Rara Avis- Powrót
Pierwszy rozdział pierwszego tomu
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Powrót
Albert Vits. Teraz już dwudziestoletni Albert Vits. Młody mężczyzna siedział wygodnie w fotelu, ze złożonymi dłońmi wpatrywał się w stojący przed nim wielki obraz. Młoda kobieta ubrana w śnieżnobiałą, prawie rażącą w oczy szatę stała na tafli wody. Wpatrywała się w srebrną kulę, która spoczywała w jej smukłych, pięknych dłoniach. Wielkie skrzydła, łudząco podobne do kruczych, tworzyły niesamowitą, prawie mistyczną otoczkę wokół obrazu. „Vita angelo et Corpus Domini”. „Życie anioła i Boże Ciało”. Tak głosił napis, umiejscowiony w prawym górnym rogu obrazu. Albert głęboko westchnął. Czynność, która przed nim czekała, była ostatnią w jego planie. Kiedyś nie wierzył, że będzie musiał to zrobić. Kilka lat temu prawie to zrobił. Teraz, odkładał to na ostatnią chwilę. Czuł, że to, co musi zrobić, można śmiało porównać do... zapomnienia. Nie, do czegoś gorszego. Do porzucenia wartości z dzieciństwa. Do odrzucenia swoich marzeń. Atmosfera jego gabinetu mu nie pomagała. Czuł się opuszczony. Pozbawiony oparcia. Dziwny ucisk na sercu sprawiał, że źle się poczuł. Wolał się nie ruszać, by objawy się nie nasiliły. Dobrze zrobił, gdyż te po chwili minęły. Mężczyzna westchnął głęboko i wstał z fotela. Podszedł do okna. Na zewnątrz, zaczął padać śnieg. Gruby, gęsty, ale niesamowicie przyjemny dla oka. Tegoroczna zima nie była szara, z pluchą i błockiem na ulicach. Była biała, lecz nie paraliżowała dróg. Była idealna. Jak Ona. Albert odwrócił się do obrazu. Kobiata-anioł stała niewzruszona, z rozłożonymi skrzydłami, w białej szacie. Podszedł bliżej obrazu. Stanął na wprost niej. Była niewiele niższa od niego. Jej błękitne oczy spoglądały na srebrnął kulę. Długie, ciemne włosy opadały na ramiona. Twarz miała delikatne, spokojne rysy. Pełne, czerwone usta były lekko zaciśnięte, lecz nie traciły przez to swojego uroku. Albert poczuł jakąś dziwną woń. A dokładnie- poczuł słodką, i wyrazistą woń truskawek. Próbował zlokalizować skąd bierze się ten zapach, lecz gdy tylko odszedł od obrazu, zapach truskawek osłabł. A gdy zrobił jeszcze dwa kroki, czuł tylko zapach staroci, utrzymujący się w tym pokoju od zawsze. Gdy podszedł do obrazu, woń truskawek ponownie wleciała do jego nosa. Albert, którego już nic nie mogło zdziwić, pokręcił tylko głową. „Manipuluje mną”- pomyślał. I tym razem ogarnął go taki smutek, że łza spłynęła mu po policzku. Szybko ją wytarł. „To już koniec”- pomyślał. Otworzył małą, litrową puszkę, którą postawił za obrazem, jakby przed jej wzrokiem. w odpowiednich proporcjach z płynem w ciemnej butelce. Biała farba była już gotowa. Albert rozłożył gazetę pod obrazem, kilkoma szybkimi ruchami wyjął gruby pędzel z opakowania. Postawił wiaderko z farbą na gazetach, tuż obok obrazu. Chwycił pędzel do ręki i drżącą dłonią zamoczył go w farbie. Proszę. Wyjął go powoli i spojrzał na obraz. Nie rób tego. Kobieta-anioł stała w tej samej pozycji, bez zmian. Albert podniósł pędzel i „wycelował” nim w górny róg obrazu. Nie. Żal ściskał jego serce. Zapach truskawek był niesamowicie wyrazisty, prawie na siłę wdzierał się do jego nosa. Kocham cię. Albert przyłożył pędzel do płótna i szybkim ruchem pociągnął nim do dołu. Krzyknął. To był ból silniejszy niż fizyczny. Łza pociekła po policzku. Ponownie zanurzył pędzel w farbie. „To też mnie boli”- pomyślał. Ale nie tak jak mnie. Ponownie, szybkim ruchem zakrył białą farbą następny fragment obrazu. Ponowny krzyk i płacz. Teraz dwa białe pasy przechodziły od pustego tła, przez skrzydła postaci. Za każdym razem, gdy Albert zamalowywał kolejne fragmenty czuł narastający w sercu ból. Jakby ktoś wbijał w nie igłę. Jakby było rozrywane na coraz mniejsze kawałki. Co chwilę ginęły kolejne fragmenty obrazu. Lewe skrzydło, potem prawe. Górna część tła. Dolna. Stopy kobiety, dolna część szaty. Po kilkunastu minutach bólu i wewnętrznego cierpienia, z dawnego obrazu pozostała tylko twarz postaci, i fragment przedstawiający dłonie trzymające srebrną kulę. Albert był wyczerpany. Czuł, jakby był torturowany, a po torturach musiał przejść jeszcze 100 kilometrów. Proszę. Albert ciężko oddychając podniósł głowę. Spojrzał na twarz kobiety. Teraz patrzyła nie na kulę, a na Alberta. Jej błękitne oczy przygasły, były pełne cierpienia i smutku. Zakończ to. Mężczyzna trzema ruchami zamalował srebrną kulę. Tym razem do bólu serca, doszedł ostry atak bólu głowy. Albert upadł na kolana. Krzyknął z bólu. Nie zauważył, jak płatki śniegu spadają coraz wolniej, aż w końcu się zatrzymują w powietrzu. Zamoczył pędzel w resztkach farby. Był cały obolały. Widział jak przez mgłę. Ledwo stał na nogach. Kobieta, po której został tylko twarz, przyglądała mu się uważnie. Spojrzała mu w oczy, a Albert odwzajemnił spojrzeniem. -Kochałam Cię.- powiedziała kobieta. Albert głośno westchnął. -Ja ciebie też.- odpowiedział. -I dalej cię kocham. -Ja również. -I będę kochać. -I ja.- powiedziawszy to, Albert zamazał twarz kobiety. Płótno było wypełnione dokładnie białą farbą. Można powiedzieć, że poprzedni obraz nie istniał. Albert nie odczuł teraz bólu. Oprócz smutku w sercu, nie czuł nic. Pędzel wysunął mu się z ręki i upadł na papier. Płatki śniegu spadały, jak zawsze. Albert podszedł do fotela i na nim usiadł. Był wyczerpany. Był smutny. Zrobił to. Zamalował obraz. Kobieta na tym obrazie zabrała mu ojca, to przez nią znalazł się w Innym Świecie. To przez kobietę-anioła zdecydował się zostać Ambasadorem. To przez nią przeżył tyle przygód. Komnata z bursztynu, Gra, włamanie. Teraz, to wszystko było tylko wspomnieniem. Ukrył twarz w dłoniach. Ponownie zapłakał. Nie wiedział czemu, po prostu chciało mu się płakać. Jakby to miała być czynność, którą będzie wykonywał do śmierci. Za oknem śnieg padał coraz mocniej. Biały puch zakrył ulicę, dachy domów, samochody. Tylko mężczyzna stojący przed bramą posiadłości Vitsów nie miał na sobie ani jednego płatka śniegu. Jego idealnie czarna koszula na to wskazywała. Krótkie, ciemne włosy ukrywały się przed światem pod słomkowym kapeluszem. Mężczyzna uśmiechnął się pod nosem, i otworzył z łatwością żelazną bramę. Potem spokojnym krokiem skierował się do drzwi frontowych. Dzwonek do drzwi wyrwał Alberta z ponurej zadumy. Nawet nie zastanawiał się, kto to mógł zawitać w jego progi. Czuł pustkę w głowie. To chyba trzeci raz w przeciągu jakichś dziesięciu lat. Rozejrzał się po pokoju. Apatyczną, lekko nostalgiczną atmosferę psuł czerwony, migoczący guzik. Albert podszedł do leżącego na biurku telefonu i wcisnął przycisk. -Sir, Wędrowiec do Pana.- rozległ się głos Charlesa, jego lokaj. -Dziękuję. Zaproś go.- odpowiedział trochę niemrawo Albert. Charles od razu to wyczuł. -Wszystko w porządku, sir? -Tak Charles. Wszystko w porządku.- po chwili rozległo się pukanie do drzwi. Nim młody Vits zdążył odpowiedzieć, mężczyzna wszedł do pokoju. Rozejrzał się po gabinecie. Jego słomkowy kapelusz kontrastował z czarna koszulą. Gdy zobaczył zamalowany obraz, na jego twarzy pojawił się grymas mieszanki zdziwienia i gniewu. -Zamalowałeś obraz?- zapytał nawet nie patrząc na Alberta. -Jak widzisz.- odparł młodzieniec. -Czemu to zrobiłeś, do cholery?- zdziwienie znikło, został gniew. -Postanowiłem z tym skończyć. Dość już fantazjowania.- odpowiedział Albert. -Dość fantazjowania?! Oszalałeś? Ostatnią rzeczą, jaką możesz teraz zrobić, to przestać marzyć. Jeśli przestaniesz, to... -To co?- przerwał Albert.- Straciłem ojca, Nicole nie chce ze mną rozmawiać od czasu Bursztynowej Komnaty, a matce Sereny po dziś dzień nie mogę spojrzeć w oczy. Nie wszystko jest takie piękne, jak się wydaje. -Ale wszystko można odzyskać. Można to naprawić- odpowiedział Wędrowiec.- Zamalowanie obrazu nie było ostatecznym rozwiązaniem. -Ale najwłaściwszym. Teraz nie będzie żadnych przygód, nikt więcej nie ucierpi.- Albert był coraz bardziej zakłopotany tą rozmową. Czuł się jak na spowiedzi. A kościół odwiedziłem kilkanaście razy w życiu, pomyślał. -Mógłbyś czasami tam pójść. Nie zaszkodziłoby ci.- oświadczył mężczyzna w słomkowym kapeluszu. -Mógłbyś nie czytać mi w myślach, gdy ze mną rozmawiasz.- odparł Albert, dotknięty postępowaniem Wędrowca.- Robisz to, na co dzień, mało ci? -Słuchaj, coś czuję, że odbiegliśmy od tematu. Więc może zamiast zajmować się moją osobą, zajmijmy się twoimi problemami.- sarkazm w jego słowach bym bardziej wyczuwalny niż mogłoby się wydawać.- Rozmawiałem z Orłem, powiedział, że jest sposób, na odwrócenie tego, co stało się w Bursztynowej Komnacie. -Przecież, Komnata została zasypana po...- Albert zawiesił głos. Nawet teraz wspomnienia z tamtego dnia przyprawiały go o falę smutku.-... po Grze. A mapa i zapis drogi ukradł Baker. A gdzie on teraz jest, tego nie wiem. -To jest najmniejszy problem. Baker będzie na oficjalnym otwarciu szkoły dla uzdolnionych dzieci w Warszawie. Po uroczystości można go „zapytać”, co zrobił z mapą. I czy nam ją odda.- na samą myśl o Bakerze, Albert dostawał dreszczy. Dwumetrowy chudzielec, o zimnych, szarych oczach, filantrop o gołębim sercu, przynajmniej…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Dr.Agon
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…