REHABILITACJA: seria trzecia - Dotykoterapia
rozdział czwarty ostatniej części losów młodej pacjentki w gabinecie masażu
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{font:verdana}{c:navy}{b}{u}REHABILITACJA, seria trzecia - Dotykoterapia{/b} - część ostatnia{/u}
{u}rozdział czwarty{/u} naga prawda
Środa. Obudziłam się z poczuciem niepokoju. To dziś miało się rozstrzygnąć, czy będę chodzić na masaże… Jak ja nie lubiłam czekać! Wygrzebałam się z łóżka, wyszykowałam i przed wyjściem weszłam jeszcze na neta. „Facebook – czysty, poczta – zero wiadomości, Skype – nic…”, mamrotałam pod nosem. „Gadu… no, nie…!”, zwątpiłam. Miałam kolejną wiadomość od mojego ucznia…
{i}„mam objawienie co do zapachu dla Ciebie. Chyba nawet pójdę i Ci kupię, butelka może nie porywa wygladem wręcz jest tandetnie śmieszna ale za to zapach jest - nie tak mocny jak ten którym pachniałaś ale na lato był by chyba odpowiedni bo dość lekki i przyjemny , udanego dnia życze :*”{/i}
„Super, i co jeszcze…”, przeraziłam się. Zdecydowanie za szybko i za dużo chciałby sobie pozwolić. Poirytowana, odpisałam:
{i}„ostatnio, od poniedziałku włącznie, mam jakiś porypany nastrój. Mam fatalny nastrój!! Ludzie mnie po prostu wk.......ą, chyba potrzebuję przedłużyć wakacje, wszystko mnie drażni. Najchętniej spuściłabym na ludzkość kilka bomb atomowych i niech wyzdycha ta zaraza co do ostatniego. Nic, idę się wyżyć na sali gimnastycznej, odezwę się jak będę mieć lepszy nastrój, bo jak na razie, zamrażam samym spojrzeniem. Miłego dnia mimo wszystko, pozdrawiam, hej!!”{/i}
Już chciałam wyjść z gg, kiedy jeszcze zdążył mi przesłać wiadomość zwrotną.
{i}„UWAŻAJ najlepiej nie patrz teraz na wodę bo zamienisz się w sorbecik ;]”{/i}
Nie bawiłam się już w odpisywanie. Zrobiło mi się wprawdzie przykro, że dostał ode mnie z buta, ale najwyraźniej nie zrozumiał przesłania. I jeszcze chciał mnie rozśmieszyć... Dlaczego mi to robił!? Od zanurzania się w pochmurnych myślach wyratował mnie kuzyn; czekał już w autku. Postanowił, że dziś to on pokona zakwasy. Przekroczywszy próg sali gimnastycznej, przywitały nas pustki. Tak niewielu pacjentów już dawno tu nie widziałam. Największą pustkę stwarzał jednak brak mojej rehabilitantki. Wszystkich nadzorowała kierowniczka, siedząca na krzesełku i wypełniająca jakieś swoje papierzyska. Zasłonka do wnęki była zasunięta, a zza niej słychać było głos mojego masażysty. Postanowiłam przebrać się bez zbędnej zwłoki i przystąpić do dzieła. - Zacznę sobie od zestawu na stojąco – poinformowałam kierowniczkę. - Spoko, ćwicz sobie – odparła, zatracona w swoich papierach. - Widzę, że dzisiaj macie tu czystki etniczne – zdobyłam się na żart. - To przyjdź sobie o siódmej – prychnęła. – Jeszcze śniadania nawet nie miałam czasu zjeść, tyle roboty. - To nie zazdroszczę – odrzekłam i zaczęłam ćwiczyć. Wzięłam się najpierw za ciężarki. To już nie było to samo, co z moją rehabilitantką. Z tą nie miałam tak dobrego kontaktu. Zresztą, była zajęta, a ja nie miałam najmniejszej ochoty jej przeszkadzać. Ćwiczyłam tak sobie dłuższą chwilę w milczeniu, okazując zainteresowanie tylko mojemu kuzynowi, kiedy zza parawanu wyłonił się mój masażysta. Spojrzałam na niego dość wyczekująco, chyba rzeczywiście robiąc przy tym oczy na Puszka Okruszka. - Jak do tej pory, wszyscy poprzychodzili – westchnął, rozwiewając moje nadzieje. Przytaknęłam tylko ze zrozumieniem i wróciłam do swoich ćwiczeń. Odrobiwszy się z całym zestawem na stojąco, mogłam z czystym sumieniem przystąpić do zestawu na brzuch. Szło mi całkiem fajnie i dość szybko. Mój masażysta w międzyczasie przyjmował za parawanem kolejnych pacjentów. A z każdym takim pacjentem moje szanse na dostanie się do niego na zabiegi w tym turnusie topniały. Zaczęłam już tracić nadzieję. „Jakby się uwzięli…”, jęczałam w myślach. „Czy ja aż tak dużo od życia chcę? Tylko kilka masażów z fajnym chłopakiem!” W końcu zaczęło mnie ogarniać poczucie desperacji, po którym pojawił się stoicki spokój. A może raczej rezygnacja? „Niech się dzieje, co chce”, machnęłam w końcu ręką. W pewnym momencie, tuż przed godziną pierwszą, zza chmur zdawało się wyjrzeć słońce. Mój masażysta razem z rehabilitantką poszli sobie do swojej bazy dowodzenia, czyli do biurka. Na horyzoncie nie było śladu nowego pacjenta! Tak, nowa nadzieja obudziła się w moim pokrętnym umyśle… Nagle coś do mnie dotarło. - Macie teraz przerwę obiadową? – spytałam nieśmiało. - Jeśli tak to można nazwać, to tak – odrzekł mi mój masażysta. - Cholera… - mruknęłam do siebie. „Trudno. Najwyraźniej w życiu nie można mieć wszystkiego”, tłumaczyłam sobie. - No, co chcesz – ciągnął, przegryzając kanapką. – Po ponad sześciu godzinach ręce czasami same odpadają. - Wierzę – wydusiłam między powtórzeniami na skośne. Wcale nie podniósł mnie na duchu. - Po przerwie mam jeszcze wpisanych trzech pacjentów. Na trzynastą, trzynastą trzydzieści i czternastą. - Cóż, nadzieja umiera ostatnia – próbowałam się uśmiechnąć mimo wszystko. Postanowiłam o tym nie myśleć więcej. „I tak będzie, co ma być. Nie ma co się przejmować czymś, na co i tak nie ma się wpływu”, klarowałam sobie swoje stare prawdy. Zawsze działały. Czy zadziałają i tym razem? Zakończywszy set na brzuch, przewróciłam się na bok i zaczęłam ćwiczyć nóżki. Czas mijał, minuta za minutą, a kolejny pacjent nie przychodził… Oprócz zaniedbania sylwetki, w ostatnim czasie zaniedbałam także swój wzrok, więc moja wada się jeszcze bardziej pogłębiła i nie byłam w stanie odczytać godziny z zegara na ścianie. Jakież to było czasami irytujące! Żeby o tym nie myśleć, całą swoją uwagę skoncentrowałam na ćwiczeniach. A z każdym powtórzeniem serduszko biło mi szybciej. - Która godzina? – nie wytrzymałam w końcu. - Dwadzieścia po pierwszej – odrzekł mój masażysta z szerokim uśmiechem. - Czyli…? – zapiszczałam, uradowana, gdyż dotarła do mnie radosna nowina. - Czyli wchodzisz na trzynastą – potwierdził, rozbawiony moją reakcją. - Oh, yeah! – wymruczałam z nieukrywaną satysfakcją i aż klasnęłam w dłonie. „Bóg naprawdę istnieje!”, cieszyłam się w myślach. – To jeszcze tylko załatwię sobie skierowanie i od jutra znowu jestem twoją pacjentką! - Tylko wiesz – uprzedził zawczasu. – W tej serii będzie tylko dziewięć zabiegów. Ten dzisiejszy tak jakby przepada, a w następnym turnusie znowu nie wiadomo, jak pacjenci poprzychodzą. - Nie ma sprawy – machnęłam już na to ręką. Najważniejsze dla mnie było to, że znowu będę mogła oddać się w jego ręce. Och, jak mi ich brakowało! Nagle zebrało mi się na żarty. – To co, w takim razie handel wymienny za tą dziesiątą wizytę: najpierw ja ciebie, a potem ty mnie? - Taa – uśmiechnął się zaczepnie. – Nie kuś. Wstąpiła we mnie nowa energia. A w głowie pojawiły się dziwne, pokrętne pomysły… Żadne ćwiczenie nie stanowiło już dla mnie najmniejszego wyzwania! Mogłabym tak leżeć i wywijać tymi nogami nawet i do końca świata! Moja euforia przyćmiewała wszystko. Miałam dużo szczęścia, jak się wkrótce okazało. Kilka minut później przyszła pacjentka, z którą planowo miał mieć zabieg. „Tak, tylko jedna osoba nie przyszła, specjalnie dla mnie”, suszyłam zęby. A ćwiczenia szły mi niezwykle sprawnie. W pewnym momencie rehabilitantka musiała gdzieś wyjść. - Pilnuj ich tutaj, ok.? – poprosiła mojego masażystę. - Dobra! – odpowiedział jej zza zasłonki, zajmując się pacjentką. Odczekał, aż rehabilitantka wyjdzie, wyjrzał zza zasłonki, uśmiechnął się szelmowsko i powiedział do mnie i mojego kuzyna: - Tylko mi tu niczego nie wynieście. - Żeby tu jeszcze było co wynosić – zakpił mój kuzyn. - Wiesz, zawsze możemy się zasadzić na rowerki – z miejsca podchwyciłam i zażartowałam. – Akurat są trzy, to dla każdego po jednym. - Wchodzę w to – zaśmiał się mój kuzyn. - To jedno z nas będzie stało na dole i łapało, a reszta będzie wyrzucać je przez okno – ciągnęłam wątek. Mój masażysta akurat skończył z pacjentką i podszedł do okna. - Trochę wysoko – ocenił, włączając się w nasze niecne plany. - Kuzyn pójdzie na dół, bo jest najsilniejszy, a my będziemy zrzucać towar – żartowałam dalej. - Ciekawe, ile dostaniemy za taki wypasiony sprzęt – śmiał się z nami. – Ten egzemplarz, chciałem zauważyć, ma przestawiany licznik. Ma już nabite tysiąc kilometrów. - Bomba – ucieszyłam się. Przyszła w końcu kolejna pacjentka; oznaczało to koniec wygłupów. Mój masażysta musiał się nią zająć. - A tak w ogóle, to byliście gdzieś na wakacjach? – spytałam go, przechodząc do ćwiczeń na plecy. - Tak, nad polskim morzem – odparł z ironią w głosie, zasłaniając zasłonkę. - A jak pogoda? – chciałam wiedzieć. Nie mogłam zmarnować takiej okazji, by sobie z nim nie pogadać. - Mieliśmy aż trzy
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil AgnieszkaQ
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…