Wróć do katalogu

Siedmiu krasnoludków i starucha (antybaśń)

Antybaśń, czyli baśń, która nie kończy się dobrze.

JackNet, opublikowano , 11 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

W pierwszy dzień wiosny, gdy słoneczko uśmiechnęło się w końcu do ludzi, siedmiu krasnoludków wyruszyło na doroczne łowy. Tego jednego dnia ich leśna chatka stała pusta. Ściemniało się już, kiedy poczęli schodzić się z powrotem - każdy niosąc dumnie swoje trofeum. Rozpalili ogień w kominku i rozsiedli się na środku izby, patrząc jedni na drugich zaciekawionymi oczami: co też kto przyniósł z wyprawy? Żagiewka otworzył swój worek i wyjął z niego bałwanka ulepionego przez wiejskie dzieci z resztek śniegu, jaki tu i ówdzie zalegał wciąż po zimie. - Oto moja zdobycz – oświadczył, wypinając pierś jak do orderu. Bałwanek był mały, zleżały i ciągle się kurczył. Nie przywiązujcie się do niego zanadto, drogie dzieci, bo nim skończy się ta bajeczka, zostanie zeń tylko mokra plama na desce podłogi. Trofeum Żagiewki przyjęto z dobroduszną wyrozumiałością, trzeba wam bowiem wiedzieć, że wśród krasnali panuje zasada „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.” Nikt się tutaj nie wywyższa ani nie poniża innych. Poziomka odwiązał swój jutowy wór i wyjął z niego tłustą białą gąskę. Jego towarzysze bardzo się ucieszyli na ten widok. Natychmiast zarżnęli gąskę, oskubali ją z piór i nadziali na rożno ustawione nad kominkiem. Po całym dniu polowania wszyscy bowiem niesłychanie zgłodnieli. Kozubek wysypał z worka górę ziemniaków, które ukradł ze spiżarni najbogatszego we wsi gospodarza. - Hurra! – zawołały krasnoludki. - Pieczona gęś z pokrajanymi w talarki ziemniakami. Palce lizać! Wtedy Słomiaczek wyjął baryłkę miodu i wielki kosz jagód, które przez cały dzień zbierał mozolnie w lesie. Pozostali uśmiechnęli się pod nosem: Słomiaczek co roku przynosił tę samą „zdobycz”, której większość znikała potem w jego brzuchu. Z kolei Purchawka wydobył z worka łopatę, którą majstrował ukradkiem po zimowych nocach. Pozostałe krasnoludki powitały ją okrzykami udawanego zaskoczenia zmieszanego ze szczerą radością. Trudno było ukryć odgłosy piłowania, gładzenia i klepania dochodzące z komórki, w której zamykał się Purchawka, nie dając reszcie spać. Trzeba wam wiedzieć, drogie dzieci, iż krasnoludki postanowiły sobie, że od tej wiosny założą na tyłach chatki ogródek, w którym będą hodować rzodkiewkę, szczypiorek i cebulę. Łopata na pewno się przyda. Następny był Pietrzyk. Rozwiązał starannie swój wielki wór i pozwolił mu opaść. Ukazała się spowita w czarne sukno starucha i mrużąc kaprawe oczy od blasku ognia na kominku, rozejrzała się po izbie. - Zgodziliśmy się wszyscy – przypomniał Pietrzyk - że w tym roku bierzemy gosposię. Kogoś, kto pozmywa, ugotuje obiad, wysprząta chatkę, zmieni pościel, wypleni chwasty w ogródku. No więc proszę: oto moje trofeum. Prawdę powiedziawszy, nie musiałem jej nawet specjalnie namawiać… Wszyscy powitali ten pomysł z wielkim entuzjazmem. Klepali Pietrzyka po plecach i gratulowali mu udanych łowów. - A gdzie będę spała? – odezwała się nagle starucha. Krasnoludki popatrzyły po sobie stropione. Kozubek skrobał się po głowie, a Słomiaczek i Poziomka gładzili się po brodach. Rzeczywiście, nikt jakoś o tym nie pomyślał. W chatce było siedem łóżeczek. Siedem i ani jednego więcej. - Łóżeczko można zrobić! – zawołał majster-klepka Purchawka. Reszta skinęła skwapliwie głowami. – Już ja się tym zajmę. Będzie piękne i wygodne. - Eee, szkoda fatygi – odparła starucha. – Jest was siedmiu, czyli tyle, ile dni w tygodniu. Każdej nocy prześpię się w łóżeczku innego z was, żeby nikt nie czuł się poszkodowany. Sześciu krasnoludków bez entuzjazmu przytaknęło na znak zgody. Siódmy, Koszałek-Opałek, który dotąd milczał, przyglądając się wszystkim z tajemniczym uśmiechem, rozwiązał wreszcie swój worek. Ze środka wyszła jasnowłosa dziewczynka w białej płóciennej koszulinie, bosa, z rózeczką w ręku. - Dobry wieczór – powiedziała i dygnęła leciutko. Sześciu krasnoludków oniemiało z wrażenia. Koszałek-Opałek, z zadowoloną miną, wziął się do nabijania fajeczki. - Kim jesteś? – zapytał Pietrzyk, pierwszy bowiem odzyskał mowę. - Jestem sierotka Marysia, gęsiarka. Pasłam rano na łące gąski pani gospodyni, u której mieszkam kątem, kiedy rzucił się na nie lis. Gąski uciekły do lasu, więc poszłam ich szukać. Nagle zarzucono mi worek na głowę i z trwogi straciłam przytomność. Ocknęłam się dopiero w waszej izbie. – Sierotka wskazała rózeczką na rożen nad kominkiem. – Gąska, którą pieczecie na kolację, miała na imię Gosia i należała do mojej pani gospodyni. - Ojej – zmartwił się Poziomka - nie wiedziałem, że to twoja gąska, Marysiu. Bardzo mi przykro. Towarzysze Poziomki nie zdziwili się, słysząc o lisie. Poziomka co roku przebierał się za inne zwierzę, aby znosić swoje trofea. - Oddamy ci gąskę, Marysiu – obiecał Słomiaczek. - Tak-tak – potwierdził Żagiewka. - Kupimy ją na targu. - Albo ukradniemy. - Albo wymienimy na miód i jagody… - No, dosyć tego paplania – wtrąciła się starucha. – Robi się późno. Odprowadzę dziewczynę do wsi i wrócę zaraz do was. - Do wsi nie pójdę – rzekła sierotka Marysia i cofnęła się o krok. – Gospodyni zagroziła mi, że jeśli zgubię choć jedną gąskę, wynajmie sobie nową gęsiarkę, a mnie surowo ukarze. - A twoi krewni? Rodzina? - Nie mam nikogo na tym świecie. -

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych