Rozkaz
… Czy zrobisz wszystko …
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Wtorek
Deszcz bębnił bez litości. Zagłuszał wszelkie myśli które starały się jakoś uporządkować ciąg wydarzeń. To wszechogarniające uczucie celowości, zniewolenia jedna myślą. Później został tylko ruch mięśni, napędzany nieustępliwą wola. Światło latarni, wodna ścieżka prowadząca pomiędzy płytami chodnika, szary płaszcz, uśmiech ... Teraz siedział odrętwiały. Ciało zatrzymało się w oczekiwaniu na rozwój wydarzeń, oszczędzało siły. W tej chwili brunatny fotel i wąskie strugi deszczu na szybie to był cały jego świat. Trzeba wstać, ruszyć do dnia jutrzejszego. Oderwać się od tego nieustępliwego uczucia żalu, które drążyło sobie drogę za pomocą przebłysków wspomnień. Powinien czuć coś więcej, chociażby winę, wyrzuty sumienia. Ale ich nie było. W środku czuł tylko drapiące uczucie straty, smutku przysłaniającego każdy obraz. Ruszył ku drzwiom od sypialni. Rzucił się na łóżko. Drobne monety wysypały się z kieszeni i z brzdękiem uderzyły w drewnianą podłogę. Prosił o zapomnienie, o chwilę błogiego nie istnienia. Delikatna powłoka pochwyciła swój śniący cel. Sen rozpoczął swoją opowieść, tą samą co noc. Płynął biała łódką przez wielkie błękitne morze. Żagiel to napinał się, to znowu łopotał na zmiennym wietrze. Gorąco biło z góry, wypalając swoje odbicie na każdym skrawku pokładu. Dawało za to piękne refleksy na lekko pofalowanej wodzie. W zasięgu wzroku nie było nic poza szara linią horyzontu. On leżał w cieniu żagla patrząc w bezchmurne niebo. Na tle wielkiej pomarańczowej kuli pojawił się cień ptaka szybującego w dół. Robił się coraz większy i większy. Zatoczył kilka kółek i z lekkością wylądował na burcie płynącej łódki. Siedzieli tak na przeciw siebie, mierząc się wzrokiem. W spojrzeniach nie było strachu, był za to wyrok. Dzisiaj przekaz był inny, zazwyczaj namawiał, prosił, błagał. Dziś padło tylko jedno słowo. - Dziękuję … Wiedział że mówi to ten pierzasty przybysz. Mimo iż, nie dostrzegł najmniejszego ruchu z jego strony. Zawsze tak mówił, puszczał nieobecne słowa przed siebie, wiedząc że jedynym odbiorcą będzie on. Odwrócił wzrok. Za chwile odleci, za chwile znowu będę sam. Sam wraz z rozkazem z góry.
Środa
Poranna kawa nie wyróżniała się niczym. Odrobina mleka, łyżeczka cukru, aby powstała treść wypełniająca pusty żołądek. Stał przed oknem patrząc nieobecnym wzrokiem na pustą ulicę. Podniósł ręce, przyjrzał się swoim dłoniom. Dalej widział te czerwone plamy, mimo iż spędził godziny w łazience, one nie chciały odejść. Znamię naznaczonego opętaniem. Ciekawe czy inni też je widzą. Za oknem liście wirowały w jesiennym szale. Tak jakby dziecko wiatru, wpadło z fascynacja w stos kolorowego puchu. Śmiejąc się, podrzucało je do góry, raz za razem. A one ślizgały się na drobnych rączkach, wpadały w małe wiry i z chichotem znikały poza jego zasięgiem. Tylko po to aby za chwile znów poderwać się, mienić w ciepłym słońcu i opaść nieopodal. Wszystko było czymś zajęte. Koła zębate wielkiego mechanizmu poruszały każdym elementem żyjącego dnia. Chwile gnały przed siebie, napędzane jego siła. Znajdowały sobie zajęcie i układały obraz widziany z okna. Wspomnienia, mimo iż nadal żywe powoli zaczynały się zacierać. Nie wszystkie szczegóły dało się już wyłapać patrząc na film z poniedziałkowego wieczoru. Umysł zaczynał pracować nad ochronieniem tego co zostało. Delikatnym ruchem, wycinał piekące elementy. Podsyłał usprawiedliwienia. Wszystko na marne. Obraz wciąż był zbyt żywy, wciąż mógł bez trudu prześledzić całą drogę tego nieszczęsnego wieczoru. Pamiętał moment wyjścia z domu, kiedy jeszcze lepka ciemność nie wzięła jego ciała w posiadanie. Szedł pustymi ulicami, naznaczonymi białym światłem miejskich latarni. Mijał właśnie kawiarnię, do której zabrał ją na pierwsze spotkanie. Co za ironia losu … Wychodząc zza rogu, zobaczył jak stała patrząc na ciemną witrynę sklepu. Szary płaszcz szczelnie zakrywał każdy fragment ciała. Ale on i tak zobaczył skrawek fioletowej sukienki, wystawał trochę niechcący, trochę jakby tylko dla niego. Odgarnęła niesforne włosy, które porwane podmuchem opadły jej na twarz. Uśmiechnęła się. Nie, nie ma szans tego zrobić, to jest ponad jego siły. Nawet dla niej tego nie zrobi. Wtedy poczuł delikatną dłoń przesuwającą się po jego policzku. - Wszystko będzie dobrze, zobaczysz – wyszeptała.
Czwartek
Telefon milczał. Siedział już od dłuższego czasu, trzymając go w dłoni, co raz sprawdzając czy nie ma jakiejś nowej wiadomości. Nie przyszło nic. Dzisiejsza noc była inna. Dalej płyną swoim białym okrętem przez rozgrzane błękitne pola, ale dzisiaj nie było odwiedzin skrzydlatego przybysza. Teraz gdy wypełnił jego rozkaz, stał się dla niego nieprzydatny. Został tylko on i niekończący się ocean, zupełnie sam. Zasmucony żagiel wisiał smętnie, wiatr tez pożeglował gdzieś indziej. Została tylko wszechobecna cisza i nieznośny upał cieknący z góry. Od dwóch dni nic nie jadł, nie licząc jabłka i resztki czekolady leżącej na stole. Odrobina wody i kolejny papieros musiało wystarczyć za obiad. Nie miał ochoty ani nic zamówić, ani tym bardziej samemu coś przygotować. Właściwie to nawet nie czuł głodu, wydawał mu się czymś zupełnie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil kartonbezpudla
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…