Wróć do katalogu

SCENARIUSZ ŚMIERCI

Trochę mroczne opowiadanie o doświadczeniach pewnej dziewczyny. Wszystko zaczyna się od spotkania głównej bohaterki z człowiekiem, który twierdzi, że jej życie odbywa się według scenariusza. Czy ten mężczyzana był tylko wariatem?

Małga, opublikowano , 21 min czytania, 4,9 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Einhard podbiegł szybko do autobusu. Zdążył. Była druga pięćdziesiąt dziewięć. Czekał cierpliwie patrząc, jak wskazówka jego starego i mocno wysłużonego zegarka pokazuje trzecią. Rozejrzał się. Nic się nie stało. Autobus dalej jechał. Odetchnął z ulgą, ciesząc się myślą, że jego przeczucia się nie sprawdziły. Wtem kierowca autobusu zatrąbił głośno. Zatrzymali się. - To nie możliwe... – szepnął Einhard i natychmiast zaczął się rozglądać. Zobaczył ją. Siedziała niedaleko niego patrząc w okno. Nie miał wątpliwości, że to ona. Miała długie czarne włosy i ostre spojrzenie. Emanowała od niej niezwykła pewność siebie. Einhard nigdy wcześniej jej nie widział, ale wiedział że ma na imię Natalia. Do autobusu wsiadł jakiś człowiek. Einhard nie musiał się nawet na niego oglądać. Wiedział, że człowiek ten ma długie blond włosy, poszarpane spodnie, a w oczach obłęd. Wiedział, że on i Natalia zaraz się spotkają. - Musi pani zmienić decyzję – powiedział obszarpany mężczyzna do Natali. „Decyzja już została podjęta” – wyszeptał Einhard tak cicho, że tylko on mógł to usłyszeć. - Decyzja już została podjęta – powiedziała zimno dziewczyna, nawet nie patrząc mężczyźnie w oczy. „Dlaczego pani jest taka zimna....” - Dlaczego pani jest taka zimna? Nie rozumie pani, że bez tego kredytu to będzie już mój koniec? Potrzebuje tylko paru dni... - Nic mnie to nie obchodzi. To są interesy, tu nie ma miejsca na współczucie. To nie moja wina, że nie ma pan odpowiednich dochodów. - Ale musi być jakiś sposób! – powiedział mężczyzna i zaczął już szarpać dziewczynę za ramię. - Proszę mnie nie dotykać! W tym momencie jacyś dwaj mężczyźni szarpnęli chłopakiem odrywając go od dziewczyny i ruszyli wyrzucić go z autobusu. - Natalio! Nie pozwól mu odejść! – krzyknął Einhard. – To będzie dla ciebie początek. - Świetnie, kolejny wariat – powiedziała Natalia nie zważając nawet na fakt, że ten wariat zna jej imię. - Jeśli pozwolisz, żeby on teraz odszedł będziesz żałować tego do końca życia! - Szczerze wątpię... - Nie rozumiesz? Dziś zaczyna się twoja historia. Dramat pełen bólu i rozczarowań, który nie będzie miał dobrego zakończenia. Jeszcze możesz to odwrócić... Zrób to póki nie jest za późno! - Nie rozumiem, o czym pan mówi. - O scenariuszu... - Jakim scenariuszu? - Pani tragedii. Dziś zaczyna się spełniać. A później będzie jeszcze gorzej... On popełni samobójstwo, a wtedy i dla pani będzie już za późno... - A pan to niby kto? - Scenarzysta. Ale przysięgam nie wiedziałem, że to się spełnia, gdybym wiedział nigdy nie pisałbym takich rzeczy... W tym momencie autobus znowu się zatrzymał i weszło do niego dwóch mężczyzn w czarnych garniturach i z przyciemnianymi okularami. Poruszali się niezwykle mechanicznie, jakby byli z innego świata. Einhard spojrzał na nich. Wiedział, że przybyli po niego. Spojrzał na zegarek. Było pięć po trzeciej. - Już za późno – powiedział do Natali, która przyglądała się mu z coraz większym zainteresowaniem. Mężczyźni w czarnych garniturach byli coraz bliżej. - Jeśli mi nie wierzysz, odwiedź budynek przy ulicy Czarnej 13. Tam wszystko się wyjaśni. - Nigdy nie słyszałam o takiej ulicy... - Pracuję tam... - Reżyser cię wzywa – powiedział jeden z mężczyzn w garniturze. - „Reżyser”? – powtórzył Einhard z przerażeniem. Wcześniej nawet o tym nie pomyślał. Wydawało mu się to zbyt absurdalne, ale w końcu musiał istnieć ktoś, kto w jakiś sposób realizował jego scenariusze. Ale kim może być reżyser takich historii?. - Tak... pójdę z wami – powiedział Einhard niezwykle posłusznie, jakby nagle popadł w jakiś trans. Wszystko stało mu się dziwnie obojętnie. Natalia patrzyła jak ci trzej mężczyźni wchodzą powoli z autobusu. Potem pojazd ruszył. Natalia chciała zobaczyć ich jeszcze przez okno, ale niespodziewanie zniknęli jej z oczu. Następnego dnia Natalia przyszła do pracy trochę spóźniona. Zdążyła już zapomnieć o wydarzeniach poprzedniego popołudnia. Zatrzymała się przy wejściu. Stały tam dwa wozy policyjne. Weszła do środka. - O! Już jest. To właśnie pani dyrektor – powiedziała sekretarka Natali do dwóch policjantów. Jeden z nich – mężczyzna z siwymi włosami i bladą cerą podszedł do Natali. - Pani Natalia Sores? – spytał. - Tak. W czym mogę pomóc? - Jestem prokuratorem. Nazywam się Oliwer Piron. Przychodzimy w tej sprawie – powiedział policjant i podał jej kawałek folii, która służy policjantom do zabezpieczania śladów. Znajdowała się w niej kartka, na której pospiesznie było napisane jedno zdanie - „Spytajcie Natalię Sores, dlaczego”. - Czy ta kartka coś pani mówi? – spytał policjant. - Raczej nie. - A czy rozjaśni coś pani, jeśli powiem, że napisał ją niejaki Robert Wierzny? - Robert Wierzny? Tak, chyba go znam. Kilka dni temu odmówiłam mu udzielenia kredytu. Wczoraj nawet miałam z nim nie miłe spotkanie w autobusie... - Ach tak. Ale nie domyśla się pani co tu robimy? - Nie. - Otóż znaleźliśmy tą kartkę przy zwłokach pana Roberta. Natalia przyjrzała się mu z zainteresowaniem. - Popełnił samobójstwo? – spytała.. - Więc jednak, domyślała się pani, że chciał to zrobić? – powiedział prokurator. - Niezupełnie. Ktoś mi to zasugerował... - Kto? Natalia zawahała się przez chwilę, ale ostatecznie stwierdziła, że jakakolwiek próba opowiedzenia mu wczorajszego wydarzeniu nie ma sensu. - Nieważne... - Czy ten ktoś nie zasugerował pani również, że zanim Robert Wierzny popełni samobójstwo zabije jeszcze swoją żonę i trójkę dzieci. - W takim razie rozumiem państwa przybycie. Ja jednak nie mam sobie nic do zarzucenia. To prawda, że pan Wierzny nie zniósł zbyt dobrze wiadomości o odrzuceniu kredytu, ale po prostu nie miał wystarczająco dużo dochodów. Nie mogłam udzielić mu kredytu, a już na pewno nie mogłam przewidzieć tego co zrobi... - Ależ oczywiście. Znamy takie przypadki. Wiemy, że pan Wierzny jest po prosu jednostką, której otumaniony umysł wypadł z obiegu rozsądku. Wiemy, że nie mogła pani tego przewidzieć. Jesteśmy tu by dopełnić procedur. Reszta jest sprawą pani sumienia. Tego samego wieczoru Natalia, przyszła do domu. - Dobrze, że jesteś – powiedział narzeczony Natali na powitanie. – Właśnie dzwoniła moja matka. Mojemu bratu znów nie udało się znaleźć pracy... - Musimy teraz o tym rozmawiać? Miałam ciężki dzień – powiedziała Natalia. - Przepraszam, ale to dość ważne. Niedługo skończy mu się zasiłek. Wymyśliliśmy, że powinien wziąć kredyt i założyć jakąś niewielką firmę. - Z jego statutem społecznym nikt nie udzieli mu kredytu. - Właśnie dlatego chciałem z tobą porozmawiać. Nie mogłabyś udzielić mu kredytu po znajomości? W końcu jesteś dyrektorką banku. - Nie żartuj sobie. Dlaczego miałabym udzielić kredytu twojemu bratu? Jest alkoholikiem. Nie jest wiarygodny. - Przestał pić. Próbuje wyjść na prostą... - To nie ma znaczenia. - Ma żonę i dzieci na utrzymaniu... - Nic mnie to nie obchodzi. To nie moja wina, że zmarnował sobie życie. - Słyszałem o twoim kliencie z banku – powiedział Michał po chwili milczenia. – Chcesz by sprawa z moim bratem zakończyła się podobnie? - „Sprawa” mojego klienta nie zależała ode mnie. Ta twojego brata też nie zależy. - Świetnie. To koniec. Miarka się przelała. Myślałem, że czegoś się nauczysz, ale ty jesteś zimna i ordynarna i już zawsze taka będziesz. Wyprowadzam się do brata. - Cudownie. Na pewno życie w brudnym domu twojego brata będzie lepsze niż ze mną. - Zgadzam się. Ale pamiętaj, że nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek tu wrócę. Za to jeśli ty zmądrzejesz to pamiętaj, że zawsze chętnie przyjmiemy cię w domu mojego brata. - Miałabym mieszkać w jego ruderze z nim, z tobą, jego żoną i ich dwójką dzieci? - Czasami lepiej jest umierać w głodzie i brudzie z tymi, których się kocha, niż żyć w bogactwie i luksusie, ale samotnie. - Och! Jakie to wzruszające słowa. Na pewno je zapamiętam – powiedziała Natalia z ironią. Była to ich ostatnia rozmowa przed rozstaniem. Kilka dni później Natalia przyszła do pracy, aby przedłużyć swoją umowę. Niespodziewanie, usłyszała, że jest to niemożliwe. - Jak to? – spytała zaskoczona Natalia. - Od czasu ostatniego incydentu z panem Wierznym mocno straciła pani na zaufaniu klientów – wyjaśnił pracodawca Natali głosem niezwykle bezbarwnym, jak na zaistniałe okoliczności. - Przecież to nie była moja wina! - Ja to wiem i pani również. Ale to po stronie klienta zawsze jest racja. Przykro mi. Ja nie mam na to wpływu. - Więc zwalnia mnie pan? - Owszem. Ale proszę się nie martwić. Jest pani młoda i ma duże kwalifikacje. Na pewno łatwo znajdzie pani pracę. Natalia wyszła z banku pełna oburzenia. Czuła się skompromitowana. Przez następny miesiąc próbowała znaleźć pracę, ale bez skutku. Czuła się tak jakby wszystko sprzysięgło się przeciwko niej. Po kolejnych kilku tygodniach zdecydowała się poprosić o pomoc swoją matkę. I wtedy Natalia znów odczuła zgubną pieczęć swojego losu, ponieważ niecałą godzinę po jej telefonie, jej matka zachłysnęła się orzeszkiem, podczas jedzenia posiłku, w jednej z dość drogich i popularnych restauracji. Nikt nie udzielił jej pomocy. Karetka nie zdążyła przyjechać. Oszczędności Natali zaczęły topnieć. Musiała zmienić mieszkanie. Kilka tygodni po wprowadzeniu się do nowego domu okazało się jednak, że nastąpiła jakaś formalna pomyłka, bo mieszkanie już do kogoś należy. W związku z tym Natalia musiała się natychmiast wyprowadzić. O nowe mieszkanie nie było łatwo, więc musiała się „tymczasowo” wyprowadzić do mieszkania socjalnego. Był to niewielki i zimy barak mający zaledwie piętnaście metrów kwadratowych. W końcu Natalia nie wytrzymała i wbrew własnym opiniom tego, co możliwe i nie wyciągnęła mapę miasta i zaczęła szukać na niej ulicy Czarnej. Na próżno. Nie znalazła jej. W końcu zdecydowała się na ostateczny krok i zadzwoniła do swojego byłego narzeczonego. Wiedziała, że nic już go z nią nie łączy, ale znała go dobrze i wiedziała, że pomoże jej w tej trudnej sytuacji. Po tym telefonie, jeszcze bardziej zaczęła jednak wierzyć w swoje przekleństwo. Dowiedziała się bowiem, że jej narzeczony wraz z bratem i całą jego rodziną nie żyją. Zginęli w sposób dość tajemniczy. Oni również nie mieli pieniędzy i mieszkali w niewielkim mieszkaniu. W związku z tym spali w jednej sypialni - jak się okazało – miejscu ich…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych