Sercem - Niebo, Ziemia, Piekło
Część druga projektu Sercem. Poprawiona i wydłużona.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
W ciemnym gabinecie, na wyściełanym bordową skórą fotelu, siedział wysoki mężczyzna o ciemnej karnacji i włosach w kolorze kruczej czerni. Jego uwaga była całkowicie skupiona na leżących przed nim kartkach, kiedy do pomieszczenia wpadł zdyszany goniec. Mężczyzna podniósł wzok i uniósł rękę w wypraszającym geście. Chłopak odwrócił się wystraszony i wybiegł za drzwi, zamykając je za sobą z głośnym trzaskiem. Brunet rozejrzał sie po gabinecie, wyraźnie zadowolony ze swojej pozycji. Mahoniowe biurko, znakomite tapety i antyki poustawiane przy ścianie w charakterze mebli, to było coś co do niego pasowało. Po niespełna dwudziestu sekundach rozległo się pukanie. -Wejść!- nakazał. Do biura wszedł, już wyraźnie spokojniejszy, posłaniec. -Przepraszam, ale to bardzo ważna sprawa. Z samej góry, więc nie mogłem czekać- usprawiedliwiał się chłopak. -Dobra, to nawijaj. -Chłopak, 19 lat, oddał życie za swoją przyjaciółkę- pokrótce przedstawił historię swojemu szefowi.-Przechodząc do meritum...Chcą go w niebie. -Hehehe- mężczyzna zaśmiał się- Nie ma mowy. Przekaż. -Ale... jest jeden problem- powiedział speszony posłaniec- Podanie o ułaskawienie złożył pański ojciec. Niesamowita złość wykrzywiła twarz bruneta. Błyskawicznym ruchem ręki zrzucił z biurka wszystko co na nim stało, bądź leżało. Podszedł do gońca. Spojrzał w jego zielone, wystraszone oczy. Uśmiechnął się, zaczesując dłonią grzywkę. -Powiedz mu,że nie ma mowy. Jak czegoś chce to niech przyjdzie sam. -Ale...- chłopak chciał jeszcze wytłumaczyć wagę swoich słów. Wiedział, że oberwie wracając bez odpowiedzi. -Hermes, słuchaj. Pewnie wiesz, że w starożytnej Grecji posłańcom którzy przynosili złe wiadomości ucinano głowy. Spieprzaj póki jestem w miarę spokojny. Mężczyzna usiadł z powrotem na fotelu. Odchylił głowę do tyłu i próbował się uspokoić. Ojciec, mimo umowy, że nie będzie ingerował w jego sprawy, po niespełna dwóch tysiącach lat znowu chce pokazać, kto tak na prawdę rządzi. Nic z tego. Tym razem się nie ugnie. Tym razem dojdzie do wojny. Musiał pokazać swoją potęgę. Skupił się i po paru sekundach zniknął z atelier.
***
Biały gabinet raził oczy swoją jasnością. Stary człowiek w białym garniturze siedział na rogu biurka. Przed nim stał jego syn. Dokładne przeciwieństwo. Młody, o ciemnej karnacji i w czarnym garniturze. Ktoś obcy widząc ich po raz pierwszy, mógł zupełnie nie zauważyć pokrewieństwa. Jednak przy dłuższej znajomości można było stwierdzic, że mają identyczne oczy. Niebieskie, pełne światła i tajemnicy. Przesączone wyniosłością. Rozmawiali głośno. W głosie młodzieńca słychać było wyrzuty i niezadowolenie. Za wszelką cenę próbował pokazać ojcu swoją samodzielność. Wiedział, że dorósł już do tego, aby ten liczył się z jego słowami, a jego zdanie we własnych sprawach było ostateczne. Ale starzec widocznie uważał inaczej. -Posłuchaj-powiedział.-Rzadko prosze Cię o takie rzeczy, ale sam wiesz, że ten chłopak oddał swoje życie dla ratowania kochanej osoby. Nie wiem czemu miałby być za to karany. -Nie, to ty posłuchaj-wykrzyczał jego syn- Nie wstawiałeś się za Judaszem, mimo iż oddał duszę i okupił cierpieniem swoją rolę w twoim planie. Co więcej swoim kuszeniem wymusiłeś to na nim.-oburzył się- Nie wiem, czy ty nigdy nie miałeś wyrzutów sumienia. Dlaczego ten chłopak miałby być nagradzany za to, że zgrzeszył przez złamanie jakichś twoich durnych nakazów, do których zawsze- tu podkreślił stanowczym głosem- Bez wyjątków się stosujesz. -Synu, to nie jest tak. On zrobił to sam, nie mówiłem Ci tego, ale on wybrał tą drogę-spojrzał mu w oczy ze smutkiem, jaki widać w oczch rodzica oskarżanego przez dziecko, o to, że nie umiał go wychować- Nie kusiłem go. Nie wiem jakie plotki krążą po piekle, ale to była jego wola. -Nie zmienie decyzji. Po złamaniu dekalogu jest mój.- odwrócił się i wychodząc, rzucił tylko- Jeśli chcesz go to zabierz mi go siłą. Zatrzasnął za sobą białe dzrzwi. Zza nich Bóg usłyszał jeszcze głośne przekleństwo. Obawiał się, że ta sprawa może nie zakończyć sie pokojowo. Ale wiedział też, że nie może odpuścić. Bo to On miał ostatnie słowo. Nikt i nic tego nie zmieni.
***
-Jasna cholera- zaklął Lucyfer siadając na swoim fotelu. Zamknął oczy i pomyślał, że może zdarzyć się to na co czekał od wieków. Nie chodziło o tą duszę. To był tylko pionek. Jedynym sposobem na przejęcie władzy była wojna. A tej nie można zacząć od tak. Trzeba znaleźć jakiś powód. A ten był idealny. Spojrzał na wiszący za biurkiem obraz który kiedyś dostał od bliskiej osoby. Przedstawiał srebrnoskrzydłego anioła, siedzącego i płaczącego ognistymi łzami. Za nim malował sie krajobraz purpurowej pustyni. Na tą pustynię musiał się udać i posłuchać rad najmądrzejszego ze skrzydlatych. Tylko ten anioł mógł pomóc mu wygrać tę wojnę. Wojnę która odznaczy się piętnem na tłustych tyłkach Niebieskich Władców.
***
Siedziałem w knajpie i popijałem wino. Było gorzkie jak wspomnienie o…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil diejdabliuajti
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…