Rękopis znaleziony w dzbanku
Niezwykłe znalezisko przywiezione z Ziemi Świętej
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{b}Rękopis znaleziony w dzbanku{/b}
Tegoroczne wakacje spędziłem w Ziemi Świętej. Po zeralizowaniu „obowiązkowego” programu wycieczkowego miałem jeden dzień wypoczynku. Postanowiłem go spędzić inaczej, niż większość współtowarzyszy imprezy, którzy rzucili się w wir zakupów różańców, krzyżyków, medalików i innych pamiątek. Postanowiłem udać się na samotną, pieszą wędrówkę po wzgórzach Judei. Wyruszyłem autobusem w kierunku Haify, a potem „per pedes” na południe. Wędrowałem górskimi ścieżkami i w pewnym momencie, trawersując strome zbocze zszedłem do głębokiego wąwozu. Zmęczony upałem usiadłem na kamieniu i otworzyłem butelkę wody mineralnej rozglądając się wokół leniwie. Wtem – niemal u swoich stóp spostrzegłem wystający nieco z piarżyska przedmiot wyglądający jak niewielki dzbanek. Rozgrzebałem otaczające go okruchy i począłem delikatnie usuwać ze skalnego łoża. Jednak, mimo mej ostrożności rozpadł się na kilka części; w mojej dłoni pozostał jedynie zwój czegoś, co przypominało mocno zetlałą tkaninę. Przy pierwszej próbie rozwijania zaczęła się rozsypywać, dałem więc temu spokój, odkładając tę czynność na bardziej sprzyjające okoliczności i odpowiedniejsze warunki. Rozejrzałem się uważnie w sąsiedztwie – nie dostrze-głem jednak niczego godnego uwagi. Jeszcze raz zajrzałem do wygrzebanego przez siebie dołka i oczom moim ukazała się bielejąca kość palca. Zacząłem pomału usuwać drobne kamyki, aż pojawiły się pozostałe kostki dłoni, a jeszcze głębiej kości wyciągniętego ku górze przedramienia. Tak więc, jakiś nieszczęśnik starał się uchronić swój dzbanek przed zasypaniem przez kamienną lawinę... Dlaczego to było takie ważne? Ponownie dokładnie obejrzałem tajemniczy zwój. Taak. To nie była tkanina. To był zwój papirusu! Po powrocie do hotelu umieściłem zwój w kartonie po krakersach i ukryłem w walizce. Gdy już znalazłem się w kraju schowałem swoje trofeum do szuflady z przeróżnymi „skarbami”, po czym – wciągnięty wir codziennych zajęć zapomniałem o nim na dobre. Jednak w ubiegłym tygodniu, kiedy szukałem pewnego dokumentu, natrafiłem na pudełko. Przy pomocy pary z żelazka lekko zwilżałem papirus i rozwijałem go na przyniesionej z garażu szybie. Od razu dały się zauważyć niewyraźne, czytelne jednak znaki pisma hebrajskiego. Po całkowitym rozwinięciu zwoju przykryłem go drugą szybą i przystąpiłem do dokładniejszej analizy tekstu. Choć niektóre frag-menty uległy bezpowrotnemu zniszczeniu, to jednak całość zapowiada się niezwykle interesująco, żeby nie powiedzieć – sensacyjnie. Jego odczytanie zajmie mi zapewne sporo czasu, zwłaszcza, że w od pewnego miejsca autor przechodzi z języka starohebrajskiego na aramejski, a język ów nie jest mi zbyt dobrze znany. A oto w miarę dosłowne tłumaczenie tekstu uzupełnione o niewystępujące w oryginale znaki przestankowe:
{b}{i}Pochodzę z rodu rabbiego Gamaliela i pełnię funkcję skryby przy Świątyni. Historia zaczęła się przed trzema...nie – przed czterema dniami. Sługa Jeremiasza – Baruch wezwał tego wieczora grupę kapłanów i lewitów do domu arcykapłana i powiedział co następuje: – Dowiedziałem się, że żołnierze Nebuzaradana zbierają wszystkich budowniczych i innych rzemieślników – zarówno żydów, jak i niewolników, chcąc przy ich pomocy dokonać świętokradczego aktu zburzenia Świątyni. – Skąd posiadasz taką informację? – zapytał ktoś ze zgromadzonych. – Nie od dziś wszak wiadomo, że ogromne rzesze ludzi wyprowadzają w więzach do Babilonu? – To prawda, ale tamtych wyprowadzają z ziemi Izraela, tych zaś gromadzą na dziedzińcu pałacowym. Informację uzyskałem od pewnego sługi, który słyszał słowa posłańca od Nebuchonadozora do Nebuzaradana. Z pozyskanego w ten sposób kamienia mają rozbudować budynek(?) Musimy zastanowić się nad tym, co nam wypada uczyni, by ocalić choć Arkę, skoro Świątyni uratować przed zniszczeniem nie zdołamy. Zaczęły się długie, trwające niemal do rana dyskusje, aż wreszcie decyzja została podjęta. Na koniec Baruch kazał nam przysiąc, że wszystko, o czym mówiliśmy pozostanie tajemnicą, po czym zapytał: – Jesteście gotowi na śmierć? – Jesteśmy – odpowiedziałem wraz ze pozostałymi. – Ty nie – zwrócił się do mnie. – Ty masz powrócić i zło-żyć mi relację z przebiegu operacji. Następnej nocy, na mocnych linach opuszczono Arkę ze wschodniego muru, do doliny Kedronu, a tam czekający już lewici przenieśli ją do domu pewnego cieśli. Człowiek ów w ciągu poprzedzającego dnia przygotował specjalnie skonstruowany, zaprzężony w parę wołów wóz z podwójnym dnem. W tak powstałej skrytce umieściliśmy Arkę, a na wierzchu w różnych pozach ułożyli się, udający martwych trędowaci. Znaczna grupa trędowatych towarzyszyła nam również pieszo. Zaprzęg w towarzystwie zakapturzonych kapłanów i lewitów wyruszył w drogę. Nie uszliśmy daleko, kiedy natknęliśmy się na babiloński patrol. – Stójcie! Kim jesteście i dokąd o tak późnej porze zmierzacie? – Nieczyści. Odprowadzamy swoich zmarłych braci za miasto, by oddać ich ziemi. Jeden z żołnierzy uniósł wyżej pochodnię, by przyjrzeć się lepiej fałszywym zmarłym. – Jeden się poruszył – oznajmił. – Tak, naprawdę? Dotknij i sprawdź. Już dawno jest zimny – odpowiedział jeden z kapłanów. Dowódca wyjął zza pleców szablę. – Zaraz sprawdzę. – Sprawdzaj, sprawdzaj. Jeśli krew jego tryśnie na twoją skórę, to już niedługo będziesz mógł przyłączyć się do naszego towarzystwa – zaśmiał się ironicznie kapłan. – Tfu! Wynoście się stąd! Nie niepokojeni już przez nikogo zboczyliśmy z gościńca na boczną drogę, a potem lewici wysunęli arkę ze schowka i ująwszy za drążki zaczęli wnosić ją wąską ścieżyną wspinającą się na strome zbocze. Ciężka to była wędrówka, bowiem często brakowało miejsca, by mogły zmieścić się na niej dwa rzędy ludzi. Niekiedy jedni poruszali się po zboczu poniżej, a ci którzy szli
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil To_Ya
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…