Rozdział I "Har'bel" cz. 1
Powieść, opisująca przygody bezimiennego zakonu, gier politycznych, wojen i starożytnych zagadek.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
-Nie, Lars, jesteś w błędzie - Jace siedział przy stole podpierając się rękoma - Mogę to zrobić. I zrobię to. -Po tych wszystkich latach odmawiacie pomocy człowiekowi, bez którego dalej jedlibyście szczury plątając się po kanałach. Człowieku, czy ty się słyszysz ? - głos posła był pełen gniewu - Gdzie do cholery wasz honor ?! Zapomnieliście już ile król Emsyr dla was zrobił ?! - Lars zaczął krzyczeć, a jego oczy wypełnione były pogardą - Dał wam ziemie, pieniądze, cholera, wszystko czego potrzebowaliście. -Nie zapominaj kim jesteś i do kogo się zwracasz - Jace był nienaturalnie spokojny - Owszem, dał nam to wszystko. Jesteśmy jego dłużnikami, racja. I wiesz co - patrzył prosto w oczy posła, który do tej pory zdążył już trochę ochłonąć - Z wielką chęcią wyrównałbym długi. Pieniądze, klejnoty czy po prostu informacje. Ba, moglibyśmy nawet dla niego zabijać - uśmiechnął się szeroko - Ale nie mieszajcie nas do polityki. Mam dość zabawy w te gierki, bo jeden ruch czy niewłaściwe słowo, a mogą się posypać głowy. Nie Lars... Nie podejmiemy się tego. I nie patrz na mnie takim złowrogim wzrokiem, nie zapominaj dzięki komu możesz jeszcze w ogóle stać. - Jace nalał sobie wina do pucharu - A teraz nie zawracaj mi rzyci i odejdź. Przekaż Emsyrowi, że odmawiamy. Niech sobie poszuka innych marionetek. - Pociągnął łyk wina, a gestem odprawił posła. Tamten tylko mruknął coś pod nosem, po czym wyszedł trzaskając masywnymi mahoniowymi drzwiami. -Na pewno dobrze to rozegrałeś ? - jasnowłosa elfka bawiła się swoim sygnetem, kształtem przypominający oko sokoła - Król ludzi może wpaść w szał. Sytuacja może już nie byc taka ciekawa. -Ciekawe, nie ciekawe, kogo to obchodzi ? Dopóki nic się nie dzieje, nie róbmy nic. A jak jakiś chędożony wojak będzie miał wonty, to go przerąbie toporkiem na pół. - rudobrody krasnolud pił, a raczej pochłaniał piwo, które teraz spływało po jego brodzie. -Easley, co myślisz o tym wszystkim ? Koniec końców byłeś całkiem blisko z Emsyrem. - Jace skierował wzrok na umięśnionego bruneta, z twarzą poprzecinaną bliznami. -Nie wiem - Easley przyglądał się przez chwilę na wpół obgryzionemu udku, po czym powiedział - Emsyr będzie dalej próbował dojść do jakiegoś kompromisu, ale na pewno nie zaatakuje otwarcie. Nie jest głupi. Chyba. Nie wiem. - wrócił do obgryzania już prawie zimnego kurczaka. -Dobra, odłóżmy to na później. Zaraz odwiedzi nas Dante. Podobno ma dla nas jakąś młodą czarodziejkę. -A po kiego czorta ? - tym razem oburzył się Zack - Służących nam nie trzeba - mówiąc to spojrzał na Igren, która była jedyną kobietą-elfem w towarzystwie. -Tak Roisse, tak. Jak zwykle rozbawiasz towarzystwo swoimi bystrymi i komicznymi żartami. - jej beznamiętny ton był istną prowokacją dla byłego najemnika, lecz próbę odwetu przerwał mu krasnolud Haroth. -Tej, Jace, kiedy ci przyjdzie ten cały czarodziej z dziewką? -Za chwilę. -Nosz psia mać, ile ? Bo bym se skoczył po troche piwa, już nic nie zostało. - mówiąc to obrócił do góry dnem pusty już kufel. -Za dużo żłopiesz tego piwska, krasnoludzie. -Och zamknij się już Igren. Browar jest tylko mój, i będę go pił ile chce i kiedy chce - zaśmiał się - To co, Jace, zdąże dolecieć w te i we wte ? -Siedź gdzie siedzisz. Oni mogą tu być lada chwila - przerwał, przysłuchując się czemuś - Właściwie to chyba już tu są. Wtem zaskrzypiały stare mosiężne zawiasy, i do sali wkroczyły dwie osoby. Jedną z nich był czarodziej Dante, który pomimo swojego młodego wieku należał już do Enklawy Czarodziejów, która to była ugrupowaniem najpotężniejszych magów. Nikt do końca nie wiedział ilu członków liczy w sobie stowarzyszenie ani jak odbywa się inicjacja - wszystko to jest strzeżone, a prawo do nie ujawniania tych informacji brutalnie egzekwowana. Ich charakterystycznymi znakami są nacięcia i runy na ciele, która na stałe łączą czarnoksiężnika ze światem magii, dajać niewyobrażalne pokłady mocy. Dante miał te insygnia praktycznie na całym ciele - począwszy od nóg, aż po samą szyję. Towarzyszka czarodzieja urodą dorównywała samej księżniczce Helenie, która to uchodziła za najpiękniejszą niewiastę na całym Wschodnim Wybrzeżu. Dziewczyna miała długie czerwone włosy i wąskie usta, które idealnie kontrastowały z jej ostrymi rysami, nadajac jej iście królewski wygląd. Całość psuł jedynie fakt, iż była ubrana raczej jak zwykły podróżnik, niż jak ktoś z rodziny dworskiej. A może to po prostu czyniło ją wyjątkową i pociągającą? Teraz stała obok jednego z najpotężniejszych czarodziejów, rozglądając się swoimi wielkimi oczyma po sali. -Dante - Jace wstał - Jak zwykle punktualny. Nic się nie zmieniłeś, stary draniu. -Ani ty, przyjacielu - Dante uśmiechnął się swoimi bielusieńkimi zębami - Jak się mają sprawy ? -Nie za dobrze.... Ale najpierw usiądźcie i poczęstujcie się tym, co mamy. - mówiąc to wskazał mu dwa wolne krzesła -Musicie być zmęczeni po podróży. Igren, mogłabyś przynieść jeszcze jednego kurczaka dla naszych gości ? Dziękuję. Elfka uśmiechnęła się nieśmiało, po czym jak zwinna lisica czmychnęła do kuchni. -Miło z twojej strony - prowadząc dziewczynę pod ramię, przysiadł się do stołu - Tak w ogóle to poznaj Liselotte Wire - zniżył głos do szeptu - Domyślasz się kim ona jest i po co ją tu przyprowadziłem, prawda ? -Cóż... Będzie naszą nową pokojówką ? - zażartował Jace - Chcąc nie chcąc, w salonie jest dużo wilgoci, a i nawet w spiżarni nie jest za wesoło. Ponadto... -Har'bel. - przerwał mu Dante. Na sali zrobiło się nienaturalnie cicho. Nawet stary zegar stojący po lewej stronie posągu lwa nie wydawał żadnych dźwięków, zupełnie jakby sam chciał usłyszeć każde kolejne słowo. Wszyscy w milczeniu patrzyli na czarodzieja i dziewczynę, która teraz beztrosko bawiła się lokami. Ciszę przerwały odgłosy obcasów Igren, która właśnie szła w stronę stołu niosąc strawę dla gości. -Dziecię Księżyca. Łza Bogów - powoli powiedział Jace - Jesteś pewien, Dante ? -Absolutnie. Przez dwa lata przekazywałem jej tajniki magii, poddając ją wszystkim możliwym próbom. - czarodziej mówił pewnie, cedząc każde słowo - To jest Har'bel, Jace. Nie ma co do tego wątpliwości. W tym samym momencie jasnowłosa elfka położyła przed nimi jedzenie i puchary z winem. Dante podziękował jej skinieniem głowy, po czym podjął dalej - Wiesz co to oznacza, Jace ? Możemy odnaleźć Anael, miasto bogów. Skarby przeszłości, nieznana magia, pradawne manuskrypty - dosłownie wszystko. Nie braknie tam nawet kruszców czy złota. -Nie nakręcaj sie tak - przerwał mu Jace - Wciąż potrzebujemy klucza i mapy. To nie takie proste. Tryumfujący uśmiech zagościł na twarzy czarodzieja. "Ten skurczybyk ma coś w zanadrzu" pomyślał Jace. -Mamy mapę. Dokładniej to Liselotte ją ma. W głowie. A co do klucza, to według legendy są 4 części. Tym też się nie przejmuj - ona wie gdzie ich szukać. Zresztą - machnął ręką - panienka Wire wie na ten temat więcej ode mnie, także potem możecie ją o to zapytać. Oczywiście już po procesie inicjacji. -Inicjacji ? - oburzył się Jace - Nie ma mowy. Nie przeszła szkolenia, nauki ani nawet nie ma doświadczenia. Nie mogę jej tak po prostu przyjąć. -Uwierz mi, że możesz. - Dante próbował nabić na widelec wciąż uciekającą mu oliwkę - Spójrz na nich. Od początku naszej rozmowy nie odezwali się ani słowem. Albo ogromnie cię szanują, boją się, albo po prostu są okropnie małomówni. Musisz ich jakoś trzymać w grupie, więc dwie ostatnie opcje najprawdopodobniej odpadają. Więc metodą eliminacji pozostaje respekt. - poirytowany, dał spokój igraszkom z warzywem. -Nie, Dante - Jace nalał sobie i gościom kolejną porcje wina - Po prostu nie lubią czarodziejów. Szczególnie Zack za nimi nie przepada - zerknął na długowłosego najemnika - Wracając do tematu. Aby przyjąć ją do naszego zakonu, musi się czymś wykazać, jakoś udowodnić swoją wartość. Potrafi coś, co mogłaby nam zaprezentować ? -Jak już mówiłem, osobiście udzielałem jej lekcji. Co ty na to, aby urządzić tu mały pojedynek ? Taki zwykły pokaz umiejętności. Ona przeciwko któremuś z tu obecnych. Weźmy na przykład Easleya, wygląda na takiego, który już nie raz miał okazję stawać naprzeciwko magowi. - było czuć nutkę wrogości w jego głosie - Wszakże polowania na czarownice jeszcze nie tak dawno były chlubą rycerzy Emsyra. -Nie będę walczył z kobietą - jego głos był beznamiętny - Nawet na pokaz. -Ja się z nią zmierzę - Zack powstał od stołu, mocno szurając krzesłem - Pokonam ją zwykłym nożem do oskubańca. -Wire, pokaż mu kto tu tak naprawdę ma stalowe jaja. Czarodziejka cicho westchnęła, po czym wstała i zwinnym krokiem ustawiła się przed Zackiem. -Gotowa ? - żachnął się stary najemnik - No no pokaż co potrafisz. Wypuścił sztylet, który z prędkością błyskawicy doleciał do dziewczyny, przebijając jej lewe płuco. Siła odrzutu sprawiła, że przeleciała niemalże metr do tyłu, po czym twardo upadła na marmurową posadzkę. Ciemnoczerwona krew strumykiem wypływała jej spod ciała. Na sali powstało zamieszanie. Nikt nie wierzył własnym oczom - Zack pokonał potężną czarodziejkę zwykłym nożem, praktycznie bez walki. Tylko…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Easley
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…