Wróć do katalogu

REHABILITACJA: seria druga - Powrót na leżankę

rozdział czwarty dalszych losów młodej pacjentki w gabinecie masażu

AgnieszkaQ, opublikowano , 29 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

{font:verdana}{c:navy}{b}{u}REHABILITACJA, seria druga - Powrót na leżankę{/b} - kontynuacja{/u}

{u}rozdział 4{/u} wyrok

Sobota Wielkanocna. Obudziłam się z popłaczowym bólem głowy. Miałam wrażenie, że to wszystko, co wydarzyło się wczoraj, najzwyczajniej w świecie mi się tylko przyśniło. To wrażenie nie trwało jednak długo. Już w kilka chwil po przebudzeniu odezwał się dzwonek mojego telefonu. Tak, to był Czarny Ksionżę we własnej osobie. Odrzuciłam to połączenie i wyciszyłam głos w telefonie, by moja ulubiona piosenka z miejsca mi nie obrzydła. Za to zapętliłam sobie wszystkie cztery części „Obławy” i podkręciłam odtwarzacz CD na maksa. Zjadłszy lekkie śniadanko i odrobiwszy się w łazience, wrzuciłam jajka do gara i weszłam na gadu. Musiałam porozmawiać z jakąś życzliwą duszyczką, by poczuć się pewniej. Tak, po rozmowie z moim byłym uczniem od razu odżyłam. Wczorajsze uczucie nienawiści do Czarnego Ksiencia ustąpiło teraz miejsca czemuś na kształt współczucia. Zwłaszcza, że na dziś nie zafundował mi żadnego opisu na swoim gg. Postanowiłam zastosować w praktyce słowa jednej z piosenek: „… wygra, kto się nie boi wojen… ” Wiedziałam, że przede wszystkim nie mogę mu pokazać, że się go boję – wręcz przeciwnie. Względem niego miałam już teraz pełne prawo zachować się tak zołzowato, jak tylko sytuacja by tego wymagała, nie narażając się na te paskudne wyrzuty sumienia. Wytłumaczyłam sobie, że przecież nie przymuszona, nigdy nie zachowałabym się w sposób sprzeczny z moim pokojowym charakterem, a jego agresywne zaczepki otwierały mi drogę do obrony koniecznej. Ostatecznie zostawała mi przecież jeszcze policja, choć na samą myśl o tych wszystkich procedurach aż się odechciewało decydować na to konkretne rozwiązanie. Pozostawała więc nadzieja, że samo się jakoś ułoży, a ja będę mieć, jak zwykle, gdy się nie wtrącam we własne koleje losu, więcej szczęścia niż rozumu. Zafarbowałam jajka, wyszykowałam koszyk i udałam się na święcenia do kościoła. Telefon zostawiłam w domu, by mnie niepotrzebnie nie irytowały próby kontaktu ze strony Czarnego Ksiencia. Usiadłam w ławce i, czekając na święcenie, omiotłam wzrokiem zimne wnętrze kościoła. Moje spojrzenie padło ostatecznie na jedną z figurek. Prosiłam w myślach, ku swojemu własnemu zaskoczeniu, o spokój ducha dla mojego prześladowcy. Chciałam, by odnalazł radość i sens życia, w którym mnie nie będzie. W gruncie rzeczy, nigdy nie życzyłam mu źle. Starałam się zrozumieć, że wszystkie jego praktyki powodowane były chorobliwą miłością. Miłością, która teraz stała się dla mnie śmiertelnym zagrożeniem. A sama dla siebie prosiłam o siłę, by jakoś przetrwać ten gorący okres, a także o ukojenie moich własnych wyrzutów sumienia. Tak, dużo było tych życzeń. Ale po wizycie w kościele poczułam się dużo spokojniejsza, jakbym rzeczywiście została obdarowana siłą do przezwyciężenia tego, co przyszykował dla mnie los. Wróciwszy do domu, zerknęłam na telefon. Kilkadziesiąt nieodebranych połączeń i jeden SMS, w którym Czarny Ksionżę prosił o spotkanie. Najwyraźniej moje modlitwy, tyczące się jego osoby, nie zostały wysłuchane. Odpisałam mu tylko, że jeżeli nie da mi spokoju, pójdę na policję. Zadziwiająco nie czułam strachu, byłam nawet paradoksalnie pewnego rodzaju oazą spokoju. Miałam wręcz wrażenie, że zniosę każdy cios, który mógłby mi zadać. Ale ciosu nie było. Całą sobotę, niedzielę i poniedziałek… Jakby zapadł się pod ziemię. Zniknął i on, i jego szpiedzy. Skończyły się telefony, głupie opisy na gadu, wystawanie pod moimi oknami. Czyżby przestraszył się policji? A może po prostu w końcu do niego dotarło, że to definitywny koniec? Tego nie wiedziałam, a ta niewiedza sprawiała wrażenie, że jednak coś się kroi. Tylko co? Nie chciałam o tym myśleć, ale tak jakoś samo się myślało. Alternatywą do myśli, co się mogło stać z Czarnym Ksienciem, były myśli o moim masażyście, które to do najprzyjemniejszych także nie należały. Jako osoba obdarzona niecodzienną zdolnością do empatii, byłam sobie w stanie wyobrazić, jak mógł się poczuć, dowiedziawszy się, że chciałam chodzić do jego koleżanki na zabiegi, a nie do niego. Przecież gdyby jakiś jeden z moich ulubionych uczniów po wakacjach nie wrócił do mnie, tylko poszedł do któregoś mojego kolegi po fachu, byłoby mi przykro i zastanawiałabym się, dlaczego. Czy to ja zrobiłam coś nie tak, czy co…? Eh, za dużo tych myśli. Jednakże to one były treścią moich tegorocznych świąt. Jaka szkoda, że w święta się nie pracuje… Roznosiła mnie jakaś agresywna energia na przemian z fazami niewzruszonego spokoju. Moja zbawienna praca nie mogła przyjść mi z pomocą, więc postanowiłam oddać się całkowicie muzyce. Ta konkretna muzyka jest nierozłącznie związana z historią, tak więc, zagłębiając się w treść piosenek, musiałam jednocześnie koncentrować się na tropieniu wątków historycznych. Dotarło też do mnie, jakie mam braki w zakresie historii. Skoro nie praca, to niech będzie i nauka: zawsze to jakieś wyjście. Najważniejsze, że miałam czym wypełnić czas wolny. Tak, by nie musieć generować dziwnych myśli i samoistnie wpędzać się w paranoje. Przetrwawszy weekend Wielkanocny, w poniedziałkowy wieczór w końcu otrzymałam maila od mojej siostry. Nie mogłam się go wręcz doczekać. Jego treść była następująca:

{i}„Re: A Źródło… no hej no swieta swieta i tak po prawdzie to świąteczny nastroj ledwo co odczulam :( mój się nachlal już pierszego dnia i do tej pory nie wyczezwial no ale mniejsza o to na razie spi i chrapie pod stolem plakac mi się chce na taki widok czje się taka bezsilna w takich chwilach!!! to co sie stalo ze az tak szalejesz przez ck ??co on takiego zrobił ??? ze az tak zle ??? Jak tam swieta ci minely ?? bo u mnie meksyk nie licząc mojego :( zatakal nam się zlew w kuchni i woda zamiast splywac do rur splywala do pralki dobrze ze chcialam zrobic pranie bo woda już prawie siegala okienka i tylko troche sie wylalo !! Tak czy owak mam meksyk w kuchni do teraz moj sie z tym bawil nie będzie z przyczyn oczywistych :( jest zatkane dalei i nic nie pomaga 3 krety poszly domestos ocet i nic !!! Tak wiec z potraw swiontecznych ktore mialam w planie zostala wykonana jedna !!! No ale coz i tak swiat nie czuje tymbardziej ze jestem na bezrobotnym to dni sa takie same eh jestesmy uziemieni zero prania gdzie w koszu mi kipi na pranie mycie garow w wannie normalnie kosmos !!! jeszcze pare takich sytulacji gdzie się nic nie da zrobic to chyba napisze poradnik na ten temat :) Co do pracy to oczywiscie bez zmian pozatym ze ta moja kumpela idzie do tej pracy o ktorej wspominalam a do mnie oczywiscie nie laska zadzwonic swinie !! a razem skaladalysmy podania i byly na rozmowie!!! No ale coz dupa zawsze z tylu !!! Tak wiec widzisz u mnie bez zmian bynajmniej na lepsze ale juz sie do tego przyzwyczailam jak to sie mowi do wszyskiego da sie przyzwyczaic :) a odwiedzic cie mam zamiar gdzies w okolicach czerwca/lipca/sierpnia jesli oczywiscie finanse mi na to pozwolą Co do wlosow to wybieram sie nie bawem do jakiegos domowego fryzeira bo bezsensu co chwile farbowac te wlosy jak mam pasemka to tak nie widac odrostow wogole musze se walnac jaka fote w tym kolorze co by pamietac na przyszłosc jak w samym blondzie wygladam co by gupot nie robic niby nie jest zle ale ja sie dziwnie w tym kolorze czuje !!! Tyle o mnie :) Ciesze sie ze juz masz po problemie pryszczy i wreszcie trafilas na leznake do swojego ulubionego masazysty :) ktory jak widze ma pozytywny wplyw na ciebie;) a cos ty mu niby takiego zrobila ?? A co do żony to jakbyście jednak zechcieli zostac kochankami hehe to mu sie imiona nie beda mylic :) i tym pozytywnym aspektem koncze me pisanie buziole”{/i}

„Eh, siostra, siostra, bezbłędna jesteś po prostu…”, pomyślałam w pierwszej chwili i mało co, a oplułabym monitor z szoku, że własna siostra uważała, że mogłabym się władować w romansidło z żonatym facetem. Tak, posiadała niesamowity wręcz dar rozbrajania mnie w każdym dosłownie momencie. Cóż z tego, że może jeszcze, mimo najszczerszych chęci, mi się podobał? Miałam swoje zasady: zajęty równa się zabroniony. Koniec i kropka. Wyszłam ze skrzynki mailowej, schwytałam kota i razem z nim wgramoliłam się pod kołdrę. Po głowie kołatały mi się przeróżne dziwaczne myśli, a ich karuzela, wespół z mruczankami mojego Słoneczka, z wolna ululała mnie do snu. Wtorek. Budząc się rano, już nawet nie myślałam o swoich środkach uspokajających. Przyzwyczaiłam się do pewnego stopnia, że nie mam ich pod ręką. Wychodząc z łóżka, postanowiłam sobie, że pogadam dziś z moim masażystą i wyjaśnię mu, dlaczego chciałam postąpić w taki, a nie inny sposób. Rozmowa to zawsze najlepsze wyjście w sytuacji, gdy coś człowiekowi nie daje spokoju; przynajmniej przestałabym w końcu o tym tyle myśleć i się zadręczać! Najbardziej męczyło mnie to, że mimo wszystko nie przestawał być dla mnie uprzejmy. Eh… Postawienie sobie celu, a jego osiągnięcie, często jednak są dwiema różnymi sprawami. Idąc do przychodni, wpadłam wprost na… Czarnego Ksiencia! Na jego widok stanęłam jak wryta z szeroko otwartymi ustami i jeszcze szerzej otwartymi oczyma. Wprawdzie setki razy ćwiczyłam w myślach, jak zachowałabym się w takiej sytuacji, lecz gdy już w końcu do niej doszło, wszystko wzięło w łeb. Sparaliżowało mnie wręcz popisowo. - Nie bój się, spokojnie – wymamrotał, widząc moją reakcję na swoją osobę. Zaczął przysięgać dość nerwowo – Nic ci nie zrobię, słowo! - Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. Pójdę na policję! Odejdź! – odpiszczałam mu, czując, jak panika zaczyna ściskać mnie za gardło. Chciałam go jakoś wyminąć, lecz zagrodził mi drogę. Znów zamarłam. Natychmiast jednak sobie uświadomiłam, że nie wolno mi się go przestraszyć. Przełknęłam więc ślinę, wyprostowałam się, podniosłam dumnie głowę i spojrzałam mu prosto w oczy. „Co ma być, to będzie”, pomyślałam, dodając sobie otuchy. Zagroziłam, cedząc przez zęby każde słowo – A spróbuj mi tylko coś zrobić… Strach ma, na szczęście jednak, tylko wielkie oczy. Czarny Ksionżę zdawał się być zupełnie skołowany moją bojową postawą. - Przepraszam za piątek – wykrztusił z siebie, spuszczając wzrok. – Wiem, że zachowałem się… Nie powinienem, źle zrobiłem. - Niewątpliwie – odparłam napastliwie, tak, jakbym to ja jemu zagrodziła drogę i się nad nim znęcała. Lecz wciąż zdawałam sobie sprawę, że powinnam mieć się na baczności. - Wiem, że mi tego nie darujesz – kontynuował. – Przepier… sorry, przekreśliłem sobie sam u ciebie wszystko. Czegoś takiego się nie wybacza. - Ja ci wybaczyłam – odparłam wciąż pewnym, lecz już łagodniejszym głosem. – Zamieniłeś moje życie w piekło, ale masz to wybaczone. Nie ze względu na ciebie jednak – wyjaśniłam pośpiesznie – tylko na mnie samą. - Na… naprawdę? – był tak zaskoczony, że ledwo mu to przez gardło przeszło. A do mnie w tej chwili dotarło, że może znów niepotrzebnie daję mu na cokolwiek jakieś nadzieje i przyszła mi wręcz ochota, by puknąć się w to bezmózgie czółko. - Tak – przyznałam, lecz od razu też dodałam – Ale znikaj z mojego życia. Nie zbliżaj się do mnie więcej w jakikolwiek sposób, nie kontaktuj się ze mną, bo gorzko pożałujesz. - Acha – znów się łamał, sprowadzony na twardą ziemię, lecz udało mu się łzawo wystękać – I tak wracam za granicę. Nie usłyszysz już o mnie więcej. Mam nadzieję, że tego właśnie chciałaś. - Chcę po prostu żyć i cieszyć się życiem – odrzekłam, walcząc z próbą zasiania we mnie kolejnego poczucia winy. – Mam nadzieję, że odnajdziesz szczęście. Ze mną i tak byś go nie miał, bo wcześniej czy później, i tak zniszczylibyśmy się wzajemnie – wyjaśniłam tak chłodno, jak tylko potrafiłam. - Tak myślisz? – sprawiał wrażenie, jakbym swoją niewiarą w nasz związek zadała mu śmiertelny cios. - Właśnie tak – potwierdziłam z takim naciskiem, żeby nie pozostawić mu najmniejszych złudzeń. – A teraz wybacz, ale śpieszę się. - No, jasne – uśmiechnął się gorzko i rękawem zakrył cisnące mu się do oczu łzy. Usta mu dygotały niekontrolowanym dreszczem. – Bądź zdrowa. Cześć. - Żegnaj – odpowiedziałam lodowato. Wiedziałam, że nie mogę się teraz rozczulić. Tak, mimo wszystko, było mi go żal. Byłam pewna, że przechodził katusze. Ale gdybym teraz tego nie zakończyła raz, a porządnie, cała kołomyja rozpętałaby się na nowo. A z tego mogłabym już nie wyjść w jednym kawałku. Już mi nie zastępował drogi, gdy spróbowałam go wyminąć; bez zbędnej szopki odszedł w swoją stronę. Miałam już więcej o nim nie usłyszeć. Idąc w stronę przychodni, zaczęłam cała się trząść; rozmowa z Czarnym Ksienciem rozbiła mój pokazowy spokój w drobne kawałeczki. Moja zdolność do koncentracji oraz do logicznego myślenia równała się w tym momencie zero. Musiało to wszystko ze mnie zejść. Każdy kontakt z tym człowiekiem wywoływał we mnie nieopanowaną nerwówkę. Zachodziłam w głowę, czy naprawdę to był już koniec moich prześladowań z jego strony. Wszystko wskazywało na to, że wygrałam. Nareszcie byłam wolna. Tylko dlaczego nie czułam się jak zwycięzca? Dlaczego chciało mi się zwinąć w kłębek i płakać? W takim właśnie stanie poplątania zastał mnie mój masażysta pod swoim gabinetem. Chciałam z nim porozmawiać, ale byłam jeszcze zbyt ogłupiała po rewelacjach ze strony Czarnego Ksiencia, by dostatecznie pozbierać myśli. Przywitałam się z nim raczej automatycznie, po czym udało mi się nawet zaliczyć teatralne potknięcie o wycieraczkę, wchodząc do gabinetu, co jeszcze bardziej zamknęło mnie w sobie. Ukradkiem otarłam cisnące mi się do oczu łzy. Postanowiłam ostatecznie, że lepiej będzie, jak pogadam z nim po zabiegu. Leżałam już na swojej leżance, z rozpiętym stanikiem, posypana tym przeklętym talkiem, nie mając pojęcia, jak w ogóle zacząć rozmowę, gdy mój masażysta mnie wyręczył. - Jak tam po świętach? – spytał, zaczynając masaż. Miał już cieplejsze dłonie, niż przed świętami… Coś pozytywnego. - Bywało lepiej – odparłam wymijająco. Nie chciałam jęczeć i spowiadać się całemu światu, jakie atrakcje w ramach tegorocznych Świąt Wielkanocnych zafundował mi Czarny Ksionżę. – Jestem bardziej zmęczona po świętach niż przed. A u ciebie? - Dziękuję, spokojnie – odparł uprzejmie. – Gorzej z powrotem do pracy po świętach. Nie przyszła mi pacjentka, która miała mieć masaż z samego rana i w sumie niepotrzebnie tak wcześnie wstawałem. - Niektórzy pacjenci są okropni – skomentowałam głucho, myśląc raczej o sobie i o moim własnym szachrajstwie. Tak, czułam…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych