Wróć do katalogu

Samotność

To opowiadanie jest (a właściwie miało być) wstępem do czegoś dłuższego, co być może kiedyś powstanie...

Andaluzja, opublikowano , 8 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Powietrze drżało, wstrząsane wciąż gwałtownymi wybuchami. Powietrze – jeśli można było tak nazwać mieszankę gazów, pyłów, sadzy i szarawego piachu. Z niewielką domieszką tlenu. Od tego świństwa, którym musiał oddychać, płuca Jamesa wydawały się pełne dymu i chłopiec powoli zaczynał się dusić. Otwierając szeroko usta i usiłując krzyknąć, pociągnął bezradnie spódnicę matki. Jedynym tego efektem było dołączenie się jeszcze jednego tonu do wojennej symfonii, na którą składały się dotychczas wybuchy bomb, warkot samolotów, strzały i pełne przerażenia jęki ludzi. Teraz doszedł jeszcze wysoki głos matki.

-Ty mały łobuzie, daj mi wreszcie spokój! –James z trudnością rozróżniał słowa na tle huku. –Nie mam czasu, musimy się stąd jak najszybciej wydostać! Nie przeszkadzaj!

Oczy chłopca wypełniły się łzami, zmieszanymi z kurzem. Zdawał sobie sprawę z tego, że podczas wojny mali, marudzący dziesięcioletni chłopcy nie są pępkiem świata, ale nie można ich przecież aż tak ignorować! A mama najzwyczajniej na świecie nie zwraca na niego uwagi! Paula rzeczywiście nie miała dzisiaj czasu dla syna. Trudno było jej się dziwić – miała za sobą dziesięć godzin, wypełnionych niepewnością, strachem i bólem. Miała nadzieje, że to już ostatni nalot – i że potem zdołają dotrzeć do schronu. Ludzie pchali ją, szturchali i sprawiali wrażenie, jakby ich celem było zadeptanie drobnej kobiety. Cóż, nie była sama w lesie, wiele osób chciało żyć. Paula syknęła, czując jak ktoś przydeptuje jej nogę i spróbowała się obrócić. Kiedy okazało się to niemożliwe, wyciągnęła do tyłu rękę, usiłując chwycić drobną dłoń syna – jednak nie było jej tam. Nie usłyszała także głosu Jamesa, kiedy krzyknęła na niego zniecierpliwiona. I właśnie w chwili, kiedy zamierzała odwrócić się, chwycić łobuza i pociągnąć go za sobą, ustał ostrzał z góry – i nastąpił koniec świata. Skłębiona masa ludzka potoczyła się bezładnie przez środek odkrytej polany. Paula jęknęła, czując jak tłum porywa ją i niesie, bezskutecznie próbowała zatrzymać się i poszukać syna, ale musiała poddać się fali. Ludzie tłoczyli się, czuła zapach ich potu, widziała zakrwawione strzępy ubrań, ocierała się o wyciągnięte dłonie rannych, którzy umierali pod butami żyjących. Krzyknęła rozpaczliwie odwracając głowę, ale widziała tylko setki bezimiennych, anonimowych twarzy, z których żadna nie była twarzą jej syna. James przez chwilę próbował biec za kłębiącym się tłumem, ale nie mógł dogonić walczących o życie ludzi. Bał się wybiec na otwartą przestrzeń, zresztą niewykluczone, że mama została tutaj, w lesie. Na pewno czeka na niego gdzieś za drzewem – a jeśli nie, musi zaraz przyjść. Przytulił się do szorstkiej kory dębu i czekał na mamę.

Gdzieś w ludzkim mózgu drzemie zapomniany instynkt. Czeka na swoją chwilę, nie ujawniając się – by pojawić się w sytuacji najwyższego zagrożenia. Instynkt przeżycia – każący ciału walczyć każdą komórką, blokujący umysł i logiczne myślenie, nie pozwalający skupić się na niczym innym jak na walce o życie. Ten instynkt kazał Pauli zapomnieć o synu czekającym w lesie, zmusił ją do odepchnięcia od siebie rannego, który usiłował uczepić się jej spódnicy i skazania go na śmierć pod butami setek ludzi, ten instynkt pchnął ją do szaleńczego biegu przez polanę, u kresu której czekały szeroko otwarte drzwi schronu. James widział to wszystko. Patrzył, jak ludzie tłoczą się i przepychają, aby jako pierwsi dostać się w bezpieczne miejsce, a w pewnej chwili zobaczył, jak jakaś bezwładna postać zostaje wypchnięta ze zwartego strumienia ciał – i błysnęła mu myśl, że ten, najwyraźniej już martwy człowiek łudząco przypomina tatę. I wtedy, kiedy chciał już oderwać się do drzewa i pobiec przez polanę – usłyszał warkot. Usłyszeli także ludzie. Na odgłos nadlatujących samolotów tłum gwałtownie zafalował – potem ludzie na sekundę zamarli, i zaraz zaczęli się tłoczyć ze zdwojoną siłą. James spojrzał w niebo, i zobaczył kołującą nad sosnami czarną sylwetkę samolotu. Przywarł…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych