REHABILITACJA: seria trzecia - Dotykoterapia
rozdział jedenasty ostatniej części losów młodej pacjentki w gabinecie masażu
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{font:verdana}{c:navy}{b}{u}REHABILITACJA, seria trzecia - Dotykoterapia{/b} - część ostatnia{/u}
{u}rozdział jedenasty{/u} trening czyni mistrza
Piątek. Wstając rano z łóżka, miałam wrażenie, że chodzę po księżycu; kompletnie się nie wyspałam. Nie zmieniało to faktu, że byłam niesamowicie nakręcona. Idąc do łazienki, zabrałam ze sobą sprzęt grający i pastwiłam się nad sąsiadami swoimi talentami wokalnymi, w dodatku w ich ukochanym języku. Przez kuchnię i szafę przemknęłam z prędkością błyskawicy, po czym opuściłam swój ukochany domek i kota, który, jak rzadko kiedy, odetchnął z ulgą widząc, jak znikam za drzwiami. Komputer omijałam szerokim kręgiem. Odebrałam koleżankę w umówionym miejscu i razem udałyśmy się do przychodni. Śmiała się, widząc z jakim oszołomem ma dziś do czynienia. Cóż, nigdy przed nią nie ukrywałam, że nie jestem do końca normalna. - Hej! – przywitałam się z kierowniczką i przedstawiłam sobie obie dziewczyny. - Widzę, że dzisiaj w nowym staniku – rozpromieniła się, widząc zielone ramiączko, wystające spod mojej bluzki tego samego koloru. – A kasę masz? - Jasne, że mam – uśmiechnęłam się. – A w poniedziałek przyjdę w tym drugim, fioletowym. Muszę wypróbować je od razu. - Na koledze z fizyko? - odpowiedziała mi śmiechem. Ona też, kiedy chciała, potrafiła być niemożliwa. Ja i koleżanka przebrałyśmy się, po czym oprowadziłam ją po całej sali. Przy okazji przywitałam się z kobitką na materacu: - A co dzisiaj tak wczas? - Jak mi się wstanie, tak przychodzę – odpowiedziała serdecznie i wróciła do swoich lekkich ćwiczonek. Zaczęłyśmy trening od ćwiczeń na stojąco. Nie chciałam przeciążać kumpeli, więc ciężarki wzięłam tylko dla siebie. Ona miała wykonywać te same ćwiczenia, z tym, że maksymalnie po dziesięć powtórzeń. Odrobiwszy się z ciężarkami, zarządziłam ćwiczenia z kijem, a potem jeszcze zestaw na samą tylko szyję. - Tylko jej nie zajedź – wtrąciła się rehabilitantka. - Spoko! – odrzekłam. – Panuję nad sytuacją. Zresztą, jak czegoś nie będzie chciała, to tego po prostu nie zrobi. - Jak na razie jest ok. – odezwała się moja kumpela. - Dopłynęła już pani do Bałtyku? – znów spytałam pacjentki robiącej żabki na sznurkach. - Dzisiaj opornie mi idzie to pływanie – odparła ze zmęczonym uśmiechem. – Z każdym dniem bardziej mnie to męczy. - To proszę się pocieszyć, że już niedługo weekend – powiedziałam. – Odpocznie sobie pani. - Ja już w ogóle sobie odpocznę – sprostowała. – Dzisiaj mam ostatni dzień. - Poważnie? – zmartwiłam się. – To z kim ja będę rozmawiać? - Rozmawia pani ze wszystkimi pacjentami – powiedziała w ramach pocieszenia. - Tak, ale z panią lubię najbardziej – uśmiechnęłam się zaczepnie. Widziałam, jak miło jej się z tego powodu zrobiło. Zresztą, była przesympatyczna i rzeczywiście bardzo ją polubiłam. Skończywszy szyję, zaczęłyśmy ćwiczyć przy drabinkach, a potem na materacu. Tego dnia duchota była wyjątkowa, a co za tym idzie, byłam cała mokra i kleiłam się do materaca. To był koszmarny dzień na wysiłek fizyczny. Ale postanowiłam, że będę twarda i dopnę swego. Nic nie było w stanie mnie powstrzymać! Wkrótce przyszedł i mój masażysta we własnej osobie razem ze swoim pacjentem. Uśmiechnął się na nasz widok i oboje zniknęli za zasłonką. - Po tym panu my wchodzimy – poinformowałam koleżankę. Dorzuciłam jej też kilka niezbędnych informacji na temat mojego masażysty. - Masz dzisiaj dwie do przemasowania – kierowniczka uprzedziła swojego kolegę. - Jedną! Na drugiej ja się będę szkolić – poprawiłam ją i zwróciłam się do mojego masażysty – To inna koleżanka, niż ta, o której ci mówiłam wczoraj. Tamta nie mogła się zjawić. - Ok – uśmiechnął się tylko i wrócił do swojego pacjenta. Po dwudziestu minutach z nim skończył. Ależ byłam pobudzona! Z każdą minutą coraz bardziej… Wszystko się we mnie kotłowało! Chciałam jednak zachowywać się na tyle profesjonalnie, na ile tylko potrafiłam się zdobyć w takich warunkach. Posadziłam koleżankę na krzesełku, by mogła spokojnie się poprzyglądać. Mój masażysta jeszcze ułożył mi od nowa ręcznik na leżance. Wywróciłam oczami. - I widzisz, już mnie poprawia – powiedziałam do koleżanki. - Bo za ciebie wszystko trzeba robić – zaśmiał się. – Takim leniem jesteś. Kładź się. Kiedy już leżałam, miałam wrażenie, że cała drżę. Od razu odbyła się też ceremonia z papierowymi ręczniczkami i rozpinaniem stanika. Ależ mi było wesoło! Chichrałam się dosłownie ze wszystkiego. - Pojęcia nie masz, przez co przeszłam, by ją tutaj dzisiaj sprowadzić – powiedziałam do niego. – Tamta wykręciła się migreną bardzo późnym wieczorem i musiałam kogoś znaleźć na szybko. - Ale najważniejsze, że jestem – kumpela się uśmiechnęła. Poczułam rozlewaną na plecach oliwkę. - Zanim zacznę cię uczyć, to rzucę okiem na plecy koleżanki – powiedział, zabierając się za masaż moich plecków. - A czy dzisiaj dostanę mocny zestaw, żeby mi starczyło na weekend? – spytałam zaczepnie. Odkryłam w sobie nagle irracjonalną potrzebę pokazania, jaką pozycję zajmuję nie tylko na tej sali, ale także na tej leżance! Władza uderzyła mi chyba do głowy. - A nie – szybciutko sprowadził mnie na ziemię. – Dostałabyś, gdybyś była sama. A tak, to będziesz tylko niepotrzebnie straszyć koleżankę. - Będę się zachowywać – obiecałam pokornie i podniosłam dłonie, by mógł sobie na nie popatrzeć. – Takie paznokcie mogą być? - Mogą – ocenił efekt mojego wczorajszego poświęcenia. – A gdzie zgubiłaś kuzyna? - Pewnie się wystraszył, że jednak będę chciała się na nim szkolić – westchnęłam. Nawet nie spostrzegłam, że ani wczoraj, ani dzisiaj, mój kuzyn nie raczył się zjawić na ćwiczeniach. – A zgadnij, jak ma na imię mąż koleżanki. - To podchwytliwe pytanie? – był względem mnie podejrzliwy. - Nie, najzwyklejsze pod słońcem – odparłam tak niewinnie, jak tylko się dało. - No to pewnie tak samo, jak i ja – zaśmiał się. - Dokładnie – pochwaliłam go za zdolności dedukcyjne. - To może weźmiesz przykład z koleżanki? – wrócił do swojej starej śpiewki… Znów sobie przypomniał, że podobno potrzebuję znaleźć sobie faceta… - Koleżanka mnie do takich rzeczy nie namawia, bo doskonale mnie rozumie – odparłam z lekkim fochem. - Inaczej nie byłybyście koleżankami – stwierdził z westchnieniem. Musiało do niego dotrzeć, że bez walki, jak zwykle, się nie obejdzie. - Po prostu dużo na mój temat wie – oświadczyłam. I dodałam znacząco, biorąc przy tym dość głęboki wdech. – Na pewno więcej niż co poniektórzy. – Nie oddychaj tak głęboko, bo mi się skóra z rąk wyślizguje – usłyszałam w odpowiedzi. Tak, potrafił rozładować napiętą sytuację w ciągu jednej sekundy… - To trzymaj ją mocniej – odparowałam. - Myślisz, że to takie proste? Mimo problemów z wyślizgującą się skórą, ten masaż należał do jednego z lżejszych. Nawet łopatka tak nie bolała. Natomiast boczki odczułam... Tak samo, jak pośladki… - Tu będzie bolało – uprzedził, rozcierając mi prawy pośladek. - Tu boli… – zajęczałam i cała się spięłam. - Miałaś zastrzyki – stwierdził bez wahania. - No, miałam, przecież ci już nawet mówiłam – odparłam. Eh, najwyraźniej o mojej pupci zapomniał o wiele szybciej, niż o moich głupawkach… - A miałaś je robione w jeden tyłek? – spytał i zaraz się poprawił. – Sorry, pośladek… - No wiesz, tyłek mam tylko jeden – zaczęłam zanosić się od śmiechu. – Chyba, że o czymś nie wiem? - No, i już się trzęsie, galaretka – też się śmiał. I kumpela też. - I tak jestem jeszcze w miarę spokojna – zauważyłam. - Tak, jak na nią, to jakby jej tu w ogóle nie było – żartował. – Powinnaś częściej przyprowadzać koleżanki. O ileż moje życie byłoby prostsze… - Na pewno – zaśmiałam się. – A propo częstszego przychodzenia. Skoro poważnie mogę do ciebie jeszcze przychodzić na zabiegi, to kiedy mogłabym znowu się zgłosić? Dałoby radę pod koniec roku? Nie chcę za często, żeby nie było, że się narzucam. - Oj, nie wiem, co będzie pod koniec roku… – odpowiedział, drocząc się. – Może mnie nie być. Mogę na przykład, no wiesz, nogę złamać i być na L4… - Ani mi się waż! – usłyszał błyskawiczną odpowiedź. Wiedziałam doskonale, że się uśmiechnął z satysfakcją. Po rodzaju doznań, które wysyłały mi plecy, domyśliłam się, że mój zabieg dobiegał już końca. Wydał mi się taki jakiś krótszy… Ale co tam, zawsze to będę miała więcej czasu na własne szkolenie. Po chwili zza spodenek zaczął mi wyciągać ręczniczek, który wplątał się w moje stringi. - Oddaj – zażartował. Ja zaczęłam znów się śmiać. - Wiesz, upatrzyłam sobie wasze ręczniczki, będę je kolekcjonować – nabijałam się. On zapiął mi stanik. - To masz ten, a i w koszu ile się znajdzie.. – ciągnął wątek ręczniczka. Nagle pogilgotał mnie po boczku. - Hej! – zapiszczałam. - Co to było? – spytała koleżanka, lekko zdezorientowana. - Tylko sprawdzam odruchy – odpowiedział jej i stwierdził – Jeszcze żyje. – Następnie zwrócił się do mnie. – Powolutku sobie wstawaj. Wyszedł umyć ręce po oliwce, a my w tym czasie zamieniłyśmy się miejscami. Koleżanka ułożyła się na leżance, a ja miałam w końcu dobrą sposobność, by wypróbować moje okularki. Włożyłam je więc na nos i czekałam aż mój masażysta wróci. Kiedy przyszedł, uprzedziłam: - Wiesz, muszę widzieć, co robię. On się tylko roześmiał. Dopiero teraz zauważyłam, jaki ma piękny uśmiech! - To czego głównie chcesz się nauczyć? - spytał głosem, jakby był gotowy na wszystko. - Rozluźniające i relaksacyjne – uśmiechnęłam się ślicznie. – Od czego zaczynamy? - Weź dwa ręczniczki. Wiesz, co z nimi zrobić – polecił mi, co też wykonałam. On sam rozpiął jej stanik. – Najpierw sprawdzimy, czy koleżanka ma prosty kręgosłup – powiedział, przesuwając jej palcem wzdłuż kręgosłupa. – Powstaje czerwona kreska, która rysuje ci na plecach linię kręgosłupa. - Rzeczywiście – zauważyłam tą linię. Z każdą sekundą robiła się coraz czerwieńsza. - W miarę prosty – ocenił. – Choć może być problem z lewą łopatką, jak u ciebie. Zajmę się nią pod koniec. To teraz oliwka. Rozlej trochę w różnych miejscach na skórze. Nie za dużo. - Mam. I teraz co dalej? – chciałam wiedzieć. - Zaczynamy od głaskania. Wszystkie ruchy wykonuj od dołu do góry kręgosłupa, o tak – powiedział, demonstrując na mojej koleżance, a ja starałam się go naśladować. – Dobrze, pamiętaj o tym, żeby nie pomijać ramion. W tym momencie jednemu z pacjentów zadzwonił minutnik, więc poszedł go wyłączyć. Ja dawałam z siebie wszystko na plecach koleżanki. Była głaskana bez ograniczeń. - I jak ci jest? – spytałam jej. - Przyjemnie – odrzekła z uśmiechem. Rozumiałam ją doskonale… Mój masażysta wrócił już po chwili i mnie pouczył: - Jak to robisz, to staraj się mieć palce złączone, a nie takie rozczapierzone, jak grabie. - Ok., będę pamiętać – poprawiłam się. Choć, muszę przyznać, ciężko mi było. Do tej pory nigdy nikogo nie masowałam ze złączonymi palcami. Zaczęłam trochę się denerwować. W dodatku duchota dawała mi się we znaki; lało się ze mnie niemiłosiernie. - I robisz to za szybko – zaśmiał się. – To ma ją rozluźnić, a nie pobudzić. Możesz to robić wzdłuż, w poprzek lub okrężnie. Patrz na mnie. Znów zademonstrował mi kilka ruchów, które ja starałam się po nim powtarzać. - Po głaskaniu mamy rozcieranie – przeszliśmy o krok dalej. Zaczął wykonywać ruchy koliste od dołu w górę pleców mojej koleżanki – Spróbuj. - Tak? – chciałam się upewnić, czy dobrze to robię. - Mniej-więcej – odpowiedział. – Poćwicz trochę. - Ok. – posłuchałam i zaczęłam testować różne ruchy dłoni. - Teraz znowu będziemy ją głaskać – powiedział po chwili. – Każdy następny etap powinien być oddzielony głaskaniem. - Robi się – skinęłam głową.
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil AgnieszkaQ
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…