą – kołatała mu po czaszce jedna myśl, pot obficie za kaftan spływał a i pęcherz posłuszeństwa odmówił i przyjemnie ciepło po udach się rozlało.

Pierwszy z konnych był już na wyciągnięcie miecza, rycerz zaczął działać jak w amoku, miecz potężnym łukiem powędrował ku pędzącemu zabójcy, jednocześnie sam błyskawicznie odskoczył w bok. Koń przegalopował obok Bękarta jednak już bez jeźdzca, który uderzył o świętą matkę ziemię aż stęknęła. Kątem oka dostrzegł wytryskujące gówno z nogawicy najeźdzcy.

* Wszyscy srają w takich sytuacjach – jeszcze miał czas pomyśleć gdy półobrotem pozbawił głowy drugiego jeźdzca, nie widział już że ten też był posrany. Trzej pozostali przegalopowali koło niego i zaczęli robić szybki nawrót. * Kurwa nie jest źle – pomyślał- tylko trzech – wycofał się z kępy jałowców i szybkim ruchem, prawie niedostrzegalnym zdjął z pleców przygotowaną do strzału kuszę, spokojnie mierzył do pierwszego z jeźdzców i powoli nacisnął spust, cięciwa jęknęła i pierdolnęła go w czoło, bowiem została poważnie nadwyrężona podczas upadku z konia. Lico rycerza zalała krew. * JA Pierdolę – pomyślał rzeczowo – znowu chuja widzę – po chwili poczuł uderzenie w głowę i ciemność spłynęła dając mu chwilowe ukojenie.

To na szczęście było uderzenie płazem miecza w głowę, bowiem najstarszemu z braci Wypasionych drgnęła ręka, co spowodowane było strzałą z kuszy która wyleciała z zabójczego narzędzia jednak z tak małą siłą, że wypierdoliła mu jedynie zęby.

* Mamy chuja – pomyślał Gnida – może jeszcze żyw.

Potworny ból w skroniach, mdłości to czuł Bękart gdy zaczął się budzić. Powoli docierało do niego co się wokół dzieje. Poczuł nagle potworny wybuch bólu w kroczu podniósł ciężko powieki i zobaczył przed sobą obrośniętą mordę brudnego oprycha. To on miażdżył ciężkim butem jego jaja.

* To sa mych bracisków – wyseplenił bezzębny * Bedzies długo cierpiał zanim cię zajebiemy. - dodał

Bękart nie mógł już opanować wzbierających mdłości, potężny strumień nieprzetrawionej żywności oblał nogawice oprawcy

* Ty skurwysynu nowe skóznie mi zapaskudziłes – rzekł po czym pierdolnął go z buta w ryj.

Bękarta znowu ogarnęła ciemność.

Budząc się po raz kolejny pierwszym widokiem jaki zobaczył były jego własne brudne nogi.

* Gdzie moje buty do chuja? - pomyślał – znowu się zajebałem i mnie oskubali?

Prawda była bardziej okrutna – stał a raczej wisiał przy palu mocno skrępowany, obok paliło się ognisko przy którym siedziały trzy potężne postacie.

* O kurwa mam przejebane – uświadomił sobie bowiem w jakiej znalazł się sytuacji * Patrz Jerzyk – odezwała się jedna z postaci patrząc w jego stronę – obudził się jebany, czas zacząć zabawę.

Wszyscy ciężko dźwignęli dupy i podeszli do słupa

* Rospierdole ci dupę – rzekł jeden najwyraźniej sepleniąc, po czym splunął krwią i nie przeżutym kawałkiem mięsa pod stopy dzielnego męża. * Uspokój się Gnida bo zajebiesz gościa a możemy się jeszcze z nim zabawić – rzekł ten którego wcześniej nazywano Jerzykiem. * Dobra braciskowie ale na koniec sam dobiję skorwiela!, polejcie natencas go wodo zeby otseźwiała pierdolona kreatura.

Jeden z wypasionych chlusnął w twarz kubkiem śmierdzącego napitku o zapachu pomyj.

* Kurwa muszę coś wykombinować bo mnie zajebią – pomyślał Bękart

Próbował poruszyć rękoma ale było to zadanie niewykonalne, ostry powróz jeszcze bardziej wgryzł mu się w przeguby.

Zajęty dłońmi nie poczuł że bezzębny zaczął manipulować przy jego nogawicach, po czy zsunął je do kolan.

* Co robisz Gnida zapytał Jerzyk zdziwiony * Zabawimy się z chujem zanim go wypatroszymy, na wojnie cięzko o dziewki a jebac ochota. * Dobra rzekł Jeżyk – zabaw się ino chyżo bo czas na zemstę za braci.

Obydwaj bracia wypasieni oddalili się ku ognisku zostawiając Gnidę majstrującego przy powrozie u nóg Bękarta.

Kurwa ta brudna świnia chce mnie spenetrować – pomyślał Bękart – toż to nie po rycersku, jęknął ponieważ Gnida wymierzył mu potężnego trepa w dupę.

* Nastąp się świnio – rzekł Gnida wujek zrobi sobie dobrze a później zarżnie Cię jak prosię – rzekł wyciągając z nogawicy potężnego ptaka. * Oprych zaczął zbliżać swój narząd do pośladków Bękarta, w tym czasie mdłości zaczęły dawać znowu znaki, tym razem z innej strony, gdy Gnida dotykał już ptakiem pośladków rycerza z jego dupy wystrzelił rzadki i niezwykle woniejący strumień ekstrementów wprost na Gnidę. Ten cofnął się ale zrobił to za późno. Wylatujące z rykiem gówno przewróciło oprawcę zalewając go od stop do głów. Gdy z bękarta przestało lecieć, Gnida próbował się podnieść lecz pośliznął się niefortunnie i pierdolnął na plecy. Niestety to był najbardziej nieszczęśliwy upadek w jego życiu, ponieważ ostra drzazga po wycince drzew na ognisko przebiła jego plugawe trzewia. * Ty skurwysynu – zajebałeś mnie – wysyczał gnida oglądając kawałek zakrwawionego drewna z niedowierzaniem który dziwnym trafem wyszedł z jego brzucha.

Na szczęście dwaj pozostali nie zauważyli całego zajścia ponieważ spali zważeni po degustacji podłej nalewki którą wcześnie zajebali z domu wieśniaka uprzednio nie po rycersku gwałcąc owego, jego tłustą żonę i syna niemotę, wyciągając go siłą z zapiecka.

* Co tera kurwa - pomyślał rycerz stojąc po kolana we własnym gównie – muszę się uwolnić z więzów. * Naprężył mięśnie potężne jak powrozy, czuł sznur wrzynający się coraz bardziej w przedramiona, po palcach zaczęła spływać ciepła lepka ciecz. NA ODYNA I WSZYSTKICH BOGÓW – wycharczał Bękart puść diabelski powrozie i tenże pękł, smagając go przy okazji węzłem po jajach. Rycerz zacharczał, ból był nie do zniesienia, padł na kolana zemdlony prosto we własne gówno i to go uratowało ponieważ tak potężny smród ożywiłby umarłego.

Odczołgał się w las ze trzy staje i leżał tak twarzą w wilgotnym mchu nabierając sił ze trzy klepsydry. Usłyszał szelest za plecami i głośne pierdnięcie, z wysiłkiem przewrócił się na plecy i dojrzał swego wiernego wierzchowca w pełnym rynsztunku, u pyska wisiał mu zerwany postronek.

* Mam jednak szczęście pomyślał leżąc, jestem uratowany, po chwili poczuł otrzeźwiający strumień cieczy na swym licu, to wyszkolony koń rycerski sikał na niego. * Już kurwa, wystarczy, rzekł rześko rycerz, bo mnie utopisz, przestań bo kopnę cię w jaja.

Po tych ciepłych słowach wierzchowiec zaprzestał ożywczej czynności.

Bękart podniósł się w ciemnościach na nogi po omacku wymacał miecz przy siodle konia, przesunął palcem po klindze wyczuwając wyryte runy

* Na miły Bóg to moja oręż, jakim cudem – w tej chwili było to jednak nieważne, rycerz sięgnął do sakwy wyciągnął skórzany worek z napitkiem, przyłożył do ust i zaczął łapczywie pić – tak to w życiu jest naprawdę ważne – pomyślał o wodzie którą spożywał ze świętego źródła pepełka.

Poczuł w żyłach wzbierającą moc, szybkim ruchem wskoczył na swego wierzchowca, nie przewidział jednak że przy siodle tkwi przekrzywiony sztylet który gładko przebił jego nogawicę i ze zgrzytem zatrzymał się na kości ogonowej.

* O rzesz kurwa - zaskomlił Bękart - ki chuj? - i poczuł jak mu się kwaśno w pysku robi.

* Wkurwił go okrutnie ten incydent, spiął konia w dłoń chwycił miecz i ruszył na śpiących braci Wypasionych, musiał ich zgładzić aby nadal pełnić swą szlachetną misję, wiedział bowiem że za jego głowę została wyznaczona wysoka nagroda.

Przed ogniskiem spiął konia który ryjąc kopytami glebę zatrzymał się w miejscu, tego dzielny mąż nie przewidział i pierdolnął przez łeb konia dupą prosto w ognisko, czuł żar węgli na jajach i zapach palonej skóry, to bohatera jeszcze bardziej rozsierdziło. Podniósł upuszczony miecz nagą dłonią, niestety ów zdążył już okrutnej temperatury nabrać i ciało wojownika o dodatkowy ból przysporzyć, ryknął okrutnie jak raniony tur, natenczas bracia ze snu nagle otrzeźwieni na nogi stanęli łapiąc jaką kolwiek oręż znajdującą się nieopodal. Bękart honorny był i dał czas napastnikom na uzbrojenie się. Cofnął się, uspokoił, klingą zataczał małe kręgi aby przeciwnika z rytmu wybić. Nie byli oni jednak przygotowani na tak śmiałą i nagłą napaść i obaj skoczyli do niego ciasno przy sobie wywijając krzywymi szablami. Pierwszego z nich Bękart usiekł z przyklęku prosto w korpus, niestety miecz zaklinował się w żebrach co dalszą walkę owym orężem uczyniło niemożliwym.

* Jebana mać – straszliwie zaklął mężny rycerz trzeba spierdalać – co uczynił nurkując pod szablą drugiego oprycha.

* Kierunek ucieczki który wybrał okazał się jednak najgorszy ze wszystkich możliwych ponieważ środkiem czoła przypierdolił w słup na którym wcześniej wisiał, po czy pośliznął się na uprzednio wydalonych przez siebie ekstrementach i znalazł się twarzą w twarz z trupem Gnidy, który leżał z otwartymi oczyma i z zastygłym wrednym uśmieszkiem, jakby nadal naigrywał się z dzielnego męża. Ten poślizg uratował jednak Bękarta bo nad głową świsnęła krzywa szabla oprawcy i wbiła się w słup. Tę chwilę wykorzystał, mocny kop wylądował na jajach przeciwnika. * Ty chuju po jajach ? Z jego ust dobył się cichy syk, ślina wytoczyła się z jego ust i zgiął się w pół

Bękart skoczył mu zwinnie na plecy jako ryś albo inny kot jakowyś rześki, objął go mocarnymi udy, dłonie na szyi zacisnął i zaczął dusić przeciwnika a w czynność tą całą moc włożył bo czuł że na dalszą walkę sił już mu zbraknie. Bandyta runął twarzą prosto w gówno zaczął się wić jak piskorz i szarpać dłonie Bękarta aby w płuca atmosfery zbawiennej zaczerpnąć. Niestety jedyne co wciągnął to tylko gówno naszego dzielnego pogromcy i tymże śmiertelnie się zachłysnął, jeszcze na ostatek srając w gacie z powodu ogromnego wysiłku. Rycerz gardło z uścisku wypuścił wtedy gdy ciało bandyty już całkowicie zwiotczało.

Śmiertelnie zmęczony i poraniony dowlókł się do wierzchowca, ostatkiem sił na siodło wrzucił swe obolałe ciało.

* Na bagna, do wiedźmy – szepnął do wiernego konia, wiedział że tylko to może uratować jego zniszczone przez okrutną walkę ciało a i duszę od zatracenia ocalić, przytomność przy tym zatracił i oddał swą duszę w majaki.

II

* Gdzie kurwa twaróg z cebulą – ryczał obleśny śmierdzący karczmarz plując przy tym obficie * Mały chłopiec siedział w drewutni i czekał aż gniew przejdzie ojczymowi, bowiem on zjadł owe danie w tajemnicy, patrzył niespokojnie na grubą sylwetkę przez szparę w drzwiach która zbliżała się niosąc coś w ręce, drzwi otworzyły się z piskiem * Mam cię pierdolony bękarcie, to ty wpierdoliłeś strawę – podniósł rękę w której dzierżył wielką drewnianą chochlę do mieszania strawy.

Sprytny chłopiec zanurkował między nogami ojczyma i zaczął uciekać przez

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych