Wróć do katalogu

Rozdział VIII

dobro contra zło

mesue, opublikowano , 14 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rozdział VIII

Pierwszy transport ludzi przyjechał w ciągu miesiąca. Była noc. Ciężarówka z ludźmi zatrzymała się kilka kilometrów od laboratorium. Dalej ludzie szli piechotą. Zmęczeni, głodni, w nadziei, że przyjechali do pracy nie podejrzewali nawet, że będą „królikami doświadczalnymi.” Po przyjeździe musieli podpisać dokument, że wyrażają zgodę na pracę. Tak brzmiała oficjalna wersja. W rezultacie podpisywali zgodę na badania testowe. Nikt z nich nie potrafił czytać po angielsku, więc Steve to skrzętnie wykorzystał. Później kolacja i zakwaterowanie. Warunki prawie spartańskie, ale nie narzekali. W swoim kraju mieszkali w gorszych, a tutaj mieli nadzieje na poprawienie bytu dla swoich rodzin. Większość z nich pochodziła z biednych krajów, gdzie bieda zmusza nawet do żebrania. - Czy na pewno nikt się o nich nie upomni? – zapytał Steve - Nie. Sprzedali ich. - Zapłaciłeś tyle ile uzgodniliśmy? - Tak. - Peter, teraz ty odpowiadasz za nich- powiedział Steve. - Dobrze. - Z wami rozliczy się Peter. Steve wyszedł. Peter wiedział co ma robić. Wszystko już przygotował. Po dwudziestu minutach nie było nawet śladu, że ktoś do nich przyjeżdżał. Wszedł i zameldował, że akcja zakończona. - Peter wpadł mi do głowy pewien pomysł. Wśród nich są bardzo młode dziewczyny. Czy przed użyciem ich do testów nie trzeba by było je trochę zużyć. Przysłużą się lepiej sprawie. - Chyba nie sprawie, tylko twojemu portfelowi. - A co to za różnica. - Duża. - Pomożesz mi? - Nie - Dlaczego? - To śmierdząca sprawa. Pracujemy nad wieloma sprawami, ważniejszymi niż burdel i zyski z tego. - Coś ostatnio stałeś się zbyt ostrożny. - To nie o to chodzi. Burdel przynosi zyski, ale możemy ściągnąć na siebie policję. Zainteresują się, skąd mamy towar i cała sprawa się rypnie. Później będą iść po nitce do kłębka i namierzą laboratorium. Nie damy rady jeśli sprawa wyjdzie na jaw. Tamci umyją ręce, a mu zostaniemy z tyłkiem w nocniku. - Ale można spróbować i w czas zwinąć majdan. Gliny można kupić, innych szantażować. - Mówisz jak potłuczony. Wszystkich opłacisz? - Tak. - Będziesz miał tyle pieniędzy? - Nie wiem. - Szantaż jest dobry tylko do czasu. Zawsze ktoś się wyłamie i zacznie śpiewać. I co wtedy? - Nie pomyślałem o tym. Ty jesteś magiem, więc coś wymyślisz. - Zrób jutro rano selekcję. Odstaw na bok te, które ewentualnie będą nadawać się do burdelu. Na nich nie testuj. Przynajmniej na razie. - Teraz mówisz z sensem. - Idę spać, a ty jak chcesz. - Trochę jeszcze popracuję. Dobranoc. - Dobranoc Steve. Nie siedź długo. - Dobrze. Kiedy Peter wyszedł Steve rozłożył swoje obliczenia. Usiadł wygodnie w fotelu i z dumą patrzył na nie. Wiedział, że mieszanina tych związków daje efekt pozytywny. To pierwsze jego zwycięstwo od miesięcy. Teraz tylko przetestuje substancje na ludziach. Jeśli próby wyjdą pomyślnie nigdy się nie zestarzeje .Przymrużył oczy. Wstał . Dumnie wypiął pierś. Powiedział . - Jestem Bogiem. Najmądrzejszy, najlepszy. Jestem stwórcą. W końcu wyeliminuję tego ich Boga. Zdetronizuję go i zajmę jego miejsce. Złożą mi hołd. Mi – jako władcy świata. Nigdy nie zestarzeję się. Będę wieczny i młody. Jeszcze parę kroków i wygram. A wtedy to ja drogi ojcze będę grał pierwsze skrzypce. Jestem wielki i silny. Będę największy. W końcu usiadł na fotel i z uśmiechem na twarzy zasnął. Nawet i on w końcu musi się poddać biologii. Zmęczony organizm potrzebował snu. Marzenia o wielkości utonęły w ramionach Hypnosa. Kris zajrzał do gabinetu Steva. Dodał trochę eternitu i zniknął za drzwiami łazienki. Na razie to było jeszcze bezpieczne miejsce. Schował się do kabiny. Puścił wodę i zaczął nadawać . -Skurwiel pilnuje. Pozakładał ekrany we wszystkich pomieszczeniach. Jutro założy w toalecie. Nie wiem jak będę nadawał –przekazał komunikat. - Wyłącz się. Zastanowimy się nad tym. Nie odzywaj się pierwszy. My tym razem nawiążemy z tobą kontakt pierwsi po przerwie. Tak będzie bezpieczniej. -Jak? -Zobaczysz. - Dobrze. - Zdemontuj nadajnik i wyrzuć. Nie mogą go znaleźć. Kris posłusznie wykonał rozkaz. Kiedy już wyszedł odetchnął. Minęło dwa tygodnie i nic. Kris chodził zaniepokojony. Bał się. Steve był niezwykle przebiegły. Kris starał się z nikim nie rozmawiać na uboczu. Czekał. Teraz stał i sączył po woli kawę. Zastanawiał się, czy ich myśli też są kontrolowane. W pierwszej chwili odrzucił tę myśl. Po namyśle stwierdził, że jednak lepiej i myśli będzie zacząć ukrywać. - Nigdy nie wiadomo, czy mag nie czyta w ich umysłach. Lepiej będzie jak zastosuję sobie terapię gonitwy myśli i ukryje te właściwe – pomyślał Kris. Jego rozważania przerwał Peter. - Szef was wzywa. Macie zostawić wszystko i iść do sali konferencyjnej. Stali i zastanawiali się o co znów chodzi. W końcu Steve wyciągnął coś z kieszeni i zapytał: - Czyje to? Wszyscy milczeli. - Na nadajniku jest numer 2346. Kto tym się posługiwał? – dalej pytał Peter. Dalej panowała kompletna cisza. - To nie mój. W takim razie ktoś z naszych oprócz mnie jest tutaj- pomyślał Kris. - Skoro nie ma odważnych, wybiorę winowajcę, a później następnego i … - Zaczekaj Peter kilka minut. Może nabierze odwagi i wystąpi z szeregu. Nie bądź zbyt gwałtowny i pochopny. Należy dać szansę każdemu. Mamy trochę czasu. - Dobrze szefie. Czekamy dziesięć minut. Minęły. - Teraz niech wstanie Kris. Wszystko zamarło w Krisie. Przez sekundę poczuł zapach śmierci. Opanował się. - Możesz wyjść. Zaczekaj w laboratorium. - Barbra teraz ty. Peter patrzył jej prosto w oczy z dziką satysfakcją pana i śmierci. Ona popatrzyła na niego z obojętną miną i wzruszyła ramionami. - Dołącz do Krisa. - Następny jest John. - Tak? – zapytał John. - Jesteś czysty. Idź do laboratorium. Weź ze sobą Esterę Będzie wam weselej. - Paul. Odejdź. - Idę, ale zawsze byłem lojalny dla sprawy. Steve nie będzie miał wierniejszego ode mnie psa. - Nie gadaj tyle, bo zmienię zdanie – odburknął Peter. - Spokojnie Peter. Steve wstał i podszedł do Paula. - Dziękuję Paul. Rozumiesz, że musieliśmy wszystkich potraktować jednakowo. - Nie ma sprawy. - Zgoda? -Nie mam żalu. - W takim razie wszyscy pozostali wychodzą, a ty zostajesz. - Nie rozumiem. -Ten nadajnik Paul należy do ciebie. - Nic takiego nigdy nie miałem. - Nie miałeś? Peter włącz wizjer. Paul zrozumiał, że są to jego ostatnie chwile. Nie wywinie się. - Nie chcemy ciebie zabić – powiedział Steve. - Akurat – pomyślał Paul - Chcemy wiedzieć tylko dla kogo pracujesz? - Dla nikogo. - Widzę, że nie dogadamy się. - Nie mam nic do powiedzenia. - Może jak seniorita Almara z nim się zabawi będzie rozmowniejszy. - Dać go dla niej? - Tak. Peter przycisnął guzik. Otworzył wejście do groty, gdzie była trzymana pod kluczem Almara. Dwóch osiłków wzięło pod pachy Paula i ciągnęło go w kierunku otwartej groty. Paul stawiał opór, ale na nic się to zdało. Dwóch siłaczy przeciwko jednemu chuderlawemu chemikowi. Przegrał. - Uważaj Paul ona jest wygłodniała. Wrzucili Petra do groty jak worek z kartoflami. Peter włączył kamerę. Mogli oglądać na ekranie jak seniorita Almera podchodziła

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych