Robotnica pośród burzy
Jeśli coś tu napiszę, to w jaki sposób mogę ci nie zdradzić treści? Może powinienem napisać, że warto przeczytać to opowiadanie, ale właściwie czemu mam cię zachęcać? Zrobisz co uważasz za słuszne, czyż nie? Mój wujek w dzieciństwie powiedział: Mamo,
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Ostatnio spotkałem człowieka, choć może nie, może to tak naprawdę była mrówka. “Muszę pracować” powtarzała z entuzjazmem nosząc na swych plecach igły sosny. Zagrodziłem jej drogę stopą. - Dlaczego musisz pracować? - spytałem kładąc nacisk na drugie słowo. - Bo jeśli nie będę tego robić to moja rodzina umrze. Mrowisko się rozpadnie, nie będzie co jeść, wiele złych rzeczy się stanie - stwierdziła ponuro i uniosła główkę w górę. - Proszę, pozwól mi już iść, straciłam już zbyt wiele czasu. Podniosłem moją stopę i pozwoliłem jej przejść. Powędrowała do mrowiska i zlała się z tysiącami innych mrówek, pracujących po to, by przeżyć. Wróciłem do mojego domu zamyślony. Zamknąłem drzwi wejściowe i udałem się na górne piętro. Zatrzymałem się przy drzwiach od pokoju córki, ze środka dobiegała muzyka. “Tak dawno nigdzie razem nie byliśmy. Ciągle tylko praca i dom” - pomyślałem z rozżaleniem i nacisnąłem na klamkę. Moja szesnastoletnia córka siedziała na fotelu przy biurku. Spojrzała na mnie przez ramię i wróciła wzrokiem do książek. - Cześć - powiedziała przepisując zadanie. - Cześć - odpowiedziałem siadając na jej łóżku. - Co robisz? - Odrabiam lekcje, ostatnio strasznie dużo nam zadają - stwierdziła odwracając się do mnie. - Rozumiem, a nie chciałabyś może pójść do kina? Zdziwiłem się, gdy zamiast radości na jej twarzy ujrzałem smutek. - Bardzo bym chciała, ale muszę się uczyć. - Aż tak dużo tego jest? - spytałem wstając. - Tak, codziennie nas pytają i mamy przynajmniej po dwa sprawdziany w tygodniu… - zaczęła i znów odwróciła się do książek. - Jeszcze kartkówki do tego dochodzą i jako przewodnicząca zarządu jestem odpowiedzialna za przygotowanie uroczystości z okazji obchodów jedenastego listopada - potrząsnęła głową nie wierząc w to, co mówi. - Jesteś przewodniczącą zarządu? - zdziwiłem się. - Tak, nie mówiłam ci tego? Musiałam zapomnieć, wybrano mnie dopiero w piątek. Pokiwałem głową. - Dopiero w piątek... - mruknąłem do siebie, ponieważ był już czwartek. - No nic, ucz się - pogłaskałem ją po głowie - ale mam nadzieję, że kolację zjesz?. - Tak, zjem - stwierdziła uśmiechając się do mnie. - To dobrze - stwierdziłem i wyszedłem z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Zszedłem po schodach do salonu i zabrałem się za przygotowanie kolacji. Nie jestem kucharzem, więc postanowiłem przygotować tylko jajecznicę, kakao i kanapki. Pamiętając o wszystkich uwagach mojej świętej pamięci żony po piętnastu minutach wszystko co przygotowałem znalazło się na stole. Znów wszedłem na górę po schodach i zapukałem do drzwi. Otworzyłem je. - Kolacja - powiedziałem i zobaczyłem, że moja córka zasnęła na biurku. Szturchnąłem ją, nie obudziła się. Przeniosłem ją więc do łóżka i przykryłem kocem. Ucałowałem, wyłączyłem muzykę i wyszedłem gasząc światło. Zszedłem na dół i usiadłem do kolacji. “Może to i lepiej, że zasnęła” pomyślałem, gdy zjadłem przypaloną jajecznicę. - Jak ja ją mało znam - wymamrotałem upijając łyk kakao. Nawet nie wiedziałem, że została przewodniczącą zarządu. Posprzątałem po posiłku, zgasiłem światło i poszedłem do swojej sypialni. Spojrzałem na zdjęcie wiszące na ścianie, z którego moja żona uśmiechała się do ściany naprzeciwko lub do mnie, gdy siedziałem na łóżku. Nic też dziwnego, że jak co wieczoru usiadłem na nim i zacząłem przyglądać się żonie. Rozstaliśmy się trzy lata temu, rozstaliśmy się? Nie, to źle powiedziane, ona odeszła ode mnie, a może raczej zabrano mi ją. Zginęła w wypadku samochodowym, osierocając córkę…, i wisi na tej ścianie, i uśmiecha się, i daje mi nadzieję na to, że kolejny dzień będzie lepszy, że w końcu i ja będę tak szczęśliwy jak ona. Zmówiłem modlitwę wieczorną i oparłem głowę o poduszkę. Wpatrując się w sufit rozmyślałem o moim życiu i o życiu mojej córki. Postanowiłem, że jutro też spróbuję zabrać ją do kina. Z tą myślą zasnąłem.
Następnego dnia wziąłem wolne w pracy i wybrałem się na spacer po lesie. To zadziwiające jak człowiek wiele traci chodząc do pracy, a przecież bez niej nie mógłby normalnie funkcjonować. Z początku szedłem główną drogą, jak zwykły spacerowicz, ale szybko zrozumiałem, że w ten sposób niczego nie zobaczę. Skręciłem w pierwszą, wydeptaną przez zwierzęta ścieżkę i wtedy natknąłem się na sarnę. Spojrzała na mnie, lecz gdy tylko zrobiłem krok w jej kierunku uciekła spłoszona. - Czemu tak szybko odchodzisz? - krzyknąłem za nią. Sarna zatrzymała się i odwróciła głowę w moją stronę. - Szybko? - spytała zdziwiona. - Przecież patrzyłeś na mnie przez kilka godzin, nie zauważyłeś, że się ściemniło? Muszę biec, bo każdemu należy się sen. Rozejrzałem się wokół, rzeczywiście słońce chyliło się już ku zachodowi. - Ale czemu dopiero teraz uciekasz, teraz gdy zrobiłem krok? - spytałem. Zwierzę zaszczekało. - Nie uciekam, bo zrobiłeś krok, tylko dlatego, że zrobiło się ciemno, czyżbyś mnie nie słuchał? - pokręciła głową niezadowolona i ruszyła pędem, by po chwili zniknąć pomiędzy drzewami. Ja także postanowiłem wrócić do domu. Podczas podróży zastanawiałem się nad tym zdarzeniem. Czy rzeczywiście tak jest, że to nie nasze kroki są złe, lecz czas w którym ich dokonujemy? Może gdybym wcześniej wyznał miłość mojej żonie, nie odeszłaby ode mnie tak szybko. Nacisnąłem na klamkę od drzwi wejściowych i znów je zamknąłem. Moja córka już wróciła ze szkoły, nie zbiegła jednak na dół by się przywitać. Postanowiłem jak najszybciej zaproponować jej kino. Przechodząc przez kuchnię dostrzegłem w zlewie stos nieumytych naczyń. “No tak, zapomniałem pozmywać…, są rzeczy, które po prostu trzeba zrobić” - stwierdziłem w myślach. Pokręciłem głową i ruszyłem w stronę pokoju córki. Znów siedziała przy biurku, przeglądając zeszyty. - Cześć - przywitałem się. - Cześć - odpowiedziała przez ramię. - To może dzisiaj pójdziemy do kina? - spytałem z nadzieją, widząc, że chowa część zeszytów do plecaka. - Bardzo bym chciała, ale nie dam rady, muszę jeszcze pouczyć się na sprawdzian z biologii i zrobić plakat na matematykę... - Yhm, rozumiem - pokiwałem głową i odwróciłem się w stronę drzwi. - Przepraszam cię tato, bardzo chciałabym pójść z tobą do kina, ale nie mam na to czasu, jak się nie uczę, to śpię. Właśnie! Dziękuję, że mnie wczoraj położyłeś do łóżka - uśmiechnęła się do mnie, a ja pokiwałem głową ze zrozumieniem i zamknąłem drzwi. Poszedłem do swojego pokoju i rzuciłem się na łóżko. “Czy robię coś źle?” - myślałem patrząc na żonę. Zszedłem na dół napić się wody i znów zobaczyłem nieumyte naczynia. Od razu wziąłem się do ich umycia. “To zabawne, że są rzeczy bez których trudno się obyć, po prostu są potrzebne, przecież nikt nie lubi jeść z brudnego talerza i to jeszcze używanego wcześniej przez kogoś innego…” - pomyślałem. Odłożyłem ostatni talerz do szafy i uświadomiłem sobie, że zapomniałem zrobić kolację. Pobiegłem na górę i zajrzałem do pokoju córki, niestety już spała, na szczęście w swoim łóżku. Wróciłem do pokoju, zmówiłem wieczorną modlitwę i postanawiając spróbować ponownie jutro zabrać córkę do kina. Usnąłem.
