Wróć do katalogu

(Ryb)Eryk - opowieść wigilijna

Wzruszające opowiadanie o stracie przyjaciela... ;)

Artur Dubis, opublikowano , 6 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Pewnej nocy, zupełnie niedawno, powróciwszy z wieczornej wojaży, wszedłem do łazienki by tam zapalić sobie papierosa, dotlenić się, wyłożyć asfaltową drogę na mych płucach prowadzącą wprost na drugi świat. Wiedziałem - mimo lekkiego szumu w głowie - że w wannie pływa karp. Pływał od południa. Nie chciałem na niego patrzeć. Bo i po co patrzeć na rybę? Ani nie jest ładna, ani też nie łechce zmysłu estetycznego. Może złota rybka, jeszcze taka, która spełnia życzenia, może ona tak, może i jest ładna, ba!, cudowna, wspaniała, ale karp? Karp to karp, do cholery, toż to ryba której nie prosi się o pieniądze, wille, samochody czy co tam jeszcze, ale to ryba którą je się bez zadawania jej przed śmiercią zbędnych pytań. Tak przynajmniej wówczas myślałem... Wyjąłem czarną jak diabeł zapalniczkę ze swojej lewej kieszeni, po chwili zabłysnął ogień. Łazienka wypełniła się dymem. W domu nie można było palić. Smród, żółkną firanki, zółkną tapety, kwiatki padają - tak mówiła mama. Jako syn marnotrawny, lecz mimo wszystko chyba nie taki najgorszy, starałem się dostosować... I tak paliłem sobie, patrzyłem na swoje mętne zielone oczęta spozierające na mnie z lustra, gapiłem się na włosy na których lśniły krople będące jeszcze kilka minut wcześniej białymi płatkami, a które to stwierdziły najwidoczniej iż mniejszej szkody doznają gdy spadną na me długie, miękkie kłaki niźli na chodnikowe płyty. Czułem coś dziwnego, nie wiedziałem co, jakąś siłę, jakbym słyszał jakiś niemy krzyk, jakby jakaś metafizyczna istota chciała za wszelką cenę odwrócić mą głowę w kierunku... Czego? Kogo? Ano karpia... Nim zorientowałem się co się dzieje, wpatrywałem się w niego zahipnotyzowany gracją jego ruchów. W porównaniu do mnie był niewielki, ale jak na rybę to owszem, był całkiem okazały. Z pewnością w stawie był niezłym Casanową, mówiąc dosyć niegrzecznie, zapewne miał branie. "Eryk - usłyszałem - Ryb Eryk". Nie wiedziałem czy było to imię i nazwisko, czy też pseudnonim pisany razem... "Ryb Eryk czy Ryberyk?" - zastanawiałem się. A on na mnie patrzył. Zatrzymał się w wodzie, machał delikatnie swoimi małymi płetwami tak umięjętnie nimi kalibrując, że utrzymywał się w jednym miejscu. Nadal na mnie patrzył. Wbijał swoje rybie ślepia w me oblicze. Wiedziałem, że od tej chwili zostaliśmy przyjaciółmi. Przyjaciółmi na śmierć i życie, do końca, na wieki wieków.... Chciałem mu opowiedzieć o tym, jak spędziłem ten wieczór, chciałem zapytać go o wiele spraw, chociażby o stosunki damsko-męskie wśród karpii, o życie ich społeczności, o ich świat, o głębiny jezior i stawów, rozrywki, religię, sprawy ekonomiczne, marzenia i cele... Już, już prawie to zrobiłem, gdy usłyszałem w swojej głowie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych