Wróć do katalogu

Sen o Tajlandii

Tajemnica, strach i zagadka nie do rozwiązania...

Andaluzja, opublikowano , 15 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Obudził go jakiś dziwny dźwięk, przerywając męczący sen. Zmrużone oczy z napięciem wpatrywały się w fosforyzującą zielonym światłem tarczę zegarka. W gęstej, zalegającej w pomieszczeniu ciszy obserwował, jak czas ciągnie za sobą leniwe wskazówki. Wstrzymując oddech czekał, aż kolejny ostry gwizd przemknie przez ciszę i utonie w labiryncie ciemnych korytarzy. Cisza. Cisza tak gęsta, że gdy kropla wody oderwała się od sufitu, przytłumiony odgłos rozniósł mu się echem po obolałej głowie. Wokół niego, w tej pustce były tylko cisza i ciemność – otaczały go, spowijały swoim miękkim płaszczem, poczuł znów senność. Przymknął oczy, lecz kolejny daleki dźwięk poderwał mu głowę do góry. Otworzył oczy. Usłyszał cichy szelest. Jego wzrok przyciągnął świetlisty punkt - to świecąca zielono tarcza zegarka otaczała dłoń drżącą, bladą poświatą. Wytężył wzrok, by zobaczyć coś poza kręgiem światła. W mroku przemykały cienie, okrążały go, otaczały, jak sfora myśliwskich psów otacza bezbronną ofiarę. Zielone światełko przygasło. Teraz był już w całkowitej ciemności. Obracał się niepewnie wokół własnej osi, wytężając wzrok – na próżno! Słyszał szelesty cieni, ocierających się miękko o jego ubranie, czuł w powietrzu strach i niepewność. Wyciągnął dłoń – poczuł, jak między palcami prześlizguje się zimny podmuch – i w tej chwili odruchowo zacisnął oczy. Oślepiła go nagle rozbłyskająca ognista kula krwawoczerwonego światła – poczuł, że leci gdzieś, w dół, coraz niżej i niżej… Otworzył oczy. Zobaczył to, co zwykle widział rano – światło słońca usiłujące przebić się przez grube, purpurowe zasłony, odrapany sufit i tarczę budzika, który wskazywał godzinę… -Siódma! Cholera! –pomyślał w panice, i ściągając z oparcia spłowiałego fotela spodnie i koszulę, rzucił się w pośpiechu do łazienki. Cały czas, gdy mył zęby, golił się i ubierał, w głowie kotłowała mu się jedna myśl: „spóźnię się!”. Zdenerwowany, nie mógł nawet trafić w nogawkę spodni, więc zaczął szarpać się bezsilnie z nieposłusznym ubraniem, aż udało mu się je założyć. Wciągnął szybko koszulę, chwycił w biegu teczkę i zarzucając w pośpiechu marynarkę wybiegł z domu. Gdy spojrzał na samochód, serce w nim zamarło. Na jego ukochanym BMW, na tak starannie mytych i wycieranych aksamitną ściereczką szybach, co widniało? Wypisane czarnym sprayem wielkie litery, układające się w słowa... -Głupek! Był wściekły. Parę razy już nakrzyczał na łobuzów z domku obok, ale żeby oni posunęli się do czegoś takiego... W dodatku przebite opony i porysowany ostrym gwoździem lakier. Wspaniale, nowy samochód, ale już on pokaże tym smarkaczom! Jak tylko wrócę z pracy, pomyślał, to do nich... Praca? O cholera! Zapomniał o pracy! Spojrzał na zegarek – już pół godziny temu powinien był wyjść. Za pięć minut musi być w biurze! Stał tak przed samochodem, nie bardzo wiedząc co zrobić. Myć teraz szyby – nie, to bez sensu, nie zdąży przecież. Dzwonić do kolegi żeby podwiózł – bzdura, przecież nie miał kolegów. Jechać autobusem – nawet nie wiedział, gdzie jest przystanek. Oto skutki jeżdżenia wszędzie samochodem, pomyślał. Zapytam kogoś. Spocony i zdenerwowany, dobiegając na przystanek zdołał jeszcze zobaczyć szybko oddalające się tylne światła autobusu. Rzucił teczkę na ziemię. Dziesięć minut temu zaczął pracę. Wspaniale. Zadzwoni do szefa i powie, że jest chory. Z ulgą schował do kieszeni telefon komórkowy. Rozmowa z szefem nie należała do najprzyjemniejszych, ale w końcu jakoś uwierzył w nagłe skręcenie nogi. Uff. Chociaż to już ma za sobą. Teraz czeka go wolny dzień... Wolny dzień? Nagle uświadomił sobie, co to oznacza. Będzie leżał w fotelu w dziurawych dresach i poplamionej koszuli, będzie miał wielką michę chipsów i będzie oglądać trzy raz ten sam mecz! Wolny dzień – przecież to o tym zawsze marzył! Ach, pławić się w wannie przez godzinę! Wypić butelkę piwa, nie wylewając połowy na podłogę z pośpiechu! Wyłączyć telefon, umrzeć na kilka godzin dla całego świata! Wolny dzień! Cudownie, bosko po prostu! Ruszył, podśpiewując do domu. Cały świat wydawał mu się piękny, i nawet przez jedną malutką chwileczkę był wdzięczny chuliganom za uniemożliwienie mu pracy – ale ta myśl po chwili znikła. Jednak, w gruncie rzeczy był szczęśliwy. Ruszył dziarsko do przodu, wykonując szczególnie radosny podskok, kiedy nagle zobaczył coś, co sprawiło, że z wytrzeszczonymi z przerażenia oczami i otwartą szczęką opadł ciężko na ziemię. Jako że znajdował się właśnie w najwyższej fazie lotu, upadek jego był dość bolesny – szczególnie dla lewej nogi.

-No, no, no, Katherson. –usłyszał szorstki głos szefa. –Teraz to chyba naprawdę skręcił pan nogę, powiedział wysoki okularnik, kładąc szczególny nacisk na słowo „naprawdę”. Billy przyklękł, i sycząc, rozcierał obolałą nogę, jednak na dźwięk słów szefa podniósł głowę i spojrzał mu w oczy.

-Czy uważałby pan za kompetentną osobę, która nie przychodzi rano do pracy, okłamuje swojego pracodawcę i w dodatku swoim zachowaniem w miejscu publicznym przynosi wstyd firmie?

-Ale, szefie, ja tylko podskakiwałem... – wyjąkał, przerażony

-Hmm.... Tak, podskakiwał pan... A nie pomyśleliśmy może o konsekwencjach? – syknął jadowicie szef, i klepnąwszy Billy’ego po ramieniu – bynajmniej nie przyjacielsko – ruszył dalej, kręcąc z dezaprobatą głową. Billy jęknął. W jego sytuacji konflikt z szefem był jak najbardziej niepożądany, nie mógł wybrać lepszego momentu na podpadnięcie Shiffity’emu. Parę tygodni temu szef zapowiedział, że będzie go dokładnie obserwować, „bo wydajność pańskiej pracy znacznie spadła”, jak ślicznie ujął to Shiffity. A kiedy Billy wrócił tego wieczoru do domu, mając nadzieję na miłą kolację z Jennie, co od niej usłyszał?

-Ach, tygrysku! –szczebiotała blondynka. –Widziałam się dzisiaj z Tomem, i wiesz co mi powiedział? Że będziecie razem pracować! Pan Shiffity powiedział, że zastanawia się czy nie zatrudnić go jako specjalisty od marketingu. Czy to nie cudowne, będziecie pracować w tej samej firmie, na tym samym stanowisku! Jeszcze teraz, na to wspomnienie odruchowo zacisnął pięści. Jennie była miła, pochlebiała mu i pewnie go kochała, ale na Boga, czy musiała być aż taką idiotką? Chyba nie jest normalna kobieta, która spotyka się z dwoma facetami, obu ich kocha i w dodatku wciąż usiłuje ich ze sobą zaprzyjaźnić? Tom! Mam gdzieś Toma. I czy ona nie wie, że w firmie jest tylko jeden specjalista od marketingu? Czy mam się z tego cieszyć? Nie, Jennie była bardzo ładna i słodka, ale rozumu nie miała za grosz.

Wlókł się powoli ulicą, rozmyślając o swoim ciężkim losie. Teraz na pewno Shiffity go zwolni, a oczywiście na jego miejsce wsadzi tego całego wspaniałego Toma! No pięknie, a czyja to wina? Miał ochotę udusić Jennie – to przecież ona zrobiła ostatnio chuliganom scenę w ogródku. Gdyby się wtedy tak nie wydzierała, może samochód by ocalał... Chyba z nią zerwę, pomyślał z pasją, ale zaraz odrzucił ten pomysł. Potrzebował Jennie, bowiem samotne życie niezbyt mu odpowiadało. Ona naprawdę potrafiła być miła... no i była bardzo ładna – a poza tym dobrze jest mieć obok siebie kogoś, kto bezgranicznie w ciebie wierzy i zawsze jest gotów cię wysłuchać, czasem pochlebić – nawet, jeśli miała to być tylko Jennie. Billy nie zauważył, że podczas tego wewnętrznego monologu wyciągnął z kieszeni klucze i zaczął się nimi bawić. Gdy więc spadły na betonowy chodnik, aż podskoczył na zimny brzęk metalu. Podniósł je i…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych