Wróć do katalogu

Sidła

Ta książka jest jak napisałam o wszystkim, a w przybliżeniu o życiu nastolatki. Umieściłam ją tu, bo czasami mam wątpliwości, czy jest sens ją skończyć. Dlatego chciałabym poznać opinię kogoś bardziej doświadczonego, niż ja. To moja pierwsza książka,

Anabell, opublikowano , 30 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Sidła

Ta historia zaczyna się niewinnie. Opowiada o nastolatce, Ewelinie, która nie miała łatwo w życiu, a na dodatek popełniła bardzo poważny błąd. Mieszkała w Anglii, w jednej z dzielnic Londynu, z matką w małym mieszkaniu, w kamienicy czynszowej obok kościoła. Jej matka jest Polką, która przyjechała do Anglii za chlebem. Poznała tam bardzo sympatycznego Anglika( ojca Eweliny )z którym wzięła ślub. Jednak on po narodzinach córki zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Nigdy nie opowiadała córce o jej ojcu. Matka nigdy nie ukrywała przed nią polskiego pochodzenia. Dlatego zapisała ją do polskiej szkoły w centrum miasta, żeby uczyła się polskiej kultury i języka. Na pozór było normalnie, ale pewnego dnia jej mama odniosła śmiertelne obrażenia w wypadku samochodowym. Zginęła na miejscu. Szesnastoletniej Ewelinie trudno było się z tym pogodzić, bo nie dość że straciła ukochaną matkę, to spodziewała się co ją czeka.

ROZDZIAŁ 1

Pierwszą noc spędziła w przytułku, ale nie było jej tam dobrze. Jest nieśmiała, więc trudno jej było wejść w nowe otoczenie. Ostateczną decyzją sądu było umieszczenie jej tam na stałe, ale w ostatniej chwili znaleziono jej ciotkę, mieszkającą właśnie w Polsce. Na szczęście ona zgodziła się zostać rodziną zastępczą dla Eweliny. Po telefonie spędziła w przytułku jeszcze dwa tygodnie, ale jak już wcześniej wspomniałam była tam niemiła atmosfera. Gnieździli się w małych pokoikach po 6 osób, jedzenie było niedobre i opiekunki zajmujące się szczególnie młodszymi dziećmi, były niemiłe, cały czas krzyczały i robiły wszystko jakby z łaską. Ewelina jak się dowiedziała że ma ciotkę w Polsce, która się nią zaopiekuje, była szczęśliwa. Nadszedł dzień przylotu do kraju, o którym tak wiele słyszała od matki. Był piękny, sobotni poranek, w środku września. Wyleciała z lotniska w Londynie około godziny dziewiątej, a przyleciała tuż przed dwunastą. Podczas lotu cały czas wyobrażała sobie jak będzie w nowym miejscu. Gdy samolot wylądował, Ewelina osłupiała. Miała nadzieję, że ktoś po nią przyjedzie, jednak nikogo nie było. Nie wpadając w panikę usiadła na najbliższej ławce i czekała. Rozglądała się po całym lotnisku i była coraz bardziej zaniepokojona. Nagle podbiegła do niej niska blondynka z kręconymi włosami. Była bardzo ładna. Stanęła przed nią i krzyknęła: - O! w końcu cię znalazłam! - po czym uściskała ją z całych sił. Zaraz ją puściła i rzekła: - Przepraszam, nie przedstawiłam się, jestem Żaneta - Barczyk, twoja ciocia. - Aha... miło mi ciocię poznać... - Jaką ciocię, mów mi po imieniu! - Ok.... - To co, jedziemy do domu? - Tak, a to daleko? - Jakieś pół godziny drogi stąd... to chodźmy. I poszły obydwie w kierunku auta, wsiadły i pojechały. Podczas drogi nastała niezręczna cisza. Korzystając z okazji Ewelina pomyślała „ To na pewno moja rodzina?! Nie jestem do tego przekonana... ale i tak wolę ją, chociaż wygląda na trzepniętą, od tego syfu a Anglii... a poza tym ludzi nie ocenia się po wyglądzie, może tak naprawdę jest miła...”. Żaneta jednak czuła się z tym dziwnie, dlatego żeby to przerwać spytała: - … może opowiedz coś o sobie, jakie życie miałaś do tej pory? aż wstyd się przyznać, ale ja nic o tobie nie wiedziałam... bo Ilona, twoja mama, jak wyjechała do Anglii, przestała utrzymywać ze mną kontakt i... - Rozumiem nic nie szkodzi – przerwała jej Ewelina – mogę ci wszystko opowiedzieć. - To mów, na początek powiedz gdzie mieszkałyście. - Eee tam, nic wielkiego, w kamienicy obok kościoła... - A jakie tam było towarzystwo, chodzi mi o sąsiadów? ...Szkoda gadać, tylko pijacy i złodzieje, z nikim stamtąd się się nie zadawałam, bo był sam ''najgorszy element'' a ja jednak chciałam wyjść na ludzi, właśnie chciałam zostać kuratorem sądowym, żeby zwalczać patologię, o której tyle wiem... - O, to dobrze że jesteś przyzwyczajona, bo u nas w domu też jest jeden taki ''najgorszy element'' - To ty też mieszkasz w takiej okolicy?... bo jak tak to już sobie współczuję... - Nie... chodzi o syna mojego męża z pierwszego małżeństwa, Maksa, jest w twoim wieku, na naukę nie można narzekać, ale jest takim chamem... gdyby nie ja to on by go całkiem rozpuścił... - Dlaczego? Czy jest aż taki zły? I czy nie będzie mu przeszkadzać to, że będę z wami mieszkać - Co?! niech tylko spróbuje ci coś zrobić, to ja już sobie z nim porozmawiam... chociaż nawet swojego ojca nie potrafi uszanować, to co dopiero ciebie... - Żaneta nagle posmutniała. Ewelina popatrzyła na nią chwilę i spytała: - Co się stało? - Gabriel, mój mąż, dwa miesiące temu miał zawał...ma dopiero 42 lata, a już dwa zawały za sobą.. - O matko boska, dlaczego? - Pierwszy miał po śmierci swojej poprzedniej żony, bardzo ją kochał, dlatego aż tak to przeżył..., a drugi dlatego, bo miał poważne problemy w firmie i jeszcze Maks cały czas rozrabia, dwa razy uciekł z domu itd., a od tamtej pory ma stan przedzawałowy... jeszcze ten cymbał zamiast wziąć się w garść, to dalej robi swoje, nic go nie obchodzi co się dzieje z ojcem... Na początku roku znowu był telefon ze szkoły, tym razem jakaś bójka i musiałam go kryć, bo Gabriel jest nerwowy i to mogłoby się to źle dla niego skończyć... - Były jakieś konsekwencje - Daj spokój, tak go za to opieprzyłam, że mu się odechce na najbliższy czas takich numerów... jeszcze jest wiele rzeczy o których Gabriel jeszcze nie wie.. - Na przykład jakich? - spytała z przerażeniem Ewelina. - Ksiądz nie dopuścił go w zeszłym roku do bierzmowania, niby nic takiego, ale Gabriel jest bardzo religijnym człowiekiem i nie zniósł by tego... jeszcze w drugiej klasie gimnazjum handlował narkotykami, bo chciał sobie kupić nową część do komputera... kretyn myślał że nic nie zauważę... - Ale jak to się stało? Policja go złapała? - Przeszukiwałam mu rzeczy, wstyd się przyznać ale często to robiłam... w końcu lepiej żebym ja coś znalazła, niż Gabriel... on i tak się już w życiu wycierpiał... i pewnego razu znalazłam kilka działek, nawet nie wiem co to do końca było, bo od razu wrzuciłam to do kibla i spuściłam wodę... jak przyszedł, to zrobiłam mu awanturę... ale i tak to nic nie dało, bo musiałam wziąć pożyczkę w banku i dać mu kasę żeby zapłacił tym gościom od których to wziął... - Jakie on musi mieć sumienie... - On nie ma sumienia! Gdyby je miał to nie doprowadzałby do takich sytuacji... - Ja chyba tego nie wytrzymam... - mówiąc to zasmuciła się Ewelina. Wtedy znów nastała niezręczna cisza. Przerwała ją Żaneta mówiąc: - O już jesteśmy... - i zatrzymała samochód na parkingu przed blokami. Gdy wysiadły, Ewelina stanęła na chwilę i rozejrzała się dookoła. Były to normalne bloki. Obok osiedla znajdował się park. Był piękny. Pośrodku niego był mały staw, a obok plac zabaw. Pomiędzy parkiem, a blokami był mały sklep spożywczo – przemysłowy połączony z kioskiem ruchu. Przyjazna okolica. Potem poszły obydwie do mieszkania, które było na piątym piętrze. Ewelina wciągała na górę swoją walizkę, chociaż i tak nie było to dla niej dużym problemem, bo była znana z nie małej siły fizycznej. Dotarły na górę. Żaneta chwyciła klamkę i pociągnęła, lecz drzwi były zamknięte. Uradowana wyciągnęła kluczyki z torebki i wsadzając je do zamka powiedziała: - Masz szczęście, tego cepa jeszcze nie ma. Po czym otworzyła drzwi i weszła pewnym krokiem, a za nią podążyła Ewelina. Przy drzwiach wejściowych był mały przedpokój, po prawej stronie od wejścia stała szafka na buty, a obok wieszak na kurtki. Potem był krótki korytarz na końcu którego były trzy przejścia. Na prawo była łazienka. Kuchnia była na wprost. Stało tam mnóstwo szafek, kuchenka i lodówka, a na środku stół , a przy nim cztery krzesła. Na lewo był salon. Stał tam regał na którym stał telewizor. Naprzeciwko regału przy ścianie znajdowała się kanapa, na której spali Żaneta i Gabriel. Po prawej, jak i po lewej stronie kanapy stały fotele. Po prawej stronie salonu było przejście na balkon, a po lewej do pokoju Maksa, właściwie teraz też Eweliny. Po prawej stronie pokoju było biurko na którym stał komputer, obok komputera łóżko, a po lewej dwie duże szafy i drugie łóżko. Ewelina rozglądając się po całym mieszkaniu, stanęła w pokoju i spytała Żanety, która była w kuchni: - Gdzie będę mogła rozpakować swoje rzeczy? - W tym pokoju, stoi pusta szafa i nowe łóżko, jak będzie ci jeszcze coś potrzebne, to mów. - Aha, mogę o coś spytać? - Tak. - Długo już jesteś z Gabrielem? - Jesteśmy małżeństwem od pięciu lat, a przedtem chodziliśmy ze sobą rok, a czemu pytasz? - Chcę się dowiedzieć czegoś o was... - Aha, no to pytaj, co chcesz wiedzieć. - ...Bo głupio mi się pytać o wasze życie i prywatne sprawy... - Przestań, masz do tego prawo, pytaj... - To najpierw spytam o to, czemu nie ma Gabriela? - Bo wyjechał na wyjazd służbowy, wróci w poniedziałek... - Może teraz pytanie z innej beczki, czy Maks zawsze był taki jak opowiadasz? - Nie, jak chodził do podstawówki to jeszcze jak cię mogę, ale w gimnazjum to już mu w ogóle odbiło... opowiedz coś jeszcze o sobie, mówiłaś że z nikim stamtąd się nie zadawałaś, dlaczego? - Do piątej klasy podstawówki mieszkałyśmy z mamą w domu jednorodzinnym, tam jak byłam młodsza bawiłam się z dziećmi sąsiadów, ale jak nasz dom się zawalił, musiałyśmy się przeprowadzić właśnie tam, ale oni nie znając mnie wyrobili sobie o mnie zdanie... - Znaczy? - Ubzdurali sobie że jestem kapusiem, a chłopacy stamtąd mówili że jestem brzydka i w życiu męża nie znajdę, było jeszcze wiele innych... - Nie rozumiem ich, nie jesteś brzydka.... a tak w ogóle to co ty tam robiłaś? - Pomagałam takim dwóm starszym paniom, nie radziły sobie ze swoimi domami, dlatego robiłam im zakupy, pomagałam sprzątać, a nawet czasami mi się żaliły jak miały jakiś problem... - Powiem szczerze, zobaczyli że jesteś dobrze wychowana i dobra, dlatego tak było... - Boję się, że tutaj będzie to samo, że Maks mnie nie polubi... - Przestań! Jeżeli będziesz z nim mało gadać to on nawet nie będzie miał prawa coś do ciebie mieć... chcesz jeszcze coś wiedzieć? - Tak, mam jeszcze jedno pytanie, jak wy sobie radzicie z Maksem? - Hmm... wiesz co, tak to jest ciężko, ciągle jakieś wybryki, a od zawału w ogóle nie przystopował... i jeszcze wie dlaczego nie powiedziałam ojcu o jego ostatniej bójce, o bierzmowaniu, a ostatnio zrobiłam mu nagadałam na ten temat i nie widać poprawy.... - A skoro ty jesteś dla niego taka ''ostra'' to jak on się odnosi w stosunku do ciebie? … To znaczy ja nie wiem...widać, że mnie nie lubi, bo jakby mnie nie było, to on by temu biednemu Gabrielowi na głowę wszedł, ale jak się na niego wydrę raz a porządnie, to przez dwa dni jest spokój... - A Gabriel co na to? - Zawsze jest na mnie zły, że krzyczę, ale tylko to przynosi rezultaty... a on myśli, że normalna rozmowa coś da... - Czasami coś daje, ale jak widać nie w tym przypadku... - Nagle obydwie usłyszały trzask drzwiami. Żaneta spojrzała na Ewelinę i powiedziała szeptem: - To Maks... Ewelinie przeszły ciarki po plecach. Z nerwów zaczęła miętolić swoją ulubioną bransoletkę. Do kuchni wszedł wysoki i szczupły brunet i spytał: - Kto to jest? - Może najpierw dzień dobry albo coś?! Może chociaż ją byś uszanował... - No dobrze, ale kto to jest? - To jest moja siostrzenica, Ewelina, od dzisiaj będzie z nami mieszkać. - Co!? dlaczego o tym nic nie wiem? - Próbowałam ci powiedzieć, ale ty jak zwykle nie chciałeś ze mną gadać... - Jak zwykle nikt nie spytał mnie o zdanie... Mówiąc to poszedł do swojego pokoju. Żaneta wściekła się i krzyknęła: - Może byś się z nią przywitał, a nie robisz minę srającego kota i … - Daj spokój. - powiedziała Ewelina. - Co daj spokój! Ty go jeszcze bronisz?! - Nie, ale... - Co ale! Jakie ale! - przerwała jej w pół słowa – nie potrafi się zachować to zwróciłam mu uwagę. Jednak Ewelina nic nie odpowiedziała. „ Za przystojny to on nie jest... i miły też nie... ale mam nadzieję że nie będę miała z nim problemów, bo tego bym nie zniosła...”. Rozmyślania Ewelina przerwała Żaneta pytając: - Chcesz zupę? - A jaka jest? - Pomidorowa. - To poproszę. Obydwie zjadły obiad. Żaneta położyła się na kanapie i przeglądała katalogi. Ewelina chciała rozpakować, ale ''bała'' się tam wejść. Stała chwilę przed drzwiami, ale zebrała się i weszła zdecydowanym krokiem. Maks siedział przy komputerze. Gdy zamykała drzwi spojrzał się na nią, po czym, bez słowa odwrócił głowę w stronę monitora. Nie wiedziała co robić, więc usiadła na swoim łóżku i rozmyślała. „ Jak tu dziwnie... na początku myślałam, że to kochająca się rodzina, ale jak Żaneta zaczęła opowiadać o Maksie i o tym wszystkim to... szkoda gadać... tam syf, a tutaj jeszcze większy. Może najlepiej będzie, jak skoczę z okna i się zabiję, wszystkim ulżę... a na pewno Maksowi, cały czas gapi się na mnie, jakbym mu coś zrobiła... dlaczego mnie to spotyka? Dlaczego wszędzie gdzie nie pójdę dzieje się źle... mam już dość! ledwo tu przyjechałam, a już mam dość! DOSYĆ!!!!”. Nagle Maks ponownie się odwrócił co przerwało rozmyślania Eweliny. Po chwili ponownie się odwrócił w stronę monitora. Ona posiedziała jeszcze na łóżku, a po chwili zaczęła rozpakowywać swoje rzeczy. Gdy to zrobiła poszła do salonu, usiadła na fotelu i włączyła telewizję. Żaneta spojrzała na nią, odłożyła katalog na stół i spytała: - Która godzina? - Za pięć czwarta, a co? - Przekręć na ósemkę, zaraz będzie „wszystko co nieznane”. - Ewelina wzięła pilota i przełączyła na ten program, po czym spytała: - A co to jest? - To jest taki fajny program, o zagadkach, zjawiskach paranormalnych, tajemniczych zaginięciach, to jest takie fajne. - Uwielbiam takie rzeczy... kiedyś nawet wymyśliłam z koleżankami, żebyśmy poszły do jakiegoś nawiedzonego domu żeby zobaczyć prawdziwego ducha... - Ty mądra jesteś?! - krzyknęła Żaneta. - Dlaczego? Przecież to tylko dla zabawy... - Ty zdajesz sobie sprawę z tego że takie głupie zabawy mogą się tragicznie skończyć?! - Jak? - spytała zaciekawiona Ewelina. - Na przykład taki zły duch może się do ciebie przyczepić i wręcz uniemożliwiać ci życie... - A skąd wiesz? Znasz jakąś historię? - Znam, nie wiem tylko na ile ona jest prawdziwa, ale jak chcesz to ci ją opowiem. - To mów. - A więc tak... jakieś dwadzieścia lat temu wprowadziło się do domu niedaleko stąd, a ulicę kruczą, młode małżeństwo... byli to dziwni ludzie... cały czas ubierali się na czarno, z prawie nikim z sąsiadów nie rozmawiali i wieczorami odprawiali jakieś dziwne obrządki... - To znaczy? - No w oknach były pozapalane świece i śpiewali przy tym jakieś dziwne pieśni, a co tydzień w sobotę przyjeżdżali do nich również dziwni znajomi... i wtedy odprawiali te obrządki razem... sąsiedzi wiele razy zwracali im uwagę, ale oni nigdy na to nie reagowali... wszystko było na pozór normalnie, jednak pewnej soboty, przyjechało więcej znajomych niż zwykle... tego wieczoru głośniej śpiewali, ale coś im w tym przeszkodziło... nagle zaczęły się stamtąd rozchodzić przeraźliwe krzyki... przestali śpiewać, a w trakcie tych zdarzeń kilku…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych