Wróć do katalogu

Pustynia bez namiętności

Z życia dużych kotów.

KingaKielczewskaopublikowano 22 września 201316 min czytania 3,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

„Bo jestem taką panterą, która wbrew swej drapieżnej naturze tęskni za bliskością ludzkiego ciepła.”

A kiedy żołnierz w desperacji odwrócił się i odszedł, myśląc, że przez przypadek zadał swojej panterze śmiertelny cios, ona wciąż żyła. Jej tętno było niewyczuwalnie słabe a rana tak głęboka, że krew nieustannie płynęła tworząc niecierpliwą strugę, próbującą, podobnie jak dusza pantery, uciec poza granice tego świata. Tego samego, w którym przez tak długi czas mieszkała ze swoim żołnierzem i w którym zrodziła się pomiędzy nimi ta dziwna więź i czułość niepasująca do różnicy gatunkowej. Pantera nie słyszała jego odchodzących kroków. Ani piaskowej burzy, ani kapania własnej krwi. Gdzieś na granicy, pomiędzy życiem a śmiercią, balansowała w ciemności próbując z nieposkładanych obrazów wyłuskać, gdzie popełniła błąd. Nic nie zapowiadało katastrofy. Przecież zbliżała się do niego tysiące razy. Dlaczego tym razem pomyślał, że chce go zaatakować? Że jednak jest tym dzikim zwierzęciem, nieświadomym swojej natury i niekontrolującym własnych odruchów? Dlaczego była panterą? Dlaczego nie mogła być małym kotem? Czy wtedy wyjechaliby z pustyni do wielkiego świata i zamieszkali w tym kraju, o którym tyle opowiadał jej nocami przy ognisku? Ale stało się to, co musiało się w końcu stać. Natura wzięła górę i pantera nieświadoma swojego niebezpiecznego piękna podeszła do żołnierza od tyłu, chcąc się bawić tak jak bawią się dwa duże koty. Zapomniała o jego ludzkiej powłoce i jednym niewinnym gestem sama na siebie wyciągnęła sztylet. I teraz leżała z tym sztyletem zatopionym w ciele, nie mogąc uczynić już żadnego ruchu. Jak w bezratunkowym odruchu uczepiła się widoku jego twarzy i myśli o ich palmowym gaju. Myślała o tym jak wtargnął zagubiony do jej groty, jak w pierwszym momencie przestraszył się jej widoku i jak nieufnie przyjmował od niej oznaki czułości. Myślała o świtach i wieczorach spędzonych na słuchaniu jego smutnych monologów i o własnych samotnych polowaniach mających zapewnić im godny byt w tym nieprzyjaznym dla niego środowisku. I z każdą z tych myśli wola jej życia słabła a ciało niewątpliwie przygotowywało się do rozkładu. Zrobiło się wokół niej ciemno. Tak strasznie ciemno, że wszystkie obrazy zdawały się odchodzić w zapomnienie a myśl o ciemności stała się myślą łagodną i uspakajającą. Przez moment wydawało jej się nawet, że widzi go w tej ciemności, że ta ciemność to on oplatający ją swoimi ramionami i drapiący delikatnie za uchem. I nagle w tej skrajnej ciemności poczuła ból świadczący o tym, że jeszcze żyje. Ból powypadkowego istnienia. Z trudem podniosła powiekę i zobaczyła strugę światła przypominającą jej o tym, że nadal znajdowała się w tym świecie. Oprócz okropnego bólu poczuła też ogromne pragnienie. Każda komórka jej ciała domagała się chociaż jednej kropli wody. Sama nie wiedziała jak długo leżała tak próbując ruszyć swoim bezwładnym ciałem by doczołgać się do pobliskiej, odkrytej przez nią i żołnierza oazy. Wydawało jej się to niemożliwe. Sztylet ciągle jeszcze tkwił w jej ciele chociaż rana dookoła się zasklepiła a kałuża krwi w jakiej spoczywała, wyschła. Pragnienie okazało się silniejsze. Przypomniała sobie o zapasach wody zrobionych przez żołnierza. Pomimo bólu przy każdym ruchu, który naruszał tkwiący w niej sztylet, udało jej się przeczołgać te kilka metrów i znaleźć bukłak z wodą. Rozerwała go zębami i łapczywie zaczęła pić. Woda życia. Zbyt zmęczona tym jednokrotnym wysiłkiem ponownie zanurzyła się w ciemności. Kiedy po raz kolejny otworzyła oczy, między skałami panowała cisza nocy. Pustynia podzielała jej samotność. Wychudzona i wykończona walką o życie, nie bardzo mogła zrozumieć dlaczego jej ciało ciągle opiera się śmierci. Było jej to obojętne. Obojętnie spoglądała na przestrzeń wokół siebie. Na swoje ciało. Na mijające godziny, w czasie których nie mogła usnąć. Z czasem nauczyła się poruszać tak, że tkwiący w niej sztylet już jej nie uwierał. Wręcz przeciwnie, jej ciało zintegrowało się z nim, przyrosło do niego, zaczęło go traktować nie jak ciało obce ale dodatkowy organ, bez którego nie dało się już żyć. Stopniowo opuszczając grotę znów zaczęła stąpać po gaju palmowym. Wszystko to było tak pełne żołnierza, że zdecydowała się opuścić to miejsce. Ale nawet widok uciekającej antylopy nie porywał jej do biegu. Robiła to wszystko z odruchu i bez jakiejkolwiek namiętności. Czasami przemierzając pustynię miała nadzieję, że spotka go gdzieś przypadkiem. Przecież nie mógł tak po prostu zniknąć? Ale miesiące mijały a żaden ślad na piasku nie świadczył o tym, żeby żołnierz miał znów pojawić się w jej życiu. Po nocnym polowaniu pantera odpoczywała zwykle na gałęzi samotnego drzewa chroniąc się w ten sposób przed żarem płynącym z nieba. I wtedy, w jeden z tych dni zlewających się w całość, pojawił się on. Naruszył jej terytorium i spokój. Pantera zeskoczyła z gałęzi i długo mierzyła go wzrokiem. On też, dość zdziwiony, przyglądał się barwie jej sierści. Czarna pantera wśród roślinności sawanny? Zrobił dwa kroki do przodu. Była czujna lecz nie zaatakowała. Krążyli tak wokół siebie aż w końcu zaczęli się bawić. Dwa koty rozumiejące swoją naturę. Cętkowany lampart i czarna pantera. Pantera uśmiechnęła się smutno do samej siebie. Czego chciał od niej ten duży kot, skoro nic nie mogła mu zaoferować? Lampartowi zdecydowanie to nie przeszkadzało. Przewrócił ją na ziemię i zobaczył wystającą rękojeść sztyletu. Zawstydzona, pantera zerwała się na równe łapy i odwróciła tak, żeby nie widać było zasklepionej rany. Lampart przeszedł tuż obok niej, musnął ją ciepłem swojej sierści i odszedł w nieznane. Pantera wróciła na gałąź swojego drzewa, pewna, że już go więcej nie zobaczy. Tak czy inaczej życie nie dawało o sobie zapomnieć i trzeba było szykować się na kolejne nocne łowy. Nie minęło kilka dni jak lampart wrócił. Nie osobiście. Ale upolowana perliczka pod drzewem pantery mówiła sama za siebie. Głupia zaczepka. Dumna pantera nie przyjęła prezentu. Co on sobie w ogóle myślał? Że ona sama nie potrafi na nic zapolować? Ale lampart widocznie był innego zdania. Z ukrycia obserwował wzgardę pantery dla jego zdobyczy. Spodobała mu się w niej ta jej duma i hardość. Przyczajony w zaroślach czekał i, kiedy nastał wieczór, podążył tuż za nią na polowanie. Tego wieczora i w ciągu następnych. Ostatecznie stało się to jego nawykiem. Obserwował ją i podziwiał za zwinność ruchów i wytrwałość. W końcu zaczął wyłaniać się z mroku. I pantera również, nie do końca świadoma, wiedziała, że ktoś towarzyszy jej w tych samotnych polowaniach. Nie przyznałaby się do tego sama przed sobą ale polubiła tę jego tajemniczą obecność. Takie ciche wsparcie jakiego udzielał jej przy najbardziej niebezpiecznych skokach. Wiedziała, że patrzy. Wiedziała, że rozumie. I wiedziała, że zrobi każdą, najtrudniejszą nawet sztuczkę, bo – sama nie rozumiała dlaczego – bardzo chciała mu zaimponować. I tak mijały tygodnie i miesiące. Aż przyszedł dzień, w którym pantera w swoich łowach nieświadomie zawędrowała pod dawny las palmowy – oazę rozkosznej namiętności nie z tego świata. Przez moment myślała, że żołnierz wyłoni się z pobliskiej jaskini i przywita ją ciepłym ludzkim oddechem. Ale, oczywiście, pustynia w tym miejscu była po prostu pusta. To tylko pantera pełna była obrazów i wspomnień. Kiedy lampart ujrzał ją tak zawieszoną w zadumie przed wejściem do jaskini, w jednej sekundzie zrozumiał sztylet tkwiący w jej ciele. Zrozumiał też jej samotność i niezachwiany upór w ryzykownych nocnych wyprawach. I wtedy właśnie postanowił wyłonić się z ukrycia. Stanął tuż obok niej ale ona go nie widziała. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę z jego obecności. I lampart zrozumiał, że nie ważne w jaki sposób, musi pomóc jej usunąć ten sztylet tkwiący w jej…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych