Wróć do katalogu

Reporter [1szy rozdział]

Młody dziennikarz śledczy nie bacząc na niebezpieczeństwo ujawnia opinii publicznej układy mafijno-polityczne. Ktoś postanawia zakończyć jego bezkarność...

Marine_91, opublikowano , 14 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

1. Promienie październikowego słońca po kilkudniowej przerwie znów odwiedziły miasto, muskając subtelnym ciepłem stęsknione go uschłe już liście, poruszane delikatnym, chłodnym jesiennym wiatrem. Ze względu na niską temperaturę mimo pięknej jesieni już niewielu ludzi wychodziło z domu bez konieczności. Po opustoszałych chodnikach bezwładnie tarzały się foliowe reklamówki, gdzieś daleko szczekał pies; grupka smutniejszych niż zwykle dzieci śpiesznym krokiem podążała w stronę domu by ukryć się przed chłodem. Taka pora roku w pełni odpowiadała mężczyźnie siedzącemu wygodnie w otworze okiennym na poddaszu starej kamienicy, na której czas widocznie odcisnął swoje piętno: odpadający tynk, skrzypiące drzwi, popękane dachówki. Mężczyzna nie zwracał uwagi na wygląd budynku; wybrał go, ponieważ była to idealna pozycja dla snajpera mającego zlikwidować osobę w położonej dwieście metrów dalej willi. Długo analizował topografię terenu, więc jego wybór uwzględniał wszystkie czynniki, które powinien mieć na uwadze profesjonalny strzelec: widoczność, położenie względem celu, przeszkody znajdujące się w linii pomiędzy nim a obserwowanymi przez niego oknami ekskluzywnego budynku. Nie brał pod uwagę jedynie siły i kierunku wiatru. „W końcu fotografowi nie jest to potrzebne” - pomyślał uśmiechając się. Często w myślach śmiał się ze swojego podobieństwa do snajpera – przyjaciele nazywali go „zamachowcem” ze względu na rodzaj jego pracy. Było to określenie stuprocentowo mylne. Po raz kolejny wysilił wzrok utkwiony w wizjerze umocowanej na statywie lustrzanki cyfrowej. Delikatnie chwycił obiektyw i zmniejszył zoom, po czym zaczął – po raz setny w ciągu minionej godziny – przeglądać teren wokół willi otoczony wysokim na dwa metry rządem gęsto posadzonych tuj. Impuls instynktu wyrobionego przez lata pracy kazał mu skierować wzrok na pobliską drogę. Czarny, ekskluzywny Volkswagen Bora z przyciemnianymi tylnymi szybami majestatycznie sunął w kierunku obserwowanego budynku. Mężczyzna podniósł leżący na parapecie telefon komórkowy, wybrał numer i czekał aż rozmówca odbierze. Powiedział tylko dwa słowa: „Zaczyna się” Rozłączył się, ustawił odpowiednie powiększenie na aparacie i zaczął robić zdjęcie za zdjęciem.

* * *

Umeblowane bez jakiegokolwiek gustu biuro senatora Wirzyńskiego zapełnione było niczym archiwum stalowymi półkami pełnymi niepozornie podpisanych teczek, w których naprawdę znajdowały się prawdziwe lub nagięte fakty związane z niewygodną przeszłością dużej części ludzi reprezentujących polską scenę polityczną lub wpływowych biznesmenów.. Były to haki, które – jak mówił wtajemniczonym współpracownikom senator – pomagały manipulować decyzjami administracji wysokiego szczebla w całym kraju. Nie porównywał tej gry politycznej do szachów, jego zdaniem określenie „warcaby” pasowało bardziej – gdy ktoś za bardzo wychylał się z szeregu, Wirzyński podsuwał mu pod nos przynętę, czekał na nieprzemyślany ruch przeciwnika a potem wykorzystywał go jako pretekst do wywołania następnej afery politycznej, w wyniku której zdejmował parę przeszkadzających mu warcabów z planszy. Jego metody były sprawdzone i skuteczne od dawna – od czasu gdy polskie partie socjalistyczne oficjalnie przestały istnieć. – w rzeczywistości na zlecenie wpływowych „byłych” komunistów po uzyskaniu przez Polskę niezależności {od Związku Radzieckiego} wśród licznych nowo powstałych partii politycznych pojawiły się centrolewicowe ugrupowania, których celem była „liberalizacja” społeczeństwa. Naprawdę były to przykrywki pozwalające na rządzenie krajem za pomocą marionetek, lecz już 10 lat po upadku komunistów stara gwardia PRL-owskich działaczy ośmielona niskim zaufaniem obywateli dla nielewicowych koalicji zaczęła wracać na scenę polityczną, najpierw jako ugrupowania centrolewicowe, a z czasem coraz bardziej radykalne. W takich partiach było miejsce dla wszystkich zajmujących przed 1989 rokiem wpływowe stanowiska: oficerów Urzędu Bezpieczeństwa, wojskowych, milicjantów, tajnych współpracowników, zasłużonych konfidentów oraz oczywiście polityków. Najczęściej stawali się oni wyłącznie osobami pociągającymi za swoje „sznurki”, niektórzy jednak kandydowali w wyborach. Potrzebni byli wszyscy: politycy ustanawiali strategię działania aby zetrzeć ze sceny politycznej inne partie; pracownicy służb mundurowych realizowali odgórne polecenia (aresztowania, śledzenie niewygodnych partii osób); radykalne ruchy nazywane nieraz prawicowymi, takie jak skinheadzi, neonaziści, autonomiści zajmowały się „brudną robotą” taką jak pobicia, zastraszanie (w końcu kto by się spodziewał że mogą wykonywać polecenia partii liberalnych?) Wirzyński, otyły mężczyzna w wieku 63 lat z twarzą przypominającą bulldoga, powoli palił papierosa przeglądając zawartość leżącej na biurku aktówki. Jego zarumieniona cera zdradzała, że tego dnia wychylił już parę kieliszków wódki. Gdy zadzwonił telefon senator flegmatycznym ruchem podniósł słuchawkę. Tu pułkownik Kowalewski. Coś się szykuje, mój człowiek właśnie zameldował mi że Tomaszewski zniknął. - głos w słuchawce był jakby przestraszony - Moi ludzie ostatnio widzieli go wczoraj wieczorem. Jak to?! - ryknął Wirzyński – mówiłeś że twoja ekipa nic nie spartoli! Tymczasem okazuje się, że nie potrafisz uciszyć jednego pieprzonego dziennikarza! Panie senatorze, myślę że on jest bardziej niebezpieczny niż nam się wydaje – powiedział Kowalewski przepraszającym tonem – chyba wyczuł że go obserwujemy, musiał niepostrzeżenie wyślizgnąć się z domu dzisiejszej nocy. Nie dość że ma haki na wielu z nas, to jeszcze potrafi wodzić za nos moich ludzi... Zamknij się! - przerwał senator – masz go znaleźć najszybciej jak się da i zorientować się co on znowu kombinuje. Jeżeli będzie to stanowiło dla nas zagrożenie – masz go załatwić. I nie chcę słyszeć że znów coś spieprzyłeś! Wirzyński rozłączył się. Wyciągnął z szuflady biurka butelkę wódki, w której już niewiele zostało. Nalał wszystko do szklanki i pociągnął sporego łyka. Zastanawiał się, czy warto ryzykować losy członków jego partii powierzając tak ważne zadanie tylko Kowalewskiemu. Wstał i podszedł do jednej z szaf zawierających akta. „Czas postawić na planszy nową figurę” - pomyślał, gdy znalazł teczkę o którą mu chodziło.

* * *

Mariusz Tomaszewski obserwował willę przez aparat lecz już nie robił zdjęć – jego robota była już skończona. Wykonał swoje zadanie i patrzył na to jak oddział specjalny Centralnego Biura Śledczego wykonuje brudną część roboty. Teren dookoła willi patrolowało dwóch „ochroniarzy” - potężnej masy mężczyźni z ogolonymi głowami i pistoletami Glock 26 w kaburach. Tomaszewski nie wątpił że mieli oni jeszcze dodatkowe „asy w rękawie” w postaci pałek typu Tonfa i paralizatorów. W środku budynku prawdopodobnie również znajdowali się uzbrojeni ludzie, jednak dla elitarnego oddziału CBŚ była to misja niemal tak łatwa jak pójście rano po bułki do sklepu spożywczego. Gdy ochroniarze znajdowali się najdalej siebie i nie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych