Wróć do katalogu

Radośćtworzenia

-

Seen, opublikowano , 24 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Radość tworzenia.

Z nudów robi się różne dziwne rzeczy. Nuda może być bardzo męcząca kiedy trwa tylko kilka chwil. Ale nawet gdyby ciągnęła się przez wieki zawsze kiedyś się kończy. A co gdy jest nuda, a nie ma czasu? Nie chodzi o takie „nie ma czasu" kiedy bieżące zajęcia wypełniają go w całości, bo wtedy nie ma przecież nudy. Chodzi o takie „nie ma czasu" kiedy czas nie istnieje. Jeśli czas nie istnieje, nie istnieje nawet nadzieja, że nuda przeminie. Jeśli czas jest punktem, nuda wypełnia całą jego przestrzeń. Nuda jest wszędzie i wszystkim. I wszystko jest nudne. Kiedy sobie to uświadomił przeraził się. Jak to? Więc będzie się nudził zawsze? Więc nuda wypełnia wszystko? Więc nic się już nie zmieni? Był tylko jeden sposób, żeby zmienić to co niezmienne. Wziął więc punkt, który mieścił w sobie wszystkie zdarzenia i rozciągnął go w nieskończoną prostą. I powstał pewien porządek i na wszystko była wyznaczona odpowiednia kolejność. To był czas. I pomyślał, że czas jest dobry, bo teraz ma jakąś przyszłość i to nie musi być nudna przyszłość. Chociaż wszystkie chwile, z których składał się czas z jednego punktu się wywodziły, to jednak nie wszystkie były jednakowe. Zmienność stała się miarą trwania. A skoro trwanie było w czasie, a czas mijał, przyszłość mogła być inna niż teraźniejszość. Nuda mogła więc przeminąć. Kiedy minęło trochę tego czasu zauważył, że czegoś jeszcze w tym porządku brakuje. Czas sam w sobie był dobry bo wreszcie coś się zmieniało. Ale miał też swoje słabe strony, bo nie był plastyczny. Był sztywny, nieubłagany i konsekwentnie parł do przodu. Stale tylko w jedną stronę. A jedyne co zmieniał, to samego siebie. I wtedy znów go olśniło. I stała się przestrzeń. Nie jakaś zwykła przestrzeń - pusta i nieokreślona. Stała się przestrzeń wypełniona, materialna. Stała się przestrzeń namacalna. Przestrzeń, która zmieniała się w czasie, i którą mógł zmieniać sam. Przestrzeń plastyczna. Zanurzył się więc w niej i począł ją kształtować. I poczuł, że to było dobre, bo radość, która go przy tym ogarnęła nie pozostawiała miejsca na nudę. Kształtował więc przestrzeń i co jakiś czas odpoczywał aby popatrzeć sobie na nią. Patrzył i się dziwił. I pomyślał, że skoro tworzy takie cuda, to znaczy, że jest twórcą. A ponieważ cuda te są piękne, jak uważał, to znaczy, że jest też artystą. I od tej pory tak postanowił się nazywać. Jestem twórcą, myślał, jestem tym, który tworzy. I znów zapamiętale zabrał się do tworzenia. Zbierał materię całymi garściami i formował ją w duże i małe kształty. Potem patrzył jak trwają w przestrzeni, jak wędrują, jak się spotykają, jak oddalają, jak ulegają zmianom. To patrzenie uświadomiło mu, że tworzenie kształtów jest nudne. Im więcej ich będzie tworzył, tym bardziej będzie się nudził bo ich zmiany nie prowadzą do żadnego celu. Jedynym ich celem jest poświadczanie upływu czasu poprzez swoje zmienne trwanie. Zagłębił się więc w sobie i począł szukać, czego mu brakuje. I tym razem olśnienie, jak grom, niezawodnie trafiło w jego rozpaloną jaźń. W każdym z nas, na dnie świadomości, ukryte i przyczajone, drzemie tajemnicze coś. Choć nie w każdym się ujawnia to tkwi tam i wwierca się, zakorzenia i kiełkuje. Czasem obumiera w dzieciństwie ale czasem pozostaje do wieku dojrzałego czyniąc z nas dziwaków albo hobbystów. Małe dzieci bawią się wagonikami kolejek elektrycznych. Dorośli tworzą makiety ze stacjami, drzewami, domami, rzekami. Każdy według swoich możliwości. Stworzył więc kolej. I znów się ucieszył, gdyż bardzo mu się ta kolej podobała. Stworzył tory, stacje, perony, lokomotywy, wagony, semafory i wszystko inne co jeszcze na kolei może się przydać. I podróżował całymi dniami patrząc przez szybę przedziału i podziwiając widoki, które kiedyś tworzył. I bardzo był z siebie zadowolony, bo nawet w marzeniach nie przypuszczał, że kiedyś stworzy coś tak pięknego. Jeździł więc gdzie tylko mógł i z powrotem i cieszył się jak małe dziecko. Cieszył się koleją, cieszył się światem i cieszył się czasem. Cieszył się również tym, że chociaż jako twórca był wszędzie, to dzięki kolei mógł dojechać wszędzie. Zastanawiał się nawet czasami czy istnienie kolei nie przynosi mu większej radości niż istnienie samego jego jestestwa. Ale nawet największa radość nie może być pełna kiedy nie ma kogoś z kim można się nią podzielić. Stworzył wiec... człowieka. Mężczyznę. Zwykłego, normalnego, w średnim wieku. O garbatym nosie i krótkich włosach. Mężczyznę siedzącego naprzeciw i patrzącego przez okno. I poczuł coś bardzo dziwnego bo do tej pory zawsze był sam. A teraz już nie był sam i to było bardzo dziwne uczucie. Ale czuł, że teraz cieszy się jeszcze bardziej. Bo wiedział, że teraz może już porozmawiać z nim o kolei, o pięknie świata, o radości, o niczym, o wszystkim. Mógł nawet nie rozmawiać. Zdawał sobie sprawę, że dotychczas też nie rozmawiał ale zanim stworzył tego człowieka nie rozmawiał sam. Teraz mógł nie rozmawiać z kimś. Co innego przecież gdy nie ma do kogo otworzyć ust, a co innego gdy tych ust nie chce się otwierać. Co innego cisza, a co innego milczenie. Poczekał więc chwilę aby posmakować tego milczenia i wydało mu się, że jest ono głośne. Może nie bardzo głośne ale na pewno głośniejsze niż cisza. Ale przecież nie po to tworzył, żeby milczeć. Wypowiedział więc pierwsze słowa: - Dokąd zmierzasz? Słowa rozpłynęły się w przestrzeni wypełniając każdą jej szczelinę. Dwa proste wyrazy pomknęły przed siebie niczym uwolniony ptak. Popłynęły przez przestrzeń łącząc ją z czasem poprzez swoje wybrzmiewanie. I poczuł, że mowa też sprawia mu radość. - Właściwie nie jestem pewien - odpowiedział mężczyzna, odwracając się od okna. - Jesteśmy w górach więc chyba nad morze. Bo przecież nie w góry skoro już tu jestem. - Racja - kiwnął głową twórca. - Jesteśmy w górach więc najprawdopodobniej jedzie pan nad morze. - Chociaż... - zawiesił na chwilę głos mężczyzna - mamy przecież jeszcze równiny. Czyż nie tak? - Owszem, mamy równiny. - I wzgórza. - I wzgórza - potwierdził ponownie twórca. - Więc może wcale nie jadę nad morze? Może jadę na równiny, we wzgórza albo nawet do pracy - stwierdził odkrywczo mężczyzna i sam się nad tym przez chwilę zamyślił. - Może - przytaknął twórca. Stwierdził jednocześnie, że rozmowa jest przynajmniej głupia. Może nie aż tak głupia, żeby zatrzymać samolot w powietrzu ale wystarczająco głupia, żeby powalić drzewo, pozbawić tynku średniej wielkości blok mieszkalny albo wykoleić załadowany pociąg towarowy relacji krajowej. I to przejęło go najbardziej bo lubił kolej. Postanowił więc wprowadzić do rozmowy coś nowego. Jego dotychczasowy rozmówca był zbyt podobny do niego, a przecież powinien szukać tego czego mu brakuje, uzupełnienia. No cóż, uczymy się przecież na błędach. Postanowił więc stworzyć dla odmiany swoje przeciwieństwo, brakujący element, dopełnienie. Nie to czym był sam ale to czego mu brakowało. I stała się kobieta. Trochę podobna do mężczyzny, w podobnym wieku, a jednak odmienna. Była przecież kobietą. Może trochę niedoskonałą ale któż jest doskonały. Poza tym była pierwszą kobietą jaką stworzył, mógł więc wybaczyć te niedoskonałości jej i sobie. - Dokąd pan jedzie? - zapytała kobieta mężczyznę. Dosyć, pomyślał twórca, trzeba uciąć ten dialog w zarodku. Już parę głupich kwestii padło dziś w tym przedziale i nie ma sensu powtarzać tego drugi raz. Przemyślał jeszcze raz wszystko co stworzył i doszedł do wniosku, że skoro jest czas teraz i będzie potem to przecież był też kiedyś wcześniej. Podarował im więc przeszłość. - Nad morze - odpowiedział mężczyzna. - Jadę trochę wypocząć. Pani rozumie, praca, miasto, hałas. Muszę się trochę od tego oderwać. Zrobiła się ładna pogoda więc jadę nad morze. - Tak, tak. Rozumiem. Wie pan, ja też już mam tego wszystkiego dosyć. Ciągle tylko praca i praca. Człowiek nie ma się kiedy sobą zająć. A do tego jeszcze ta przestępczość. Wszędzie pełno złodziei i rabusiów. Słyszał pan ostatnio o tej strzelaninie w stolicy. Podobno kogoś zabili. A to właśnie jakiś przestępca chyba był. Kto by tam takiego żałował. Zresztą, proszę pana, gdzie się teraz nie strzelają. U nas też niedawno była strzelanina. Bombę komuś podłożyli czy coś. Nie wiem bo ja się tym właściwie nie interesuję. Też nie żyje. Ale i jego nikt nie żałuje. Żonę bił, sąsiadom groził. Takich to się od razu powinno aresztować. Ale kto to ma zrobić? Policja też przekupiona. I tak się w kółko kręci. A ci nasi politycy, zamiast zrobić z tym porządek, to sobie latają po całym świecie. Wie pan ile ja musiała bym odkładać, żeby sobie polecieć samolotem? I to w jedną stronę, o powrocie nie mówię. A jak tu w ogóle cokolwiek odłożyć. Bilety na pociąg też tanie nie są. Jak to wszystko wytrzymać? Człowiek chętnie by sobie pojeździł tu i tam ale nie ma za co. Pan wie ile można zobaczyć jeżdżąc koleją? – przerwała na chwilę, żeby ponownie nabrać powietrza i mała łezka pociekła jej po policzku. - Niech się pani uspokoi - powiedział cicho. - Takie jest życie. Zawsze można spacerować. Choć widok płaczącej kobiety nie należy do najmilszych, twórca był zadowolony, że tak się to skończyło. Obawiał się już, że coś pokręcił przy jej tworzeniu i kiedy raz zaczęła mówić to tak zostanie na zawsze. Na szczęście stało się inaczej i nie musiał interweniować. Zaskoczyło go coś innego. Nie potrafił zrozumieć jak to się stało, że dał tej kobiecie taką przeszłość. Czyżby na prawdę nie było tam nic co by ją cieszyło? Skąd w ogóle wzięła się przestępczość, samoloty i wszystkie te rzeczy? Nie przypominał sobie, żeby coś takiego tworzył. A już najgorsze były drogie bilety kolejowe - Na prawdę jest tak ciężko? Strzelaniny, samoloty, ceny biletów kolejowych?- zapytał. Kobieta właśnie wycierała chusteczką nos. - Proszę pana, ciężko? No pewnie, że ciężko. Ale człowiek wszystko przeżyje. Przepraszam, tak mi się jakoś smutno zrobiło. A pan właściwie dokąd jedzie? - Ja? - speszył się twórca, bo nie wiedział dokąd właściwie jedzie. - Nad morze - odpowiedział intuicyjnie. Skoro wszyscy jadą tym pociągiem nad morze, to znaczy, że on też. Bo gdzie jeszcze mógłby zajechać pociągiem jadącym nad morze. - Racja - odpowiedziała kobieta, nawet lekko się już uśmiechając. - Nad morze. Gdzie w końcu mógłby pan jechać pociągiem jadącym nad morze jeśli nie nad morze. A po co, jeśli wolno spytać? Czym właściwie się pan zajmuje? - Właściwie to się zajmuję... - zaczął twórca, znów nie wiedząc co odpowiedzieć. Nigdy przecież nie stawiał sobie takich pytań jak: dokąd zmierza, po co, czym się właściwie zajmuje? Ale ci ludzie i tak zapewne nie potrafiliby tego zrozumieć. - Trochę piszę... różne historie - odpowiedział. - Scenariusze? - zainteresował się mężczyzna. - Można tak powiedzieć. - To bardzo ciekawe. Nakręcili coś pana? Może już oglądałem? - Może ja coś pana widziałam? - wtrąciła się kobieta. - Napisał pan jakiś serial? Wie pan, ja bardzo lubię seriale. Są takie życiowe. Szkoda, że tak mało ich pokazują w telewizji. Ale nawet nie mam czasu, żeby oglądać. Człowiek wiecznie zajęty. - Nie, nie. Właściwie to nic jeszcze nie nakręcono z moich scenariuszy. Dopiero zaczynam. Teraz właśnie jadę się trochę odprężyć, zrelaksować. Spróbuję przy okazji skończyć jeden, bo mam z nim spore problemy – odpowiedział twórca i pomyślał, że to przecież najszczersza prawda. - A o czym, jeśli wolno spytać, pan pisze. Kryminały, horrory, melodramaty? - spytał mężczyzna. - Tak... Różne rzeczy... Ostatnio... - Napisał pan melodramat? - odezwała się kobita. - Proszę opowiedzieć. - Nie mogę - szukał ratunku twórca. - Film nie będzie panią ciekawił, jak już nakręcą. - Więc jednak kręcą. Proszę opowiedzieć choć fragment, albo tak ogólnie, o czym jest - drążyła nadal kobieta. Nie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych