Ścieżką Irvy (epizod 1)
Tego się nie da krótko opisać :D
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Czerwcowe słońce leniwie wznosiło się ku zenitowi. Temperatura powoli stawała się nie do zniesienia, tylko delikatne powiewy wiatru od czasu do czasu sprawiały, że ludzie jakoś wytrzymywali na zewnątrz, z dala od swych wygodnych, klimatyzowanych mieszkań. Żar lał się z nieba, ale to nie wypłoszyło gromadki brzdąców z wyeksploatowanego placu zabaw. Wręcz przeciwnie - jeszcze chętniej wynurzały się z domów, by celebrować ostatni dzień szkoły lub, jak kto woli, pierwszy dzień wakacji. Wreszcie mogły poczuć się wolne od ławek, porannego wstawania, mozolnego zapisywania kolejnych stron zeszytów czy tego cholernie irytującego dźwięku dzwonka. Niektóre wybierały się na kolonie lub obozy, chcąc ten jeden raz w roku choć na jakiś czas wyrwać się spod bacznego wzroku ojcowskiej inkwizycji. Inne znowu, nie mogąc rozstać się z matczyną kiecą, miały wyruszyć w najodleglejsze zakątki kraju i globu, jako wyjątkowo uroczy dodatek do najnowszego samochodu bogatych rodziców. W końcu która szanująca się gospodyni domowa nie pęka z dumy, gdy zazdrości się jej idealnej, ułożonej rodziny, nowiutkiego forda, pracowitego męża, nieskazitelnie czystego domostwa i potomstwa niosącego mamuni co roku świadectwo z czerwonym paskiem? Praktycznie cała ta gówniarzeria, oblegająca parkowy małpi gaj, wychowana była właśnie w takowym archetypie familii. Wypacykowani chłopcy, w spodniach w kant i rażąco białych koszulach oraz cukierkowe dziewczyneczki odstawione w najlepsze sukienki. Tylko jedna mała istotka nie pasowała do otoczenia. Wyglądała jak brudna, wychudzona znajda, która nawiała z sierocińca i zabłąkała się w tym do przesady idealnym świecie. Ze spuszczoną głową, samotnie siedziała na skrzypiącej huśtawce, od czasu do czasu grzebiąc dziurawym bucikiem w piasku pod stopami. Rozczochrane, czarne włosy, pozdzierane kolana, mozaika sińców, ukrytych teraz pod materiałem zielonej bluzeczki, i niemal czarne jak smoła oczy, błagalnie wołające o odrobinę uwagi. To właśnie dziecko było uważnie obserwowane przez dwóch dziwacznie ubranych mężczyzn. Stali w bezpiecznej odległości od placu zabaw, w celu uniknięcia bzdurnych oskarżeń o pedofilię. Dokoła nich, wesoło merdając ogonem, biegała potężnie zbudowana, czarna wilczyca o bystrych, żółtych oczach. Smoczy Szpon, bo tak zwał się jeden z tajemniczych mężczyzn, ziewnął przeciągle. - Myślisz, że właśnie to chuchro umiłował sobie Irva, Wilku? – Skrzywił się znacznie. – Spójrz na nią, przecież to bida z nędzą, sama skóra i kości, do tego jakieś to takie nielubiane i samotne. Doskonały przykład słabości trącącej smrodem niedoskonałości. Jesteś pewny, że się nie pomyliłeś? Czarny Wilk zmierzył Szpona spojrzeniem pełnym wyraźnej irytacji. Pluł sobie w brodę, że nie zostawił tego starego zrzędy w klasztorze, gdy nadarzała się okazja. Zamiast delektować się spokojem, kojącym towarzystwem wilczycy Ashy, śpiewem ptaków i piękną pogodą, musiał wysłuchiwać anegdot, opowieści dziwnej treści i niezwykle pasjonujących relacji z jakże porywających medytacji ku czci Irvy. Przyjemna podróż stała się piekłem słowotoku poprzetykanym desperacką potrzebą samotności. - Irva nigdy się nie myli – burknął. Wilk był człowiekiem, który niewiele mówił. Nie lubił się tłumaczyć, rozmawiać, dyskutować. Jeśli coś robił, to z reguły wiedział jaki ma w tym cel, nigdy nie podejmował kroków zanim dokładnie nie zastanowił się nad wszelkimi za i przeciw. Dzięki dyscyplinie, taktycznemu umysłowi, niezwykłej intuicji oraz ogromnemu talentowi, szybko wspinał się w hierarchii Nieumarłych, by w niedługim czasie zająć miejsce wśród Wielkich Mistrzów. Reszta mieszkańców zakonu darzyła go ogromnym szacunkiem, jednak z racji tego, że był wyalienowanym samotnikiem, nikt nigdy nie poznał jego przeszłości. Czarny Wilk dokładnie wpasowywał się w stereotyp Kapłana – tajemniczy, niebezpieczny wybraniec swego bóstwa, „człowiek znikąd” o zimnych oczach i przeszywającym spojrzeniu. - Zastanów się, bracie. – Szpon nie odpuszczał. – Nie wydaje mi się, żeby to coś urodziło się w czasie koniunkcji. - A mnie wręcz przeciwnie. - Nie wygląda mi na taką, którą Irva obdarzył łaskami… - Szponie, do cholery jasnej! – Wilk zmrużył zgniło-żółte oczy. Przez chwilę miał ogromną ochotę nakarmić towarzyszem Ashę, jednak zrobił kilka głębokich oddechów i opanował zbliżającą się furię. Doszedł również do wniosku, że Smoczy Szpon nie jest jakimś tam pierwszym lepszym nowicjuszem, tylko potężnym Kapłanem, mogącym zrównać całe to miasto z ziemią. Starcie z nim skończyłoby się śmiercią dla nich obu. I ci wszyscy mieszkańcy dokoła… Zdecydowanie lepiej było uniknąć rozlewu krwi. – Wybacz bracie, uniosłem się, to przez ten upał. Cholerne słońce… - Otarł rękawem czoło zroszone potem i jeszcze raz dokładnie zlustrował wzrokiem dziewczynkę na huśtawce. Smoczy Szpon mógł mieć wątpliwości, zawsze je miał i wszędzie doszukiwał się forteli, ale Wilk wiedział swoje. Zresztą Irva kazał mu iść - więc poszedł, nigdy nie poddawał w wątpliwość woli swego boga. - Spokojnie, bracie, przez ten upał i ja zaczynam dostawać psychozy. Zastanawiam się tylko nad sensem naszej podróży tutaj. – Szpon usiadł wygodnie na świeżo skoszonej trawie i odłożył na bok zdobną laskę, o której zawsze się poruszał, gdy opuszczał klasztorne mury. Był już stary, nawet jak na Kapłana, ale wciąż dziarsko się trzymał. – Jesteś młody, Czarny Wilku, mam nadzieję, że dobrze przemyślałeś swoją decyzję. - Czy kiedykolwiek dałem ci powody, byś miał podstawy nie ufać mym działaniom, bracie? - Tego nie powiedziałem, ale pomyśl logicznie, w noc koniunkcji tak wiele niemowląt zawitało na tym świecie. Dlaczego akurat ta licha dziewczynka, hm? Poza tym, nie jest za mała by ją zabrać? - Irva da nam znak, gdy będzie gotowa. - Na bogów, Wilku! Myślałem, że już odczytałeś znaki i przybyliśmy tu tylko po to, by zabrać wybrańca! Możemy tu teraz czekać kilka tygodni na darmo! – Smoczy Szpon był wyraźnie skonsternowany. Nerwowo skubał krótką trawę, wbijając płonący gniewem i wątpliwościami wzrok w młodszego Kapłana. I właśnie wtedy błękitne niebo niespodziewanie zasnuło się czarnymi chmurami, zupełnie jakby wszechpotężny Irva wyczuwał napiętą atmosferę pomiędzy dwójką swoich wyznawców. - Masz swój cholerny znak. – Wilk uśmiechnął się tryumfalnie. Uwielbiał mieć rację i równie mocno ubóstwiał, gdy Irva okazywał mu swoją aprobatę. Dla takich momentów byłby w stanie znosić Smoczego Szpona i jego paplaninę przez miesiąc górskiej wspinaczki. Tylko oni dwaj i milcząca Asha samotnie wśród szczytów. Młody Kapłan wzdrygnął się na samą myśl. Jego psychika zostałaby mocno nadszarpnięta przez taką wyprawę… Gwałtowne nadejście…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Sem
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…