Wróć do katalogu

Six days to love

Kolejne, proste, schamtyczne lovestory.

Atomówkaopublikowano 19 sierpnia 200638 min czytania 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

1.

- Nareszcie. – westchnęłam z szerokim uśmiechem na ustach, gdy tylko zamknęłam oczy. Marzyłam o tej chwili cały rok i teraz nic nie było w stanie odebrać mi przyjemności: gorące słońce, plaża, chłodna, morska woda i spokojna muzyka sącząca się z głośników plażowej knajpy było wszystkim, czego potrzebowałam. Dopełnieniem był braku planów na najbliższych sześć dni, poza szalonymi imprezami w tej małej wypoczynkowej miejscowości. - Dokładnie... – dodała moja najlepsza przyjaciółka, Julka, leżąca tuż obok. – Otwierając rozszerzoną matematykę nie wierzyłam, że dożyję tej chwili... – obie się zaśmiałyśmy, ale te dwa miesiące temu nie było nam tak wesoło. Teraz, jako studentki dzienne marketingu i zarządzania na jednej z lepszych uczelni w kraju, mogłyśmy nareszcie zapomnieć o przyszłości i cieszyć się chwilą. Ale, jak to z chwilami bywa, ta szybko się skończyła - reszta całej wakacyjnej ekipy dotarła wreszcie na miejsce. Obie z Julką aż się zdziwiłyśmy, ponieważ po tym, co podobno wczoraj robili, zbieranie się poszło im nad wyraz szybko... - Matko... tak dawno tego nie robiłam, że zapomniałam, jakie to męczące... – tymi słowami przywitała nas Beata padająca w ubraniu na nasz koc. Zaraz za nią szli Marcin, Łukasz, Krzysiek i Ewelina. - Jesteście tutaj od tygodnia... – zaczęła Julka podnosząc głowę. - ...ale nie traciliśmy czasu na plażę! – wtrąciła od razu Ewelina rozkładając swój ręcznik tuż obok nas – Otwarli nowy klub, mówię wam: świetny! A jacy przystojni barmani! - No co ty?! Opowiadaj! – Julka zapomniała o opalaniu i rozpoczęła szczegółowy wywiad. Westchnęłam głęboko i porozumiewawczo spojrzałam na chłopaków. Z Eweliną widywałyśmy się dość rzadko: mieszkała w innej części kraju, to jednak nie przeszkadzało Julce trzymać z nią przez całe wakacje. Miały podobne podejście do życia i... facetów. A wakacje były tylko kolejnym pretekstem do ciągłych flirtów i zapełnienia telefonami różnych chłopaków swoich książek adresowych. Ja wolałam towarzystwo Beaty i Łukasza. Chodzili ze sobą od kiedy pamiętam i jakoś wolałam czasem przesiedzieć z nimi cały dzień (nawet za cenę wysłuchiwania nielicznych, ale za to spektakularnych, kłótni) niż narażać się na bycie w centrum uwagi przy Julce i Ewelinie. Reszta, czyli Marcin i Krzysiek, byli świetnymi kumplami, przede wszystkim zawsze rozbawiali towarzystwo do łez i dlatego cała licealna klasa ustawiała swoje wakacyjne wyjazdy pod ich terminarz. Ja zadbałam o to już na samym początku pierwszej klasy – przyjechali tu ze mną dwa lata temu i tak już ostatecznie pozostało. Świetnie pasowali do Julki i Eweliny, oczywiście w sensie robienia pozytywnego zamieszania i dlatego też na wszystkie imprezy chodzili w czwórkę (w celu "mocnego wejścia" jak oni to nazywali). Położyłam spowrotem głowę na kocu wystawiając twarz do słońca. Już wiedziałam, że ten tydzień minie szybciej, niż wszyscy byśmy chcieli...

- ...to weźmy jeszcze wodę mineralną... – dodała z rozbrajającym uśmiechem Julka, gdy w drodze powrotnej reszta robiła zakupy na obiad. Sprzedawca, młody chłopak, starał się nie pokazywać po sobie wrażenia, jakie wywarły na nim obie dziewczyny. Co chwilę jednak upuszczał lub strącał jakiś towar i mimo kalkulatora nie mógł się doliczyć ostatecznej kwoty. - 14,56 zł – rzucił w końcu. Sięgnęłam po portfel, w tym momencie miałam w nim tylko kilka złotych, i to w bardzo drobnych monetach. Nie mogłam go jednak znaleźć w obszernej torbie. Po chwili przeszukiwań, musiałam się poddać i sama przed sobą przyznać, że znowu zrobiłam z siebie ofiarę. - Słuchajcie... – zaczęła Julka, gdy przekonałam ją, że poza małą ilością pieniędzy, masą śmieci, starych biletów i wizytówek nie zginęło mi nic ważnego. Oczywiście nie licząc szkolnej legitymacji (tak, tej uprawniającej do przejazdu za połowę ceny, która w tak długiej podróży, była dość znacząca) - ...Lizka zgubiła portfel... – wszyscy spojrzeli przerażeni, ale po szczegółowym opisie zawartości, zaczęli się trochę nabijać. Właściwie im się nie dziwię, kiedykolwiek razem gdzieś wyjeżdżaliśmy mnie ginął bagaż, mnie kradli telefon, mnie akurat musieli spisać za siedzenie na oparciu ławki w parku... Z resztą w normalnym życiu również znalazłoby się milion podobnych przykładów: gdy po 20 minutach stania w kolejce stawałam przed okienkiem, akurat wypadała godzina przerwy, gdy raz w życiu nie miałam biletu, kontrolerzy nie dali się przekupić... mogłabym, jeszcze długo wymieniać. Dzięki temu pechowi nauczyłam się jednak nie trzymać wszystkiego w jednym miejscu, kilka razy częściej niż normalnie sprawdzać godziny odjazdu pociągów, czy posiadanie kluczy w kieszeni PRZED zatrzaśnięciem drzwi. Chyba tylko dzięki temu tak mało straciłam. Co oczywiście nie zmienia faktu, że humor zdecydowanie przestał mi dopisywać.

Wieczorem cała reszta poszła na imprezę, a ja wykręciłam się zmęczeniem. Jakoś nie miałam ochoty na zabawę. Za to kąpieli w pobliskiej, chłodnej rzece sobie nie odmówiłam. Szybko znalazłam "naszą" ścieżkę, prowadzącą do ulubionego miejsca w środku lasu. Księżyc oświetlał co nieco tę małą polankę, ale akurat gdy zauważyłam w wodze podejrzany ruch, chmury zasłoniły go całkowicie. - Jak w horrorach... – westchnęłam do siebie i podeszłam bliżej. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że ktoś już się kąpie! Porozrzucane ubrania i ręcznik tylko potwierdziły moje domysły. Zaczęłam się wycofywać, gdy usłyszałam głos z wody. - Zaczekaj! Ja już właściwie mogę iść, nie musisz odchodzić... – w znikomej poświacie przebijającej się zza chmur, zauważyłam postać dobrze zbudowanego faceta. Nagle zrobiło mi się strasznie gorąco. Jego głos i ruchy wskazywały na młody wiek, jednak w tych ciemnościach nie można go dokładnie określić. - Skoro musisz... ale jeśli chcesz zostać, to nie ma sprawy. Właściwie mi nie przeszkadzasz... – czy ja to powiedziałam?! Chłopak popatrzył chwile w moim kierunku i odparł powoli "ok", jakby zastanawiając się czy dobrze robi. Podeszłam, starając się nie przyglądać mu za bardzo, zdjęłam przewiewną sukienkę, rzuciłam wszystkie moje rzeczy na ziemię i wskoczyłam do wody. Była idealna, miękka i chłodna, a prąd niezbyt silny. Mogłabym tu zostać na zawsze, a przynajmniej przez kilka kolejnych godzin. Chłopak siedział na brzegu i palił papierosa. "Minus dla niego" pomyślałam, po czym sama zganiłam się za to - więcej go przecież nie zobaczę. W końcu uznałam, że wystarczy. Byłam naprawdę cholernie zmęczona i wysiłek fizyczny bynajmniej temu nie pomagał. - Dobrze pływasz. – usłyszałam stojąc obok tajemniczego towarzysza. - Dzięki. – wystarczyłoby. Ale oczywiście ja nie mogłabym na tym zakończyć. – Zazwyczaj dobrze wychodzą mi rzeczy, na które mam akurat ochotę. – chłopak uśmiechnął się (chyba) i niespodziewanie szybkimi ruchami znów wskoczył do wody. Wzruszyłam ramionami, ubrałam ciepłą bluzę, którą miałam ze sobą i bez pożegnania opuściłam polankę. Julka i Ewelina pewnie by mnie za to zabiły. Ale nie chciałam żadnego "wakacyjnego romansu", zwłaszcza, że miałabym na niego tylko 6 dni...

2.

- Lizka, żałuj, że nie byłaś wczoraj z nami... mówię ci, jacy faceci tu są w tym roku...! – spojrzałam na Julkę z lekkim powątpiewaniem: wróciła chyba koło 4, wstała przed chwilą (dochodziła 13) i jak na razie nie rozstawała się z butelką chłodnej wody mineralnej. – Nie patrz tak, warto było. Umówiłyśmy się z tymi najfajniejszymi na plażę dzisiaj... – spojrzała na swój zegarek – Boże, gdzie jest Ewelina?! Już na nas na pewno czekają!! – zadziwiające, jak mało czasu może zajmować przygotowanie do wyjścia, kiedy człowiek się śpieszył. Oczywiście nie skłamały, mówiąc o "jakości" poderwanych chłopaków. Jeśli naprawdę byli najlepsi, mnie wystarczyłby chyba najgorszy – skąd tacy przystojni ludzie się tutaj biorą? Nowi znajomi dziewczyn szybko zaprzyjaźnili się z Marcinem i Krzyśkiem, Beata i Łukasz poszli na obiad na miasto, a ja, jak zwykle zostałam sama i bardzo mi to odpowiadało. - Ty musisz być Liza... – usłyszałam tuż obok siebie. Niechętnie odwróciłam głowę w stronę rozmówcy – Ja jestem Tomek, ale mówią na mnie Proton. – podałam mu rękę. W sumie był nawet przystojny, ale zupełnie nie w moim typie: blond włosy, brązowe oczy, wysportowany, ale raczej jak koszykarz niż gracz piłki nożnej. – Słyszałem, że byłaś już parę razy w Hiszpanii. Ja jadę tam w tym roku i... – spojrzałam karcąco na Julkę: musiała mu powiedzieć, że kocham tamten kraj z całą jego kulturą, dlatego zagadał. Ale ona wraz z całą resztą świetnie bawiła się w wodzie. Okazało się jednak (na szczęście dla mojej przyjaciółki), że Proton coś wie na temat ojczyzny Picassa, a także że jest na drugim roku marketingu, słucha podobnej muzyki i generalnie jest całkiem sympatyczny. Wspomniał też, że przyjechali z całą resztą (której część leczy się po wczorajszej imprezie na polu namiotowym) na cały tydzień. Jedynym minusem była odległość, jaka dzieliła nasze miejsca zamieszkania – wszyscy pochodzili z Sopotu. Ale właściwie niewiele mnie to obchodziło. Naprawdę nie miałam zamiaru po powrocie do domu, poza powakacyjnym dołem, mieć jeszcze moralnego kaca, lub (co gorsza!) złamanego serca. Dlatego też długo musieli mnie namawiać, do przyrzeczenia, że pojawię się na wieczornej imprezie.

Wlokłam się ostatnia, próbując od początku grać ogromne zmęczenie, ale Julka chyba za dobrze mnie znała – doskonale wiedziała, że tylko udaję. - Potem będziesz żałować, że nie byłaś z nami wczoraj. Z resztą sama zobaczysz! – mówiąc to wzięła mnie pod rękę. Minęliśmy kilka roześmianych grupek z piwami w rękach, dziewczyny rozpoznały wśród nich znajomych, z poprzedniego wieczoru. Jak zwykle w centrum uwagi. Im bliżej byliśmy plażowej knajpy, tym więcej ładniejszych chłopaków się do nas dołączało. Wśród tłumu zauważyłam również kilka sympatycznie wyglądających dziewczyn (zapewne nowych znajomych Marcina i Krzyśka) oraz ze trzy pary. Weszłyśmy na drewniany podest, zobaczyłam falujący tłum pod głośnikami i jęknęłam. Scena jak z teledysku – impreza na środku plaży. Wszyscy piękni, opaleni, uśmiechnięci... Przez chwilę pomyślałam, że jestem tego częścią, i wystarczy, że się uśmiechnę, a będę tu pasować... Julka widząc moją zachwyconą minę rzuciła mi spojrzenia typu "a nie mówiłam?" i ciągnięta przez Ewelinę i chłopaków z plaży szepnęła - Poradzisz sobie sama... – po czym zniknęła w tłumie. Ja nie byłam tego taka pewna. Za dużo tu było ludzi, za dużo osób, które chciałabym poznać. Usiadłam gdzieś na podwyższeniu, żeby móc obserwować wszystkich, zamówiłam drinka i sączyłam go, żałując, że wcześniej nie wyciągnęłam całej reszty na jakiś mocniejszy alkohol. Był inny plus tej całej sytuacji – wreszcie byłam sama. Wśród tego rozbawionego tłumu, mogłam spokojnie odetchnąć nie myśląc o niczym. Humor chyba mi sie poprawiał – wiedziałam, że zaraz pójdę tańczyć, i wtedy w trójkę z Julką i Eweliną zawładniemy tym klubem. Ostatnie jaśniejsze chmurki nad zachodnią częścią morza powoli znikały, wokół zapaliły się lampiony. Po kilku minutach obok mnie pojawił się Proton, postawił drugiego drinka i zaczął ciągnąć w stronę parkietu. W końcu wstałam, rzuciłam okiem na odbicie w lustrze za barem – kręcone, jasne włosy idealnie ułożone (przypadkiem), nie rozmazany makijaż – pomyślałam, że wyglądam naprawdę ładnie, zwłaszcza z tą świeżą opalenizną. I Protonem, który mi towarzyszył. Tak jak się spodziewałam na parkiecie przyjęli nas gorąco, po kilku minutach wokół zrobiło się jakby puściej. Wiedziałyśmy z Julką, że właśnie nadchodzi moment, żeby pokazać umiejętności zdobywane przez cały rok. Dopiero teraz całe zmęczenie i stres tego roku znalazły ujście. Nareszcie czułam, że mam wakacje!

Jak zwykle nikomu nie chciało się towarzyszyć mi w nocnej kąpieli. Ja sama też pewnie nie miałabym siły, gdyby nie fakt, że strój kąpielowy miałam na sobie (na wszelki wypadek) i nie musiałam wracać po niego do namiotów. Obiecałam, że zajmie mi to chwilkę, chociaż pewnie i tak nie to obchodziło ich najbardziej w tym momencie. Szybko znalazłam ścieżkę, polankę, rozebrałam się i zanurkowałam w chłodnej wodzie. To też uwielbiałam – pływać przy blasku księżyca, kiedy w głowie jeszcze troszkę szumiało po wypitym wcześniej alkoholu. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że to robię jest niebezpieczne, ale jak to zwykle bywa w moim wieku, nie myślałam o śmierci czy też nieprzewidzianych wypadkach. Nagle usłyszałam dziwny odgłos i coś dość dużego wpadło do rzeki tuż obok mnie. Prawie dostałam zawału, próbując sobie przypomnieć jakie leśne i krwiożercze zwierzęta pływają w środku nocy, ale po kilku sekundach wszystko się wyjaśniło. Z wody wynurzył się... człowiek! - Nie chciałem cię przestraszyć... aż tak bardzo... – zaśmiał się - Mogłeś mnie zbić... – po głosie rozpoznałam w nim tego samego chłopaka, który był tu wczoraj. - Nie sądzę... chyba, że ćpasz i możesz mieć zawał w tak młodym wieku. - Skąd wiesz, że jestem młoda...? – denerwowało mnie tylko to, że nie mogłam zobaczyć jego twarzy. I nie rozpoznałabym go na ulicy. - Widzę przecież... – jak?! Jak on mógł to widzieć...? – A ty nie? – właściwie, to też wiedziałam, że jest młody. – Jak masz na imię? – spytał, gdy wychodziłam z wody. - A ty? – chyba nie byłabym sobą, odpowiadając po prostu na czyjeś pytania. - Spytałem pierwszy. - A ja druga. – byłam gotowa do odmaszerowania. Pomachałam mu ręką i powoli odeszłam. - Paweł. – usłyszałam tylko wchodząc w ciemność lasu. Cóż mi jednak było po jego imieniu... chyba, że będzie tutaj jutro...

3.

- Widziałam wczoraj, że jednak przeciągnęły cię na swoją stronę... – westchnęła Beata robiąc sobie śniadanie. Jak zwykle wstałyśmy pierwsze, reszta pewnie nawet jeszcze nie planowała pobudki przez najbliższe kilka godzin. - To znaczy? - Przecież dobrze się bawiłaś... w towarzystwie różnych chłopaków... – nie mówiła tego z zawiścią, czy zarzutem. Uśmiechała się cały czas. - Masz rację. Ale to nie znaczy jeszcze... - ...a za cenę wszystkich drinków, które ci postawili, moglibyśmy zostać tu wszyscy jeszcze tydzień... – zachichotała. - Eejj! To przecież nie moja wina, więc co się śmiejesz?! – rzuciłam w nią płatkami i teraz obie się śmiałyśmy. - A tak poważnie... myślisz, że ten twój Proton, czy jak oni go nazywają, jest fajny? - Jest. Ale już mówiłam... że nie mam ochoty... - Taaak... Teraz w trójkę będziecie chodzić na podryw...! – Niektóre dziewczyny naprawdę niczego nie rozumieją... – czy naprawdę nie istnieje coś takiego, jak damsko-męska przyjaźń od... pierwszego wejrzenia?!

Na plaży znów byliśmy umówieni z ekipą z Sopotu, tak samo jak na obiad i wieczorną imprezę. Leżąc na swoim ręczniku, próbując spokojnie wyschnąć i złapać oddech, zaczynałam wierzyć w słowa Beaty. Może naprawdę też tego potrzebowałam? Proton był świetny, dobrze się bawiłam w jego towarzystwie, ale... nauczona wcześniejszymi "nagłymi wakacyjnymi miłościami", nie czułam tego czegoś, co zazwyczaj... tego czegoś, co przy chłopaku z nad rzeki! Boże... to już zakrawało na poważne problemy psychiczne. Człowiek którego nawet nie umiałabym rozpoznać, gdyby na mnie wpadł, podobał mi się bardziej niż ten na wyciągnięcie ręki...! - Idę do sklepu. Chcecie coś? – rzuciłam szybko, żeby przestać rozmyślać. Pięć dni to stanowczo za mało, żeby tracić czas na jakieś głupoty. - Przynieś więcej wody... – rzuciła Julka chowając twarz pod słomkowym kapeluszem. - Pójdę z tobą. – usłyszałam Protona, który zbierał kasę od swoich znajomych. Szliśmy nic nie mówiąc aż do wyjścia z plaży. Czułam, że coś się święci. - Liza... – zaczął w końcu. - Tak? - Ja nie chcę... żebyś myślała, że jesteś mi coś winna za te wczorajsze drinki... i dzisiejsze... i w ogóle, że ja czegoś oczekuję... – popatrzyłam na niego uśmiechając się. – Znów zrobiłem z siebie idiotę... – jęknął - Nie... Pewnie gadałeś z Eweliną i powiedziała ci o moim stosunku do tego wszystkiego. – skinął głową – Jeśli już rozmawiamy na temat oczekiwań... fajnie się z wami spędza czas, ale nie jestem taka jak one... Nie umiem się po prostu bawić... - Wiem. Dlatego z tobą teraz rozmawiam, a nie leżę z nimi... – uśmiechnął się - Ja mówię poważnie, jeśli chcesz spędzić czas z kimś normalnym... to nie ze mną. – nie wiedziałam, jak mam mu to wszystko wyjaśnić. - Niedawno rozstałem się z dziewczyną. – rzucił ni stąd ni zowąd. Nawet nie widziałam co mam mu odpowiedzieć. – Nie chcę teraz bawić się nikim, bo i tak byłaby to tylko zemsta... – z tego wynikało, że mamy podobne podejście. – Słyszałem o Hubercie. – dodał. Zamknęłam oczy, próbując nie przewrócić się na tej leśnej ścieżce. Hubert. O nim na pewno nie chce z nikim rozmawiać. - To przynajmniej wiesz, co o was myślę. - Przepraszam. Nie powinienem był... - To nie twoja wina, że chodzą na świecie takie dupki. Nieważne. Nie mówmy o tym. Są wakacje. – cisza. Ta z serii tych najgorszych, kiedy między dwojgiem ludzi padną jakieś słowa, które mają ogromny wpływ na dalszą znajomość. – To jakie są twoje ulubione lody?

- Dlaczego opowiadacie jakimś obcym ludziom o moim życiu prywatnym...?! – zaczęło się. Mój napad agresji na wszystko. Na bałagan, na nie pozmywane naczynia... A wszystko przez to, że ktoś wspomniał o moim byłym dzisiaj rano. Dziewczyny zbierały się na imprezę, chciały zabrać mnie ze sobą, nie zważając nawet na moje wykręty i tłumaczenia. - Ale o co chodzi? – Ewelina usiadła obok, Julka przestała się malować i spojrzała na mnie. - Powiedziałyście im o Hubercie. Jeśli chciałyście zepsuć mi ten wyjazd, to wam się udało! - Lizka, nie przesadzaj! Pytał się, tylko, kto ci coś zrobił, że nie jesteś zawsze taka, jak wczoraj na imprezie... - Więc twierdzisz, że nie umiem się wyluzować?! – sama nie wiedziałam o co mi chodziło. - Przestań się drzeć! Przecież nic takiego się nie stało... - Nic?! Przez ostatnie pół roku naszego związku miał drugą pannę na boku? NIC?! – popatrzyły na siebie znaczącym wzrokiem – Idę nad rzekę. Nie czekajcie z wyjściem na mnie. MOŻE się pojawię. – wzięłam ręcznik i nie czekając na wyjaśnienia ruszyłam przed siebie

Z tym większą radością wskoczyłam do rzeki. Było dość wcześnie, dlatego nawet nie liczyłam, na spotkanie tajemniczego nieznajomego. I się przeliczyłam. Gdy tylko zapadł zmrok, a ja leżałam bezsensownie na brzegu nie czując w ogóle zimna (choć na dobrą sprawę powinnam), na ścieżce pojawił się Paweł. - Cześć. – powiedział i wskoczył do wody. Zaczęłam się zastanawiać, czy on przypadkiem mnie nie śledzi, ale szybko porzuciłam tę myśl. Z resztą, nawet jeśli, to mógłby mnie tutaj zabić. Przynajmniej nie wkurzałabym innych. Później położył się obok mnie. Słyszałam, jak ciężko oddycha. Zaczęło kręcić mi się w głowie. Chyba za dużo wrażeń, jak na dzisiaj. - Czemu zawsze przychodzisz tu sama? – spytał niespodziewanie. - Skąd wiesz, że gdzie indziej jestem z kimś? – popatrzyłam w jego stronę. Leżał wpatrzony w niebo. - Nie

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych