Wróć do katalogu

Sieger

Historia chłopca walczącego o prawdę

Gomez, opublikowano , 16 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Sieger

Powstanie Juliusz Sieger przyjechał do Gdańska z Leżajska. Zjawił się u nas na początku siódmej klasy. Przedstawił go nam Hades, nasz pan od historii i posadził w pierwszej ławce w rzędzie przy ścianie, której do tej pory nikt nie zajmował. Juliusz nie miał rodziców, mieszkał u wujostwa w kamienicy na ulicy Ogarnej, w pobliżu Krowiego Mostu. Pewnego dnia, po szkole odprowadziliśmy go do domu, wujenka zaprosiła nas do mieszkania i poczęstowała herbatą. Mieszkanie składało się z dwóch pokoi, wewnątrz zajmując całą ścianę wisiały duże olejne obrazy. Na jednym z nich ułani na koniach atakowali nieprzyjacielskie czołgi, obcy żołnierze poddawali się, podnosili ręce do góry. - Piękny obraz –byliśmy zachwyceni jego ekspresją. - To bitwa pod Kutnem Jerzego Kossaka –objaśniał Juliusz. W drugim pokoju ze ściany spoglądał postawny mężczyzna w błękitnoszarym mundurze. Siedział na koniu i jakby obserwował niewidoczną, toczącą się walkę, którą dowodził. - Kim jest ten żołnierz? –zapytała Sabina. - Marszałek Józef Piłsudski na Kasztance. Twórca niepodległej Polski. Półki znajdujące się nad łóżkiem Juliusza wypełnione były książkami. - Komplet „Tygrysów”! –gwizdnął z wrażenia Darek. Oprócz „Tygrysów” na półkach znajdowały się książki z „Klubu Siedmiu Przygód” i kilkadziesiąt z serii „BKD”. - Juliusz, te wszystkie książki przeczytałeś? –z podziwem zapytała Sabina, oparła się na jego ramieniu. - Prawie wszystkie –odpowiedział Juliusz. Darek spojrzał na niego i Sabinę dziwnym wzrokiem, z pewną zazdrością. W tym czasie w szkole przerabialiśmy drugą wojnę światową, omawialiśmy zwycięskie bitwy polskiej armii, pod Lenino, o wał Pomorski, przeprawę przez Odrę, zdobycie Berlina wraz z armią radziecką. Juliusz dużo wiedział na ich temat, wiedzą historyczną przewyższał chyba Hadesa. Pewnego razu wprawił go w zakłopotanie a nawet spowodował, że dotychczas spokojny i flegmatyczny nauczyciel wpadł w niepohamowaną złość. Omawialiśmy wyzwolenie Warszawy w styczniu 1945 roku. Hades opowiadał o zaciętych walkach, olbrzymich zniszczeniach, bohaterskich polskich żołnierzach, którym wspólnie z zaprzyjaźnioną armia radziecką w końcu udało się pokonać i wyrzucić wroga z miasta. Juliusz zgłosił się, podniósł rękę, pan skinął przyzwalająco głową. - Warszawa została wyzwolona wcześniej, 1 sierpnia 1944 roku. Wówczas wybuchło Powstanie Warszawskie i mogło być zwycięskie, jednak armia czerwona zatrzymała się na prawym brzegu Wisły i nie pomogła powstańcom. Zginęło wielu polskich patriotów, miasto zostało zniszczone, ponieśliśmy olbrzymie straty. Rosjanie przyglądali się jak wykrwawia się, jak kona nasza stolica – Juliusz mówił z przejęciem. - A ty co?! Skąd? Jak? Ty co?! –plątał się czerwony jak burak pan. - Przyglądali się, nic nie zrobili. Wcześniej we wrześniu 1939-ego roku napadli na Polskę, kiedy my zacięcie walczyliśmy z niemieckim naporem. Wbili nam nóż w plecy. To jest przyjaźń? Tak zachowują się przyjaciele? –kontynuował Juliusz. - Zamknij się gówniarzu!! –Hades odzyskał mowę, krzyknął przeraźliwie –nie kłam, nie przekręcaj faktów, nie kalaj naszej polsko-radzieckiej przyjaźni. - Nie kłamię, moi rodzice walczyli w Powstaniu, byli świadkami tamtych zdarzeń. Kiedy żyli opowiadali mi o nich. Przyglądaliśmy się Juliuszowi z podziwem, Sabina najbardziej, nikt z nas do tej pory nie sprzeciwiał się naukom głoszonym przez naszego pana. Przypomniałem sobie przyciszone rozmowy rodziców podczas rodzinnych spotkań, ojca nachylonego nad skrzeczącym i zagłuszanym radiem, nasłuchującego niecierpliwie. Darek tylko spoglądał dziwnie, spod wpół przymkniętych powiek na Juliusza. - Zabraniam tobie mówić. Koniec lekcji –nauczyciel zamknął dziennik, wziął go pod pachę i wyszedł z klasy.

Wisłoujście Od początku istnienia naszej szkoły intensywnie rozwijało się w niej harcerstwo. W pierwszej klasie zapisano nas do zuchów, nosiliśmy metalową odznakę z białym orłem na niebieskim tle, w piątej klasie zamieniliśmy ją na krzyż harcerski. Zbiórki odbywały się w harcówce, niewielkiej salce w piwnicach szkolnych, niedaleko szatni. Drużynowym był Hades, podczas jego nieobecności drużynę prowadził Darek. Juliusz nie zapisał się do naszej grupy, chociaż gorąco go do tego namawialiśmy. Pokazywaliśmy odznaki i sprawności zdobyte na obozach harcerskich, Robinsona, odkrywcy, zwiadowcy, tropiciela i wiele innych. Nie był zainteresowany, chociaż po lekcjach, czy też w wolnych chwilach, już nie jako harcerze wyruszaliśmy na piesze, rowerowe wędrówki po bliższej i dalszej okolicy. Pewnego razu pojechaliśmy na rowerach na dziką plażę znajdującą się niedaleko Stogów, w miejscu zasypanego dawnego ujścia Wisły do morza, rzeki która kiedyś oddzielała wyspę Westerplatte od stałego lądu. Był ciepły, słoneczny dzień, kąpaliśmy się w morzu, opalaliśmy na plaży, na której oprócz nas nikogo nie było. - Juliusz, twoi rodzice zginęli w Powstaniu Warszawskim? –zapytała Sabina, leżąc na plecach i spoglądając w bezchmurne niebo. - Jakby zginęli toby Juliusza na świecie nie było –wtrącił Darek. - Nie, nie –odpowiedział Juliusz- wiele lat później, ale echa powstania cały czas były w ich opowieściach. Wieczorem w powrotnej drodze Juliusz zainteresował się wieżą i ruinami stojącymi na brzegu Wisły. - Co to za budowle? - Twierdza Wisłoujście. Podjechaliśmy do zaniedbanych murów ceglanych, otworzyliśmy zardzewiałe wrota, znaleźliśmy się na obszernym, zarośniętym dziedzińcu, na którego środku pięła się w górę strzelista baszta. Do tej pory nie sprawdzaliśmy podziemi bojąc się dzikich kotów, które upatrzyły sobie w nich swoją kryjówkę. Juliusz wszedł do jednego z lochów, zawołał nas. Za drewnianymi drzwiami znajdowała się niewielkie pomieszczenie. - To może być nasza baza, siedziba, w której będziemy odbywać spotkania naszej organizacji. - Jakiej organizacji? –nie rozumiał Darek. - Zamiast harcerstwa stworzymy własną drużynę. - I co będziemy robić? - To samo co na waszych zbiórkach. Tylko z tą różnicą, że sami będziemy się organizować, sami decydować, a nie na polecenie Hadesa. Prócz nas nikt nie interesował się zaniedbaną, stojącą na uboczu, z dala od zabudowań mieszkalnych twierdzą, nie stanowiła atrakcyjnego terenu do zwiedzania czy też zabaw. Spotkaliśmy się raz na kilka dni w zamieszkałej tylko przez dzikie koty twierdzy Wisłoujście. Juliusz przewodził naszej grupie, co nie bardzo podobało się Darkowi. W pomieszczeniu za drewnianymi drzwiami urządziliśmy sobie skarbiec, gromadziliśmy w nim wszelkie znaleziska jakie zdobywaliśmy podczas naszych rowerowych eskapad, podczas penetracji bunkrów, pozostałości okopów, żelbetowych warowni, znajdujących się w pasie nadmorskim od Mikoszewa do Nowego Portu. Po jakimś czasie nasze pomieszczenie wypełniło się starymi hełmami, bagnetami, częściami karabinów, pojemnikami z prochem, który wydłubywaliśmy z zardzewiałych łusek i który służył nam do konstrukcji petard wystrzeliwanych w Nowy Rok. Pewnego dnia Juliusz przyniósł z domu białoczerwony sztandar, na którego środku widniał znak „P” z doczepioną u dołu kotwicą. - To znak Polski Walczącej. Pamiątka z Powstania Warszawskiego, od rodziców. Pod tym sztandarem walczyli i ginęli powstańcy. Znalazł stalowy drąg, który posłużył za maszt. Doczepił do niego sztandar i umocował na samym szczycie wieży twierdzy. Flaga łopotała dumnie na wietrze, widoczna była nie tylko ze statków płynących kanałem portowym, nie tylko z Westerplatte i Nowego Portu lecz również z Dolnego i Starego Miasta. Sztandar wisiał kilka dni. Na lekcję historii Hades przyszedł w towarzystwie nieznajomego mężczyzny. Nieznajomy oparł się o framugę drzwi i stamtąd obserwował nas. Milczał. Za to nasz pan rzucił dziennikiem tak mocno, że aż stół się zatrząsł. - Szef bandy z Wisłoujścia na środek klasy wystąp!! –krzyknął. Spojrzał na…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych