Sen
O wędrówce w nieznane i nieodkryte zakamarki umysłu
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Był Wieczór Wigilii Bożego Narodzenia. Basia siedziała w kuchni i pakowała ostatnie prezenty. Artur- jej mąż ustawiał talerze na stole. - Kiedy, ona wróci martwię się- mówił do żony. Nagle zamek w drzwiach zachrobotał i do domu wpadła rozpromieniona dziewczynka. - Cześć wszystkim- głośno krzyknęła przekraczając próg. - Juluś, czemu, tak późno martwiliśmy się!- z kuchni dobiegł głos mamy. - Musiałam załatwić pewną sprawę- odpowiedziała i pobiegła na górę. Julka była jedynym dzieckiem Basi i Artura. Kobieta nie mogła zajść w ciążę. Nigdy nie zapomną dnia, w którym mała, wystraszona dziewczynka zagościła w ich domu. Wniosła do niego wiele radości. Dlatego, choć już miała piętnaście lat byli przewrażliwieni na jej punkcie. Czasami stawało się to uciążliwe, lecz córka kochała rodziców ponad wszystko na świecie. Zawsze mogła na nich liczyć. Marzyła o rodzeństwie, lecz zdawała sobie sprawę, że to niemożliwe. Teraz jednak miała problem, którym nie chciała się z nimi dzielić. Weszła do swojego pokoju. Na półkach wśród pamiątek i zdjęć z wakacji leżały poukładane prezenty dla rodziców. Usiadła na łóżku i wyjęła z torby sennik. Schowała go pod poduszkę i zaczęła wybierać strój na kolację. Była już gotowa, gdy usłyszała głosy dziadków i cioci. Zbiegła szybko na dół. Ucałowała rodzinę. Jak co roku zaczęli zachwycać się niezwykłą urodą Julii. Była rzeczywiście śliczna. Miała długie loki w kolorze jesiennych liści, duże zielone „kocie” oczy, mały, piegaty nosek i różowe jasne usta. Kolacja upłynęła w miłej atmosferze. Późnym wieczorem Julia z rodzicami zaczęli odpakowywać prezenty. Basia dostała złoty łańcuszek, Artur zegarek, nawet Biko, ich pies otrzymał dużą, gumową kość. Najbardziej zadowolona z prezentu była jednak Julka. Dostała baletową sukienkę, dokładnie taką, jaka pasuje do utworu, jaki przygotowuje na konkurs. Była jasnozielona, na rękawach połyskiwały perełki. Kochała balet i za wszelką cenę chciała wygrać tę rywalizację. Trenowała przez długie godziny, z dużymi skutkami. Było już po jedenastej, kiedy Julia wróciła do swojego pokoju. Nie chciała zasypiać. Bała się, ze „to” znów jej się przyśni. Jednak zmęczenie okazało się silniejsze.... Była w ogromnej piwnicy, pełnej szczurów. Przez mrok przebijały się delikatne smugi światła. Siedziała skulona, gdy nagle zauważyła cień „tego”. Zbliżało się do niej (widziała na ścianie). Na pewno miało kaptur i długą pelerynę. Wyciągnęło do niej rękę. Słyszała kroki. Coraz głośniej, słyszała też ciche sapanie. .... Obudził ją jej własny krzyk. Zalana potem zapaliła światło i zaczęła czytać sennik. Łudziła się, że on odpowie jej na dręczące ją od dziewięciu lat pytanie: „Co to jest? I czemu śni się jej?”. Święta minęły w miłej, rodzinnej atmosferze. W poniedziałek Julia poszła na próbę. Założyła starą, ulubioną, różową sukienkę. Muzyka zaczęła grać, a dziewczyna tańczyła. Poruszała się lekko, z gracją motyla. Nagle poczuła silny zawrót głowy, zrobiło jej się nie- dobrze. Nogi odmówiły posłuszeństwa i ...upadła. Obudziła się w szpitalu. W nosie i ustach miała rurki. Utrudniały jej normalne oddychanie. Z daleka dochodziły do niej słowa rozmowy rodziców z lekarzem. Nie miała siły poruszyć się, ani otworzyć oczu. - Panie doktorze! Co się stało z Julią?- matka była roztrzęsiona. - To nic groźnego, lekkie osłabienie spowodowane prawdopodobnie przemęczeniem - odpowiedział - Nalegam, jednak na powtórzenie badań. Adoptowaliśmy ją, gdy miała sześć lat. Boimy się, że biologiczni rodzice mogli przekazać jej jakąś chorobę genetyczną. Ona o tym nie wie - Basia ukryła twarz w dłoniach. Julii łzy napłynęły do oczu. Jej dotychczasowy świat zawalił się. Nie mogła zrozumieć, czemu ją okłamywali. Nie docierały już do niej resztki rozmów. Zapragnęła poznać prawdziwych rodziców. Stan zdrowia Julii poprawił się na tyle, że po kilku dniach wróciła do domu. Na jej widok kudłaty, czarny Biko skakał radośnie i merdał ogonem. Razem z nią położył się w łóżku. Słyszała z dołu urywki kłótni rodziców. - Myślę, że powinniśmy jej powiedzieć-ojciec spokojnie rozpoczął rozmowę. - Wykluczone- matka jeszcze panowała nad sobą. - Powinna wiedzieć, to dla jej dobra! Musi poznać prawdziwych rodziców. - O Boże!- Z gardła Basi wydobył się jęk. W drzwiach stała Julia, a Biko zaczął warczeć. - To nie tak, jak myślisz!- matka próbowała dotknąć Julię - A jak? – dziewczyna zrobiła unik przed jej ręką. - Wytłumaczę Ci! - Nie trzeba, wszystko słyszałam w szpitalu, Mamusiu. Chodź Biko. - Kochanie!- Basia wybiegła z kuchni - Zostaw! -Artur złapał ją za rękę.. Julia jak grom wpadła do pokoju. Szybkim ruchem zrzuciła książki, figurki i zdjęcia z półek. Nie miała siły. Senne koszmary wykończyły ją, a teraz ta wiadomość. Potrzebowała pomocy, chciała by ktoś potrafił „wejść” w jej psychikę. Zauważyła książkę angielskiego autora pt. „Przeznaczenie dusz”. Od razu zaczęła czytać. Po kilku godzinach z satysfakcją zamknęła lekturę.: „tego mi trzeba.”- pomyślała. Autor opisywał jak zgłaszali się do niego ludzie, a on przez hipnozę dowiadywał się od nich faktów z przeszłości. Dziewczyna w Internecie znalazła kontakt z doktorem Doskonale umiała angielski, więc napisała mu list w którym opisała swój problem. Codziennie sprawdzała pocztę. Uspokojona nadzieją porozmawiała z rodzicami. Wytłumaczyli jej wszystko. Zbyt mocno ich kochała, żeby im nie wybaczyć. Mimo to w sercu czuła do nich żal. Nie powiedziała im o liście. Po trzech tygodniach nadeszła długo oczekiwana odpowiedź. Doktor podał w niej adres i nazwisko hipnotyzera w Polsce, równie wybitnego jak on - Cezara Gipsińskiego. Tego samego dnia umówiła się na wizytę w gabinecie doktora. Miała tydzień na przygotowanie się do spotkania. Nie mogła skupić się na nauce. Nawet Basia zauważyła, że dziewczyna jest rozkojarzona. Codziennie wykreślała dni do wizyty. Nadszedł długo oczekiwany dzień. Nie mogła uwierzyć, że to działo się naprawdę. Wydawało jej się, że śni. Nie poszła do szkoły. Maszerowała przez zaśnieżoną ulicę z kartką w ręce. Wreszcie znalazła gabinet. Mieścił się w nowoczesnym budynku. Drżącą dłonią zapukała w mahoniowe drzwi. Otworzył je mężczyzna w wieku około czterdziestu pięciu lat. Miał okulary i był lekko siwy. - Słucham? -zapytał z uprzejmym uśmiechem. - Dzień dobry, nazywam się Julia Nowakowska byłam z Panem umówiona na wizytę. - Proszę bardzo- lekarz otworzył szerzej drzwi.. Oczom dziewczyny ukazał się przestronny pokój. Urządzony w starodawnym stylu. Na brązowych ścianach wisiały liczne dyplomy i wyróżnienia. Na puchatym, czarnym dywanie stała ogromna rzeźba, antyczne fotele i kanapa. - A gdzie Twoi rodzice?- spytał pan Cezar. - W pracy, przyszłam sama-przyglądała się imponującej kolekcji książek. - Drogie dziecko, nie mogę cię przyjąć bez zgody rodziców. - Oni się zgodzili, ale nie mogli przyjść!- kłamała Julka. - Przykro mi, ale musisz przyjść innym razem z mamą lub tatą. - Nie mam prawdziwych rodziców!- dziewczyna z płaczem wybiegła na ulicę. Szła wolno, miała mokre spodnie i włosy od śniegu. Wiatr unosił jej loki, które opadały na twarz. Płakała, bo nie miała szans na odnalezienie rodziców. Do końca życia będzie dręczona koszmarami. Zatrzymała się, żeby wyjąć czapkę z plecaka. W tym momencie zauważyła szyld: „Porady psychologa połączone z hipnozą”. Nie czekając weszła. Otworzył jej trzydziestoletni mężczyzna. - Słucham?- zaczął tak jak tamten lekarz - Ja przyszłam, żeby porozmawiać. Mam na imię Julia, chciałabym żeby Pan mnie zahipnotyzował. Tylko jest pewien problem, jestem bez rodziców- spuściła głowę. - Proszę, nic nie szkodzi. Nie ważne z kim przyszłaś, ale w jakim celu. Poczuła się pewnie. To wnętrze było całkowicie inne niż doktora Cezara. Na metalowym stoliku stało niedokończone śniadanie. Stary dywan był oblany sokiem, na fotelach leżały ubrania. - Przepraszam za bałagan- lekarz był wyraźnie skrępowany. - Nic nie szkodzi- Julka usiadła na brzegu wolnego fotela. Zaczęła opowieść o tańcu, rodzicach i skrywanej prawdzie, o marzeniach i snach. - Niestety nie mogę Cię zahipnotyzować po pierwszej wizycie, przyjdź za dwa tygodnie. - Dziękuję Panu – Julia podała rękę na pożegnanie. - Ale pamiętaj, jesteś wspaniała. Osoby, które źle Ci życzą nie zasługują na Twoją miłość. Osoby, które cieszą się z Twojego nieszczęścia nie są Ciebie godne!- mówił odprowadzając ją do drzwi. Patrzył jej głęboko w oczy. Zobaczyła w nich coś dziwnego, jakby diabelski błysk. Trochę się wystraszyła, lecz schlebiały jej jego słowa. - Dobrze będę pamiętać, dziękuję - Julka wyszła. Wreszcie była szczęśliwa. Z lepszym samopoczuciem wróciła do domu. Zastała rodziców siedzących na kanapie. - Musimy coś Ci powiedzieć- zaczęli poważnie. - Słucham? - Dzwonił twój trener od tańca- matka mówiła…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Gosiek
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…