Wróć do katalogu

Rośliny

Jest to krótkie opowiadanie sci-fi o zdeterminowanej pani biolog i jej podopiecznej szukających odpowiedzi na zagadki roślin.

Twilight2321, opublikowano , 19 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Ewa była Polką, ale studiowała w Wielkiej Brytanii, a doktorat zrobiła w Stanach. Niestety po wielu latach spędzonych za granicą wróciła do Polski, ponieważ wszyscy jej zwierzchnicy na słynnych uniwersytetach stwierdzili, że jej badania nie mają sensu i że poświęcając tej pracy tyle czasu marnuje pieniądze i czas, który można by poświęcić na coś co według nich było warte zachodu. Tak, więc w wieku trzydziestu sześciu lat musiała wrócić do Warszawy. Przyjęli ją tam z wielkim entuzjazmem, ale niestety po kilku miesiącach również stwierdzili, że kobieta co najmniej oszalała zajmując się tym a nie innym. Zmuszona była jechać do Tego Miasta, gdzie nie dostała większych dotacji na swoje badania. Kobieta była bardzo załamana, kiedy pierwszy raz przekraczała progi laboratorium. Nie było tam pełnego wyposażenia, laptop ledwo co działał, a na ścianie zalągł się grzyb. Była bardzo niepocieszona tym faktem, że po tak obiecującej przyszłości znalazła się w takim miejscu. Ewa była biologiem i prowadziła badania nad tym, że rośliny potrafią się między sobą porozumiewać. Była pewna, że ma rację, ale rektorzy uniwersytetów mimo jej wielkiej wiedzy i tego, że świetnie dogadywała się ze studentami nie chcieli łożyć na badania, które brzmiały jak śmieszna książka science fiction. Po obejrzeniu laboratorium Ewa udała się z powrotem do rektora. Ten z uśmiechem zapytał: -I co? zostaje pani? -Chyba nie mam wyboru…-powiedziała ze smutkiem kobieta. -Mam tylko nadzieję, że nie będzie pani poświęcała zbyt wiele czasu swojej…e…. pracy naukowej. - rektor prawie się roześmiał. - Dla nas studenci są najważniejsi. -Nie będę-skłamała Ewa, ponieważ każdą wolną chwilę myślała o swoich badaniach i naprawdę nie rozumiała dlaczego nikt nie chce wspomóc jej pracy. W końcu, gdyby udowodniła w jakiś sposób to czego była pewna mogła zmienić postrzeganie wszystkich ludzi na ziemi na temat roślin. Sama była frutarianką. Jadła tylko owoce, może nie te co spadły z drzewa, ale wiedziała, że jedząc cokolwiek innego sprawia krzywdę zwierzętom (o których wiadomo było, że czują) i też roślinom (które dla niej były również organizmami rozumnymi.) Nadeszło pierwsze spotkanie ze studentami. Ewa była bardzo podekscytowana. Na innych uniwersytetach uczący się byli błyskotliwi, a niektórzy podzielali jej teorię na temat komunikacji roślin. Jednak teraz gdy weszła na salę, większość studentów leżała na oparciach albo żywo między sobą rozmawiała. Żaden z nich nie miał otwartej książki. Ewa zaklaskała, by zwrócić na siebie uwagę: -Dzień dobry. -studenci na chwilę przenieśli uwagę na nią, ale szybko z powrotem wrócili do swoich zajęć, jednak Ewa nie dała za wygraną i kontynuowała: -Nazywam się Ewa Kazimierska. Będę prowadzić z wami wykłady - jak dziś, ale także ćwiczenia na laboratorium. Oczywiście wykłady nie są obowiązkowe, ale postaram się wam przedstawić tak dużo ciekawych rzeczy na temat roślin, że na pewno nie będziecie się ze mną nudzić. Opowiedzcie coś o sobie. Cała grupa zachichotała i jeden chłopak, chyba najodważniejszy z całej grupy odpowiedział: -Pani doktor to są wykłady, a jak pani sama powiedziała nieobowiązkowe to nie musimy na nich przebywać-wziął swój płaszcz i kurtkę i wyszedł z sali. Ewa westchnęła nawet w Warszawie studenci chociaż trochę okazywali zainteresowanie tym co starała się im przekazać na zajęciach, a tutaj… Nie spodziewała się takiego chamstwa. Podała więc tylko wytyczne jak zaliczyć przedmiot i pozwoliła studentom wyjść. Została sama w sali. Prawie się popłakała. To był jeden z jej najgorszych koszmarów trafić do miejsca i ludzi, którzy są aroganccy, chamscy i do tego przychodzą na studia jak za karę. Wyszła z sali wykładowej i udała się w stronę dziekanatu. Tam kilku doktorów popijało kawę. Ewa była zaskoczona. -Nie macie koledzy zajęć? -zapytała. -Jakich zajęć…-uśmiechnął się jeden z nich. -Dzisiaj zajęcia tylko organizacyjne. Mamy nowy ekspres może się napijesz? Ewa przytaknęła. Poczuła ukłucie w sercu, że nawet wykładowcy nie są zapaleni nauką jak na innych uniwersytetach, ale może to tylko takie pierwsze wrażenie. Mężczyzna podał Ewie kawę. A ona chcąc się dowiedzieć, dlaczego tak mało motywacji jest u studentów zapytała: -Jak wasi podopieczni? Lubią się uczyć? -Wiesz to wydział biologii. Nikt nie chce zostać biologiem. Nawet ja nie chciałem, ale przyjęli mnie tu i zrobiłem nawet doktorat. Raczej to hobby, utrzymuję się z firmy budowlanej, którą mam razem z ojcem. -Większość z twojej grupy-odezwał się drugi doktor. -Jest jakby to powiedzieć… Mało rozgarnięta nie podostawali się na informatykę czy języki i teraz uczą się biologii, bo rodzice naciskają na studia. Taka jest smutna prawda. -Bardzo dobra kawa. -Ewa odłożyła kubek na biurko obok i wyszła z dziekanatu. Udała się do pobliskiego parku słuchać roślin. Wytężyła słuch, tak samo jak robiła to od pewnego incydentu w swoim życiu. Drzewa powoli szumiały, a liście już były pożółkłe czy zaczerwienione. Ewa wiedziała, że każdy kolor oznacza coś innego dla drzewa. Same jej to powiedziały. Kobieta tylko chciała, żeby cały świat zobaczył to co ona. Jeśli człowiek posiada duszę to dlaczego rośliny nie miałaby jej posiadać. Żyją na tym świecie dużo dłużej niż jakiekolwiek zwierzęta. Pamiętają wiele: wojny, strajki, ale też zakochane pary, które całowały się w parkach. Ewa zaczęła medytację, tylko wtedy, kiedy jej mózg wchodził w fazę alfa umiała porozumiewać się z roślinami. Teraz tylko chciała to udowodnić naukowo. Po jakiś piętnastu minutach usłyszała głos brzozy, pod którą siedziała: -Dziękujemy za twoje starania. -Nie ma za co. Chcę was chronić za wszelką cenę. Ewa wypowiedziała te słowa na głos. Myślała, że jest sama w parku, ale usłyszał to jeden z jej kolegów wykładowców. Podrapał się po głowie. Pierwsza myśl jaka mu wpadł do głowy to to, że jego koleżanka zwariowała, ale potem przypomniał sobie, że przecież technika poszła tak do przodu, że równie dobrze mogła rozmawiać z kimś przez bezprzewodowe słuchawki. Wzruszył ramionami i poszedł dalej przed siebie. Ewa skończyła rozmowę, udała się do wynajętego przez siebie mieszkania i postanowiła przygotować się na jutrzejszy wykład. W planie miała też ćwiczenia w laboratorium ze studentami, więc miała cichutką nadzieję, że uda się w nich rozbudzić miłość do roślin taką jaką ona miała. Na zajęcia przyszło o połowę mniej studentów niż poprzedniego dnia. Gdy Ewa prowadziła wykład większość z nich ziewała. Prowadzącej było bardzo smutno, że tak potoczyła się jej praca naukowa. Wylądowała w miejscu, gdzie nikt nie był zainteresowany jej pracą. Jednak postanowiła nie dawać za wygraną i na ćwiczenia ze studentami szła pełna nadziei do laboratorium. Niestety również tam nikt raczej nie był zainteresowany tym co Ewa miała do przekazania. I tak mijał tydzień za tygodniem. Ewa w końcu dała za wygraną i zachowywała się tak jak wymagali tego od niej studenci. Chociaż jednego dnia coś się zmieniło. Ewa kończyła wykład i wtedy podjechała do niej na wózku jedna studentka, której wykładowczyni jeszcze wcześniej nie widziała. -Było bardzo ciekawe pani doktor. -powiedziała studentka. -Dzię… Dziękuję. -wyjąkąła zdziwiona Ewa.-Nigdy wcześniej cię tu nie widziałam. -Jestem u pani pierwszy raz. -odpowiedziała dziewczyna. -Choruję na stwardnienie rozsiane i miałam pogorszenie stanu zdrowia na początku października. Mam na imię Jagoda. -Miło mi cię poznać. -uśmiechnęła się Ewa.-Mam nadzieję, że dzisiejsze zajęcia na laboratorium również ci się spodobają. Ewa była podbudowana tym, że jednak komuś zależy na zajęciach, a nie podchodzi do tego jak reszta studentów. Na kolejnych ćwiczeniach młoda pani doktor postanowiła zmienić tryb nauczania. Miała nadzieję, że swoim nowym pomysłem na tyle zaciekawi studentów, że tak jak ona pokochają rośliny. Wzięła ze swojego mieszkania eukaliptus i na zajęciach w laboratorium przedstawiła go: -To jest Alfred-grupa się zaśmiała, ale Ewa nie zwróciła na to uwagi i kontynuowała. - Alfred jak i inne rośliny, które nie mają imion pomagają nam dużo bardziej niż sądzicie. Wytwarzają tlen, który jest niezbędny każdemu żywemu stworzeniu… -Ale pani doktor to wiedzą nawet przedszkolaki. -powiedział Adam, czyli ten student, który tak chamsko zachował się pierwszego dnia zajęć. Oczywiście reszta grupy zachichotała, oprócz Jagody, która bardzo polubiła zajęcia z Ewą. -Tak wszyscy to wiedzą. -potwierdziła doktor. - Ale powiedzcie mi czy to wszyscy szanują? Traktujemy rośliny bardzo źle, prowadzona jest wycinka lasów, a niektórzy nawet nie potrafią zadbać o kwiatki w domu. Mam dla was zadanie. Wyhodujcie od nasionka swoją własną roślinę, nadajcie jej imię i rozmawiajcie z nią…-wykładowczyni na chwilę się zamyśliła. Czy oni także będą potrafili rozmawiać ze swoimi podopiecznymi…-W każdym razie macie zadanie, które musicie wykonać. Pod koniec roku jeśli wykiełkuje sadzonka z waszych donic dostaniecie zaliczenie ćwiczeń. Jeśli chcecie się starać o wyższą ocenę radzę wam przychodzić zarówno na wykłady jak i ćwiczenia, ale jeśli trója z dwoma szynami was zadowala przynieście roślinę. A ty Adamie jeśli nie zmienisz swojego zachowania i podejścia do przedmiotu będę musiała to zgłosić dziekanowi i pewnie cię stąd usunie. Na dzisiaj tyle. Do widzenia. Po opuszczeniu laboratorium przez studentów Ewa opadła na krzesło zmęczona. Była dumna z siebie, że tak potrafiła wybrnąć z tej patowej sytuacji. Pogłaskała Alfred po liściach i zaczęła medytować. Była tak w tym wytrenowana, że po pięciu minutach

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych