Siarka i Kwarc - rozdział 1
Pierwszy rozdział książki fantasy, którą aktualnie rozwijam. Miłego czytania. Rozdział drugi - na dniach.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rozdział 1
„Nad każdym krążą
dwa duchy zwątpienia.
Nad jednym duch wroga
Nad drugim – strapienia.”
Tawerna leżąca w samym centrum Cantervall była ulubionym miejscem mieszkańców do spędzania niedzielnych wieczorów. Właśnie tutaj wymieniano się poglądami, plotkowano o bieżących sprawach, a przede wszystkim pito i to bardzo obficie. Czasami ostre dyskusje przeradzały się w bójki, niekiedy nawet z użyciem broni. Rozlew krwi nikogo nie dziwił, mimo surowego prawa i kar, które groziły za bezpodstawne zabicie drugiej osoby. Teoretycznie zakładano, że nie ma tutaj podziału na warstwy społeczne czy rasy, jednak praktyka nie odzwierciedlała tego, co było zapisane w Księdze Praw Królestwa Cantervall. Udowodnienie winy było proste, bo tawerna zawsze była pełna świadków ewentualnych starć. Jednak zastosowanie kary adekwatnej do dokonanego czynu już nie było tak oczywiste jakby mogło się wydawać.
„Szpon Harpii” - tak nazywała się owa tawerna. Nazwa pozornie nieciekawa, jednak miała swoje uzasadnienie. Harpie były stworzeniami, które czczono w Cantervall. Wielu uważało, że niesłusznie i było w tym naprawdę sporo racji. Bestie te były krwiożercze i piekielnie niebezpieczne. Powszechnie przedstawiano je jako pół-kobiety pół-ptaki, które posiadały ludzką twarz oraz wydatne piersi, cała reszta wyglądu odzwierciedlała ich zwierzęcą naturę. Jednak w rzeczywistości było to wyobrażenie mylne i nieprawdziwe. Tak naprawdę harpie miały bardziej rozwinięte cechy ludzkie: kobieca twarz, zgrabne nogi, ręce, tułów z wydatnymi piersiami, półdługie, brązowe włosy. Instynkt drapieżcy uwidaczniała rozpiętość brunatnych skrzydeł, wydatne zęby oraz potężne szpony zwieńczające górne kończyny. Oddanie harpiom hołdu wynikało z prostej legendy, która mówiła o starożytnym rodzie, który wykorzystywał te stworzenia jako sprzymierzeńców w wielkiej Wojnie Stanowej. Oczywiście, to tylko legenda, mało kto wierzył w prawdziwość tej historii przekazywanej z pokolenia na pokolenie.
W gospodzie pomyślnie rozkwitał hazard. Poker Cantervallski cieszył się tutaj największą popularnością, znany był również w innych królestwach. Jednak największym powodem sprzeczek była gra w kości. Wprawdzie trudno było pojąć możliwości oszukiwania w tej zabawie, jednak ludzie mieli tendencję do wyolbrzymiania wszystkiego, kiedy coś nie szło po ich myśli. Oczywiście do tego dochodził alkohol, który tylko potęgował ludzką głupotę. Ten z kolei był nieodłącznym elementem życia niemal każdego mieszkańca Cantervall. Najbardziej poważano piwo, ceniono je za smak oraz to, że można je było pić w dużych ilościach i nie uderzało do głowy tak szybko jak chociażby tekla, która miała przyjemny słodkawy posmak. Tekla miała to do siebie, że pijąc ją nie czuło się zawartych w niej procentów, ale zwalała z nóg już po trzech kieliszkach.
W tawernie wrzało. Każda niedziela skupiała w niej gmin z każdego zakątka miasta. Wstęp był wolny dla wszystkich, jednak wyraźnie było widać różnice w kastach. Arystokracja zawsze okupowała starannie wykonane stoliki przy podeście dla muzyków i tancerek.. Kupcy i rzemieślnicy zazwyczaj sadowili się przy barze, natomiast rolnikom przypadały małe stoliczki ustawione przy ścianach. Taki rozmieszczenie uważano za stałe, kiedy kupiec siadał na miejscu arystokraty najczęściej był z niego usuwany siłą. Oczywiście obowiązywała powszechna tolerancja, jednak prawo ustępowało miejsca tradycji, którą nierzadko się chełpiono.
Owa niedziela była ostatnią przed rozpoczęciem Czasu Zaćmienia. Święto to przypadało raz na trzy lata i trwało dwa dni. W tym czasie cała ziemia była pogrążona w całkowitej ciemności przez dwie doby. Wtedy obowiązywał całkowity zakaz zabaw, ślubów, pojedynków, pracy oraz wykonywania czynności typowo codziennych. Miało to służyć kompletnemu wyciszeniu się oraz zregenerowaniu sił na kolejne trzy lata życia. Oczywiście był to ukłon w stronę tradycji podtrzymywanej przez wiele stuleci. Co ciekawe, na przestrzeni lat jej formuła nie zmieniła się ani trochę.
W tawernie pojawiało się coraz więcej gości. Na podeście swoją muzykę prezentował miejscowy skrzypek, któremu towarzyszyły dwie urodziwe tancerki. Arystokraci z zaciekawieniem przyglądali się ich zgrabnym ruchom co chwila pogwizdując i klaskając do rytmu. Przy stolikach okupowanych przez rzemieślników trwały gorące dyskusje o nadchodzącym święcie. Rolnicy natomiast siedzieli w niewielkich grupkach i rozprawiali na bardziej przyziemne tematy. W najbardziej oddalonym od drzwi kącie, w którym stał mały drewniany stolik siedział Krimson. Zawsze siadał w tym samym miejscu, sam na sam wraz z kuflem zimnego piwa. Praca najemnika przyzwyczaiła go do samotności, zresztą bardzo cenił swój indywidualizm. Uważał, że pracowanie samemu pozwala uniknąć niepotrzebnych sprzeczek i nieporozumień. Nikt go praktycznie nie znał prócz kilku osób, dla których kiedyś odwalał robotę. Nie przeszkadzało mu to, twierdził bowiem, że im więcej osób wie o nim jak najmniej, tym lepiej. Wyalienowanie Krimsona było spowodowane zarówno pracą jak i osobistą potrzebą.
Do stolika, przy którym siedział najemnik podszedł dobrze zbudowany mężczyzna o ciemnej karnacji. Krimson rozpoznał go od razu, był to Carbo, miejscowy rzeźnik, którego dom znajdował się nieopodal jego mieszkania.
- Mogę się przysiąść? - zapytał grubym, nieprzyjemnym dla ucha głosem. Krimson skinął niechętnie głową po czym upił łyk zimnego piwa. Czekał, aż niechciany towarzysz rozpocznie rozmowę. Nie spodziewał się jednak, że dane będzie mu czekać tak długo. Carbo zamówił dwa kufle piwa. Jeden podsunął Krimsonowi, drugi natychmiast pochwycił i zatopił usta w trunku. Siedzieli w milczeniu dobry kwadrans. Najemnik nie lubił takiej niezręcznej ciszy.
- Mógłbyś wykonać dla mnie małą robótkę? - zapytał rzeźnik. Zdrobnienie w ustach tak rosłego mężczyzny zabrzmiało co najmniej zabawnie, jednak przerwanie ciszy zadziałało na Krimsona kojąco.
- Dzisiaj nie pracuję. - odrzekł najemnik bez zastanowienia.
- To naprawdę nie zajmie wiele czasu. - nalegał. Krimson pozostawił jego słowa bez komentarza. Upił spory łyk piwa po czym wytarł cieknące krople z podbródka.
- Dam ci za to dwadzieścia traktów.
Najemnik zmarszczył brwi. Dwadzieścia traktów to naprawdę spora suma, zwłaszcza w czasach, gdy królewska mennica zawiesiła produkcję monet do odwołania.
- Co to za robota? - zapytał po chwili namysłu. Carbo wyprostował się na stołku i powoli przejechał dłonią po łysej głowie jakby szukał na niej choćby jednego włoska.
- Nic wielkiego. - odrzekł. - Chciałbym, abyś odebrał moją własność od jednego arystokraty. - dodał wskazując na tłustego mężczyznę siedzącego przy podeście.
- Jaki jest w tym haczyk? - zapytał Krimson pstrykając palcami. Uwielbiał to robić.
- Chodzi o pierścień, który ma na palcu. Jest to pamiątka po moim zmarłym ojcu i ma dla mnie bardzo wielką wartość...
- Gdzie tkwi haczyk? - przerwał mu najemnik wyraźnie akcentując ostatnie słowo. Rzeźnik westchnął i odrzekł:- Sprzdałem ten pierścień kwartał temu, gdyż nie miałem ani trakta na życie. Teraz Felah nie chce mi go odsprzedać za żadną sumę. - odpowiedział lekko gniewnym tonem.
- Rozumiem, że mam go dla ciebie odzyskać?
Carbo skinął głową. Krimson uśmiechnął się lekko i przytaknął. Machnął ręką na znak…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil EndlessRain
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…