Rano znów wziąłem wolne w pracy i poszedłem do lasu. Tym razem od razu skręciłem w boczną ścieżkę i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu po chwili w głowę uderzył mnie orzeszek. Po odbiciu od mojej głowy spadł na ziemię i wtedy pojawiła się wiewiórka. Rude zwierzątko jak gdyby nigdy nic przebiegło pomiędzy moim nogami i chwyciło orzeszek. - Co robisz? - spytałem. Wiewiórka spojrzała na mnie podejrzliwie i zacisnęła łapki na owocu. - Magazynuję. Pokiwałem głową ze zrozumieniem. - No tak, ale po co? - Żeby przetrwać zbliżającą się zimę, wy tak nie robicie? Nie zbieracie rzeczy na trudniejszy czas? - spytała zdziwiona. - Robimy - odparłem. - No właśnie - pokiwała głową dumna, że miała rację i uciekła do swojej dziupli. Usiadłem pod drzewem w takim miejscu, by dobrze widzieć jej dziuplę. Co chwila wychodziła i wracała do niej z nowymi przysmakami. - Długo jeszcze będziesz zbierać? - zawołałem gdy wychodziła za którymś razem. Wiewiórka odszukała mnie wzrokiem i stwierdziła. - Ach to ty, będę zbierać tak długo, aż przyjdzie zima, wtedy zasnę - i wróciła do swej niekończącej się pracy. Pokiwałem głową ze zrozumieniem i wstałem. “Ja też tylko zbieram...:” - pomyślałem ponuro i udałem się do domu. Wszedłem do niego i zamknąłem za sobą drzwi. Mojej córki jeszcze nie było, więc postanowiłem zrobić obiad. Jak już mówiłem wcześniej, nie jestem kucharzem, więc ugotowałem tylko pierogi kupione w sklepie. Kiedy skończyłem, córka akurat wróciła ze szkoły. - Cześć tato - przywitała się przechodząc przez kuchnię. - Cześć, nie będziesz jadła? - spytałem zdziwiony, widząc, że wchodzi po schodach. - Nieeee, jadłam obiad w szkole… - Aha - westchnąłem zadziwiony - A może dzisiaj pójdziesz ze mną do kina, skoro nie chcesz zjeść ze mną obiadu? - zapytałem trochę zbyt natarczywie. - Tato, nie mogę, jutro mam sprawdzian z chemii, muszę się uczyć… - Yhm, rozumiem - powiedziałem stawiając talerz z pierogami na stole, a moja córka pobiegła do pokoju. Zjadłem obiad, pozmywałem naczynia i poszedłem do pokoju. Usiadłem na łóżku i zacząłem się zastanawiać. “Co robię źle?” “Przygotowanie obiadu czy zaproponowanie kina jest złe?” Spojrzałem na żonę. “No powiedz”. - Tak myślałem, nic mi nie powiesz - wymamrotałem. Otrząsnąłem się, poszedłem umyć twarz i zapukałem do pokoju córki. - Będziesz jeść kolację? - spytałem otwierając drzwi. Siedziała jak zwykle przy biurku zapisując coś w zeszycie. Odwróciła głowę w moją stronę. - Nie, dziękuję. Nie wytrzymałem. - Czy możesz mi powiedzieć o co chodzi?! Czemu nie chcesz ze mną jeść, wyjść do kina? - krzyknąłem. Córka spojrzała na mnie ze łzami w oczach. - Czy możesz sobie iść? Proszę… - powiedziała, a ja zamknąłem drzwi i uciekłem do swojego pokoju. Rzuciłem się na łóżko. “Co robię źle?” - myślałem płacząc, aż zasnąłem.
Następnego dnia wstałem wcześniej niż zwykle. Zjadłem śniadanie i poszedłem się przebiec. Wbiegłem do lasu i już po chwili znalazłem się nie na ścieżce, ale pomiędzy różnymi drzewami. Nagle spotkałem dzika, a tan zawył i zaczął uciekać. - Czemu uciekasz? - spytałem. Dzik zatrzymał się i odwrócił do mnie. - Bo mnie wystraszyłeś! - Rozumiem, ale nie mam złych zamiarów, nie musisz się mnie bać - stwierdziłem rozkładając ręce. - Nie znam cię, nie było cię tu wcześniej. - Możesz mi zaufać. Dzik zawył ponownie. - Udowodnij mi to. Zrobiłem krok do przodu, a on zawył po raz trzeci i uciekł. “Co zrobiłem źle?” - pytałem się w myślach wracając do domu. “A może to z nim było coś nie tak?”. Po powrocie do domu zamknąłem drzwi, przebrałem się i umyłem. Wszedłem do pokoju i położyłem się na
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Nieznany
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…