Relatywność obojętności
Czy obojętność ma jakąkolwiek wartość? Bohaterka opowiadania jeszcze tego nie wie. Jest tylko świadoma, że to prawda zajmuje w jej hierarchii wartości pierwsze miejsce.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Ciemność przed oczami. Sen już się skończył. Zaciskam powieki w nadziei, że jeszcze go zatrzymam, uchwycę za ostatni, rozmazany w podświadomości wątek. Teraz tylko przytłumione kolory. On zawsze zostawia te same barwy, żeby za nimi zatęsknić. Czasem myślę, że jest wręcz bezczelny, bo ulatnia się tak nagle i niespodziewanie. Jakby jego jedynym celem było robienie na złość mojej duszy, która tylko łakomie czeka na zamknięcie oczu i projekcję kolejnego odcinka własnych udręczeń. Dobrze wiem, że tylko wtedy, kiedy śnię, rozmawiam bezgłośnie z samą sobą. Bywa, że strach zamknąć powieki. To tak, jakby po wystawieniu komedii zaciągnięto na scenie ciężką kurtynę. Widz bawi się szampańsko, klaszcze w dłonie z zadowolenia i chce bisu, chce jeszcze raz. Tymczasem za grubym kawałkiem materiału, który pachnie tylko kurzem, niczym więcej, stoi postać, która wcale nie ma ochoty znowu poczuć na sobie białego światła reflektorów. Tutaj za kurtyną jest ciemno i ona staje się z powrotem szara, bezimienna i pogrążona w swojej samotności. Wybierając między byciem za zasłoną a znalezieniem się przed nią, wybierze z pewnością rolę samej kurtyny. A więc moje "za kurtyną" to właśnie cała ja. Ta oddzielona od niezrozumiałego świata, który widzi tylko odgrywaną przez mnie komedię. Wnętrze należy tylko do mnie i do Najwyższego.
Cóż, tym razem nie uda mi się przeciągnąć miłej senności i błogości przebywania sam na sam ze sobą. Wiązki światła już cisną się do oczu i powodują, że te, nienasycone patrzeniem i zakochane w relatywnej brzydocie świata, otwierają się, aczkolwiek troszkę leniwie. Szybko zakrywam twarz dłońmi. Słońce jest bezlitosne, razi. Ale nie daję za wygraną. Powoli rozchylam palce i przyzwyczajam się do jaskrawości. Czuję ciepło na policzkach. Raz po raz docierają do mnie dźwięki. Najwyraźniejszy jest stukot ciężkich kół pociągu. Jest taki równomierny, regularny. Przez chwilę wsłuchuję się w tą nowo przeze mnie poznaną mowę przedmiotów. Za pociągową szybką widoki są niesamowite. Zawsze uwielbiałam podróżowanie. Być może tylko dlatego, że mogłam patrzeć przez okno w samochodzie, autobusie czy pociągu. Obserwować tyle nowych rzeczy. Z daleka wszystko wydaje się być idealne i sielankowe. Zaś z bliska urasta do obrzydliwości i aż przytłacza brzydotą. Nagle piękno zaczyna objawiać swoje ukrywane za poranną mgłą wady. Moje rozmyślania zakłóca nagle jeszcze jeden dźwięk. Dotąd przeze mnie niezasłyszany. To szelest gazety, przewracanej gwałtownie kartki szarego papieru. Ciekawie spoglądam na drugą stronę przedziału. Starszy pan w staromodnym garniturze i kapeluszu wczytywał się z widoczną obojętnością w zadrukowane strony. Co chwila poprawiał zsuwające się z nosa okulary. Już chciałam jakoś rozpocząć z nim rozmowę, która mogłaby być niesłychanie ciekawa i wciągająca, gdy do przedziału weszła jeszcze jedna osoba.
Była to kobieta w średnim wieku. Miała na sobie obcisłą czerwoną sukienkę, która dobrze podkreślała jej wręcz idealną figurę. Czarne jak sadza włosy upięła w misternego koczka, wyraziście podkreśliła oczy czarną kredką, a jej usta tonęły w krwistej czerwieni szminki. Stukając wytwornymi czarnymi szpilkami, zrobiła parę kroków i usiadła naprzeciw pana z brodą. Przyznam szczerze, że dopiero teraz zwróciłam uwagę na jego dostojny zarost. Jednak jego posiadacz nawet nie zerknął na piękność, która właśnie weszła do przedziału. Wydawał się w ogóle nie zauważać nikogo wokół siebie, ani niczego dookoła. Znużony wpatrywał się tylko w kolejne linijki drobniutkich literek, które składały się w różne zdania. Te musiały z pewnością informować go na przemian o sukcesach i porażkach jednostek i grup ludzi, o tragediach i katastrofach. Nie mam pojęcia, dlaczego to wszystko było dla niego bardziej zajmujące niż dwie osoby znajdujące się razem z nim w tym przedziale. Nigdy nie potrafię zrozumieć, dlaczego ludzie nie interesują się innymi i wolą zagłuszać potrzebę kontaktu prowizorycznymi zajęciami, jak choćby czytaniem gazety codziennej. W odróżnieniu od pana z brodą ja miałam niepohamowaną ochotę na rozmowę zarówno z nim samym, jak i z wytworną panią. Nie mogłabym sobie potem darować, że nie wykorzystałam szansy na zawarcie jakiejś wartościowej znajomości lub być może żałowałabym prędzej, że nie odnalazłam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Ile razy siedzimy obok drugiej osoby i po prostu, tak zwyczajnie przegapiamy ją. Sadzę, że po każdej osobowości w naszym życiu musi pozostać ślad.
Jak na razie po pani w czerwonej sukience pozostało w moich myślach pozytywne wrażenie. Zawsze lubię patrzeć na pięknych ludzi. Może dlatego, że sama nie jestem doskonała i ciągle czuję się źle we własnym ciele. W każdym razie nie zazdroszczę innym aparycji, tylko lubię podziwiać ich piękne, nieskazitelne twarze. Wyobrażam sobie wtedy, że są bardzo zdolni i tak dużo mogą, a cały świat leży im u stóp. Przemknęło mi przez myśl, że za jakieś dwadzieścia lat też chciałabym wyglądać tak, jak towarzyszka mojej i pana z brodą podróży. To musi być wspaniałe uczucie, tak łowić czyjeś pełne podziwu spojrzenia. A co zostanie dla mnie z postaci pana z nosem ukrytym w gazecie? Może wspomnienie bezproblemowej obojętności, a może jednak coś więcej? A co, jeżeli to ja nie przejmuję się rzeczami ważnymi, tylko błahymi wyobrażeniami? Czy powinnam teraz zaczytywać się w kiepskie artykuły bezlitośnie donoszące o złu tego świata? Postać pana z brodą zmusza do myślenia.
Minął tylko ułamek sekundy, a przez moją głowę przeleciały tysiące różnych myśli. Wytworna dama już usiadła, a teraz zakładała nogę na nogę. Nagle ciężko westchnęła i z jej pociągniętych czerwienią ust wydostał się krótki komunikat, a właściwie bolesna skarga: - Ach! Te pociągowe toalety są doprawdy obrzydliwe! Czy nikt w nich nigdy nie sprzątał? - ledwo skończyła mówić, a już niepostrzeżenie wyciągała z przepastnej torby małe lustereczko. Przeglądała się w nim, podnosząc lewą brew. Wreszcie przejechała po niej delikatnie opuszkiem palca. Westchnęła znowu i dokończyła swój wywód: - Przydałoby się tam jeszcze porządne wiszące lustro! Kiedy podróżowałam do Wiednia, wszystko wyglądało całkiem inaczej. - Była Pani w Wiedniu? Niech Pani koniecznie opowie, jak tam jest! Zawsze chciałam tam pojechać, ale jakoś nigdy nie miałam takiej okazji... - podchwyciłam temat z nieskrywanym ożywieniem. To nie była taka zwyczajna gadka-szmatka. Naprawdę interesowały mnie wiedeńskie wspomnienia eleganckiej pani z naprzeciwka. - Och, byłam tam przez calutki miesiąc. Odwiedziłam ukochaną ciotkę i to ona zatrzymała mnie w mieście na dłużej. Doprawdy, to była niesłychana męczarnia! Chciałam opuścić Wiedeń już po tygodniu, ale wszystko sprzysiężyło się przeciwko mnie! - ubolewała z miną cierpiętnicy. - Jak to? Męczarnia? Przecież Wiedeń to takie cudowne miasto! Wyobrażam sobie, że jest z nim tak, jak z naszym Krakowem. Nigdy nie wystarcza czasu, by zwiedzić i dokładnie poznać każdy budynek czy zakątek. Stamtąd aż nie chce się wyjeżdżać! Tam jest taki niepowtarzalny klimat! - trajkotałam jak nakręcona. Przecież jakoś musiałam bronić swoich wyobrażeń o austriackim mieście, które tak pragnęłam zobaczyć i porównać z kochanym grodem Kraka. W tej próbie przekonania mojej rozmówczyni o oryginalności Wiednia było trochę porywczości, jakbym doprawdy bała się utracić własną wizję tego miejsca. Tak właśnie było. Czułam się oburzona i rozczarowana sądem pięknej damy. Tymczasem znów usłyszałam szelest odwracanej strony gazety. Staruszek widocznie nie czuł potrzeby podjęcia rozmowy z nami. - Dobrze Pani to ujęła: "wyobrażam sobie". Nie wszystko, co wydaje się nam być idealne, właśnie takie się okazuje. Mnie bardzo szybko nudzą miasta. Dlatego tak często podróżuję. Każde, nawet najbardziej chwalone miejsce staje się dla mnie po kilku dniach najzwyklejszą pod słońcem dziurą. - "Właśnie tak się wyraziła! Dziurą!…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil kwiegaj
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…