Wróć do katalogu

Rozmowa z Aniołem Śmierci

Tomasz Brown, Polski dziennikarz urodzony w Stanach pisze artykuły dla magazynów historycznych zarówno Polskich, jak i Angielskich i Brytyjskich. Pewnego dnia postanawia udać się do medium, gdzie zamierza przeprowadzić wywiad z Aniołem Śmierci z Oświ

Ekhart, opublikowano , 13 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Autobus powoli, z jękiem starych hamulców zatrzymał się na przystanku. Drzwi otworzyły się z

sykiem sprężonego powietrza. Przecisnąłem się między ludźmi i wydostałem się z pojazdu. Odetchnąłem z

ulgą, wdychając w miarę świeże powietrze. Jazda autobusem wypełnionym ludźmi, przy ponad

trzydziestostopniowym upale, to jedna z niewielu rzeczy, za którymi zdecydowanie nie przepadam. Drugą

był brud i smród dużych miast. A Warszawa była właśnie takim dużym miastem. Rozłożyłem małą, kieszonkową mapę i próbowałem znaleźć miejsce, w którym stałem. Za dobrze mi

to nie szło. Nigdy nie potrafiłem dobrze czytać map. Postanowiłem więc zaczepić któregoś z

przechodniów.

-Przepraszam.- powiedziałem do jakiegoś mężczyzny w średnim wieku, który szedł właśnie z swoją

około czteroletnią córką.- Nie wie pan przypadkiem, jak dojść na ulicę…- zerknąłem na karteczkę, na

której miałem zapisany adres-…Warszawską?

-Idziesz pan prosto, na pierwszym skrzyżowaniu w lewo. Potem w prawo i jesteś pan na

Warszawskiej.- odpowiedział mężczyzna, przy okazji machając zamaszyście ręką i pokazując kierunek.

-Dziękuję.- odpowiedziałem.

Schowałem mapę do małej torby, którą miałem przewieszoną przez ramię i odwróciłem się.

-Hmm.- Westchnąłem.- Na skrzyżowaniu. Tylko, cholera, na którym?

Jakieś trzy metry dalej drogi krzyżowały się ze sobą. Następne skrzyżowanie było jakieś

pięćdziesiąt metrów dalej. „To chyba będzie pierwsze skrzyżowanie.”- pomyślałem. „A jak nie, to zawsze mogę się wrócić.”. Poszedłem zgodnie z instrukcjami, jakie otrzymałem. Pięć minut spaceru i znalazłem się na

szukanej przeze mnie ulicy. Osiedle „Niedźwiadek” było chyba najbrzydszym miejscem, jakie miałem

okazje zobaczyć w swoim dwudziestoośmioletnim życiu. Wszędzie walały się śmieci, każda ławka miała

wyłamane deski, śmietniki- jeśli gdzieś były- albo leżały przewrócone, albo spopielone. Po chodnikach

chodziły kilkuosobowe grupy łysych, ubranych w dres młodych. Włożyłem rękę do kieszeni i

profilaktycznie zacisnąłem ją na małej puszce z gazem pieprzowym. Tak na wszelki wypadek. „Piękny przykład polskiego społeczeństwa.”- pomyślałem. Błądziłem przez dobre dziesięć, może piętnaście minut, zwracając uwagę wszystkich dresiarzy

jakich napotkałem. Zawsze wtedy zaciskałem dłoń mocniej, próbując sobie w ten sposób dodać otuchy. W

końcu udało mi się znaleźć ten budynek, do którego chciałem trafić. Blok mieszkalny, oznaczony numerem

57, był zdaje się najmniej zdewastowanym- albo niedawno odnowionym- blokiem w okolicy. Ściany pod

oknami pełne były sprayowych napisów „HWDP” czy „Legia”, a czasem dłuższych wiązanek pełnych błędów

ortograficznych. Trochę niepewnie wszedłem do budynku. Klatka schodowa wyglądała nie lepiej, niż ściany na zewnątrz, z tą różnicą, że tutaj wszystko

było napisane markerem, nie sprayem. Podszedłem do drzwi windy i nacisnąłem przycisk. Brak reakcji.

Spróbowałem ponownie, z tym samym skutkiem. Szarpnąłem za drzwi, ale winda najwyraźniej nie była na

parterze. Westchnąłem i zacząłem wchodzić na górę po schodach. Zanim doszedłem na czwarte piętro,

zabrakło mi tchu w piersi. Przystanąłem na chwilę, żeby odpocząć. Nacisnąłem dzwonek przy drzwiach do mieszkania numer 34. Brzęczenie rozległo się po całym

mieszkaniu. Cichy trzask zamka i drzwi otwarła mi starsza pani, na oko sześćdziesięcioletnia.

-Witam.- powiedziałem.- Ja tu byłem umówiony na wizytę z medium.

-Ach, tak, proszę wejść.- kobieta odpowiedziała mi grubym, suchym głosem.

Uchyliła drzwi szerzej, żebym mógł wejść. Wnętrze mieszkania było udekorowane różnymi obrazami przedstawiającymi krajobrazy. Największy

z nich pokazywał Kościół Mariacki w Krakowie. Z kuchni wyraźnie dobiegał mnie zapach bigosu.

-Mateuszu!- staruszka zawołała.

-Tak?- ktoś odpowiedział.

-Możesz wyłączyć komputer i iść gdzieś na jakąś godzinę? Mam klienta.

Z pokoju wyszedł nastoletni, masywny chłopak. Nie wyglądał na zadowolonego z faktu, że musi

wyjść z domu w taki upał. Ja sam bym wolał siedzieć teraz w swoim wentylowanym pokoju.

-Proszę za mną.- powiedziała staruszka i zaprowadziła mnie do salonu.

W pomieszczeniu znajdowały się tylko i wyłącznie dębowe meble. Dębowe regały pełne książek,

dębowe biurko i dębowy, okrągły stół. Stał on na środku pokoju, przykryty ciemnopurpurowym obrusem.

Madame Iwona postawiła na nim wysoką na dwadzieścia centymetrów szklana piramidę o osobliwej,

jasnoszarej barwie, jakby była wypełniona dymem. Wszystkie okna były zasłonięte grubą, czarną kotarą.

Wszędzie panował półmrok.

-W dzień kontakty ze zmarłymi ciężko się przeprowadza. Najodpowiedniejszy jest środek nocy.-

powiedziała staruszka, siadając przy stole.- Oczywiście, noc powinna trwać tam, gdzie dana osoba

zmarła.

-Dobrze się składa, ponieważ z tego co wiem, osoba, z którą chcę się skontaktować, zmarła w

Brazylii. Tam, o ile się nie mylę, teraz jest noc.

-Proszę usiąść, panie…

-Tomasz Brown.- przedstawiłem się, podając staruszce dłoń i siadając naprzeciw niej.

-Madame Iwona. Nie jest pan Polakiem, prawda?

-Nie do końca. Jestem w połowie Amerykaninem. Urodziłem się w Stanach, ale moi rodzice wrócili

tu zaraz po stanie wojennym.

-Dobrze.- odpowiedziała Madame.- Czym się pan zajmuje?

-Jestem dziennikarzem. Piszę artykuły dla gazet, zarówno Polskich, jak i Amerykańskich i

Brytyjskich. W wielu historycznych czasopismach można przeczytać moje prace.

-Ciekawe. A kogo pan chciałby przywołać?

-Josefa Mengele.- odparłem prawie szeptem.

-Słucham?

-Josefa Mengele.- powtórzyłem głośniej- Anioła Śmierci z Auschwitz.

Madame Iwona westchnęła lekko przerażona.

-A dlaczego chce pan akurat jego? -Chciałem dowiedzieć się kilku rzeczy odnośnie Oświęcimia i jego badań.

-Niech pan wie, że nie robię tego chętnie. I daję panu nie więcej, niż dwadzieścia minut. Taki

zły duch nie może być w naszym świecie za długo. Wie pan, co by się stało, gdyby tutaj wrócił?

-To duchy mogą wracać? Do naszego świata?

-A pan myśli skąd się biorą nawiedzone domy? Niedoświadczeni ludzie przywołują ducha, a potem

nie potrafią go odesłać. Taki duch zostaje. Wiele chce wrócić tam, skąd ich przyzwano, a że nie mogą,

proszą ludzi o pomoc. Jednak oni zazwyczaj uciekają. Boją się stanąć naprzeciw kogoś, kto od lat nie

żyje.

Odchrząknąłem i zapytałem:

-Czy będę mógł notować podczas seansu? Bo zdaje mi się, że powinienem trzymać panią za ręce. -Bujda. Trzymanie rąk to tylko bajeczka. Spokojnie może pan notować co pan chce. Jeśli jest

pan…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych