Shina - część I
Mój kolejny po "Szkatułce z Tollen" tekst fantasy - skromniejszy, krótszy, bez tajemniczych przedmiotów i fantastycznych stworzeń, ale może również przypadnie Wam do gustu... oczywiście wszelkie sugestie i uwagi mile widziane :)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Część I
Gwałtowny skurcz przeszył jej ciało. Zacisnęła zęby i wpatrzona w smaganą piaskiem płachtę namiotu, usiłowała wypchnąć z siebie rodzące się dziecko. Okropny ból sprawił, że krzyknęła krótko i padła bezwładnie na przepocony pled. Włosy przykleiły się do jej mokrego czoła. Miała wrażenie, że z każdą mijającą sekundą opuszcza ją cząstka własnego istnienia. Zacisnęła drżące kolana. Musiała przerwać to, co się z nią działo. Nie była w stanie znieść więcej. Czuła coraz większą nienawiść do kryjącej się w niej istoty. Maleństwo było dla niej obce, tak samo jak mężczyzna, który powołał je do życia, jak świat, w który została wciągnięta, jak otaczający ją ludzie i jak imię, które w tej właśnie chwili dobiegło do jej uszu. Zmusiła się, by unieść głowę. Zamglonym wzrokiem dostrzegła zbliżającą się od wejścia namiotu, zgarbioną postać. Po chwili lodowate, starcze dłonie zdecydowanie rozchyliły jej uda. Nie miała siły protestować. Serce łomotało jej w piersi niczym szalone. Ślina przybrała dziwnie słodki smak. Przed oczyma wirowało coraz więcej czarnych plam. Ochrypły głos starej kobiety ginął za gęstą ścianą otumanienia. Zresztą i tak nie miał żadnego znaczenia. Usłyszała swoje imię. Nie to, które zyskała, gdy pojawiła się w osadzie. Ono było dla niej niczym. Wiązało się z samymi przykrymi wspomnieniami. Gdyby tylko mogła, chciałaby jak najszybciej wymazać je z pamięci. Nie, ktoś ją przyzywał dawnym, utraconym imieniem. Ciepłym, wesołym, miłym… imieniem, którego echo krążyło pod sklepieniem namiotu i kusiło, by zapomniała o wszelkim złu i po prostu za nim podążyła. By porzuciła koszmar, w który została wplątana. Poruszyła spierzchniętymi ustami. Uśmiechnęła się z trudem i drgnęła, przeszyta gwałtownym, ostrym bólem. Przyzywający szept powtórzył się, zmienił w donośny krzyk. Znów usłyszała swoje imię…
– Shina! Wygrzewająca się w popołudniowych promieniach słońca dziewczyna uniosła powieki i popatrzyła na błękit. Poruszana delikatnymi porywami wiatru trawa muskała jej policzki. Zerwała twarde źdźbło i wsunęła je do ust. – Shina! Słyszysz mnie?! Uśmiechnęła się do siebie. Odbijający się od tafli jeziora głos zdradzał coraz większe zniecierpliwienie. Wcale się tym nie przejmowała. Leżała rozkosznie wyciągnięta wśród zieleni, z ramionami podłożonymi pod głowę i obserwowała pląsającego po niebie skowronka. Trel ptaka mieszał się z pluskającymi przy brzegu falami, rozleniwiał i zachęcał do snu. Kolejny krzyk sprawił, że odetchnęła głęboko i niechętnie uniosła się na łokciu. W dali, na piaszczystym zakolu, pośród plątaniny drzew, stała jej przyjaciółka, Taala. Gdy tylko dojrzała wynurzającą się z trawy postać, zamachała gwałtownie ręką. Wyraźnie ją przywoływała. Shina przeklęła w duchu moment, w którym pokazała Taali tę wysepkę. Była przekonana, że dziewczyna pokocha to miejsce równie mocno jak ona, lecz srogo się rozczarowała. Taala nie pojmowała, jaki rodzaj przyjemności może dostarczać snucie się po zarośniętej wyspie, kaleczenie dłoni o gałęzie krzewów i leżenie na wilgotnej ziemi. No i ten wysiłek, by dostać się na środek jeziora… nie, ona znała lepsze sposoby na samotny wypoczynek. Była dzieckiem stolicy, zaś Shina, urodzona w niedostępnych zakątkach północnej pustyni Senas, dusiła się w kamiennych, zamkniętych izbach. Wielokrotnie słyszała, jak mówiono o niej, że jest dzika niczym tereny, z których pochodziła. Nie zaprzeczała. Przekonana, że Taala nie odejdzie, zanim nie ściągnie jej na brzeg, wstała z trawy, otrzepała zielonkawą sukienkę i jednym susem wskoczyła do ukrytego wśród trzcin czółna. Sięgnęła po wiosło i zanurzyła je w przejrzystej wodzie. Spłoszone stado maleńkich rybek umknęło na głębinę. Wsłuchiwała się w chlupot jeziora i nie spuszczała wzroku z twarzy przyjaciółki. Niemal od razu dostrzegła, że Taala była nie tylko zła, ale i podekscytowana. Najwyraźniej podczas jej parogodzinnej eskapady poza mury miasta wydarzyło się coś bardzo ważnego. Po chwili dobiła do piaszczystego zakola. – Przysięgam, po raz ostatni latam za tobą jak głupia! Krzyczę, a ty mnie wcale nie słuchasz! Shina zeskoczyła na brzeg i przygniotła sporym kamieniem przywiązany do czółna sznur. – Gdybym cię nie słuchała, nie przypłynęłabym tutaj. Taala stanęła przy niej z założonymi na piersi ramionami. – Powinnaś być w mieście! – I co? Mam siedzieć na tarasie i czytać jakieś nudne księgi, tak jak ty? – Shina wyprostowała się i odrzuciła na plecy zwichrzone, czarne włosy. – Dziękuję, wolę nacieszyć się przyrodą i świeżym powietrzem. Odpowiedziało jej pogardliwe prychnięcie. – Współczuję twojej wiosce. Nie przykładasz się do swoich obowiązków, nie uczysz się tego, co potrzebne, tylko snujesz się po tej dziczy. I ty masz być ich przywódczynią? – Będę rządziła skrawkiem pustyni, więc chyba jakoś sobie poradzę. Myślisz, że można tam wyrządzić duże szkody? Taala popatrzyła na przyjaciółkę z dezaprobatą, ale jej usta ułożyły się w lekki uśmieszek. – Wkrótce sama się o tym przekonasz. – Tak… jak tylko ojciec zechce po mnie wrócić – w głosie Shiny zadźwięczał smutek. – Czasami mam wrażenie, że zesłał mnie do tej okropnej stolicy na wieki. Taala ominęła ją leniwym krokiem i zapatrzyła się w dal. – Wiesz – zaczęła powoli – może już niedługo się za mną stęsknisz. I będziesz chciała tu wrócić, chociaż tak bardzo nie cierpisz tego miejsca. Shina odwróciła się gwałtownie i zapatrzyła w plecy Taali. Zaczęła coś podejrzewać. Oby tylko miała rację! – Chcesz powiedzieć… – Mój wuj chce się z tobą widzieć. A więc jednak! Nareszcie! Nie pozwoliła sobie tego dwa razy powtarzać. Uścisnęła mocno przyjaciółkę, przytuliła na moment policzek do jej jasnych włosów i pognała ścieżką pomiędzy drzewami.
* * *
Gdy Shina stanęła przez swoim opiekunem, jej oddech nadal był przyspieszony, miała zaczerwienione policzki, a serce łomotało w piersi tak mocno, że wcale by się nie zdziwiła, gdyby kolejne uderzenia roznosiły się echem po surowym, zalanym słońcem pokoju. Zwilżyła językiem wargi, odgarnęła za ucho kosmyk włosów i zapatrzyła się z napięciem w siedzącego za sosnowym biurkiem mężczyznę. Chciała, by w końcu przestał studiować niewiele znaczący zwitek papirusu i przekazał jej tę radosną wiadomość! Jednak Raan miał czas. On zawsze miał czas. Bywały momenty, gdy naprawdę irytowała się charakterystycznym dla niego spokojem i opanowaniem. Tym razem jego zachowanie doprowadzało ją do furii. Miała ochotę wyrwać mu świstek z dłoni i wrzasnąć do ucha, by w końcu wyjaśnił, co się stało. Same domysły jej nie wystarczały. Przestępowała nerwowo z nogi na nogę. Na szczęście zasłaniał ją stół i Raan nie mógł dostrzec jej niegodnych gestów. Uczył ją panowania nad sobą. Tym razem wpojone lekcje spłynęły po niej jak woda po kaczce. W końcu mężczyzna poruszył się i uniósł głowę. Shina dostrzegła w jego błękitnych, naznaczonych delikatnymi zmarszczkami oczach nieznany dotąd smutek i to sprawiło, że nagle przestraszyła się tego, co usłyszy. Wstał i podszedł do okna. Wyjrzał na ciągnące się aż po horyzont, czerwonawe dachy kamienic. Do pokoju wpadał szum rozmów, śmiechów, codziennego gwaru. Shina wodziła oczyma za szczupłą sylwetką opiekuna. Powiedz coś w końcu, jęknęła w myśli. Powiedz, albo ja zacznę! – Gdzie byłaś? Zacisnęła dłonie w pięści. Czy to było teraz dla niego najważniejsze?! – Na wyspie. – Czyli tam gdzie zwykle – Raan odwrócił się i uśmiechnął lekko. – Spędziłaś w tym mieście szesnaście lat, a jednak nadal pozostałaś dziką, nieokiełznaną osóbką. Szczęście, że przyswoiłaś niezbędną wiedzę o otaczającym cię świecie. Skinęła głową. – Starałam się. Mężczyzna zbliżył się wolnym krokiem do stołu, zwinął pergamin i wcisnął go w stertę innych, leżących na szerokiej półce. – Twoi ziomkowie będą mieli z ciebie pożytek. Byłaś pojętną uczennicą. Wszyscy tak uważamy. Pojętną, ale niecierpliwą. Uśmiechnęła się mimo woli. – Wiem, kto na mnie najbardziej narzekał. Daula… – Zgadza się. Podobno buntowałaś się przeciwko obowiązującym na południu zasadom dziedziczenia majątku. Zmarszczyła brwi. – Uważam je za głupie. Nieślubny syn ma prawo do spadku po rodzicach, córka nie? Raan wybuchł śmiechem. Śmiał się przez chwilę, po czym, już nieco uspokojony, rozsiadł się wygodnie w skromnym fotelu i skinął głową, by jego podopieczna zajęła stojące przy drzwiach, wiklinowe krzesełko. Shina nie protestowała. Przysunęła mebel bliżej stołu, usiadła i położyła splecione dłonie na sosnowym blacie. Zamieniła się w słuch. – Uczono cię zasad, byś je znała i respektowała, nie po to, byś się im sprzeciwiała. Z takim nastawieniem przysporzysz swojej osadzie samych kłopotów. Twoim obowiązkiem będzie wspieranie przyszłego męża, doradzanie mu, a nie dyskutowanie na temat obowiązujących praw. Rozumiesz to? Ani myślała wykłócać się o swoje racje. Nie teraz. Skinęła potulnie głową. – Dobrze… wydaje mi się, że jesteś już gotowa do powrotu w rodzinne strony. – Jestem gotowa od roku. Raan spuścił wzrok. – Niestety, nie wiem, dlaczego dopiero teraz się o ciebie upomniano. Więc jednak! Upomniano się o nią! Oto nadszedł kres całej tej niewoli i przykrych obowiązków! Poderwała się z krzesełka. – Mój ojciec jest tutaj, prawda? Chcę się z nim zobaczyć! Źrenice opiekuna zasnuły się smutkiem. Po raz drugi podczas tej krótkiej rozmowy. To niepokojące… – Twojego ojca tu nie ma. – Jak to nie ma? Na pewno wrócił! Przecież to on ma mnie dopro… – Twój ojciec zmarł osiem lat temu – przerwał jej Raan. Serce załomotało jej w piersi. Poczuła dławienie w gardle, przełknęła gwałtownie ślinę. Bolesna prawda wbijała się do jej świadomości niczym ostrze noża. Najpierw matka, jeszcze przed jej wyjazdem z wioski, teraz ojciec…? Nie żyje? Ten mężczyzna, którego pamiętała jak przez mgłę, a jednak wciąż kochała? – Jak to się stało? – szepnęła. – Gimmel mówił, że on dość długo chorował. Męczył go dotkliwy, suchy kaszel. W końcu zmarł. Zapatrzyła się w blat. Nie płakała,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Beata
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…